• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[22.09.1972r.] Wsparcie dla Kliniki || Laurence & Dorinda

[22.09.1972r.] Wsparcie dla Kliniki || Laurence & Dorinda
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#1
28.02.2026, 14:00  ✶  
22 września 1972r.
Szpital Św. Munga / Gabinet Dorindy Lestrange

Ostatniego wieczora wracał późno do domu. Ze względu na sytuację w kraju i w Ministerstwie, spędzał nadgodziny, żeby być na bieżąco ze wszystkimi informacjami oraz działaniami. W końcu jego departament, miał najwięcej do robienia i najwięcej mógł też zaoferować w kwestii pomocy zdrowotnej dla obywateli. A ostatnie wydanie proroka codziennego, nasunęło mu pewne myśli, pomysły do działania. Potrzebował jeszcze wiedzieć, jak wygląda sytuacja w Klinice Magicznych Chorób i Urazów. Myśląc o tym, kiedy po kolacji przygotowanej przez skrzata, zmierzał do swojego gabinetu, aby coś jeszcze w papierach sporządzić, dostrzegł nadlatującą sowę do okna. Podszedł i otworzył skrzydło, wpuszczając zwierzę do środka. Odebrał od niego list, od razu zabierając się do przeczytania. Uśmiechnął się, na zamieszczone słowa babki. Miał już niestety w zwyczaju pisać oficjalne listy do swoich członków rodziny, jeżeli chodziło o interesy zawodowe. Innym słowy też, odnosił się do Dorindy z szacunkiem. Nie pozostało mu nic innego, jak nakarmić sowę i wypuścić ją, aby wróciła do swojego właściciela. A on z kolei musiał zadbać o odpowiedni odpoczynek dla siebie. Spożyć odpowiedni eliksir na sen, żeby wstać wypoczętym.

W dzień samego Mabon, pamiętając o kolacji wieczorem, musiał spiąć swój dzisiejszy grafik pracy i spotkań, aby zdążyć na spotkanie z rodziną. Z samego rana po ogarnięciu się i zjedzeniu śniadania, udał się pierw do swojego biura w Ministerstwie, aby zabrać ze sobą potrzebne dokumenty. Był najpewniej jednym z nielicznych, którzy pojawili się w pracy przed czasem. Zabierając aktówkę, zostawił wiadomość dla szefa i asystenta, że udaje się na spotkanie z Dyrektorką Kliniki Magicznych Chorób i Urazów. Na wszelki wypadek, gdyby spotkanie przedłużyło się znacznie, niż by planował. Pamiętał także o zabraniu ostatniego wydania Proroka Codziennego.

Przed Kliniką zjawił się z rana, jak prosiła w liście babka. O czasie, jak zaczynali pracę w biurach. Gdyby był za szybko, mógłby poczekać. Mógłby nawet zrobić osobisty obchód. Robił go wchodząc do środka. Obserwując pracę stażystów i uzdrowicieli, często przemieszczających się między salami i na korytarzach. Był tutaj znany, więc na dzień dobry, odpowiadał tak samo. Nie potrzebował asysty, aby trafić do gabinetu Dorindy. Jedynie zapytał jej asystentki, czy jest obecna. Jeżeli tak, zapukał do drzwi jej gabinetu i wszedł, jeśli dała zgodę. A jeżeli nie była obecna, postanowił poczekać. 



@Dearg Dur
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#2
12.03.2026, 22:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 22:34 przez Dearg Dur.)  
Dorinda nie byłaby dyrektorką szpitala, gdyby nie pewien poziom nadgorliwości. Babcia Lestrange trzymała wszystko żelazną, pomarszczoną ręką i krążyły takie opinie, że oddała kierowanie rodu synowi tylko dlatego, że w Klinice pojawiło się kilku chętnych na jej stołek.

W życiu trzeba było mieć priorytety.

Tymczasem Spalona Noc mocno nadszarpnęła wiekowymi murami Kliniki, a wiekowa kobieta żelazną dyscypliną inspirowała wielu do pracy na granicy własnych sił i możliwości. Do przekraczania tej granicy.

Laurence nie był za późno, a jego droga była prosta i oczywista, zapamiętana latami wydeptywania tej ścieżki w różnych okolicznościach. Zastępca szefa departamentu i dyrektorka szpitala. Wnuk i babcia. Wszystko pozostawało w rodzinie.

Ludzie kłaniali mu się bez najmniejszego zawahania, nawet jeśli - z jakiś niemożliwych do zrozumienia powodów - nie kojarzyliby powiązań rodzinnych, Lestrange roztaczał wokół siebie aurę urzędnika wyższego rzędu, który idzie korytarzem w ściśle określonym celu.

Oczywiście usłyszał krótkie acz treściwe "Wejść", a gdy podniosła na niego głowę znad dokumentów, jej oblicze rozjaśniło się uśmiechem oszczędnym acz szczerym.

– Laurence! No w końcu – Nie spóźnił się, był dokładnie o tej porze na którą się umówili. – Dobrze, że jesteś wnuku, przyznam, że Twoja wiadomość dała mi nadzieję na rozwiązanie mojej sprawy. – Przeszła od razu do konkretów, gdy tylko zamknął drzwi. Tymczasem wiekowa czarownica wstała i ułożyła ręce za swoimi plecami, jak zwykła to robić, zwłaszcza po długich sesjach spędzonych w dokumentacji klinicznej. – Połowa mieszkańców Londynu cierpi. Nie mogę przekazać Ci dokładnych danych, bo wciąż je zbieramy, ale żniwo jest dotkliwe i krwawe, a dobre imię naszej rodziny narażone jest na szwank. – Powiedziała twardo, tak jakby dyktowała stażyście list do Ministry, przechadzając się po swoim skromnym i niezwykle funkcjonalnym gabinecie. Było tu wszystko czego potrzebowała do zarządzania szpitalem. Nic więcej. Nic mniej. – Jeden ze składników jest na wykończeniu. Używamy go do tego przeklętego eliksiru na kaszel, który daje wymierne efekty, ale krótkotrwałe. Kaszel wraca, a nam kończy się składnik, który według szacunków sprzed Spalonej Nocy powinien wystarczyć nam do połowy przyszłego roku. I to nie jest aż taki problem. Ludzie mogą kaszleć jak chcą. Ale ten sam składnik powstrzymuje gwałtowne postępowanie petryfikacyjnego zaniku nerwowego. Wie o tym sześć osób, Ty jesteś siódmy. Został nam miesiąc, a potem kilku stałych pacjentów tej kliniki stanie się kadłubkami pozbawionymi przyszłości.

@Laurence Lestrange
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#3
24.03.2026, 01:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2026, 02:00 przez Laurence Lestrange.)  

Usłyszawszy ten charakterystyczny i znajomy głos babki, Laurence wszedł do gabinetu, zastając ją siedząca przy biurku nad papierami. Posłał jej szczy i uprzejmy uśmiech, zamykając drzwi gabinetu za sobą. Zawsze starał się być punktualnie. A jeżeli nie mógł, potrafił mieć przekonujące argumenty, licząc na zrozumienie. Szczególnie, jeżeli też zdarzały się na drodze wypadki, w których jako uzdrowiciel, czuł w obowiązku udzielić pomocy.

- Przepraszam, że nie odezwałem się z tym wcześniej.
Przepraszał, bo czuł, że powinien. Choć nie ze swojej winy, ale jego przełożonego. Chciał, aby Dorinda wiedziała, że nie zostawiłby jej z tym problemem po Spalonej Nocy i sytuacja w klinice, nie była mu obojętna.
Młody Lestrange zbliżył się do biurka, widząc jak babka podnosi się z miejsca. Nie zajmował wolnego miejsca. Wysłuchał jej wiedząc, że lubiła od razu przechodzić do sedna sprawy.
Zmarszczył brwi, kiedy w jej wypowiedzi usłyszał słowa dotyczące ich rodziny.
- Rozumiem.
Ze swojego miejsca się nie ruszał. Nawet jeśli Dorinda postanowiła zrobić spacer po swoim gabinecie, on pozostawał na swoim miejscu, trzymając w jednej ręce swoją aktówkę z dokumentami. Wzrokiem podążając za babką, bądź skupiając go na jej biurku.

Rozumiał, że nie otrzyma dokładnych statystyk w liczbach, dotyczących rannych i zgonów. Ta liczba mogła wciąż ulegać zmianie. Ci sami wciąż wracali, z objawami kaszlu, wspominanym przez babkę. Ranni zdrowieli z obrażeń fizycznych, albo wracali z gorszymi stanami zdrowia. Inaczej miała się ich psychika. Terapii mógł potrzebować każdy. Czy mieli wystarczająco osób, zdolnych do swojej pracy?

Kończyły się składniki, które miały stanowić spory zapas do końca roku.Dorinda wspominała bardziej o jednym. Tym konkretnym, który posiadał tyle właściwości, że można było wykorzystywać go do dwóch różnych przypadłości. Zmarszczył brwi, zatrzymując na dłużej wzrok na babce.

- Mandragory?
Pierwsze co przyszło mu do głowy. Zapytał dla pewności, czy o ten składnik może chodzić, gdyż znany był z posiadania wielu właściwości leczniczych. Skoro był siódmą osobą, posiadającą tę wiedzę, to najpewniej babka nie chciała siać paniki, mówiąc wszystkim, że składniki się kończą i twórcy eliksirów, nie będą wstanie stworzyć nowych lekarstw.

@Dearg Dur
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#4
02.04.2026, 15:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.04.2026, 22:21 przez Dearg Dur.)  
Machnęła lekceważąco pomarszczoną dłonią na jego przeprosiny, choć wiadomo, że gdyby się nie pojawiły, atmosfera mogłaby się zagęścić. Tymczasem Dorinda ewidentnie była rada z postawy aktywnego słuchacza, którym był obecnie Laurence, szacunek do jej stanowiska i doświadczenia stanowił punkt wyjścia do rozmów z nią o czymkolwiek. Zaraz potem skinęła głową potwierdzając jego przypuszczenia.

– Mandragora owszem, ale nie byle jaka. Pustynna. Odmiana afrykańska, ma nieco inne właściwości, ale co najważniejsze - jest bardziej efektywna, do obu eliksirów. Oszczędność jak rozumiesz, to cecha dobrego zarządzającego. Zapas jej skończył się, teraz musimy korzystać z naszej rodzimej, a tu niestety dochodzą też do głosu spekulacje na rynku, bo korzystają z niej wszyscy. – Na moment zmrużyła oczy, gest, który zawsze czyniła jakby przeglądała od wnętrza własnej czaszki zebrane dane i wspomnienia. Bez słowa powróciła do swojego dyrektorskiego biurka, otworzyła drugą szulfadę od dołu i pospiesznie przejrzała koperty z zachowaną korespondencją.

Chwilę jej to zajęło, gdy dotarła do listu od innej swojej wnuczki.
– Victoria pisała mi w lipcu coś o jakiejś zmutowanej pustynnej mandragorze będącej pod opieką towarzystwa Herbologicznego. Z Mirabellą mi nie do końca po drodze, ale może to byłby nasz ratunek? W październiku mają też dotrzeć dostawy z Kambodży, ale nie ja tym zarządzałam, nie jestem pewna, czy w zestawieniu ktokolwiek uwzględnił brak surowca, którego do tej pory mieliśmy pod dostatkiem. – Skrzywiła się, wyraźnie zakładając, że wcale tak nie będzie. Zawsze trzeba było zakładać najgorsze, a i tak nie udało jej się w najśmielszych snach przewidzieć Spalonej Nocy.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#5
03.04.2026, 22:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 22:27 przez Laurence Lestrange.)  

Etykietę i szacunek miał wyuczone już od dziecka. Nawet jeżeli nie musiał pisać oficjalnych pism do swojej babci, robił to, jeżeli wychodziły one z Ministerstwa. Nawet teraz, jeżeli nie musiał przepraszać, zrobił to. Bo chciał pokazać, że mu zależy, mimo iż nie pracuje już w Klinice Magicznych Chorób i Urazów, jak tego pragnął jego ojciec. Może kiedyś przyjdzie czas i Anthony doceni starania najstarszego syna. Zrozumie, że zmianą kariery zawodowej, coś więcej może zrobić dla rodziny, dla ich nazwiska.

Zdziwiłby się zapewne, gdyby nie chodziło o Mandragorę. Dorinda potwierdziła jego przypuszczenia, ale też dodała coś ważnego. Potrzebna była jej inna odmiana. Pustynna. Sprowadzenie zapasów Mandragory zwyczajnej nie było problemem, ale ten konkretny gatunek widocznie był cenniejszy. Nic dziwnego, że tak szybko się skończył. Spalona Noc, nie tylko spustoszyła część Londynu i Doliny Godryka, ale i doprowadziła do braków magazynowych w składnikach pod eliksiry.
Tego się obawiał.

- To, nie brzmi dobrze.
Przyznał szczerze, że musiało dojść do tego, aby musieli wykorzystywać własny rodzinny zapas. Sytuacja była kryzysowa, konieczna, gdyż też chodziło o zdrowie ich najbliższych.

Odczekał spokojnie, obserwując jak babka zasiadłszy przy swoim biurku, zaczęła czegoś szukać w jednej ze swoich szuflad. To co znalazła, musiało być listem, skoro wspomniała o Victorii i jej wzmiance o pustynnej mandragorze, tylko że zmutowanej. To był już dobry kierunek, gdzie uderzyć, kogo pytać.

- Tylko czy zmutowana mandragora sprawdzi się tak samo dobrze co pustynna? Nie jestem na bieżąco w tym temacie, ale mogę postarać się dowiedzieć czegoś więcej i co ważne, pozyskać potrzebną ilość. Jeżeli okaże się, że dostaniemy ograniczoną, będzie trzeba zrobić selekcję wśród obywateli.
A to mogło też znaczyć podział na tych majętnych bardziej i mniej. Dla wszystkich byłyby lekarstwa dostępne ze zwyczajnej mandragory, zaś dla bogatszych o lepszych właściwościach. Bądź też iść w innym kierunku klasyfikacji.
To jednak zostawił do rozważenia, ale wzięcia pod uwagę, że choć będzie się starał, może nie dostać tego tyle, ile by chciał on czy Dorinda dla szpitala.
- Przy okazji tego tematu, chciałbym zapytać, czy podjęto badania nad eliksirem, do całkowitego wyleczenia tego specyficznego kaszlu?
Zapytał, czy może wspominanie o tych mandragorach, ma być kluczowym składnikiem do stworzenia tego eliksiru o cudownych właściwościach wyleczenia z kaszlu, z jakim męczy się znaczna społeczność Londyńska.

Za pozwoleniem Dorindy, usiadł na wolnym krześle przed jej biurkiem, czy fotelem. Kładąc teczkę na swoich kolanach, wyjął z niej notes i przyrząd do pisania, aby zanotować najważniejsze sprawy z tej rozmowy. By pamiętać, z kim później się kontaktować, o co pytać, co pozyskać.



@Dearg Dur
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#6
10.04.2026, 22:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.04.2026, 22:22 przez Dearg Dur.)  
– Z tego co zrozumiałam to była konkretnie zmutowana pustynna mandragora i część właściwości miała takich samych jak jej mniejsza, niezmutowana wersja. Nie znam jednak detali, nie miałyśmy od tego czasu okazji o tym porozmawiać. – Wzmianka o selekcji obywateli wywołała kwaśny uśmiech na twarzy Dorindy. Ni to aprobaty ni to niezadowolenia, trudno było czasem odczytać myśli babki, szczególnie, jeśli dalej podjęła absolutnie zobojętniałym głosem, którym czasem prowadziła wykłady adeptom sztuki medycznej. – Selekcja i dobór wiąże się z tym, że podobnego rozdziału można byłoby przy tych krokach spodziewać się wśród lekarzy, jak wiesz moja uczelnia jest inkluzywna. Dobry i skuteczny lekarz, powinien gonić królika jak chart, nie bacząc na to, jaki to jest królik. Wkładamy im to do głów przez pięć lat, żeby uniknąć skandali na terenie poważanej placówki. Jeśli chcesz wprowadzać selekcje, potrzebny będzie porządnie uwędzony węgorz – zacisnęła pięść – który ściągnie psy w inne miejsce. Temat, który ich zajmie tak, że nie będą kwestionować decyzji przydziału leków. To trudne i nie mam na to teraz czasu, aby obmyślać strategię, gdy dobre imię szpitala jest zagrożone. Więc tak długo, jak udałoby się tego uniknąć, tak będę chciała tego uniknąć. Chyba że masz w rękawie wnuku beczkę dobrze zadymionej ryby. Nigdy nie odmówiłabym dobrego węgorza. – W końcu uśmiechnęła się, w końcu rozsiadła wygodniej przy własnym biurku, poprawiła włosy, znalazła moment na oddech w przyjemnym dla siebie towarzystwie.
– Ten kaszel na bieżąco jest leczony. Problemem według niektórych lekarzy, jest sam fakt, że śluz na gardle się nie regeneruje, stąd niekończące się nawroty. Jakby był... wypalony do gołej ziemi. Też problem nie występuje u wszystkich. Jest jednak przewlekły. I nie... nie badamy innych możliwości leczenia, bo nie mamy ani środków ani funduszy. Powinien się tym zajmować pion Akademii, ale cały budżet do końca roku przesunięty jest na nadgodziny pracowników kliniki i wszystkich tych, którymi zalał nas Catermolle. Badania... chciałabym mieć taki luksus, myśleć o badaniach a nie o pożarze, który wcale nie został zagaszony – sapnęła w niezadowoleniu.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#7
12.04.2026, 12:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2026, 12:18 przez Laurence Lestrange.)  

Zmutowana jedynie pustynna mandragora. Zanotował sobie i zapamiętał, aby ten gatunek mieć na uwadze. Nie wiedział, czy w ogóle go pozyska, w jakikolwiek sposób. Lecz będzie miał to na uwadze. Ważne było w tej chwili, aby pozyskać każdą.

- Będę miał to na uwadze. Skontaktuję się z Towarzystwem Herbologicznym w celu pozyskania więcej informacji, na temat pustynnej mandragory.
Zapewnił babkę, że postara się zając tym tematem. Jednakże myślał przyszłościowo, analizując możliwe nawet złe scenariusze jej uzyskania, gdyby okazało się że nie dostaną tyle, co by chcieli. Widział reakcję Dorindy na swoje słowa o selekcji. Też mu się to nie podobało, jednak musiał w takiej sytuacji myśleć nie tylko jako członek rodziny, uzdrowiciel ale i polityk.
- Nie chciałbym tego wprowadzać, ale na taką ewentualność musimy być przygotowani. Jeżeli społeczność dowie się, że wprowadzimy dwa rodzaje leków z różnym gatunkiem mandragor. Bogatsi będą chcieli wykupić tyle, ile się da. Nie zostawiając nic dla biednych. Mógłbym na początek zasugerować, aby temat pustynnej mandragory pozostał między nami i tymi, którzy będą robić eliksiry, jeżeli uda mi się pozyskać ją jako pożądany składnik. Będziemy się martwić później, w jakich ilościach powstanie. Póki co, postaram się załatwić ten gatunek, jaki zawsze mamy do wytwarzania eliksirów.
Wyjaśnił ze spokojem. Nie ukrywając, że i jemu zależy na dobru nazwiska ich rodziny. I tym samym chce pomóc tej placówce. Po to tutaj był. Po to rozmawiał z seniorką ich rodu, której również zawdzięczał edukację.

Wysłuchał kolejnej odpowiedzi w sprawie tego przewlekłego kaszlu po spalonej nocy. Badaniami, którymi nie mogła zajmować się ich Klinika. Lecz Dorinda wykazała jakby zainteresowanie tym. Chciała, ale finanse na to nie pozwalały.

- O wsparcie finansowe nie musisz się martwić. Mogę pokryć koszty badań nad eliksirem. Mamy na to budżet. Jedyne o co bym prosił to, nawiązanie umowy o wzajemnej współpracy między Departamentem, w którym zarządzam a waszą... naszą rodzinną Kliniką. Ja dam pieniądze. Od Ciebie bym prosił o udostępnienie laboratorium i wyznaczonych przez Ciebie dobrych twórców eliksirów. Sam wezmę nawet w tym udział osobiście.
Zrobił przerwę, aby dać jej moment do namysłu. William już coś osiągnął, za co pochwalił go ojciec i miał w nim wsparcie. A Laurence? Jeżeli nie miał wsparcia w rodzicu, to czy będzie go miał, chociaż u babki? Czy rozumie korzyści takiej współpracy, która może nawet uratować klinikę, gdy ma się członka rodziny w Ministerstwie, w Departamencie o takim samym zapotrzebowaniu na uzdrowicieli i twórców eliksirów? Wzmocnić ich nazwisko rodzinne w społeczności czarodziei?

Dlaczego uznał, że na badania najlepsza będzie Klinika? Ponieważ to tutaj był szeroki dostęp do potrzebnych narzędzi i składników. A pomieszczenia były już dobrze przystosowane. W Ministerstwie nie było za bardzo takiego miejsca. Tam wciąż panował bałagan. Brakowało ludzi do pracy, kiedy i tak byli potrzebni tutaj. W tym szpitalu.


@Dearg Dur
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (957), Laurence Lestrange (1584)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa