• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[20 IX 1972, Ataraxia] Fundamentalne pytanie | Ambrosia & Stanley

[20 IX 1972, Ataraxia] Fundamentalne pytanie | Ambrosia & Stanley
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
22.01.2026, 00:04  ✶  
20 września 1972, Ataraxia
Ambrosia McKinnon & Stanley Andrew Borgin

Czy po wydarzeniach z początka września, Borgin wysuwał swój nos gdzieś dalej, niż Głębina? Bardzo rzadko. Prawdę mówiąc to trochę się zaszył i musiał powyjaśniać parę spraw, które gdzieś mu zalegały - trochę na sercu, a trochę na liście obowiązków. Nie mógł jednak długo zwlekać i czym prędzej skupił się na nich do tego stopnia, że nawet ograniczył wizyty w Ataraxii, chociaż był tam częstym bywalcem.

Może nie do końca był klientem, bo przychodził tam w celach czysto społecznych, aby pomóc Rosie, spędzić z nią trochę czasu czy po prostu zgarnąć na obiad, bo tak wypadało. Oczywiście do tego zaliczało się również podnoszenie ciśnienia McKinnon, bo podejmując się współpracy ze Stanleyem, zgadzała się na cały pakiet, który przybywał wraz z nim - od śmiechu, przez łzy, a na zdenerwowaniu kończąc. Wszystko było tak wyważone, aby jednak nie kazała mu się więcej nie pojawiać na jej oczach.

W końcu znalazł trochę wolnego i korzystając z faktu, że Mabon było za pasem, postanowił wpaść w jakieś odwiedziny do Ataraxii. Zostawić prezent, który na jego prośbę przygotował Francis, bo miał dostęp i znajomości z różnymi śmiesznymi produktami z różnych kierunków Europy. Borgin był pełen podziwu dla swojego Czecha, który miał smykałkę do interesu i załatwiał różne ciekawe ciekawostki od swoich kolegów z którymi kiedyś pływał na statkach. Ten to miał żywot...

- Rosie? - odezwał się po przekroczeniu nieformalnej granicy jaką było tajne przejście w piwnicy, które łączyło Ataraxię z Głębiną. Stanley nie chciał aby mu tu zeszła na zawał serca jakby miał się zakraść, więc postawił na bezpieczne zakomunikowaniu swojego przybycia.

- Przyniosłem dary losu - kontynuował swój wywód, pokonując kolejne kroki w poszukiwaniu swojej krewnej - Mam dla Ciebie prezent na Mabon. Może nie jest to coś szczególnie wyszukanego ale pomyślałem, że może Ci posmakuje. Jakieś zagramaniczne wino - i chciał nawet spróbować przeczytać jego nazwę ale Tokaji Aszú było kategorycznie za ciężkie - Tokażji Aszuuu...? - wzruszył ramionami, łamiąc przy okazji swój język. Miał nadzieję, że Rosie zrozumiała i wie o co chodzi, a jak nie wie o co chodzi, to przeczyta i zrozumie. Borgin nie rozumiał, bo język na butelce był jakimś losowym szlaczkiem literek i dziwnych znaków. Francis coś mówił o jakichś Węgrach ale może chodziło mu o bycie głodnym? Nie do końca go słuchać kiedy to wszystko tłumaczył - krzyżóweczka była ważniejsza.

- Ty, Rosie. Jeszcze jedno - zwrócił się ponownie do niej, gdziekolwiek była - A takie luźne pytanie, nie? - zapytał retorycznie, bo i tak miał zamiar zapytać - Zbigniew i Zbyszek to jest to samo imię? - dokończył, a jego wzrok mówił, że teraz pytał już całkowicie na serio. Borgin przygryzł nawet wargę, bo jej odpowiedź była na wagę złota w tej chwili...

Istniała szansa, że mógł niekoniecznie poprawnie zrozumieć Francisa i zrobić coś, czego nie powinien był robić... Ale to miało się okazać dopiero za chwilę, bo najpierw należało sprawdzić czy to było to samo imię.

W końcu jaka była możliwość, że na tyłach Głębiny leżał jakiś poskładany koleś, który miał coś dostarczyć do tego przybytku, ale się niefortunnie przedstawił? No właśnie - jaka była na to szansa? W teorii niska. W praktyce? No cóż...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#2
22.01.2026, 02:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2026, 20:56 przez Ambrosia McKinnon.)  

Dziwny był ten czas po Spalonej Nocy. Wydawało jej się trochę, jakby wszystko przykryła mgła, a jednocześnie wciąż należało dopiąć wiele rzeczy po wielkim przemeblowaniu, jakie panowało na podziemnych ścieżkach. Ataraxia działała więc tak, ze wcale. Szyld nie był przekręcany, ale wcale nie blokowało to sów, które i tak dostarczały pocztę z pytaniami o egzorcyzmy lub wywoływanie duchów. Wszyscy, którzy chcieli zwyczajnie wejść z ulicy, musieli się obejść smakiem, chociaż to i tak nie było nic przesadnie nowego.

Kiedy więc nie było jej w mieszkaniu, pomagała w Zamtuzie. Nawet darowała sobie przesiadywanie w Little Hangleton, zamiast tego prosząc Fawleyów i trochę pomocy, jak to rodzina rodzinie powinna. Więc może dobrze, że udawało im się ze Stanleyem złapać na obiady, bo można było dzięki temu zwyczajnie odetchnąć. Nawet jeśli te spotkania wiodły za sobą Staszkową głupotę, ale wiadomo - Ambrosia w jego towarzystwie wcale lepsza nie bywała, a już na pewno dawno temu zadeklarowała się że Borgina to tylko w całym pakiecie i nie należało go za nic na poważnie karcić.

- No no no, proszę proszę, widzę że mamy tu jakiegoś smakosza - znalazł ją w kuchni, a kiedy sprezentował jej butelkę, od razu wzięła ją w ręce i sobie obejrzała. - A nie było takiej z normalnymi literami?? Wiesz, żeby się dało przeczytać? - zapytała, ale słysząc jego własne próby zapoznania się z obcym językiem, pokręciła tylko głową i zabrała się za najważniejszą rzecz związaną z tą butelką, czyli znalezienia szklanek. Szafka została otworzona, a szkło zadzwoniło o siebie wesolutko, gotowe do przysłużenia im się.

- Zbigniew... Zbyszek... - zamlaskała, czując słodycz na języku i jednocześnie wyraźnie zastanawiając się nad podobieństwami. To brzmiało jak poważne, naprawdę ważne dla niego pytanie, więc musiała się postarać. - Dobre, takie słodkie - usiadła na kuchennym blacie, ściskając szklaneczkę w dłoniach. - Zbigniew i Zbyszek. Nie no, dla mnie to chyba w sumie nie to samo? Zbigniew brzmi tak poważnie, a Zbyszek to już zanadto szeleści, nie uważasz?

W kuchni unosił się zapach. Słodkawy i mączny, a do tego chodził piekarnik. Jeszcze zanim Stanley pojawił się w jej skromnych progach, przygotowywała z uporem maniaka ciasto na babkę, bo po tych ostatnich dniach zamarzyło jej się tak trochę poczuć atmosferę świąt. No i zjeść coś dobrego. Kucharką wybitną nigdy jednak nie była. Ba! Ani nawet przeciętną, bo karmiła ją najpierw mama, dbając o wspólne śniadania i czasem obiadki, a odkąd Stanley otworzył Głębinę to częściowo obowiązek karmienia ją spadł na Francisa. Zdążyła już co prawda nieco posprzątać po przygotowywaniach, ale gdyby zajrzeć przez okienko do kuchenki, to widać było wsadzoną tam foremkę.


// rzemiosło ○○○○○ na pieczenie ciasta
Rzut T 1d100 - 27
Akcja nieudana


she was a gentle
sort of horror
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
04.02.2026, 22:44  ✶  

Czy był smakoszem? Oczywiście, że tak. Od młodzieńczych lat wiedział, że blondynki są najlepsze, więc tak - był pełnoprawnym smakoszem. W końcu to część zasług leżała po stronie Ambrosie, że takim ekspertem w tej dziedzinie został.

Ale jeżeli chodziło o wino... to w zasadzie było mu wszystko jedno. Francis załatwił i postanowił się podzielić, bo samemu Borginowi nie robiło to większego znaczenia. Nie liczył się kolor i smak, a fakt, że miało ostro sponiewierać. O ile wino nie wypadało źle w tym rankingu, tak wódka czy whisky dużo lepiej się sprawdzały.

- No... Chyba nie? Nie wiem - wzruszył ramionami, bo zadawała trudne pytania. Zupełnie jakby pytała go właśnie o to czy posiadał mitochondrium. Zapytany, odpowiedziałby, że najpewniej nie, bo on się z takimi ludźmi nie zadaje, więc nie mógł się tym zarazić od innych.

Na całe szczęście nikt nie pytał.

Mimo wszystko trzymała go w niepewności. Próbowała trunku, co oczywiście było na plus, bo liczyła się niezależna opinia w tym temacie. Nie mniej jednak dalej musiał otrzymać odpowiedź na swoje pytanie.

- Słodkie? - zdziwił się, chwytając butelkę aby przeczytać. Dobre sobie, bo Stanley nie miał zielonego pojęcia co tam było napisane. Wiedział jedynie, że butelka była zielona - tak jak jego pojęcie o tym języku.

- Ufff... - odetchnął z ulgą, odstawiając butelkę na blat - Normalnie ulga, że weź - przetarł czoło - Już się bałem, że to to samo. W sumie masz rację. Tylko Zbigniew trochę przejebane przez pierwsze osiemnaście lat życia... No bo jak to widzisz? - podnosząc swój napitek - Matka mówiła aby szedł się z kolegami pobawić? I co oni mieli robić ze Zbigniewem? PITa wypełniać? - zapytał, odwołując się do ukochanego przez wszystkich dokumentu. To znaczy ukochanego przez wszystkich, którzy mieli swoje interesy wyżej, niż Podziemne Ścieżki.

- Trochę jak z Mariuszem. Mieliśmy kolegę Mariusza w Slytherinie. Przejebane imię, weź to wymów. Gościu był jakimś migrantem z Europy. Wiesz, pewnie przyjechał nam kraść dziewczyny... Ale w sumie to chyba nie zdał? - podrapał się po skroni w zastanowieniu. Kiedy ja go ostatnio widziałem? Z 13 lat temu? Nie pamiętał - No i jak nie zdał to w sumie nie wiem. Pewnie wrócił do tego swojego Cimciborka czy skąd on tam był. Zresztą mniejsza o niego, imię też miał przejebane i zbyt poważne jak na swój wiek - skwitował. Nie było co się nadwyrężać nad losem Mariusza.

Koniec końców Borgin też upił, dając Rosie chwilę na zastanowienie się. Wino rzeczywiście dawało taki słodkawy posmak. W sumie to dobre było takie.

- Ty, a co tu tak pachnie? - zaniuchał nosem - Ciasto upiekłaś? - zaczął rozglądać się za źródłem tego zapachu - Zostało jeszcze trochę? - nie odpuszczał. Borgin naprawdę chciał teraz ciasta.

Wino i ciasto... zupełnie jak... w sumie nie wiedział kto. Nie zmieniało to jednak faktu, że pachniało bardzo ładnie, więc jeżeli kawałek się ostał, musiało być bardzo smakowite.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#4
12.04.2026, 22:18  ✶  
- No w sumie jak tak o tym mówisz, to jeszcze mądrzej brzmi - zastanowiła się nad tym. Pokraczne to było imię i w ogóle jakieś takie nieprzysiadalne. Nie wyobrażała sobie biegać po szkolnych korytarzach i próbować sobie język połamać przy wołaniu kolegów per Zbigniew. Brzmiało trochę, jakby się komuś przy tworzeniu tego miana, zwyczajnie odbiło od niestrawności. - Ale wiesz co w sumie jak tak teraz sobie myślę to taki Stanisław? Stanisław, Stanley... brzmi trochę podobnie. Ale mam nadzieje, że nie wypełniałeś ostatnio żadnych dokumentów?
W sumie to nie była pewna jak to działało na Podziemnych Ścieżkach. Na Nokturnie należało coś tam płacić, ale tunele? Nigdy nie interesowała się papierzyskami, które mogła mieć w gabinecie jej matka i dziadek, ale może zacząć powinna. Jeszcze się okaże że dużą kupę kasy można było pociągnąć na dzierżawieniu ziemi tam na dole.
- Ale co, faktycznie ukradł wam jakieś dziewczyny czy przyjechał, wyjebał się na eseju z puffków i papa do Cimciborka? - zainteresowała się, bo w sumie kradzież dziewcząt to chyba nie była aż taka słaba sprawa. W sumie to chyba była jedna z tych rzeczy, które przez lata pozostawały niezmienne, w sensie to kradzenie sobie dziewczyn i chłopaków. Ogólnie to była bardzo zaangażowana w to co Borgin jej mówił, popijając winko i kiwając głową co jakiś czas na to, co miał jej do powiedzenia. Na tyle, by nie zwrócić uwagi na pierwsze oznaki tragedii, która działa się w piekarniku. Pewnie równie dobrze to jej niedopatrzenie można było zrzucić na fakt, że zwykle nie piekła i to był taki trochę jednorazowy wyskok, który jak było widać, powoli zasmradzał im okolicę.
- O Matko, moje ciasto! - poniosło się po kuchni, sławetne użalanie gospodyń. McKinnon skoczyła na równe nogi, bo wcześniejszy zachęcający zapach posiadał już wyraźne nuty węglowe. I faktycznie, kiedy otworzyła piekarnik, buchnęła z niego czarna chmura dymu, drapiąca w gardło i wyciskająca łzy z oczu. Blondynka zakasłała, czując jak oczy natychmiastowo pieką, ale złapała za ścierkę i zaczęła tę chmurę wachlować, żeby ją rozgonić. - Okno, otwórz okno.


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (771), Stanley Andrew Borgin (1010)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa