Ururu nie zwrócił uwagi na zapachy oraz brak formalności. Istotny był tylko BUMowiec za nimi. Wyczarowana tarcza uchroniła uciekinierów przed zaklęciem, a potem już Ururu został porwany w tłum. Policjant nie mógł nic zrobić z żywą tarczą, chociaż krzyczał na ludzi, by ich złapali lub się odsunęli. Goście lokalu byli niestety zbyt zajęci sobą.
Ururu spoglądał za siebie co chwila, przebijając się przez tłum. Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Aż w końcu stało się. Dotarli do drzwi wyjściowych. Wyszli na zewnątrz, do świata zakazanego.
Marquez zaczerpnął powietrza, jak gdyby nie był na zewnątrz przez co najmniej kilka tygodni. Ale to jeszcze nie koniec.
— Musimy się schować, bo wciąż może nas złapać.
Wykorzystując wciąż splecione dłonie, pociągnął dziewczynę za sobą. Teraz już nie biegiem, lecz szybkim krokiem, zabrał ją w najbliższy zaułek. Ta droga ucieczki mogła wydawać się jednak zbyt oczywista. Trzeba było się ukryć bardziej. Otworzył więc pierwsze lepsze drzwi prowadzące do kamienicy i wszedł do środka, jak gdyby był u siebie.
— Piwnica — szepnął, by jego głos nie rozniósł się po korytarzu. Wnętrze nie było szczególnie bogate. Jeśli Aveline dała się pociągnąć dalej, zaprowadził ją na dół do prywatnej-publicznej piwnicy.