Wszystkie prawdziwie ważne sprawy, powinny być załatwiane po zmroku - z takiego założenia wychodził mężczyzna, który stał w półmroku salonu, oparty dłonią o szeroki dębowy stół i spowity dymem wydobywającym się obficie z papierosa wystającego spomiędzy jego warg. Pochylał się nad stertą papierów, a jego jasne tęczówki przesuwały się po linijkach umowy kupna, którą położył na samym wierzchu dokumentów. Z dokładnością wprawionego oszusta, doszukiwał się w treści jakichkolwiek kruczków, które mogłyby zmniejszyć atrakcyjność oferty, jaka została mu przedstawiona. W międzyczasie wysunął papierosa z ust i pozostawiając go pomiędzy palcem wskazującym a środkowym, sięgnął po szklankę z whisky, która stała kawałek dalej.
Wątłe światło w pomieszczeniu, było przytłumione przez wszędobylski mrok, który zdawał się być wpisany w charakter posiadłości Nikolaia Dolohova. Pojedyncza lampa nie była w stanie przebić się przez gęste powietrze, przesiąknięte aurą tutejszego gospodarza, pozostającą mieszanką ponurej elegancji, z klasycznym, pozbawionym zbędnej przesady bogactwem. Zdobienia w dobrym smaku i bez ordynarnej ekstrawagancji urozmaicały wszędobylskie znamiona pociągu do nauki, sztuka zaś, obecna tutaj na każdym kroku, skutecznie przegryzała chłód minimalistycznego wnętrza. Mówiąc w skrócie – posiadłość miała swój specyficzny nastrój, który wpisywał się w ducha urzędującego w niej gospodarza.
Mężczyzna uniósł szklankę do ust i wraz z przeczytaniem ostatniego akapitu, wychylił jej zawartość do gardła, pozwalając aby ostry smak alkoholu przypieczętował koniec pracy. Odłożył umowę na bok i zaciągnął się znów papierosem, którego niedopałek zgasił chwilę później w popielniczce. Jak wszystko w jego posiadaniu, nawet ten przedmiot nie był pozbawiony znaczenia. Ciężki, wykuty starannie w kształt heksagonu kamień, miał wygrawerowane glify, zalane później skrupulatnie złotem. Robota goblinów, którą Dolohov bardzo sobie cenił, nawet jeżeli jej jedynym przeznaczeniem było gaszenie papierosów. Zerknął na zegarek, pozwalając sobie na delikatny uśmiech, gdy tylko zorientował się, że nadeszła wyczekiwana przez niego pora. Dla Nikolaia wiele interesów wiązało się ze swoistą przyjemnością, wynikającą z pociągu do sposobu życia jaki sobie obrał. Czerpał on w końcu niemałą satysfakcję z rozbudowywania swojego osobistego imperium, a im więcej był w stanie zyskać przy jednocześnie mniejszym wkładzie, tym satysfakcja stawała się większa. Bywały jednak również takie spotkania i interesy, które niewiele miały wspólnego z chęcią wzbogacenia się.
W dłoni Dolohova pojawiła się różdżka, którą szarpnął od niechcenia i posłał płomień w stronę kominka, sprawiając że salon w mgnieniu oka spowił blask tańczących języków ognia. Kolejny ruch nadgarstka, a papiery na jego biurku ułożyły się w zgrabny stos i grzecznie wylądowały w szufladzie, która chwilę wcześniej otworzyła się zapraszającym gestem. Butelka whisky przeleciała na stolik pomiędzy dwoma szerokimi fotelami, ustawionymi frontem do kominka. Meble obite były w skórę sprowadzaną z rodzimej Rosji, a stolik prezentował drewno najlepszej jakości z podobizną kruka wygrawerowaną na jego blacie. Sam Nikolai stanął za oparciem jednego z siedzisk, wbijając wzrok w ogień, którego blask płomieni tańczył na jego bladej twarzy. Mógł sobie pozwolić na chwilę namysłu w oczekiwaniu na zapowiedzianego gościa