Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Październikowe słońce, o ile tak można było nazwać bladą i rozmytą plamę na horyzoncie, powoli chowało się za kominami sąsiednich domów, kiedy wreszcie z ciężkim westchnieniem przekroczyłem próg domu. Rzuciłem moją skórzaną torbę na ławeczkę w przedpokoju, wcale nie przynosząc barkom ulgi - wręcz przeciwnie, od rana czułem irytującą lekkość niesionych utensyliów, zamiast tego specyficznego ciężaru, do którego byłem przyzwyczajony przez lata poruszania się z praktycznie całym swoim dobytkiem i bezustannych zmian otoczenia. Tę lekkość, która przypominała mi o tym, jak mało warte zachodu okazało się dzisiejsze, mocno przeciągnięte w czasie zlecenie, i że zdecydowanie wolałem zajmować się czymś bardziej żywym niż zdejmowaniem głupot. Spędziłem bite sześć godzin na odczynianiu prymitywnych uroków zabezpieczających starą piwnicę w rezydencji w Sussex, chociaż zleceniodawca obiecywał mi skomplikowane pieczęcie i wyzwanie godne moich konkretnych, specyficznych umiejętności - zamiast tego dostałem podmokłe klepisko i kilka zaklęć na poziomie podstawowym, do zdjęcia przez kogoś, kto skończył piąty, może szósty rok szkoły i potrafił czytać instrukcje z pierwszego z brzegu podręcznika. Buty, gdy wreszcie zdjąłem je ze stóp, zostawiły na wycieraczce wyraźne ślady błota, którego nie miałem siły teraz sprzątać, więc po prostu przeszedłem prosto do kuchni, ignorując głuchą ciszę panującą w pustych o tej porze pokojach naszego nowego domu.
W kuchni panował ten specyficzny, chłodny, zamglony półmrok typowy dla brytyjskich jesiennych popołudni, do którego nadal na nowo się przyzwyczajałem, więc odruchowo zapaliłem światło i podszedłem do blatu, a potem ruszyłem dalej, żeby sprawdzić aktualną zawartość spiżarni. Prue najwyraźniej wciąż była w pracy lub utknęła gdzieś w Londynie, co tylko pogorszyło mój i tak marny humor, bo liczyłem na to, że zastanę ją już w domu z kotem na kolanach i z zaparzoną herbatą. Wyciągnąłem ciężką, żeliwną patelnię z dolnej szafki, postawiłem ją na ogniu i zacząłem energicznie kroić cebulę, próbując skupić się na rytmicznym uderzaniu noża o drewno, co pozwoliło mi odrobinę się rozluźnić po tej wyjątkowo jałowej wyprawie. Praca wolnego strzelca miała przynosić mi upragnioną wolność oraz dreszcz emocji, jednak dzisiejsze popołudnie udowodniło, że rzeczywistość klątwołamacza zajmującego się pomniejszymi zleceniami w stosunkowo niedużym okręgu - przynajmniej jak na moje niegdysiejsze zasięgi - składała się głównie z nudnych formalności i użerania się z ludzką głupotą. Klient, stary i przeraźliwie skąpy czarodziej z ubożejącego dobrego domu, obserwował każdy mój ruch, trzymając w kościstej ręce zniszczony zegarek kieszonkowy i dopytując co chwilę, dlaczego zdejmowanie bariery trwało tak długo - nie miałem ochoty mu tłumaczyć, że pośpiech przy osłabianiu struktur magicznych groził co najmniej utratą palców lub trwałym paraliżem, więc po prostu zacisnąłem zęby i dokończyłem robotę bez żadnych zbędnych słów. Teraz, stojąc nad paleniskiem w moich ulubionych, lekko przetartych na kolanach spodniach, które prawdopodobnie powinienem był zmienić tuż po wejściu, czułem, że jedyną dobrą rzeczą w tym, skądinąd zmarnowanym, dniu będzie porządny, ciepły posiłek i wreszcie powrót mojej żony do domu, i o ile nie miałem wpływu na to drugie, to pierwsze mogłem nam zagwarantować - zapach smażonego masła zaczął już zresztą powoli wypełniać pomieszczenie, mieszając się z wonią deszczu i tytoniu, którą przyniosłem na moim płaszczu, teraz wiszącym tuż przy drzwiach do kuchni. Rozbiłem kilka jajek na rozgrzaną patelnię, obserwując i dorzuciłem do nich resztki boczku, które udało mi się znaleźć, po czym obróciłem się, by sięgnąć do sprzętu grającego i przerwać ciszę. Z radia stojącego na parapecie poleciał jakiś cichy, rockowy kawałek, którego rytm już sekundę później wybijałem wolną ręką o krawędź blatu, nie potrafiąc tak po prostu stać w bezruchu, nawet jeśli niewiele się działo. Cóż - skądże miałbym wiedzieć, że była to cisza przed burzą, prawda? W końcu zawsze mieliśmy tak normalne życie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)