06.05.2026, 13:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2026, 13:49 przez Zenon Kozioł.)
21/07/69
OdNowa
OdNowa
To było lato '69. Zenek kupił nowe slipy w trójpaku. Amerykanie wylądowali na Księżycu.
Ta informacja przyćmiła wszystkie inne w życiu Zenka. Odtąd nie ubierał się już rano, by wyjść z domu. Od tamtej pory Zenek nakładał skafander kosmiczny, by opuścić strefę ziemskiego powietrza. Każdy krok odrobinę go unosił. W skarpetkach nie do pary, bo kto by się przejmował. Na jednej były gwiazdki, na drugiej księżyce. Mugolskie markety były szczególnie płodne w tego rodzaju wielopaki.
Trampki za to miał z Harrodsa. Gumowe podeszwy tarły się o marmurowe posadzki galerii. Ich pisk wracał do uszu Zenka ze zdwojoną siłą. Glanc pantofli i stukot szpilek atakowały z podobną natarczywością; poza tym w OdNowie było cicho. Wysokie ściany upewniały się, by goście oszaleli od echa własnych butów, jeszcze zanim przekroczyli próg pierwszej wystawy. Za wstęp do lobby nie trzeba było płacić, na szczęście dla Zenka.
Przed chłodem marmurów póki co ratowały go dżinsy. Temperatury na zewnątrz nie przekraczały 23 stopni. Nawet w lipcu. Zenek sprawdzał. Przycupnął na obitej pluszem ławeczce z widokiem na fortepian. Do instrumentu zasiadał już pianista, odziany równie godnie, co reszta gości. Instrument natomiast upodabniał się barwą do murów. Tonęli w bieli. Spod palców pianisty popłynęły pierwsze dźwięki.
Prosta melodia sugerowała rozgrzewkę palców, chociaż Zenek słyszał tylko Wlazł kotek na płotek. Wbił nogi w ziemię i słuchał. Ręce oparł o pluszowe siedzisko z tyłu, a napięcie powoli opadało mu z barków. W polu widzenia mignęła mu zjawa, a może modelka czy jednak eksponat, który nagle ożył. Perfekcyjnie stapiała się z resztą galerii, gośćmi, fortepianem i pianistą.
— Ten fortepian trzeba chyba nastroić. — rzucił na wiatr i ziewnął.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.