21 kwietnia 1972
Theon & Lycoris
Próbował ją od tego pomysłu odwieść. Nie chciał narażać na niebezpieczeństwo. Opowiadając o swoim spotkaniu z syreną, ostatnim czego spodziewał się było to, iż sprawą tą Lycoris zainteresuje się bardziej. Dostrzeże w tym coś więcej. Jakieś drugie dno. Sam Theon nie widział w tym zejściu niczego niezwykłego. Niepokojącego. Wartego zbadania. Dla niego sprawa była w zasadzie dziecinnie prosta. Stało się, trzeba było się po tym pozbierać i ruszyć dalej. Nie widział potrzeby rozkładania całego tego zajścia na czynniki pierwsze. Poddawania analizie.
I chyba nie bardzo też rozumiał skąd taki pomysł pojawił się u przyjaciółki.
Od czasów, kiedy ukończył Hogwart - a w jego przypadku miało to miejsce trochę później niż w przypadku Black – w każdym miesiącu starali się znaleźć przynajmniej jeden dzień, który mogliby przeznaczyć na wspólny wypad do pubu, na piwo. Czasami towarzyszyli im również inni znajomi, przy czym nie było ich z reguły zbyt wielu. Małe grupy funkcjonowały lepiej, łatwiej było się dogadać. Odnaleźć. Mając zaplanowany taki wspólny wypad na ten piątek, Theon zamierzał wyciągnąć Lycoris z pracy. Swoją robotę skończył już dawno temu, konieczne do odsiedzenia godziny grzecznie odsiedział za swoim biurkiem. Był wolny. I co za tym idzie – mógł działać.
Problem pojawił się, kiedy w pomieszczeniach przeznaczonych dla pracowników Biura Koronera, zamiast przyjaciółki, znalazł krótką notkę, którą ta zostawiła koleżance po fachu. Starsza kobieta wręczyła ją Theonowi, a ten nagle poczuł chęć wyrzucenia z siebie porządnej wiązanki przekleństw.
Black czasami bywała zdecydowanie za bardzo impulsywna oraz lekkomyślna. Kiedyś na pewno wpakuje się z tego powodu w jakieś porządne tarapaty. To nie ulegało wątpliwości.
Dotarcie nad jezioro, znajdujące się w pobliżu rodzinnej posiadłości Yaxleyów, nie zajęło mu wiele czasu. Teleportacja poszła sprawnie. Oczom ukazała się znajoma okolica. Wysoka trawa. Zniszczona ławka, na której ktoś pozostawił zieloną chustę. Zarośla otaczające jezioro, ograniczające widoczność i zasłaniające drewniane molo. Podniszczone. Naznaczone przez czas, którego upłynęło wiele odkąd po raz ostatni ktoś zdecydował się zająć tym miejscem. O nie zadbać. A warto zaznaczyć, że miało ono spory potencjał. Theon nadal pamiętał jak prezentowało się przed laty, kiedy jako dzieciak spędzał tu wiele czasu. Z siostrą. Bratem. Rodzicami. Przyjaciółmi.
Teraz jednak nie było czasu na tego rodzaju przemyślenia.
- Lycoris?! – potrzebował chwili, ale kiedy tylko wstępnie zapoznał się z okolicą, zaczął zbliżać się w stronę jeziora nawołując przyjaciółkę po imieniu. Rozglądał się uważnie, wypatrywał znajomej sylwetki, twarzy, nasłuchiwał odgłosów.
I nawet nie przyszło mu do głowy, że pojawiając się tu kolejny raz, narażał swoją własną dupę. To nie miało teraz znaczenia.
- Black, kobieto, czy Ty naprawdę nie masz za grosz rozsądku?! – wydzierał się, starając się dotrzeć do molo. Nieszczególnie krył się ze swoją irytacją, która w całkiem wyraźny sposób przeplatała się ze zmartwieniem. Jedno i drugie uczucie nie było bezpodstawne. Nieuzasadnione. Ani tym bardziej na wyrost.