31.05.2026, 07:15 ✶
Crow zamrugał. To było aż głupie, jak wyraźnie speszony się zrobił. Szyja mu trochę poczerwieniała i pogładził się po karku, jakby to miało zamaskować skrajnie dziwną reakcję na „głupie” dziękuję, które wywołać jej nie powinny. Słowa potrafiły robić z nim rzeczy przeróżne, przyzwyczaił się do tego już dawno temu, ale… no właśnie – tym „głupim” w słowie dziękuję było to, że Crow się zaczął samego siebie wstydzić. Bo miał się czego wstydzić. Nie istniał Crow poza relacjami z innymi ludźmi, a te relacje były pełne wstydu. W cyrku wstydził się tego co im wszystkim zrobił. Cain wstydził się go tak generalnie i mówił o tym otwarcie – miał tak wiele powodów, że nie potrafił ich zliczyć, a był z liczenia bardzo dobry. Przy Tarpie się wstydził, bo Tarp aż za dobrze rozumiał, jak dużo z jego straszliwej persony było maską skrzywdzonego człowieka. O tym jak nazywa się Millie dowiedział się z jarmarku. Można było z kimś spać, a i tak się tego wstydzić. Można było mówić komuś, że jest miłością twojego życia, ale wzdrygać się na myśl o przedstawieniu go swoim bliskim. No bo przecież Crowa łatwo się było wstydzić. Laurent też się już go wstydził, bo kiedy pękała maska silnego człowieka, pozostawał pod nią już tylko ten pokruszony byt, który nauczył się wielu trików gwarantujących mu przetrwanie na ulicy, ale zapomniał w tym wszystkim dorosnąć.
Był kimś naprawdę, ale to naprawdę żałosnym. Kimś, kto po budowaniu podziemnego imperium zrobił się nagle projektantem salonu bogatego człowieka, chociaż nie widział kolorów.
– Chcę – odpowiedział krótko, z oczyma zaszklonymi od wspomnienia w myślach człowieka, którego już z nimi nie było i nie będzie. Cokolwiek co miało wyrwać go ze spirali użalania się nad sobą było dobrym krokiem. – A co to w ogóle jest? – Bo że chyba cukierek, to mu mignęło. – A dobrze ci się żyje w Rejwachu? – Poprawił się, bo najwyraźniej poprzednie pytanie zadał niepoprawnie. – Kiedy grasz jakiś koncert, na który mogę przyjść? Chcę popatrzeć jak grasz. – Właściwie, to chciał go wcześniej poprosić o to, żeby mu zagrał coś tylko dla niego. Sęk w tym, że kiedy twój przyjaciel był keyboardzistą, to siłą rzeczy nie mógł grać kiedy leżeliście blisko siebie, a Crow wręcz nachalnie wodził oczyma pomiędzy nim a poduszką, jakby go chciał tym spojrzeniem położyć, żeby móc zrobić to samo. – Napisałeś dużo nowych piosenek? Denerwuje cię jak zadaję tyle pytań? – Sprawnie unikał tego, że na pytania zadane jemu nie odpowiedział i znów trochę manipulował, próbując uczynić je bardzo odległymi. Chciał poznać odpowiedzi na swoje, oczywiście. Tylko, że to spychanie trzech ostatnich lat swojego życia w niepamięć było bardzo, ale to bardzo celowe. – Słyszałeś o tym typie co się nazywa David Bowie?
Był kimś naprawdę, ale to naprawdę żałosnym. Kimś, kto po budowaniu podziemnego imperium zrobił się nagle projektantem salonu bogatego człowieka, chociaż nie widział kolorów.
– Chcę – odpowiedział krótko, z oczyma zaszklonymi od wspomnienia w myślach człowieka, którego już z nimi nie było i nie będzie. Cokolwiek co miało wyrwać go ze spirali użalania się nad sobą było dobrym krokiem. – A co to w ogóle jest? – Bo że chyba cukierek, to mu mignęło. – A dobrze ci się żyje w Rejwachu? – Poprawił się, bo najwyraźniej poprzednie pytanie zadał niepoprawnie. – Kiedy grasz jakiś koncert, na który mogę przyjść? Chcę popatrzeć jak grasz. – Właściwie, to chciał go wcześniej poprosić o to, żeby mu zagrał coś tylko dla niego. Sęk w tym, że kiedy twój przyjaciel był keyboardzistą, to siłą rzeczy nie mógł grać kiedy leżeliście blisko siebie, a Crow wręcz nachalnie wodził oczyma pomiędzy nim a poduszką, jakby go chciał tym spojrzeniem położyć, żeby móc zrobić to samo. – Napisałeś dużo nowych piosenek? Denerwuje cię jak zadaję tyle pytań? – Sprawnie unikał tego, że na pytania zadane jemu nie odpowiedział i znów trochę manipulował, próbując uczynić je bardzo odległymi. Chciał poznać odpowiedzi na swoje, oczywiście. Tylko, że to spychanie trzech ostatnich lat swojego życia w niepamięć było bardzo, ale to bardzo celowe. – Słyszałeś o tym typie co się nazywa David Bowie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.