Najbardziej bawiło mnie jednak to, jak bardzo wszystkich irytowało, że prawie zawsze uchodziło mi to płazem. W praktyce najczęściej kończyło się na obdartych dłoniach, posiniaczonych kolanach i przekonaniu, że następnym razem na pewno pójdzie mi lepiej. Los najwyraźniej uznał, że będzie mnie rozpieszczał, przynajmniej w tej jednej kwestii, więc zamiast spektakularnych katastrof dostawałem najwyżej kilka siniaków i powody do przechwalania się przez następny tydzień - oczywiście, wyolbrzymiałem każdą historię - jeżeli spadłem z dwóch metrów, opowiadałem później, że było ich pięć, jeżeli rozciąłem sobie dłoń o kamień, to po kilku dniach rana stawała się w mojej wersji pojedynkiem z czymś znacznie groźniejszym. No, przynajmniej jeśli akurat nie było tam kogoś, kto mógłby zweryfikować moje słowa.
Nigdy nie przyznałbym tego na głos, prędzej odgryzłbym sobie język, niż pozwolił komukolwiek wykorzystać to przeciwko mnie, ale świadomość, że ktoś patrzył na moje idiotyczne pomysły z przewróceniem oczami zamiast z prawdziwym potępieniem, działała na mnie lepiej niż jakiekolwiek mądre słowa. Wystarczyło, że wiedziałem, iż później usłyszę, jakim byłem kretynem, bym mimo to znowu robił dokładnie to samo. Tego dnia też nie zamierzałem zachowywać się rozsądnie, bo w końcu rozsądek był potwornie nudny, natomiast nuda wydawała mi się chyba najgorszą rzeczą, jaka mogła spotkać człowieka mającego kilkanaście lat i całe życie przed sobą. No - o ile miał je przeżyć, co w przypadku tego murku wydawało się coraz mniej oczywiste. Odchyliłem się jeszcze kawałek do tyłu, tylko po to, żeby usłyszeć za plecami ciężkie westchnienie, na którego dźwięk uśmiechnąłem się pod nosem, nawet się nie odwracając. Moje usta od razu wygięły się szerzej, bo rozpoznałbym ten dźwięk dosłownie wszędzie - paradoksalnie - był jednym z moich ulubionych odgłosów towarzyszących podobnym akcjom.
- Daj spokój, nie patrz tak na mnie. - Wiedziałem, że patrzyła. - Jeszcze nawet nie spadłem, a ty już wyglądasz, jakbyś miała iść po pielęgniarkę. - Na pewno tak wyglądała, sto pro. - Przecież sobie radzę! - Prychnąłem cicho i, nadal balansując na murku, rzuciłem przez ramię z tą samą bezczelną pewnością siebie, której zwykle było we mnie zdecydowanie za dużo, jak na standardy dorosłych.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)