• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery)

[01.10.1972] Tea and potions (Victoria Lestrange, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
27.07.2026, 20:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2026, 20:06 przez Astoria Avery.)  
01.10.1972,
mieszkanie Victorii
[Obrazek: b84d711d22417ee0447eb8aad6420c64a477c6bb.jpg]

W godzinach wieczornych jesiennego dnia Astoria znalazła się przed mieszkaniem Victorii. Minęła zaledwie doba od spotkania z Rodolphusem Lestrangem - spotkania, które uparcie określała wyłącznie jako rozmowę towarzyską. W żadnym razie randkę. Nawet jeśli przez ostatnie godziny przyłapywała się na tym, że wraca myślami do pojedynczych zdań, spojrzeń i gestów, natychmiast ucinała ten kierunek rozważań, zastępując go czymś znacznie rozsądniejszym. Pracą. Kolejną wystawą. Listą zamówień. Czymkolwiek, co nie wymagało analizowania mężczyzny, który z definicji nie powinien zaprzątać jej uwagi. Miała zresztą doskonały pretekst, by zająć myśli czymś innym. Kilka dni wcześniej jej zapasy eliksirów zaczęły niebezpiecznie topnieć. Starała się dbać o to, by w domowej apteczce nigdy nie zabrakło mieszanek wspomagających oddech, łagodzących skutki przewlekłego osłabienia organizmu czy zwykłych wywarów codziennego użytku. Wczorajsza rozmowa sprawiła, że przypomniała sobie o słowach Rodolphusa, który bez większego wahania polecił swoją kuzynkę jako utalentowaną twórczynię eliksirów. Nie miała powodów, by nie skorzystać z rekomendacji.
Zapowiedziała więc swoją wizytę z wyprzedzeniem i punktualnie o umówionej godzinie stanęła przed drzwiami podanego adresu. W dłoni trzymała niewielkie pudełko elegancko przewiązane granatową wstążką. W środku znajdowały się ręcznie wykonane praliny z francuskiej cukierni. Choć oficjalnym powodem wizyty pozostawały eliksiry, Astoria nie ukrywała przed samą sobą, że ciekawość również odegrała niemałą rolę. Victoria od lat przewijała się gdzieś na obrzeżach jej życia. Spotykały się podczas przyjęć, bali dobroczynnych, wernisaży czy uroczystości szlachetnych rodów, wymieniając uprzejmości, krótkie komentarze i nienaganne uśmiechy. Obie wychowane według tych samych zasad, należące do tego samego zamkniętego świata rodowych nazwisk, doskonale wiedziały, jak prowadzić rozmowę, by nie powiedzieć zbyt wiele. Nigdy jednak nie miały okazji poznać się bliżej. Avery była ciekawa, jaka Victoria jest naprawdę. Czy równie powściągliwa jak podczas oficjalnych wydarzeń? Czy może w domowym zaciszu pozwala sobie na więcej swobody? A przede wszystkim - czy rzeczywiście posiada talent do warzenia eliksirów, o którym z tak nieoczekiwanym przekonaniem mówił Rodolphus. Czy w jej domu znajdzie się multum kwiatów, które z równą chęcią podrzucała kuzynowi?
Gdy weszła do środka, pozwoliła sobie rozejrzeć się po wnętrzu - dyskretnie, bez ostentacyjnej ciekawości. Jej spojrzenie przesunęło się po umeblowaniu, doborze kolorów, książkach odłożonych na półki i drobnych detalach, aż w końcu spoczęły na brunetce.
- Cieszę się, że zgodziłaś się na spotkanie - uśmiechnęła się, wyciągając w stronę kobiety pudełko z drobiazgiem, a wolną ręką sięgnęła do torebki, by wyjąć starannie złożony pergamin. - Tak jak wspomniałam w liście, Rodolphus polecił mi cię, bo najwyraźniej znasz się na rzeczy, a moje zapasy eliksirów praktycznie się wyczerpały i potrzebuję uzupełnić kilka fiolek.
Rozłożyła kartkę i podała ją Victorii. Charakter pisma był równy i elegancki, a każda nazwa mikstury zapisana z aptekarską precyzją. Kiedy kobieta przeglądała listę, Astoria ponownie pozwoliła sobie omieść wzrokiem mieszkanie. Nie szukała niczego konkretnego; bardziej chłonęła atmosferę miejsca, próbując złożyć w całość obraz kobiety, którą dotąd znała wyłącznie z salonów i oficjalnych przyjęć.
- Miałaś wiele szczęścia - zauważyła. - Poza bluszczem na elewacji właściwie nie widać śladów po pożarze.


learn the rules
then
break some

fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
30.07.2026, 22:22  ✶  

Do kamienicy Astorię wpuściła nisko kłaniająca się skrzatka, która zniknęła do swoich zajęć, jak tylko w zasięgu wzroku pojawiła się Victoria, gotowa przyjąć w swoich progach Astorię. Progach schludnych, w których dominowały brązy i biele, i drewno. Progach… nie zagraconych w żadnym wypadku – w środku panował porządek, chociaż można było odnieść wrażenie, że rzeczy jest jakby nieco za mało, że jest jakby trochę… pustawo? Kwiaty oczywiście były – i w korytarzu przy drzwiach i w przestronnym salonie na piętrze, do którego Victoria zaprowadziła Astorię (która mogła popodziwiać małe pudełka rozstawione na każdym ze stopni – być może Victoria była większą ekscentryczką, niż to po sobie dawała znać?); różne rodzaje i różne wielkości stały niemal wszędzie, gdzie się dało (na podłodze, na regalach), również przy kanapie i miękkich fotelach. A gdy Astoria przyjrzała się bliżej rozłożystej arece znajdującej się w sporej donicy przy fotelu, zauważyła tam zwiniętego na ziemi, błękitnego kota, gdzieś około rocznego, może nieco starszego. Lestrange miała jeszcze jednego – czteromiesięczną, czarną kulę chaosu, która gdzieś z pewnością się kręciła… ale nie było jej nigdzie na horyzoncie. Grube zasłony były zasłonięte, a w pomieszczeniu paliło się kilka lampek.

– Skoro Rudi o mnie wspominał, to znaczy, że miał powód. A skoro miał powód, to znaczy, że jesteś u mnie mile widziana – powiedziała miękko, odbierając od Astorii pudełko. – Dziękuję. Napijesz się czegoś? – wskazywała Astorii jeden z foteli.

Prawda była taka, że Victoria była w trakcie przeprowadzki. Choć może nie było tego widać na pierwszy rzut oka, to gdyby się tak przyjrzeć uważniej, pudła stały to tu, to tam… Zdziwiła się, prawdę powiedziawszy, gdy otrzymała od niej wiadomość, ale nie miała nic przeciwko spotkaniu, a że i tak musiała wrócić na Pokątną, żeby zacząć pakować te wszystkie rzeczy, bo udało jej się dzisiejszego południa dopiąć sprawę zakupu domu… Zdziwiła się o tyle, że nigdy nie miały ze sobą do czynienia tak prywatnie. Gdzieś mimochodem – owszem. Pamiętała też Astorię z Hogwartu jak przez mgłę, dzieliło je bowiem jednak kilka lat, to i obracały się w innym gronie – to było całkowicie normalne.

Odebrała od Astorii kartkę, którą zaczęła uważnie czytać, dając tez przy tym kobiecie czas na to, by ta się rozejrzała po salonie. W tym czasie też błękitny kot, do tej pory śpiący zwinięty wokół palemki, otworzył swoje żółte oczy i wlepił je w nowy obiekt, który się tu pojawił, czyli w pannę Avery. Zamiótł dwa razy ogonem, ale póki co nie ruszył się z miejsca.

– Taak… to prawda. Byłam wtedy na służbie, nie miałam nawet za bardzo czasu tutaj zajrzeć, a były tutaj moje koty… Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby coś im się stało – przyznała w jakimś takim przypływie szczerości, gdy uniosła spojrzenie nad kartki, którą wręczyła jej Astoria. – Mam nadzieję, że i was ominęło nieszczęście – ostatecznie minął miesiąc… To znaczy Lestrange’ów to nie ominęło. Ta kamienica przetrwała, ale dom rodzinny w Dolinie Godryka, w którym wychowała się ona i jej siostry, spłonął doszczętnie. Jej rodzice musieli się przenieść do głównej posiadłości rodowej w Londynie, a ona zabrała tutaj swoje siostry… I teraz znowu się przenosiły. – Czy te eliksiry będą głównie do twojego użytku? – zagaiła po chwili. – Pytam, bo nie wiem, czy powinnam cię wypytywać o potencjalne alergie, to dla mnie dość istotne – uśmiechnęła się leciutko do Astrorii.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
13.08.2026, 00:00  ✶  
- Poproszę o herbatę jaśminową, jeśli masz - powiedziała, zajmując miejsce w fotelu. Ułożyła dłonie na podłokietnikach, a następnie wygładziła materiał sukienki na kolanach. Wnętrze było przyjemnie ciche, a choć pudełka ustawione na schodach rzeczywiście przyciągnęły jej uwagę, to większe zainteresowanie wzbudził błękitny kot, który obserwował ją z niemal obrażoną czujnością. Na widok jego żółtych oczu kącik ust czarownicy drgnął ledwie zauważalnie.
-  To miłe z twojej strony - uśmiechnęła się lekko. - Rodolphus bardzo ciepło się o tobie wypowiada. Wspominał też, że podrzucasz mu różne roślinki - dodała po chwili, bo chyba nie była to żadna tajemnica? Na tym etapie nie przypuszczała, żeby czarodziej zdradzał jej jakiekolwiek sekrety.
- Na służbie? Czym się właściwie zajmujesz? - wtrąciła, bo nigdy nie miały okazji szerzej porozmawiać o swoich zawodach, a w jej oczach Victoria uchodziła za typową arystokratkę, która nie potrzebuje parać się pracą - uznała, że eliksiry to jej jedyne zajęcie, bardziej dla zabicia nudy, niż potrzeby zarobku.
- Galeria mojej rodziny przetrwała. Sama niestety nie miałam tyle szczęścia - westchnęła. - Mieszkanie przesiąkło dymem do tego stopnia, że właściwie nie da się go już wywabić. Można czyścić ściany, prać tkaniny, oczyszczać drewno, ale po kilku godzinach ten zapach znowu się pojawia. - Przesunęła opuszką palca po pierścionku, jakby zastanawiała się, czy powinna mówić więcej. - W tej chwili nie nadaje się do zamieszkania. - Wypowiedziała ostatecznie, spokojnie, ale pod powierzchnią tej pozornej obojętności wciąż tkwiło wspomnienie tamtego dnia. Zapach spalenizny, który wdarł się pod drzwi i przez wszystkie szczeliny, osiadł na ścianach, sufitach, książkach. Czarne zacieki pod sufitem, których nie dało się usunąć jednym zaklęciem. Delikatny pył, który wracał na półki niemal tak szybko, jak się go ścierało.
- Tymczasowo zatrzymałam się w rodowej posiadłości. Dopóki sobie czegoś nie znajdę - miała dość inwestowania czasu i pieniędzy w miejsce, które być może już zawsze będzie pachniało popiołem.
Nie dodała, że myśl o nowym wnętrzu miała dla niej także pewien urok. Nowe ściany oznaczały nową przestrzeń, którą można było urządzić od początku. Dobrać światło. Kolory. Obrazy. Układ mebli. Nadać każdemu przedmiotowi właściwe miejsce. Jedynie okres nie był optymalny - przygotowania do Samhain, do koncertu z okazji Dnia Pamięci, a już za kilka dni bal maskowy Lestrangów.
- Tak, są dla mnie - odparła, bo lista była celowo zwyczajna. Żadnych specjalistycznych receptur. Żadnych mieszanek, które mogłyby naprowadzić kogoś na trop jej stanu. Tylko rzeczy, które rozsądny czarodziej powinien mieć w domu. Choroba była jedną z tych rzeczy, które Astoria trzymała za szczelnie zamkniętymi drzwiami własnej prywatności. Nie dlatego, że się jej wstydziła. Wstyd byłby zbyt prostym uczuciem. Po prostu nie znosiła, gdy cudza wiedza o jej słabościach zmieniała sposób, w jaki na nią patrzono. A jeszcze bardziej nie znosiła litości.
- To właściwie same standardowe rzeczy - dodała, wskazując pergamin. - Chciałabym po prostu mieć je pod ręką. Wiesz, jak to jest. Nie da się przewidzieć, kiedy coś okaże się potrzebne. - brzmiało niewinnie. I właśnie takie miało być.- Nie mam żadnych alergii, o których powinnaś wiedzieć - uściśliła, by nie zostawiać pola na nieporozumienia. Oparła się wygodniej o fotel i jeszcze raz rozejrzała się po salonie. Tym razem jej spojrzenie zatrzymało się na jednym z pudeł stojących przy schodach. Była ciekawa, oczywiście, ale dobre maniery nie pozwalały jej zapytać o ich znaczenie. - Nie musisz się specjalnie spieszyć, na pewno masz mnóstwo zajęć przed waszym balem. Dostałam zaproszenie - urwała na moment, jakby dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomiła sobie, jak można je odebrać. Jej spojrzenie przemknęło ku Victorii, a na twarzy pojawiło się krótkie, niemal niezauważalne zakłopotanie. - Nie od Rodolphusa - dodała szybko. Brzmiało to zdecydowanie zbyt pospiesznie jak na kobietę, której rzekomo zupełnie nie zależało na tym, co Victoria mogłaby sobie pomyśleć.


learn the rules
then
break some

fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#4
14.08.2026, 15:19  ✶  

Tak się akurat składało, że herbatę jaśminową owszem miała. Trzymała w swoim domu zapas droższych, smakowych herbat oprócz klasycznej londyńskiej mieszanki, głównie dla gości, a ta jaśminowa cieszyła się pewną popularnością. Skrzatka została więc wezwana, by zrobić dla czarownic herbatę i zaraz zniknęła, zostawiając je same z błękitnym kotem.

– O tak, uważam, że przyda mu się zajęcie. Uczenie się nowych rzeczy dobrze wpływa na głowę, poza tym ma w mieszkaniu tak sterylnie wręcz pusto. Trzeba było trochę ożywić wnętrze – odparła niewinnie i bez zająknięcia, być może nawet na jej ustach błąkał się pewien bardzo delikatny uśmieszek (ach, wcale nie złośliwy, wcale), bo w mieszkaniu Rodolphusa było tak, jakby to nie należało do niego, żadnych prywatnych elementów, które mówiłyby, że oto mieszka tam właśnie on. Victoria lubiła się droczyć ze swoją rodziną, postanowiła więc troszkę zabawić się z biednym Rodolphusem i całkowicie celowo za każdym razem gdy u niego była, ledwie zauważalnie przesuwała mu na przykład fotel – na tyle delikatnie, by można to było zwalić na “ojj, przypadek”, choć i ona i Rudi wiedzieli, że nic tu nie było przypadkiem, bo żadne z nich nie należało do osób, które nie kalkulowało swoich ruchów. Zresztą tak samo jak te rośliny, co do których wiedziała doskonale, że młody Lestrange nie ma bladego pojęcia, jak się z nimi obchodzić, a ona i tak mu je wysyłała… ze szczegółową instrukcją podlewania i gdzie należy je ustawić. Victoria bawiła się przy tym świetnie. Zresztą Rodolphus nie pozostawał jej dłużny i wysyłał jej jakieś rękawiczki czy czapki, żeby nie zmarzła, choć wiedział doskonale, że nie ma takiego ognia, który był ją w stanie ogrzać. Czarnowłosa pozostawała lodowato wręcz zimna, co Astoria mogła wyczuć, gdy przez moment znalazła się bliżej Victorii. Gazety nie kłamały: Zimni nazwani byli Zimnymi zupełnie nie bez powodu.

– Jestem aurorem – odpowiedziała Avery, może nawet minimalnie zdziwiona, że o tym nie wiedziała, bo o jej zawodzie zdawał się wiedzieć niemal cały czarodziejski światek po tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Nie widziała jednak powodu, by nie odpowiedzieć. – Byłam na dyżurze, kiedy zaczął się atak – doprecyzowała łagodnie. Chwilę później w salonie pojawiła się skrzatka z tacą, i postawiła na stoliku dzbanek z herbatą, cukiernicę, mały dzbanuszek z mlekiem, komplet dwóch filiżanek ze spodeczkami, łyżeczki talerzyk z jakimiś korzennymi, kruchymi ciastkami. Nalała herbaty do obu filiżanek.

– Dziękuję. Możesz odejść, Strzałko – zwróciła się do skrzatki, która ponownie ukłoniła się i zostawiła je same. – Warzeniem eliksirów zajmuję się hobbystyczne i w czasie wolnym – dodała, kontynuując myśl, bo zakładała, że skoro Astoria nie znała jej zawodu, to mogła przez moment pomyśleć, że Rodolphus wprowadził ją w błąd. Avery niewiele się myliła w tym, że Victoria nie zajmowała się eliksirami dlatego, że potrzebowała pieniędzy: tych miała wystarczająco dużo nawet zanim zaczęła pracę jako auror (a był to zawód bardzo dobrze płatny). Zwyczajnie nie lubiła stać w miejscu, a eliksiry od zawsze były czymś, co pozwalało jej się zrelaksować, jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało. No i lubiła eksperymentować, wymyślać nowe receptury.

– Przykro mi – powiedziała, wysłuchawszy słów kobiety, gdy mówiła o swoim mieszkaniu. – Po tamtej nocy w wielu mieszkaniach zostało trochę tej dziwnej magii. Zastanawiam się, czy domy były w jakiś sposób celowane, czy to zupełny przypadek, że niektóre pozostały nietknięte, a niektóre skończyły tak, jak twoje mieszkanie… słyszałam też o niedającej się zmyć sadzy, śladach dłoni czy o dziwnych znikających runach… – Lestrange zapatrzyła się na moment na Astorię. Była urodziwą dziewczyną wychowaną prawdopodobnie dokładnie tak, jak ona: wiedziała, kiedy się uśmiechnąć, kiedy dygnąć, kiedy odwrócić wzrok, kiedy się odezwać i tak dalej. – Dobrze, że masz się gdzie zatrzymać – dodała przy tym, bo z pewnością przebywanie w mieszkaniu pełnym tego dziwacznego pyłu nie wpływał dobrze na zdrowie. Victoria do dzisiaj kaszlała (choć teraz już dużo mniej), a „jedyne” co ją spotkało, to mnóstwo tego syfu wdychane po przebywaniu kilkanaście godzin na zewnątrz w Londynie.

Kiwnęła głową, ponownie wracając do studiowania listy, robiąc już sobie w głowie notatki co do potrzebnych składników. Brak alergii ułatwiał sprawę, bo nie musiała szukać odpowiednio działających zamienników, a nie każdy składnik o podobnej właściwości dobrze działał z innymi. Często bywało, że gdy wymieniało się jeden, trzeba było też zmienić kilka innych, by uzyskać odpowiednio zadowalający efekt.

– Zajmę się tym w najbliższej wolnej chwili. Bal to jedno, ale po drodze mam jeszcze przeprowadzkę – przyznała. Nie wspominając rzecz jasna o pracy zawodowej i licznych, niestandardowych godzinach pracy. Zerknęła przy tym na kota, który nie odrywał oczu od Astorii i nerwowo przebierał ogonem, ale nie ruszył się ze swojego miejsca, najwyraźniej uznawszy, że skoro jego właścicielka jest spokojna, to i on może dalej leżeć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1103), Victoria Lestrange (1324)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa