05.08.2026, 08:12 ✶
9.10
popołudnie, bo od rana dzieją się rzeczy
popołudnie, bo od rana dzieją się rzeczy
Ktoś mógłby powiedzieć, że to za dużo jednego dnia (tak, na Ciebie patrzę Basilius!), ktoś mógłby powiedzieć, że to chaos i zaśmiać się złowieszczo (myślałeś, że o tym nie wspomnę Thomasie?), a jednak dla panny Moody była to w pewien sposób codzienność.
Nie dojedli obiadu, bo przypomniała sobie w ostatniej chwili na wczoraj, że miała ogarnąć kilka rzeczy dla Morpheusa w Dolinie, w tym zahaczyć tak o warownie, jak i Strażnicę. Jako jego osobiste potrójne P (przynieś podaj pozamiataj) sprawdzała się świetnie, szczególnie że teleportacje opanowała do poziomu Carrowoskiego (może w jej żyłach płynęła Carrowowska krew? Nie była pewna, nigdy aż tak nie śledziła nitek rozchodzących się od jej głowy). Zatem z kotletem między zębami tepnęła ich do Doliny, podzieliła zadaneczka, żeby jak najszybciej mieli je z głowy, a finalnie spotkali się właśnie tutaj - u Abbotów.
Pobrane próbki sadzy znalezione podczas październikówego sprzątania, cośtam cośtam. Gospodarze bardzo miło pozwolili im zostać jeszcze przez moment, w bezkresnym sadzie wypełnionym ciszą spokojem i zapachem biegunowo odległym od spalenizny. To było bardzo miłe. Tak leżeć z trawką w ryju.
– Wiecie… mogłabym z Wami pójść do Bertiego, zobaczyć jak mu idzie z domem, ale jeszcze zacząłby zadawać pytania. To straszny plotkarz jest wiecie? Już i tak na mnie dziwnie patrzył podczas Mabon. Mówił że masz świetny gust Liszku, podobała mu się koszula, którą wybrałeś mi na te przeklętą imprezę. Ta w rybki – opowiadała rozleniwiona złocistym popołudniem, ciesząc się, że trawa jest na tyle wysoka, że mogła spokojnie położyć swoją szczupłą rękę gdzieś między pasmami i sięgać paluchami do głowy Thomasa, aby jego nieuczesane myśli były okiełznane przez niekończące się mizianie loczków (tak zwana produkcja gniazda, zamiast pomagać mu we fryzurze, raczej reglarnie ją dewastowała, a teraz dewastowała ją z podwójną zawziętością). Takie efekty i to bez herbaty grzybowej! A właśnie – Co myślisz Tommy? Powinniśmy jednego dnia przyćpać ten napar od Morfiny we trójkę. To skandal, żeby Liszek był pozbawiony możliwości jedności z naturą. Jak myślisz czym by był jak ja byłam mułem ze stawu a Ty wątpliwej jakości plażą porośniętą kępkami trawy? – Tak bardzo kochała się taplać w absurdzie. Nie odwracała głowy, uwiedziona ciepłym słońcem rozpłaszczonym na uśmiechniętej buzi. Bo buzia jakoś nie mogła przestać jej się uśmiechać. Tak bardzo nie chciała, żeby ten dzień się kończył…