• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius

[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
11.08.2026, 10:07  ✶  

Kilka dni po tym, jak spotkała Wisha na moście była gotowa na to, aby faktycznie przetestować jego możliwości. Nadrobiła literaturę, wiedziała już wszystko o wietrze, o tym w jaki sposób działał, jakie czynniki mogły na niego wpływać. Uzupełniła również swoją wiedzę o to, co innego mogło wpłynąć na to, jak szybko spadał jej przyjaciel. Była gotowa! Przynajmniej tak się jej wydawało. Zaopatrzyła się również w księgę zaklęć, w której znalazła sposoby na to, aby zlepić jego szczękę, to znaczy nie jego - on nie miał być pierwszym na którym je przetestuje. Nie do końca wiedziała jak niby mieliby złapać jakiegoś Ślizgona i sprawdzić to na nim, przy okazji zrobić to na tyle dyskretnie, aby nikt dorosły się nie dowiedział. To było raczej trudne do zrealizowania, jednak kiedy chodziło o naukę… Prue była gotowa przekraczać granice. Czego to się nie robiło dla zdobycia wiedzy?

Spędziła nad książkami wiele godzin, ale czuła się gotowa na przeprowadzenie eksperymentu, wydawało jej się też, że potrafiła wybrać idealne miejsce do ich prób. Niewielki mostek nad jeziorem, gdzie kręciło się raczej mało osób, nikt nie powinien im więc w tym przeszkodzić, do tego wysokość była odpowiednia - nikt nie ucierpi jeśli z niego spadnie, a to też było dla Bletchley bardzo istotne. Oczywiście odczuwała ogromny entuzjazm, jednak zdrowie i życie jej przyjaciela było dla niej najważniejsze. Nie zamierzała doprowadzić u niego do żadnych uszczerbków na zdrowiu.

Lekcje dłużyły się jej dzisiaj niemiłosiernie, nie mogła usiedzieć w miejscu, co nie zdarzało się często, musiała to jednak jakoś przetrwać, aby później mogli zająć się tym, co było ciekawe. Najgorsze było to, że nie mieli razem żadnych zajęć - więc nie mogła przekazać mu, że jest już gotowa do tego, aby przetestowali różne możliwości, i żeby mogła faktycznie wyliczyć prędkość z jaką będzie spadał. Wierzyła jednak w to, że Aloysius jej nie zawiedzie - on zawsze był gotowy, zresztą już tamtego dnia wyrażał chęć wzięcia w tym udziału, to tylko ona musiała się przygotować.

Nie wróciła się do dormitorium, nie widziała sensu, aby to zrobić. Z torbą pełną książek szła przed siebie - dokładnie znała plan lekcji swojego przyjaciela, wiedziała więc, gdzie go znajdzie. Stała przed salą, czekała aż w końcu zostaną wypuszczeni z lekcji eliksirów - miała świadomość, że Slughorn czasem potrafił się rozgadywać i niestety w tej chwili ją to irytowało, zależało jej na tym bowiem, aby jak najszybciej przeszli do rzeczy. Lochy zresztą nie były najbardziej przytulnym miejscem do spędzania wolnego czasu.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
11.08.2026, 12:53  ✶  
To. Był. Dramat.

Nie chodziło nawet o to, że nie lubiłem eliksirów, bo niektóre rzeczy były całkiem ciekawe, szczególnie kiedy coś zaczynało dymić albo zmieniać kolor, i jeśli Slughorn nie próbował akurat opowiadać nam przez pół lekcji o tym, jak to w jego czasach pewien wyjątkowo utalentowany uczeń uwarzył coś, czego nikt przed nim nie potrafił uwarzyć, ale siedzenie przez tyle czasu nad jednym kociołkiem i słuchanie, jak nauczyciel po raz kolejny opowiadał o tym samym składniku, było zwyczajnie nudne. Tego dnia miałem wrażenie, że siedziałem sztywno już od kilku godzin, chociaż kiedy spojrzałem na zegar, okazało się, że minęło może dwadzieścia minut - powolnych, bolesnych, spędzonych na czymś, co nie miało żadnych perspektyw wysadzenia połowy sali w powietrze - zacząłem więc stukać palcami o ławkę, potem przesuwałem ingrediencje z jednej strony blatu na drugą, machałem nogami, strzelałem kulkami w szopy na głowach dwóch Puchonek przede mną, aż wreszcie doszedłem do wniosku, że jeśli jeszcze chwilę będę musiał słuchać o właściwościach jakiegoś składnika, to prawdopodobnie zacznę warczeć i żaden eliksir tojadowy ani trochę mi nie pomoże, po prostu zacznę wyć z frustracji. Nie zrobiłem tego tylko dlatego, że powstrzymało mnie względne poczucie samozachowawczości oraz wizja całkiem długiej przerwy w zajęciach, której nie chciałem spędzić na odbywaniu szlabanu, zwłaszcza w podziemiach zamku, nawet jeśli nie miałem jeszcze żadnych konkretnych planów na ten czas.
Po wyjściu nie spodziewałem się absolutnie nikogo, bo i z jakiej racji. Nie miałem pojęcia, po co właściwie ktoś mógłby na mnie czekać pod tą konkretną salą, bo szczerze mówiąc, nie przychodził mi do głowy żaden rozsądny powód, dla którego ktokolwiek miałby uznać to miejsce za dobre na spotkanie - lochy były zimne, ponure i pachniały tak, jakby psor od lat gotował tam coś, czego zdecydowanie nie powinno się gotować, a sam Slughorn miał dodatkowo tę irytującą zdolność przedłużania każdej wypowiedzi o co najmniej dziesięć minut, kiedy akurat człowiekowi najbardziej się spieszyło - siedziałem więc przez ostatnią część zajęć z miną kogoś, kto został niesłusznie skazany na dożywocie, nie widząc szans na poprawę własnych okoliczności, kręcąc piórem między palcami i zastanawiając się, czy dałoby się je jakoś zaczarować tak, żeby samo odrabiało za mnie pracę domową, albo czy gdybym odpowiednio szybko spakował swoje rzeczy, mógłbym wyjść pierwszy, najlepiej całkowicie niezauważony, zanim nauczyciel przypomni sobie o jeszcze jednej rzeczy, którą koniecznie musiał nam wyjaśnić.
Kiedy wreszcie wyszedłem z lochów, miałem w głowie wyłącznie to, żeby jak najszybciej znaleźć się gdzieś, gdzie było trochę więcej światła i trochę mniej zapachu zgniłych jaj, wilgoci oraz tego wszystkiego, co stary Slug uważał za zupełnie normalne składniki czegoś, co należałoby być w stanie potem wypić bez odczuwania odruchu wymiotnego. Poprawiwszy torbę na ramieniu, zrobiłem kilka długich kroków i… Zatrzymałem się tak gwałtownie, że chłopak idący za mną prawie na mnie wpadł, burcząc w moim kierunku, choć nawet się tym specjalnie nie przejąłem, rzucając mu krótkie spojrzenie przez ramię, po czym wracając wzrokiem w głąb korytarza. Zacząłem snuć już plan, żeby pójść prosto do wieży Gryffindoru, rzucić torbę gdzieś na łóżko i przez przynajmniej pół godziny nie robić absolutnie niczego pożytecznego, kiedy kątem oka zobaczyłem znajomą sylwetkę stojącą pod ścianą. Prue stała kawałek dalej, z torbą wypchaną książkami tak bardzo, że wyglądała, jakby próbowała przemycić w niej całą bibliotekę. Uśmiechnąłem się odruchowo, kącikiem ust, bo nie umiałem inaczej, kiedy ją widziałem, zwłaszcza jeśli pojawiała się w miejscu, w którym absolutnie się jej nie spodziewałem.
- Pruey? Co ty tutaj robisz? - Podszedłem bliżej, przyglądając jej się z zainteresowaniem. - Czekasz na mnie? - Nie musiała nawet odpowiadać, żebym uznał to za oczywiste - skoro stała przed moją salą, a nie przed jakąś inną, to przecież logiczne było, że przyszła właśnie po mnie - oczywiście mogła mieć jakiś niezwykle skomplikowany powód, którego jeszcze nie rozumiałem, ale na razie nie zamierzałem sobie tym zaprzątać głowy. Przerzuciłem ciężar torby z jednego ramienia na drugie i stanąłem przed nią, trochę zbyt blisko jak na zwykłą rozmowę, bo nigdy nie widziałem powodu, dla którego miałbym zachowywać dystans wobec własnej najlepszej przyjaciółki.
Dopiero wtedy zauważyłem, że wyglądała na wyjątkowo przejętą - znałem tę minę, znałem ją bardzo dobrze i prawdę mówiąc, powinienem był od razu zrozumieć, że moje spokojne popołudnie właśnie przestało być spokojne - patrzyła nie tak, jak wtedy, kiedy powiedziałem coś wyjątkowo głupiego i musiała mi natychmiast wyjaśnić, dlaczego było to głupie, tylko bardziej jak wtedy, kiedy wpadała na jakiś pomysł i przez kilka godzin nie potrafiła myśleć o niczym innym. Interesujące…
- Mam nadzieję, że nie dlatego, że znowu zrobiłem coś, czego nie powinienem, bo tym razem naprawdę nic nie pamiętam. - Parsknąłem cicho, chociaż przezornie zacząłem przeglądać w głowie ostatnie kilka dni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie zapomniałem o jakiejś rzeczy, którą obiecałem zrobić albo o konsekwencjach czegoś, co mogłem wywołać poprzez własne zaniechanie. Nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy, więc uznałem, że jestem niewinny - przynajmniej na razie - spojrzałem zatem jeszcze raz na tę wypchaną książkami torbę, lekko unosząc brwi.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
11.08.2026, 19:48  ✶  

Lochy nie były najprzyjemniejszym miejscem do spędzenia wolnego czasu. Prue raczej ograniczała swoje wizyty tutaj do minimum - tylko przy okazji lekcji eliksirów, które nawet lubiła. Wiedziała, że musi przykładać wagę akurat do tego przedmiotu jeśli chciała zostać medykiem. Slughorn był jaki był, sporo czasu poświęcał na opowiadanie historii ze swoich lat pracy, co nie do końca jej odpowiadało - Bletchley lubiła skupiać się na nauce, a nie na gadaniu o niczym. Wiedziała, że będzie musiała spędzić w tym otoczeniu trochę czasu - profesor lubił bowiem przedłużać lekcje. Spacerowała od ściany do ściany, zdarzyło jej się nawet nachylić nad dziurką od klucza i zajrzeć do środka, nic jednak nie sugerowało, że lekcja szybko się skończy. Westchnęła głośno - była bardzo zniecierpliwiona jak na nią, raczej potrafiła czekać, jednak nie kiedy miała wszystko przygotowane na eksperyment, który miała zaplanować.

Jakimś cudem udało jej się dotrwać do momentu, w którym otworzyły się drzwi - naprawdę sądziła, że będzie to trwało wieczność. Spoglądała na mijających ją uczniów, aż w końcu dostrzegła tę znajomą, ciemną czuprynę. Poczekała chwilę, aż towarzystwo nieco się przerzedzi i dopiero wtedy do niego podbiegła.

- Jak to, co tutaj robię? Czekam na Ciebie, głuptasie. - Było to przecież bardzo oczywiste. Bardzo często pojawiała się w miejscach w których bywał zupełnie przypadkowo, ale dzisiaj to zaplanowane, naprawdę chciała go spotkać, jak najszybciej się dało - właśnie dlatego postanowiła go złapać prosto po wyjściu z sali, jeszcze nie daj Merlinie zbłądziłby gdzieś po drodze do wieży Gryffindoru, musiałaby go szukać… zajęłoby to im wieki, a to przecież nie mogło czekać!

- Na kogo innego miałabym czekać, jeśli nie na Ciebie? - Być może na jej bliźniaka, jednak ich drogi nie krzyżowały się ze sobą zbyt często odkąd znaleźli się na zamku, zdecydowanie wolała spędzać czas z Wishem, to on był jej głównym towarzyszem, nikt inny. Czuła, że tak już zostanie, jak widać mieli na siebie doskonały wpływ, on podsuwał jej pomysły na kolejne eksperymenty, a jej zdarzało się czasem wylewać na niego małe wiaderko zimnej wody - działało to nie najgorzej.

- Gdybyś zrobił coś głupiego, to na pewno bym Ci o tym przypomniała, gdybyś nie daj Merlinie zapomniał… - Musiała o tym wspomnieć, ale na pewno zdawał sobie z tego sprawę, Prudence się nie szczypała, nie gryzła w język, nie miała problemu z tym, żeby zwrócić mu uwagę na jego zachowanie, tym razem jednak nie chodziło o to, zupełnie nie.

- Pamiętasz, jak ostatnio stałeś na balustradzie, to znaczy przesuwałeś swoje granice? - Wpatrywała się w niego bardzo intensywnie, jakby to miało mu przypomnieć o tamtym dniu, nie mrugała przy tym, jej oczy były cały czas otwarte - jakby chciała wywiercić mu dziurę w mózgu. - No więc, przygotowałam się do tego, możemy zacząć testy! - Odezwała się nieco zbyt głośno, z nieukrywanym entuzjazmem, naprawdę była zadowolona, że dokonała koniecznych obliczeń, przeanalizowała dane, a nawet znalazła zaklęcie, które mogłoby mu zakleić usta. - Jesteś gotowy, prawda, Ty zawsze jesteś gotowy. - Nie sądziła, że nagle postanowi odwrócić się na pięcie i pójść do dormitorium, to nie było w jego stylu.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
12.08.2026, 14:51  ✶  
Prue potrafiła pojawić się obok mnie w najbardziej przypadkowych miejscach, czasami tak nagle, że zaczynałem podejrzewać, że znała jakieś zaklęcie pozwalające jej przenosić się dokładnie tam, gdzie akurat byłem, coś w rodzaju dużo bardziej skomplikowanego namiaru.
- „Głuptasie”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, wskazując na siebie palcem. - Przypominam ci, że jestem prawie dorosły. Nie możesz nazywać mnie „głuptasem”, kiedy właśnie wyszedłem z eliksirów i przeżyłem całą lekcję bez wysadzenia kociołka. - Dumnie wypiąłem pierś, poprawiając pasek torby, która wyglądała podejrzanie lekko przy tym, czym dysponowała Pruey, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym zwiastunem tego, dlaczego się tu znalazła.
- No, dobra, dobra. - Teatralnie wywróciłem oczami, zbywając jej kolejne pytanie o to, na kogo innego mogłaby wyczekiwać, bo przecież miała rację. - Ale nie musiałaś czekać tutaj. Mogłaś przyjść do wieży, przecież i tak bym tam trafił. - To ostatnie powiedziałem z pełnym przekonaniem, chociaż doskonale wiedziałem, że gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie dokładnie zamierzałem pójść po lekcji, odpowiedziałbym prawdopodobnie „gdzieś”, a dopiero później zastanowiłbym się, w którą stronę właściwie powinienem skręcić. Nie zamierzałem jednak przyznawać się do takich szczegółów, bo miałem przecież reputację człowieka, który doskonale wiedział, co robił, poza tym Prue naprawdę mogła na mnie czekać gdziekolwiek, a ja i tak bym ją znalazł, prędzej czy później.
- Wiem, wiem. Nie musisz mi przypominać, że masz świetną pamięć. - Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - I wcale nie robię głupich - nie tak to określiłem, prawda, chodziło mi o przede wszystkim niedozwolone albo niemile widziane - rzeczy. Robię rzeczy, których inni jeszcze nie próbowali. - To było, moim zdaniem, znacznie lepsze wyjaśnienie, przynajmniej brzmiało tak, jak powinno.
Przez chwilę patrzyłem na nią bez słowa, bo chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie miałem pojęcia, co właściwie powinienem powiedzieć. Nie dlatego, że powiedziała coś, czego nie rozumiałem, wręcz przeciwnie, zrozumiałem ją aż za dobrze, tylko najwyraźniej mój mózg potrzebował kilku dodatkowych sekund, żeby dogonić fakt, że właśnie oznajmiła mi z pełnym przekonaniem, iż mogliśmy zacząć testy. Jakie dokładnie testy, na czym mające polegać, tego jeszcze nie wiedziałem, ale kiedy przypomniała mi o tamtym staniu na balustradzie, o którym - rzecz jasna - pamiętałem, bo było genialne, od razu przypomniałem sobie również, że rzeczywiście rozmawialiśmy wtedy o tym, jak zachowywało się ciało podczas spadania, czy można było być szybszym od wiatru i co właściwie można byłoby zrobić, żeby sprawdzić pewne rzeczy w praktyce. Wtedy wydawało mi się to świetnym pomysłem, bo - bądźmy całkowicie szczerzy - większość rzeczy wydawała mi się świetnym pomysłem, szczególnie jeśli miały choćby najmniejszą szansę skończyć się czymś ciekawym, ale najwyraźniej Prue potraktowała moją wielką ochotę do eksperymentowania znacznie poważniej, niż przypuszczałem.
- No, a jak! - Odpowiedziałem od razu, gdy tylko dotarł do mnie sens jej propozycji, bo trudno było inaczej zareagować na podobną ofertę, zwłaszcza kiedy patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem, jakby próbowała zajrzeć mi prosto do głowy i wymóc na mnie przyspieszenie decyzji. - Czekaj, naprawdę? - Upewniłem się mimo wszystko, wpatrując się w nią przez chwilę, a potem uśmiechnąłem się tak szeroko, że tym samym całkowicie odebrałem już sobie szansę, by udawać, że nie byłem zainteresowany. - Przygotowałaś wszystko? Naprawdę wszystko? - Zerknąłem na jej torbę, a potem znowu na nią. - Ile ty tam masz książek? Masz coś jeszcze? Coś fajniejszego? - Nie czekałem nawet na odpowiedź, tylko spróbowałem zajrzeć do środka, aby samemu się o tym upewnić, gdyż jej arsenał wyglądał imponująco, nawet jak na nią.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
13.08.2026, 06:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2026, 07:04 przez Prudence Fenwick.)  

Cóż, gdyby Prue potrafiła rzucić jakieś zaklęcie, które mogłoby jej ułatwić lokalizację jej przyjaciela w zamku na pewno by to zrobiła, póki co jednak musiała wystarczyć jej tylko i wyłącznie intuicja - w przyszłości, kto wie, być może skorzysta z czegoś innego.

- Faktycznie to osiągnięcie godne dorosłego, pewnie było ciężko? - Spoglądała na niego uważnie, wiedziała, że profesor Slughorn potrafił pokonać nawet najlepszych uczniów, nie to, że Wish do nich nie należał, ale zdawała sobie sprawę z tego, jakie miał podejście do marnowania czasu, a takie gadanie jakie proponował im profesor było okropnie nudne i powodowało, że lekcje ciągnęły się niemiłosiernie.

- Mogłam pójść do wieży, ale chciałam znaleźć Cię szybko, sam wiesz, że czasem chodzisz tam bardzo naokoło, a ja nie chciałam dzisiaj tracić czasu. - Postanowiła jeszcze wyjaśnić swój punkt widzenia. Jasne - na pewno gdzieś by się dzisiaj odnaleźli, zawsze to robili, tyle, że tym razem to ona była w gorącej wodzie kąpana i chciała go znaleźć jak najszybciej, właśnie dlatego czekała na niego w tym jakże uroczym otoczeniu, które powodowało u niej dreszcze na plecach. Nie dziwiła się wcale, że Ślizgoni byli tacy zgryźliwi, ona pewnie też by była gdyby musiała tu mieszkać. Na szczęście Krukoni mieli zdecydowanie przyjemniejszą lokalizację dormitorium.

- Mam doskonałą pamięć. - Pokiwała jeszcze głową na znak, że się z nim zgadza. Tutaj nie było miejsca na zaprzeczenia, faktycznie tak było. Umysł Prue działał wyjątkowo, miała tego świadomość, pokazała też swojemu przyjacielowi, co potrafi, więc nie było sensu udawać, że jest inaczej. Po prostu tak było. Prosta sprawa, nie zamierzała być w tym przypadku fałszywie skromna - wiedziała, że jest wyjątkowa. - Dobrze, może użycie słowa głupi to była pewna nadinterpretacja… - Dodała jeszcze. Faktycznie nie wszystko co robił było głupie, raczej nieco nierozsądne, ale to wcale nie było sobie równe, prawda? - Jesteś pionierem. - Powiedziała zupełnie szczerze, bo w ten sposób trochę go widziała, wpadał na pomysł - realizował go, bez względu na to, czy było to bezpieczne, czy nie. Testował granice, miała to szczęście, że mogła być przy tym wszystkim tuż obok.

Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła jego entuzjazm. Nie spodziewała się, że będzie inaczej, do wszystkiego co nowe miał takie podejście. Zawsze ją to fascynowało - być może było mniej frajdy z testowania granic z przygotowaniem się do tego, jednak było to dużo bezpieczniejsze, co dla Prue było bardzo ważne. Skoro więc chciał sprawdzić, czy jest szybszy od wiatru to zamierzała pomóc mu to zrobić, oczywiście na swoich zasadach. Potraktowała sprawę poważnie, wykonała różne obliczenia, spędziła dwa pełne popołudnia w bibliotece szukając informacji na ten temat, i teraz stała przed nim gotowa do tego, aby zaczęli próby.

- Nie wiem, czy wszystko, to znaczy nie da się chyba przygotować wszystkiego? Przygotowałam wszystko, co wydawało mi się być ważne. - Temat również był dla niej nowy, więc nie do końca wiedziała, czy naprawdę udało jej się być gotową na wszystko, ale na pewno była przygotowana na to, czym mieli się zajmować.

- To głównie książki, nie wiem, czy jest coś fajniejszego. - Skoro zaglądał do jej torby to nieco ją otworzyła, żeby mu to ułatwić. - Mam poduszkę z nietoperzem, żeby Ci się wygodniej lądowało, a i zaklęcie, ale nie wiem, czy chcesz żebym je na Tobie testowała. - Pewnie sama by się na to nie zdecydowała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
15.08.2026, 19:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 19:17 przez Benjy Fenwick.)  
Pokiwałem głową, poprawiając torbę na ramieniu, po czym zrobiłem minę kogoś śmiertelnie zmęczonego życiem, choć tak naprawdę zdawałem sobie sprawę z tego, iż wystarczyło zaledwie kilka minut poza lochami, żebym znowu odzyskał całą energię. Oczywiście, że było ciężko - nie dlatego, że stary Slug wymagał ode mnie jakiejś szczególnej pracy, bo z tym akurat radziłem sobie całkiem nieźle, kiedy już naprawdę musiałem, ale dlatego, że musiałem wykazać się nadzwyczajną cierpliwością, żeby przez tyle czasu siedzieć bez ruchu i słuchać, jak ktoś opowiadał o czymś, co mogło zostać wyjaśnione w trzy minuty. Nie zamierzałem oczywiście wspominać o wszystkich rzeczach, które robiłem, żeby jakoś przetrwać tę lekcję, bo gdybym powiedział Prue na przykład o strzelaniu kulkami w głowy Puchonek, prawdopodobnie uznałaby, że jednak nie powinniśmy używać słowa „dorosły” w kontekście mojego zachowania, a na to nie miałem zamiaru pozwolić. Lepiej było dawkować takie informacje, już zdążyłem się o tym przekonać i w takich kwestiach niewątpliwie wolałem się uczyć na błędach.
- Nawet nie wiesz jak strasznie. - Przyznałem z pełnym przekonaniem, po czym westchnąłem tak ciężko, jakbym właśnie wrócił z pola bitwy, nie z wykładu o ingrediencjach. Właściwie miałem wrażenie, że moje ciało jeszcze nie zdążyło przyzwyczaić się do faktu, że znowu mogłem się ruszać bez pozwolenia i nie musiałem patrzeć, jak ktoś mieszał coś w kociołku. Z jednej strony doskonale wiedziałem, że przecież jedynym zagrożeniem, z którym musiałem się mierzyć, był profesor Slughorn i jego niekończące się opowieści, z drugiej strony musiałem jednak przyznać sam przed sobą, bardzo poważnie, że rzeczywiście zacząłem już uważać samo opuszczenie sali za pewien rodzaj zwycięstwa, szczególnie po tym, jak przez ostatnią część lekcji miałem wrażenie, że czas zatrzymał się specjalnie tylko po to, żeby mnie dobić. - Slughorn mówił chyba przez trzy godziny. Gdyby jeszcze coś z tego wynikało, ale on po prostu mówił. I mówił. I potem znowu mówił. Jeszcze chwila i zacząłbym liczyć, ile razy powtórzył to samo słowo. Nie wiem, jak oni wytrzymują takie rzeczy. - Przez „oni” miałem - oczywiście - na myśli innych starych ludzi spotykających się, aby jeszcze bardziej analizować podobne tematy, i w dodatku czerpiących z tego coś na kształt prawdziwej satysfakcji. Prawda była taka, że ja sam przez ostatnie dwadzieścia minut walczyłem naprawdę dzielnie, głównie z potrzebą ucieczki, ale nie zamierzałem psuć sobie reputacji, więc tylko wstrząsnąłem ramionami i zerknąłem jeszcze raz w stronę zamkniętych już drzwi sali, robiąc to zaledwie kącikiem oka, bardzo ostrożnie, jakbym spodziewał się, że profesor wyjdzie za mną i spróbuje dokończyć swoją opowieść na korytarzu. Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze, więc szybko odwróciłem wzrok. Nawet wyłapałem moment, w którym mówił o tym samym składniku drugi raz, tylko innymi słowami… Ma-sak-ra.
- Wcale nie chodzę naokoło. - Zaprotestowałem odruchowo, słysząc ten zarzut, po czym po krótkim namyśle dodałem. - Dobra, czasami chodzę. Ale to dlatego, że po drodze można znaleźć ciekawe rzeczy. Nie przez to, że nie mam nic innego do roboty. - Podkreśliłem. Nie zamierzałem przyznawać jej racji w kwestii tego, że moje dojście z sali eliksirów do wieży Gryffindoru mogło być bardziej skomplikowane niż powinno, bo przecież gdybym chciał iść najkrótszą drogą, to umiałbym iść najkrótszą drogą, sęk w tym, że najkrótsza droga była zazwyczaj również najnudniejsza, a ja nie widziałem żadnego powodu, żeby dobrowolnie wybierać nudę, skoro alternatywnie można było wejść na schody, których wcześniej się nie widziało, przejechać na nich na jakieś piętro, sprawdzić, dokąd prowadził losowy korytarz, po prostu iść przed siebie i skręcać tam, gdzie akurat niosły nogi.
- Wiedziałem. - Oświadczyłem z pełnym przekonaniem, słysząc poprawione stwierdzenie. - Zawsze wiedziałem, że ktoś to kiedyś doceni. - Wyprostowałem się odrobinę, a na mojej twarzy pojawił się ten rodzaj uśmiechu, który zwykle oznaczał, że właśnie znalazłem sobie nowy powód do przechwałek. „Pionier”… To słowo bardzo mi się spodobało, odpowiadało mi dużo bardziej niż „nierozsądny”, „lekkomyślny” albo wszystkie inne określenia, którymi dorośli próbowali opisywać rzeczy, które uważałem za interesujące - „pionier” brzmiał lepiej niż „głuptas”, nawet jeśli w praktyce oba określenia mogły czasem dotyczyć dokładnie tego samego zachowania - najważniejsze było jednak to, że Prue powiedziała to zupełnie poważnie, nie śmiała się ze mnie, tylko naprawdę tak uważała, a skoro tak uważała, to nie widziałem powodu, żeby jej zaprzeczać.
- Nie musisz przygotowywać wszystkiego. - Przytaknąłem, zerkając ponownie w kierunku torby, którą trzymała i zaczynając zastanawiać się, czy powinienem zaproponować, że uniosę ciężar znajdującej się tam wiedzy. Co prawda, nie wiedziałem jeszcze, gdzie dokładnie mieliśmy iść ani jak miał wyglądać pierwszy test, ale skoro poświęciła czas na przygotowania, a ja miałem być pionierem całego przedsięwzięcia, nie zamierzałem jej teraz rozczarować. - Wystarczy, że przygotowałaś to, co najważniejsze. Ja zajmę się resztą. - To „zajmę się resztą” zabrzmiało w mojej głowie bardzo, bardzo dobrze, wyjątkowo dojrzale i dorośle, chociaż sam jeszcze nie wiedziałem, co dokładnie miała oznaczać ta część eksperymentu. W gruncie rzeczy nie wiedziałem nawet, jak Sunny zamierzała sprawić, żebym zaczął spadać, ale przecież szczegóły można było ustalić później, najważniejsze było to, że wreszcie mieliśmy zrobić coś ciekawego. No…
Potem zajrzałem do jej torby i przez kilka sekund patrzyłem na książki, które właśnie mi pokazała - jedna, druga, trzecia, jeszcze jakaś większa, grubsza i wyglądająca tak, jakby mogła ważyć więcej ode mnie - zmarszczyłem nos, spoglądając tak na nie przez chwilę w absolutnym milczeniu, próbując znaleźć w sobie entuzjazm, który mógłbym jakoś uczciwie okazać - nie znalazłem go - książki były w końcu taaakie interesujące, naprawdę, zwłaszcza po całym dniu lekcji… Moja twarz chyba powiedziała za mnie wszystko, gdyż odruchowo spojrzałem na Prue, wzdychając bezgłośnie z miną człowieka, który właśnie odkrył, że pod koniec wycieczki do parku rozrywki czeka go jeszcze napisanie sprawozdania na osiem stron z analizą punktową całej zabawy. Rozjaśniłem się ponownie dopiero na wspomnienie poduszki z nietoperzem, nachylając się jeszcze bardziej, aby zobaczyć, co dokładnie przyniosła.
- A masz też kontrzaklęcie? Takie, żeby mnie rozkleić? Bo jak nie masz, to nie wiem, czy byś chciała… - To było ważne, bardzo ważne, mogłem spadać z mostu, mogłem sprawdzać wiatr, mogłem nawet pozwolić Prue liczyć, mierzyć i zapisywać wszystkie możliwe wyniki, ale wizja tego, że ktoś odbierze mi możliwość skomentowania własnego eksperymentu już po fakcie, wydawała mi się jednak pewną przesadą. Z drugiej strony… Zastanowiłem się przez moment, po czym dodałem już trochę mniej nieprzejednanie. - Chociaż jeżeli to ma być eksperyment, to chyba powinniśmy sprawdzić wszystko. - Szczerze mówiąc, nawet z tą konkretną niewiadomą, nie mogłem sobie wyobrazić lepszego sposobu na spędzenie popołudnia. Co prawda nadal nie miałem pojęcia, dokąd właściwie chciała mnie zabrać, ale zaczynało mnie to coraz bardziej interesować, więc tym bardziej nie zamierzałem przejmować się rzeczami, które mogły pójść nie tak. Jedna rzecz była dla mnie pewna - skoro poświęciła pół dnia na czekanie pod salą eliksirów, a do tego przyniosła ze sobą torbę wyglądającą tak, jakby zamierzała otworzyć w lochach filię biblioteki, to najwyraźniej traktowała całą sprawę znacznie poważniej niż ja. Dobrowolnie była w najnudniejszym miejscu w całym zamku, z którego wzięła ciężkie tomiszcza, tylko po to, żeby przygotować coś od a do z, nie zamierzałem więc pozwolić, żeby cały ten wysiłek poszedł na marne, szczególnie że właśnie nazwała mnie pionierem. Nie mogłem przecież zawieść takiego tytułu. Nie przyszło mi do głowy, że między „chcę zobaczyć” a rzeczywistym sprawdzeniem tego pomysłu mogła być całkiem spora różnica, na razie byłem po prostu zachwycony, że Pruey rzeczywiście chciała to zrobić razem ze mną, a skoro przygotowała nawet poduszkę, to przecież musiała wiedzieć, co robiła, przynajmniej tak sobie to tłumaczyłem, patrząc na nią z wyraźną chęcią udziału w przedsięwzięciu, które nam zaplanowała.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
23.08.2026, 21:07  ✶  

Prue miała świadomość, że zajęcia z profesorem Slughornem należały do tych najbardziej wyczerpujących. Nawet ona miała problem z tym, aby ciągle go słuchać, a to raczej się nie zdarzało. Profesor jednak wyjątkowo zbaczał z tematów lekcji, opowiadał takie farmazony, które zupełnie ją nie interesowały. Mało kto lubił eliksiry, co wcale jej nie dziwiło. Szkoda - bo uważała ten przedmiot za naprawdę ciekawy, zresztą zdawała sobie sprawę, że ta wiedza w jej przypadku była bardzo potrzebna z racji na to, że zamierzała zostać medykiem. Przerabiała jednak większość materiału we własnym zakresie. Tak właściwie to udało jej się już dotrzeć do poziomu czwartej klasy, co powodowało tylko i wyłącznie to, że na tych zajęciach nudziła się jeszcze bardziej.

- Wiem, to znaczy jeśli dla mnie to jest straszne, to dla Ciebie musi być horrorem. - Nie dało się ukryć, że jeśli chodzi o ich dwójkę, to Aloysius miał zdecydowanie mniej cierpliwości, dość szybko zaczynał się nudzić, dużo lepiej odnajdywał się w nowych sytuacjach. Wiedziała, że sporo kosztowało go dotrwanie do końca zajęć, wolała również nie interesować się tym w jaki sposób umilał sobie ten czas - była pewna, że nie siedział tam tak po prostu, nie czekał na koniec zajęć, musiał się czymś zajmować i na pewno nie byłoby to coś, co by popierała. Jak wiadomo jednak, czego oczy nie widzą…

- On zawsze tak mówi, i mówi i końca nie widać, przyznam Ci się do tego, tylko nikomu nie mów, że zdarza mi się wyłączać na jego lekcjach. - Przez wyłączanie miała oczywiście na myśli tylko to, że nie słuchała profesora, robiła co do niej należało, zawsze była odpowiednio przygotowana do zajęć, ale tak naprawdę przygotowanie eliksirów w jej przypadków mogło się odbyć bez obecności nauczyciela.

- Może starzy ludzie tak mają? - Wzruszyła jedynie ramionami, bo w sumie nie była w stanie znaleźć innego wytłumaczenia.

- Ty zawsze znajdziesz sobie coś ciekawego do roboty, właśnie do tego zmierzam. - Wish potrafił sobie znaleźć zajęcie wszędzie, zawsze coś go intrygowało, zawsze musiał czegoś dotknąć, coś sprawdzić, testować kolejne granice, zamek dawał mu co do tego naprawdę wiele możliwości. Wiedziała w jaki sposób funkcjonował, właśnie dlatego wolała po prostu pojawić się przed drzwiami i na niego poczekać. Nawet jeśli nie było to najbardziej przyjemne miejsce do spędzania wolnego czasu. Chciała po prostu jak najszybciej przekazać mu dobre wieści, to znaczy miała nadzieję, iż uzna je za takie i tak jak ona będzie się cieszył z tego, czego udało jej się dowiedzieć.

- Od tego mnie masz. - Dodała z uśmiechem. Naprawdę widziała go w ten sposób. Ktoś musiał próbować nowych rzeczy, sprawdzać jak działał świat, w końcu było jeszcze tyle niewiadomych, niezadanych pytań, gdyby nie osoby takie jak Wish, to nadal pewnie tkwiliby w średniowieczu. Doceniała jego wkład w ich rozwój. Jej zdaniem byli duetem idealnym, dzięki niej bowiem nie miał szybko zakończyć swojego żywota podczas tych swoich prób, ona była tutaj od tego, aby zadbać o profesjonalizm i bezpieczeństwo. Nie mogli się lepiej dobrać.

- Wiesz, wolałabym jednak mieć przygotowane wszystko, ale chyba nigdy do końca tak się nie da. - Robiła jednak wszystko, co w jej mocy, aby dać z siebie sto procent. Skoro już się za coś zabierali razem, to naprawdę chciała, aby ta część za którą ona była odpowiedzialna była jak najlepiej dopracowana.

- Fantastycznie, nie mogłam marzyć o lepszym kompanie od Ciebie. - Nie przestawała się uśmiechać, Wish podchodził do tego pomysłu całkiem entuzjastycznie, co powodowało, że uważała, iż ten eksperyment jest naprawdę świetny. Już niedługo mieli dowiedzieć się, jak szybko mógł spadać, to było niesamowite.

Dziewczynka otworzyła torbę i pokazała mu księgi, które udało jej się zdobyć. Była naprawdę dumna z tego, ile materiału przygotowała w tak krótkim czasie. Miała nadzieję, że faktycznie to wystarczy do tego, aby ich próba zakończyła się sukcesem - tak właściwie to nie brała pod uwagę zupełnie innej możliwości.

- Tak właściwie, to nie wiem, czy kontrzaklęcie działa na nieudane zaklęcie. - Zmrużyła na moment oczy, próbując znaleźć w czeluściach swojego umysłu odpowiedź na to pytanie. - Możemy odpuścić tę część, może uda im się do niej nieco lepiej przygotować. - Póki co nie do końca znalazła w swojej głowie odpowiedź na jego pytanie, a nie chciała go skrzywdzić w żaden sposób. To było dla niej naprawdę ważne, aby wyszedł z tego eksperymentu bez żadnego uszczerbku na zdrowiu.

- Niby tak, niby powinniśmy sprawdzić wszystko, ale wiesz, że nie chcę żeby stała Ci się krzywda. Muszę dbać o swój obiekt doświadczalny, bo lepszego nie znajdę. - Miała nadzieję, że ten argument do niego przemówi. Niby mogliby przetestować to, co przygotowała, ale kiedy on zaczął się nad tym zastanawiać dotarło do niej, że najwyraźniej nie do końca opracowała ten temat, a naprawdę szkoda by było gdyby zamilkł na wieki przez to, że potraktowała temat po macoszemu.

- Pójdziemy na błonia, tam jest taki mały most, przy jeziorze, myślę, że to będzie dobre miejsce. - Nie wspomniała mu jeszcze o tym, gdzie zamierza go wyciągnąć. - Potrzebujesz czegoś z dormitorium, czy możemy tam iść już? - Wolała się upewnić, że ma przy sobie wszystko, czego potrzebuje.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
24.08.2026, 13:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2026, 16:23 przez Benjy Fenwick.)  
Moje narzekanie było całkowicie usprawiedliwione, a przynajmniej tak właśnie postanowiłem to sobie przedstawić, skoro nawet Prue przyznawała, że lekcje Slughorna potrafiły być dla niej męczące. Co prawda, przez to, że nasze domy nie miały ze sobą łączonych akurat tych zajęć, tylko inne, nie mogliśmy sobie wspólnie radzić ze zrzuconym na nas ciężarem, ale z drugiej strony, może tak było lepiej, bo jeszcze mimo wszystko uznałaby, że powinienem bardziej przykładać się do nauki. Nie zamierzałem jej oczywiście opowiadać, czym zajmowałem się przez resztę lekcji, bo po pierwsze nie było takiej potrzeby, a po drugie nawet nie wątpiłem, iż Prue miała dość konkretne poglądy na temat tego, co powinno się robić podczas zajęć. Wystarczyło, że ja wiedziałem, iż nie przesiedziałem całej godziny grzecznie, patrząc w kociołek i czekając na zbawienie. Zresztą moje metody radzenia sobie z nudą były moją prywatną sprawą, i nawet jeśli ktoś, kto siedział przede mną mną mniej lub bardziej „przez przypadek” dostał papierową kulką w głowę, to zdecydowanie nie oznaczało, że robiłem coś niewłaściwego. To znaczyło najwyżej, że miał pecha… A cudzy pech to już nie była moja sprawa.
- Naprawdę? - Uniosłem brwi, po czym prawie natychmiast wyszczerzyłem zęby. - Wiedziałem. Wiedziałem, że nie można być zawsze aż tak skupionym. - Nawet nie próbowałem ukrywać satysfakcji, to odkrycie wyjątkowo mnie ucieszyło, chociaż nie dlatego, że chciałem ją przyłapać na czymś niewłaściwym, lecz przez to, iż oznaczało, że wcale nie byliśmy aż tak różni, jak mogło się wydawać - ona po prostu lepiej udawała, że wszystko, co związane z nauką medyczną, ją fascynowało, podczas gdy ja nawet nie próbowałem zgrywać zainteresowanego nudnymi wykładami i rzeczach nie mających mi się przydać w karierze Quidditcha. - Nie martw się, twój sekret jest ze mną bezpieczny. - Przyłożyłem dwa palce do ust, udając, że zamykam je na klucz. - Nie powiem nikomu. - Obiecałem, przy czym spojrzałem na nią z rozbawieniem, wyrzuciwszy go przez ramię.
W gruncie rzeczy nie potrzebowałem żadnych skomplikowanych teorii, żeby zrozumieć fenomen Slughorna, jak dla mnie, wystarczyło tylko przyjąć, że kiedy człowiek był już wystarczająco stary, przestawał zauważać, że inni ludzie mieli ograniczoną cierpliwość. Znalazłszy się na jego miejscu, ja sam po pięciu minutach powiedziałbym, że skoro już wiemy, co trzeba wiedzieć, możemy przejść do robienia eliksiru. On? No, nie było takiej opcji, tak właściwie, nie znałem zbyt wielu dorosłych, którzy potrafiliby powiedzieć jedno zdanie i na tym skończyć, zawsze musieli dodać kolejne, potem jeszcze jedno wyjaśnienie, a później przypominało im się coś zupełnie innego, co oczywiście również było niezwykle ważne…
- Możliwe. - Przyznałem po chwili. - Jak będę stary, też będę opowiadał wszystkim historie, ale nie takie, których nikt nie chce słuchać. Moje będą ciekawsze, bo będę miał o czym opowiadać. Zrobię tyle rzeczy, że wystarczy mi tego na co najmniej sto lat. - Zadeklarowałem, szczerze w to wierząc. To było oczywiście bardzo ambitne postanowienie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w moim przekonaniu niemal wszystko było ciekawsze niż eliksiry. Nie potrafiłem długo siedzieć bezczynnie, szczególnie jeśli wokół mnie znajdowało się coś, czego jeszcze nie sprawdziłem - to był fakt nie do podważenia - tak się składało, że otaczający nas zamek był ogromny, pełen korytarzy, schodów, drzwi, zakamarków i rzeczy, których jeszcze nie zdążyłem odkryć, więc trudno było oczekiwać ode mnie, że będę grzecznie maszerował jedną trasą od wieży do sali lekcyjnej i z powrotem, bo przecież to byłoby marnowanie możliwości.
Nie chciałem jednak, żeby pomyślała, że naprawdę nie doceniałem tego, ile pracy włożyła w przygotowanie eksperymentu, wręcz przeciwnie, wiedziałem, że spędziła nad tym sporo czasu, a skoro zrobiła to specjalnie dla nas, na serio uważałem, że było to naprawdę fajne. Po prostu nie zamierzałem udawać, że czytanie siedmiuset gęsto zapisanych tomów o spadaniu i wietrze było czymś, na co miałem ochotę.
- Wiem. - Pokiwałem głową z pełnym przekonaniem. Była moją najlepszą przyjaciółką, więc oczywiście miała pełne prawo pilnować, żebym nie zrobił czegoś, po czym nie będę już mógł zrobić następnej ciekawej rzeczy. - Dlatego jesteś idealna. - Nie dodałem nic więcej, bo dla mnie ta sprawa była aż nadto oczywista - Prue była przy mnie, kiedy coś wymyślałem, potrafiła powiedzieć, kiedy pomysł był beznadziejny, a kiedy nie był beznadziejny, tylko wymagał lepszego przygotowania, pomagała mi to przygotowanie poczynić - nie mogłem sobie wyobrazić lepszego układu. Brzmiało poważnie, naukowo i trochę niebezpiecznie, czyli dokładnie tak, jak powinien był brzmieć każdy dobry eksperyment.
- Nie musisz przygotowywać wszystkiego. - Powiedziałem uspokajająco, wzruszając ramionami. - Wystarczy, że przygotujesz tyle, żebyśmy nie umarli. - Rozumiałem jednak, dlaczego tak bardzo się tym przejmowała, nie robiła rzeczy połowicznie i jeżeli coś już postanowiła, chciała wiedzieć możliwie dużo, zanim się za to zabrała. Mnie wystarczało natomiast, że wiedziała więcej ode mnie, bo dzięki temu mogłem zająć się tą częścią, która naprawdę mnie interesowała. Właściwie byłem gotowy na wszystko, co miała w zanadrzu, choć nadal nie wiedziałem, co dokładnie planowała.
Niestety, wyglądało na to, że jej przygotowania rzeczywiście opierały się głównie na literaturze. Westchnąłem demonstracyjnie, ale tym razem nie marudziłem aż tak bardzo - skoro naprawdę musiała to wszystko przeczytać, żebyśmy mogli przeprowadzić eksperyment, to chyba nawet byłem w stanie uznać, że miało to sens - po prostu nie każdy człowiek został stworzony do siedzenia bez ruchu i czytania przez godziny o czymś, co można było wyjaśnić na własnej skórze.
Gdy jednak zaczęła się zastanawiać nad moimi słowami o kontrzaklęciu, zmarszczyłem brwi, spojrzałem na nią, potem na swoje buty, a potem znowu na nią, bo dopiero teraz dotarło do mnie, że być może istniała możliwość, iż coś pójdzie naprawdę, naprawdę bardzo nie tak i to nie ze spadaniem…
- To znaczy, że jeśli zaklęcie nie wyjdzie, to nie wiesz, czy da się je cofnąć? - Upewniłem się, a kiedy sama zasugerowała odpuszczenie tej części, od razu pokiwałem głową. - Dobra. To nie warto. Spróbujemy tego kiedyś na kimś innym. - Lubiłem ryzyko, ale nie byłem aż tak głupi, żeby celowo pozwolić komuś rzucić na mnie zaklęcie, którego działania nie znał, zwłaszcza że chodziło o moją twarz i sklejanie tkanek, a nie o coś, co można było po prostu obmyć z wierzchu dłoni lub strzepać z ubrań.
Potem ponownie zajrzałem do jej torby i tym razem przyglądałem się książkom nieco dłużej - nie dlatego, że nagle zaczęły mnie interesować, bo zdecydowanie nie zaczęły, po prostu próbowałem znaleźć wśród nich coś, co nie wyglądało jak kolejny podręcznik mający za zadanie skutecznie odebrać człowiekowi wszelką radość życia. Niestety większość wyglądała dokładnie w ten sposób…
- Nie. Mam wszystko. - Odpowiedziałem zdecydowanie. Nie zapytałem nawet, po co dokładnie był nam most. W głowie już układałem sobie kilka możliwości, z których każda wydawała mi się ciekawsza od poprzedniej. - Chodźmy, zanim wymyślisz jeszcze jedną rzecz, którą musisz sprawdzić w literaturze, fuj. - Ruszyłem pierwszy, ale po kilku krokach obejrzałem się przez ramię, żeby upewnić się, że Prue szła za mną, w końcu była integralną częścią wszelkich moich planów, bez niej nic w moim życiu nigdy nie byłoby takie samo…
Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3771), Prudence Fenwick (2311)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa