• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1952] Risk it for the biscuit | Aloysius, Prudence

[1952] Risk it for the biscuit | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#11
28.08.2026, 15:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2026, 15:51 przez Benjy Fenwick.)  
Przez chwilę patrzyłem na nią z lekkim rozbawieniem, dostrzegając powątpiewająco-pobłażliwe spojrzenie, jakie mi posyłała, potem uniosłem rękę i bez dalszego słowa wskazałem kolejno na swoje brwi, policzki i usta, próbując jeszcze dokładniej na własnej twarzy odtworzyć kopię tego nieszczęsnego wyrazu, jakiego przybieranie jej zarzucałem. Problem polegał na tym, że im bardziej próbowałem go w ten sposób zaprezentować, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że właściwie nie miałem pojęcia, jak działały takie rzeczy, bo przecież nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak zrobić minę, która wyglądałaby jak ta konkretna, którą zazwyczaj robiła Prue w stosunku do mnie, nie odwrotnie. W moim odczuciu „taka, o” to było coś tak oczywistego, że aż trudno było znaleźć odpowiednią, bardziej rozległą odpowiedź, po prostu ją rozpoznawałem i miałem do niej swoją własną interpretację, to wystarczało mi na co dzień, ale mimo wszystko nie zamierzałem się poddawać. Przerwałem dopiero wtedy, kiedy zaczęła mówić o tym, że nie mogłaby sugerować mi, żebym został lepszym człowiekiem, skoro już byłem najlepszy.
Poczułem coś bardzo przyjemnego gdzieś pod żebrami i natychmiast postanowiłem tego nie analizować, bo analiza mogłaby mnie doprowadzić do wniosku, że właśnie zrobiło mi się głupio miło, a przecież nie zamierzałem być człowiekiem, któremu robiło się głupio miło od kilku słów dziewczyny, nawet - a może szczególnie - własnej najlepszej przyjaciółki. Spojrzałem nawet w bok, na jezioro, jakbym rzeczywiście musiał rozważyć bardzo ważną decyzję dotyczącą mojego przyszłego dziedzictwa, byleby tylko nie dać po sobie znać, jakie uczucie zagościło w mojej piersi, w końcu wzruszyłem ramionami.
-Nooo… Ta. - Odchrząknąłem, bo potrzebowałem sekundy, żeby odzyskać swój zwyczajowy ton. - Jeszcze trochę takich pochwał i przestanę się mieścić w drzwiach. - „Najlepszy” było dużym słowem, może nawet trochę za dużym, ale skoro powiedziała je właśnie ona, nie zamierzałem protestować. „Najlepszy człowiek”, „najlepszy gracz” z pomnikiem, nie… Nie miałem pojęcia, czy w ogóle robiło się pomniki sportowcom, bo nigdy żadnego nie widziałem, ale skoro Prue powiedziała, że pewnie bym go dostał, przyjąłem to za fakt i zacząłem zastanawiać się nad szczegółami, bo ktoś musiał to wszystko odpowiednio zaplanować.
- Jak - nie „jeśli”, nawet pomimo tych wstępnych wątpliwości, bo nie zamierzałem ograniczać swoich przyszłych możliwości upamiętnienia, szczególnie skoro Prue sama zaczęła je przede mną otwierać - ktoś kiedyś zapyta cię o pomnik, możesz powiedzieć, że pomnik jest w porządku, ale ja osobiście wolałem tablicę. Pomnik zajmuje dużo miejsca. Poza tym przy pomniku zawsze srają gołębie, a nie zamierzam mieć kup gołębi na głowie. - Starałem się powiedzieć to z powagą odpowiednią komuś, kto właśnie bardzo rozsądnie odrzucał możliwość nadmiernego kultu własnej osoby, choć doskonale wiedziałem, że gdyby ktoś naprawdę chciał postawić mi pomnik, nie protestowałbym szczególnie długo. Tablica - tak - wstępnie jednak wolałem tablicę, poza tym wszystko było już najwyraźniej ustalone, chociaż sam jeszcze nawet nie zdążyłem wygrać żadnego porządnego meczu.
Pomysł z miejscem na komentarze naprawdę mi się spodobał, ponieważ nagle cały ten jej kajet zaczął wyglądać jak coś znacznie ważniejszego niż zwykłe notatki robione przez dwójkę uczniów nad jeziorem - mogliśmy przecież później porównać swoje obserwacje, zastanowić się, dlaczego jeden skok wyszedł lepiej od drugiego, a jeśli wyniki byłyby wystarczająco ciekawe, spróbować ponownie. Właściwie nie widziałem żadnego powodu, dla którego mielibyśmy na tym poprzestać, Prue miała głowę do takich tematów, ja miałem umiejętność robienia rzeczy, których inni rozsądni ludzie raczej nie próbowali, więc razem tworzyliśmy wybitnie przyzwoity zespół. Nie wiedziałem jeszcze, co dokładnie mielibyśmy razem osiągnąć poprzez nasze pomysły, ale byłem pewien, że skoro była obok, to prędzej czy później coś wymyślimy.
Zgadzaliśmy się co do podstaw, a to było najważniejsze, nie zamierzałem przecież od razu rzucać się do najbardziej skomplikowanych rzeczy, bo nawet ja wiedziałem, że najpierw trzeba było sprawdzić, co dokładnie potrafiłem zrobić. Rozgrzewka była nudna, ale miała sens, a skoro Prue ją popierała, mieliśmy pełną zgodność, co do której nie musieliśmy dyskutować. Kiedy jednak wspomniała o czterech saltach i nazwała je bardzo niebezpiecznymi, spojrzałem na nią z miną człowieka, który został niesprawiedliwie oskarżony o planowanie własnej śmierci - nie zamierzałem przecież robić tego od razu - chciałem tylko wiedzieć, czy dało się to zrobić, to była zasadnicza różnica.
- Ale nie mówię, że zrobię cztery teraz. - Uniosłem dłonie w obronnym geście. - Mówię tylko, że skoro trzy są możliwe, to cztery nie brzmią aż tak absurdalnie. Potrzeba tylko treningu. I może większej wysokości. I dobrego wyczucia. I… - Urwałem, kiedy zobaczyłem jej minę, całkiem uzasadnioną, bo przecież obiecałem nie umrzeć. - Dobra. Nie teraz. - To „nie teraz” było bardzo rozsądnym kompromisem, to powinno wystarczyć, nie powiedziałem „nigdy”, bo nie zamierzałem składać obietnic, których za kilka lat mógłbym żałować, poza tym Prue nie musiała wiedzieć wszystkiego od razu, najważniejsze było to, że zgodziłem się na jej warunki dotyczące pierwszej próby. - Ale wiesz, że zakaz mówienia o czymś sprawia, że człowiek zaczyna o tym myśleć jeszcze bardziej? - Nie czekałem jednak na odpowiedź, gdyż widząc jej poważną minę, uznałem, że dalsze drażnienie jej w tej kwestii mogłoby skończyć się tym, że zabrałaby mi cały eksperyment, a aż tak nie zamierzałem ryzykować.
Usłyszałem bardzo stanowcze „Wish, nie będziesz tego robił, koniec kropka” i spojrzałem na nią z miną człowieka, któremu właśnie odebrano połowę przyszłych możliwości rozwoju, ponieważ stanowczo zbyt wiele prób miało w sobie potencjalnie śmiertelny elekent. Przez kilka sekund milczałem, próbując ocenić, czy dało się z nią negocjować - nie dało się - znałem ten ton, kiedy Prue mówiła w ten sposób, wszelkie próby przekonywania jej zwykle kończyły się tym, że człowiek dowiadywał się kolejnych rzeczy, których również nie powinien robić. Westchnąłem zatem, godząc się na to, że nie będziemy niczego podkreślać, chociaż z wyraźną obiekcją.
Nie dlatego, że uważałem się za niezwyciężonego, chociaż oczywiście uważałem się za całkiem bliskiego tej granicy, ale dlatego, że nie miałem najmniejszego zamiaru przerywać tego wszystkiego. Chciałem zobaczyć, co będzie dalej, chciałem zobaczyć jej minę, kiedy pierwszy raz zrobię coś naprawdę, ale to naprawdę legendarnego, chciałem usłyszeć, jak mówi, że się udało, chciałem, żebyśmy mieli jeszcze mnóstwo takich dni, nawet jeśli wtedy nie potrafiłem jeszcze nazwać, dlaczego właściwie tak bardzo mi na tym zależało.
Przy pytaniu o Godryka i Rowenę przez moment sam się zastanowiłem, wcześniej potraktowałem ten pomysł trochę żartobliwie, ale teraz zacząłem widzieć pewien problem - gdyby ktoś rzeczywiście zestawił nas ze sobą na podstawie domu i cech charakteru, mógłby dojść do dość oczywistego wniosku - ja byłem Gryfonem, ona Krukonką, ja robiłem rzeczy bez zastanowienia, ona zastanawiała się nad nimi za nas oboje, to było wręcz podejrzanie podobne.
- No pewnie, że mogliby. - Odpowiedziałem, marszcząc brwi. - Godryk był Gryfonem, ja też jestem Gryfonem. A ty zdecydowanie pasujesz do Roweny. Tylko jesteś mniej… - Zawahałem się, szukając odpowiedniego słowa. - Starożytna. - Oświadczyłem, jakby sprawa była rozstrzygnięta. - Tylko oni założyli szkołę, a my jeszcze nie. - Zamilkłem na chwilę, po czym uśmiechnąłem się szerzej. - Możemy założyć coś lepszego. Na przykład klub. - Spojrzałem na nią z ukosa, to wydawało mi się zdecydowanie lepszym pomysłem niż szkoła, chociaż oczywiście wymagałoby jeszcze ustalenia kilku szczegółów. Przez chwilę zastanawiałem się nad tym naprawdę poważnie, bo skoro mieliśmy być przyszłymi legendami, należało zadbać o szczegóły, mieliśmy jednak coś innego do roboty w tej chwili, więc mogliśmy to odłożyć na potem.
- Jasne. - Odpowiedziałem, kiedy powiedziała mi, żebym zajął pozycję. - Wszystko jasne. - Upewniwszy się, że mogliśmy zaczynać, nabrałem powietrza i spojrzałem przed siebie - tym razem nie zamierzałem robić niczego dodatkowego, żadnego salta, żadnego popisywania się, żadnego pomysłu, który mógłby sprawić, że Prue wyrzuciłaby mnie z własnego eksperymentu - miał to być zwyczajny skok, prosty, czysty i możliwie efektowny. Dopiero po nim mieliśmy zacząć zwiększać trudność, przecież właśnie tak robiło się wielkie rzeczy, najpierw jeden mały krok, potem następny, a później wtedy, kiedy już wszyscy przestawali wierzyć, że dało się lepiej, ludzie naszego pokroju robili to mimo wszystko…

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5278), Prudence Fenwick (2877)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa