Sen ostatnio przychodził bardzo szybko, porywając cię w objęcia niemal w momencie, kiedy przyłożyłaś głowę do poduszki. Spałaś za każdym razem głęboko, ale ciężko było powiedzieć że spokojnie. Coś na granicy twojej świadomości poruszało się; skrobało od spodu długim palcem pełnym zwyrodnień o szpiczasto zakończonym paznokciu. Badało, sprawdzało, tylko nie byłaś do końca pewna co właściwie. Ciebie? Twoje sny? A może i twój domek?
Kiedy budziłaś się, niektóre z rzeczy nie znajdowały się na swoich miejscach. Coś przestawiało fiolki, książki i kubki. Dywan podróżował pomiędzy pomieszczeniami, a krzesła przy stole jadalnym czasem były od niego odsunięte, a czasem postawione na nim schludnie, jak czasem robiło się to przy sprzątaniu. Powiedzieć, że coś było nie tak, to małe niedopowiedzenie, a jednocześnie nic z tego co się działo, nie wydawało się wpływać przesadnie na twoje życie codzienne. No, może pomijając fakt że domek wydawał się bardziej żywy - wstawał i opadał sam z siebie, a także nie zawsze słuchał się twoich próśb. Momentami też trząsł się dziwacznie na swojej nóżce, jakby próbował się od ziemi oderwać. Na całe szczęście, nie został zaprojektowany tak, by móc to zrobić, dlatego tkwił w miejscu.
Minęły trzy dni i mogłaś przysiąc, że nie chodziło już tylko o obserwowanie w snach. Uwaga płynęła z sęków, które znajdowały się w deskach z których zbudowana była chatka. Na granicy wzroku wyłapywałaś coś, co obracało się w nich niczym gałki oczne, ale kiedy przyglądałaś im się z uwagą, nie było w nich nic nadzwyczajnego. To samo tyczyło się szpar, czy ciasnych, niezagospodarowanych przestrzeni jak przestrzeń pod łóżkiem czy ciemność za uchylonymi drzwiami.
W nocy obudziłaś się skonsternowana, bo byłaś kupką kurzu, którą ktoś próbował wymieść za próg w pewnym bardzo starym rytuale. Kojarzyłaś go; miotełka spleciona z witek konkretnego drzewa, za pomocą której omiatało się wszystkie kąty, przez środek pomieszczenia, aż wreszcie wymiatało się pył przez próg, a wraz z nim złą energię. Rano natomiast, znalazłaś na stole wypaloną świecę, zrobioną z białego wosku, czarciego żebra i dziurawca. Znałaś się na zielarstwie na tyle, by wiedzieć że miała oczyszczać ze złej energii. Tylko dlaczego coś ci podpowiadało, że to ty miałaś być tą złą energią?