Wczoraj, 14:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 14:27 przez Helloise Rowle.)
Przeszpiegi w obozie wroga
Nie było jeszcze wieczoru, gdy Helloise już kładła się spać. Nie morzyła jej wcale jeszcze senność, więc musiała wspomóc się dawką eliksiru; opróżniona fiolka leżała więc na szafce przy łóżku. Czarownica przewróciła się na bok, przez okno stojącej przy ziemi chaty patrząc w stronę odległego lasu.
Wiedziała, jak wariackie jest to, w co zamierzała wmieszać się w Samhain. Nieraz myślała, że wolałaby sczeznąć gdzieś między drzewami zamordowana przez widma niż trafić w łapy Ministerstwa. Los zabitych przez potwory był nieznany; o tym, co zrobi z nią Ministerstwo, mogła sobie łatwo wyobrażać.
Zabiorą ją. Gdzie? Tam, gdzie Isobell? Do aresztu? Paranoja jej sięgała w najgorszych koszmarach aż samego Azkabanu, lecz wcale nie ustępował on wiele wyobrażeniu Helloise o koszmarze dowolnej innej celi. Cele były w jej wyobraźni wszystkie takie same — zimne, i puste, i wrogie, i otępiające, i można było w nich tylko popadać w katatonię, przygnębienie, rozpacz. Myśl, że miałaby spędzić w areszcie choćby dwa dni, już zwiastowała nieakceptowalny gwałt na jej wolności.
Skoro miała więc wystawić się tym ludziom na cel, nie zamierzała wychodzić przeciwko nim na ślepo i dopiero w ogniu akcji dowiadywać się, z czym ma do czynienia. Chciała wiedzieć.
Czując, że jej świadomość pod zamkniętymi powiekami zaczyna odpływać, Helloise skupiła się na tym, aby zamiast posyłać ją w bezprzytomność, wydostać się z ciała.
// sprawdzam nekromancję na użycie eksterioryzacji
Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Duchowi udało się oderwać od ciała. Widmowy sobowtór wiedźmy usiadł na łóżku, spojrzał obojętne na pozostawianą ze sobą powłokę, po czym wyszedł tym samym oknem, przez które Helloise patrzyła, zasypiając. Ruszyła znajomymi ścieżkami tam, gdzie spodziewała się złej obecności urzędników.
Odszukanie miejsca, gdzie Ministerstwo sprawiło sobie bezpieczny punkt wejścia na Polanę, nie było trudne. Spoglądanie na niego, tak zawistnie strzeżonego przez funkcjonariuszy, budziło w czarownicy gniew i gdyby tylko duchy mogły zgrzytać zębami… lecz nie po to, aby dawać się ponosić swojej złości zjawiła się tutaj tego dnia. Była gotowa czekać, aż nadejdzie ktoś z nich. Była gotowa krążyć między nimi, dopóki nie pochwyci strzępu jakiejś interesującej rozmowy. Była gotowa obserwować ich rutyny. Dowiedzieć się, czy coś zmieni się w dniu sabatu.
dotknij trawy