• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[27/10/1972] The lower the sun, the longer the shadow | Benjy, Prue

[27/10/1972] The lower the sun, the longer the shadow | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
10.09.2026, 21:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5 minut(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
Ostatecznie wyszliśmy ze skupiska straganów z metalowym diademem dla Prue, który kosztował wystarczająco dużo, żebyśmy oboje z powodzeniem mogli uznać go za przedmiot o znaczeniu religijnym, oraz z moim własnym darem wotywnym, znacznie skromniejszym i pozbawionym ambicji konkurowania z rodowym srebrem mojej żony. Nie zamierzałem  oczywiście żałować poniesionej ceny, bo miałem wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, żeby wiedzieć, że niektóre rzeczy najlepiej było pozostawić między człowiekiem a jego sakiewką, zwłaszcza że nie byliśmy biedni, w dodatku dało się powiedzieć, iż w pewnym sensie opuściliśmy miasteczko bogatsi o całkowicie nieprzydatną wiedzę - podczas dokonania zakupu zdążyłem bowiem dowiedzieć się, że istniało co najmniej sześć wariacji splotów srebrnych drucików, które według sprzedawcy „idealnie wizualnie współgrały z charakterem nadchodzącego wydarzenia”, trzy rodzaje kwiatów, których pod żadnym pozorem nie należało dodawać do ofiary, oraz usiłowano nam wcisnąć jeden wyjątkowo bezsensowny amulet, który miał „gwarantować przychylność boskich sił”, jeśli rozłamalibyśmy go w odpowiedni sposób - bujda, rzecz jasna - ten ostatni zostawiłem na miejscu, nawet go nie dotykając, wiedzę o zielsku nawet odnotowałem gdzieś z tyłu głowy, chociaż raczej do zweryfikowania. Wyjątkowo darowałem sobie również pyskówkę z naciągaczem, ponieważ zależało mi przede wszystkim na zakupie tego, czego chciała Prudence, ja po tym wszystkim dobrałem dla siebie prostszy dar, by nie słuchać więcej bzdur od handlarzy, wciąż zgodny z charakterem rytuału, ale jednocześnie pozbawiony zbędnych ozdób.
Po kilkunastu minutach oddaliliśmy się od zabudowań i weszliśmy między pagórki, oddalając się od cywilizacji - ścieżka szybko przestała przypominać coś, co można było nazwać „drogą” i zaczęła być raczej sugestią, że ktoś tędy kiedyś przeszedł i natura łaskawie go nie pożarła. Teraz szliśmy już przez torfowiska, zapadając się miejscami w miękką, wilgotną ziemię, która przy każdym kroku uginała się pod naszymi podeszwami i wydawała z siebie ciche, nieprzyjemne mlaśnięcie. Powietrze było tu chłodniejsze niż w Dolinie, pachniało mokrym mchem, torfem i stojącą wodą, nisko wiszące gałęzie drzew co jakiś czas smagały mnie w czubek głowy albo zahaczały o moje ramiona, nie przeszkadzało mi to jednak jakoś szczególnie - wręcz przeciwnie - lubiłem spacery w konkretnym celu, podczas których musiałem od czasu do czasu patrzeć pod nogi i jednocześnie pamiętać, gdzie właściwie zmierzałem, zamiast bezmyślnie maszerować przed siebie.
- Co mamy w planach? - Zerknąłem na nią z ukosa, poprawiając pasek torby przewieszonej przez ramię. - Na Samhain. - To było nasze pierwsze takie wspólne święto, nie licząc średnio udanego Mabon, pierwszy raz przygotowywaliśmy się do niego razem, jako rodzina, a jednak każde z nas miało za sobą całe lata własnych tradycji, przyzwyczajeń i rzeczy, których drugie nie znało. - Masz jakieś szczególne… Wizje? Szyczenia? Tak dalej. - Sam nie wiedziałem, dlaczego akurat teraz o to zapytałem - może przez miejsce, może przez cały ten klimat, a może dlatego, że ponownie uświadomiłem sobie, ile rzeczy z jej życia istniało jeszcze poza mną, ile jesiennych wieczorów przeżyła, zanim nasze drogi w końcu się przecięły w taki sposób, że przestaliśmy być tylko dwojgiem ludzi znających się z różnych powodów - nie oczekiwałem szczególnie wzniosłej odpowiedzi, właściwie liczyłem na coś zwyczajnego, może nawet typowego dla niej i jej zainteresowań, bo właśnie takie szczegóły najbardziej mnie interesowały.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
10.09.2026, 22:15  ✶  

Udało jej się znaleźć to, co sobie zwizualizowała, co uznała za spory sukces. Być może musieli przez jej wizję daru wotywnego spędzić przy stoiskach nieco więcej czasu, niż mogli zakładać na początku, jednak czuła się bardzo usatysfakcjonowana swoim zakupem. Benjy nawet przez moment nie marudził, podążał z nią od stoiska do stoiska, aby mogła znaleźć swój wymarzony, srebrny diadem. Nie skomentował również jego ceny - Prue zdawała sobie sprawę z tego, że wybrała raczej ponadprzeciętną opcję, jednak nie musieli specjalnie się ograniczać. Całkiem nieźle im się wiodło, mogła więc spełniać niektóre ze swoich zachcianek, a nie miała ich też zbyt wielu. Gdy jej mąż wybrał coś dla siebie mogli oddalić się z centrum Doliny Godryka, w końcu udać się na torfowiska, gdzie mieli złożyć ofiarę wodom.

Spacer trwał dłuższą chwilę, powoli przestali mijać kolejnych przechodniów, zabudowania znajdowały się za nimi, a i droga była coraz mniej wydeptana, aż w końcu przestała być drogą, a ścieżką. Gdy znaleźli się wśród drzew jej krok stał się nieco bardziej ostrożny, poruszała się wolniej - nie chcąc zostawić jednego ze swoich pantofelków w błocie, musiała myśleć o tym, gdzie postawi nogę, bo szkoda by było, aby wróciła do domu bez butów. Nie przygotowała się odpowiednio do tego spaceru, przez co, że decyzja została podjęta bardzo spontanicznie - nie było to nic nowego w ich przypadku.

Pytanie męża nieco ją zaskoczyło, chociaż właściwie to powinni poruszyć ten temat. To był ich pierwszy, wspólny sabat jako małżeństwo, co było dosyć wyjątkowym wydarzeniem. - Myślałam o tym, że moglibyśmy zaszyć się w domu. Po prostu spędzić ten czas we dwoje, nie mam szczególnych życzeń, może wcześniej odwiedzić Ellie, pewnie mogłaby nam powróżyć, to idealny czas. Zazwyczaj ją odwiedzałam. - Babcia na pewno by się ucieszyła z ich wizyty. - Jak to u Ciebie wyglądało? - Nie pytała go o to wcześniej, sporą część swojego życia spędził w drodze, nie wydawało jej się, że miał czas na świętowanie, ale kto wie? Może miał jakieś swoje przyzwyczajenie, które warto było kontynuować. - Pewnie widziałeś różne rytuały podczas swoich wojaży. - Ustalali w końcu wspólny plan na ten wyjątkowy wieczór. Nie wątpiła w to, że Benjy mógł wprowadzić nieco świeżości, w końcu przez lata bywał w naprawdę różnych miejscach i sporo widział, a ona nie miała nic przeciwko temu, aby spróbować czegoś nowego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
10.09.2026, 22:44  ✶  
Na szczęście dla nas Dolina Godryka była całkiem nieźle zaopatrzona w przedmioty, które można było złożyć bóstwom w formie wotum ofiarnego - liczne stragany i stoiska być może nie były tak kolorowe, jak to zapamiętałem z odległej przeszłości, chociaż mogło mieć to równie dobrze związek z patrzeniem wtedy oczami dziecka, nie dorosłego, lecz nie było potrzeby szukać daleko i po pewnym czasie oboje mieliśmy zadowalające nas przedmioty. Odebrałem wybraną przez siebie ofiarę od sprzedawcy, kładąc przed nim odliczone galeony, po czym schowałem ją bezpiecznie pod płaszczem i ruszyliśmy ścieżką prowadzącą w stronę torfowisk, zostawiając za sobą gwar centrum Doliny, zapach pieczonych jabłek, dymu i kadzideł oraz handlarzy, którzy - jak nieodmiennie przy takich okazjach - byli gotowi sprzedać człowiekowi wszystko, czego ten mógł potrzebować przed Samhain, a także kilka rzeczy, których zdecydowanie nie potrzebował. Im dalej byliśmy od zabudowań, tym ciszej się robiło, aż w końcu pozostały wyłącznie dźwięki natury - został chlupoczący grunt, szelest traw i ciche bulgotanie ciemnej wody między kępami podmokłej roślinności, w której czasami coś się poruszało. Szedłem ostrożnie, sprawdzając stopą kolejne fragmenty ścieżki, bo romantyczny spacer po torfowisku miał swoje granice i nie zamierzałem sprawdzać, jak łatwo można było zapaść się po pas w imię tradycji, zwłaszcza że nie szedłem całkowicie sam, nawet jeśli oboje milczeliśmy już od dłuższej chwili.
Zatrzymałem się na chwilę przy większej kępie trawy, sprawdziłem butem grunt przed sobą i dopiero wtedy przeszedłem dalej, słuchając luźnego planu, jaki mogła mieć - brzmiało dobrze, nawet bardzo, lecz gdy wspomniała o babci i wróżeniu, zakaszlałem tak gwałtownie, że omal nie straciłem równowagi na mokrym podłożu, odkrztuszając kilkukrotnie ze łzami w oczach.
- M-khy-khymmmm… Do Ellie. - Powtórzyłem przeciągle, a potem pokręciłem głową. - Oczywiście. Idealny czas. Nie wiem tylko, czy jesteś świadoma, sze ploponujesz mi doblowolne powtószenie jednego s najgolszych doświadczeń ezotelycznych mojego szycia. - Spojrzałem na nią z ukosa, ostrożnie omijając kolejną kępę mokrego mchu, bo oczywiście, że musiała zdawać sobie z tego sprawę - przesunąłem dłonią po karku, przypominając sobie kilka wyjątkowo osobliwych sytuacji, zazwyczaj mających miejsce nad ranem lub ciemną nocą, lecz chyba żadne z nich nie było w stanie konkurować z poczuciem, jakie ogarnęło mnie podczas tamtego razu, żadne. Ani przez sekundę nie mogłem wątpić, iż Prue doskonale pamiętała tamten okres i zapewne również moje późniejsze, wyjątkowo stanowcze zapewnienia, że absolutnie żadna wróżba nie zrobiła na mnie wrażenia - rzecz jasna - prawda była mniej chwalebna, ale wtedy zamierzałem wystawiać jej na widok publiczny, obecnie raczej mi to już tak bardzo nie przeszkadzało, mogłem nawet śmiało powiedzieć, że nie byłem fanem wróżb babci Bletchley. Nie zamierzałem jednak naprawdę protestować przeciwko jej pomysłowi, i jeżeli Prue chciała odwiedzić Ellie, nie widziałem w tym nic złego, wręcz przeciwnie, wizja spędzenia części Samhain z kimś, kto znał ją od dziecka i nie chciał powiesić mnie za jaja na podstawie odmiennych przekonań, miała w sobie coś przyjemnego. Zresztą jeśli Ellie chciałaby mi ponownie wróżyć, tym razem byłem dorosły i teoretycznie posiadałem znacznie większą odporność psychiczną, teoretycznie… 
Torfowisko ciągnęło się przed nami szerokim pasem, gdzieniegdzie przechodząc w ciemniejsze oczka wody, toteż coraz uważniej wybierałem drogę, jednocześnie słuchając pytania o moje własne Samhain - uniosłem brwi i przez chwilę patrzyłem przed siebie, zastanawiając się, jak właściwie powinienem odpowiedzieć, żeby nie zabrzmiało to tak, jakbym przez pół życia uczestniczył w naprawdę chorych akcjach na drugim końcu świata.
- Widziałem. - Przyznałem w końcu. - Balso lószne szeszy. - Zrobiłem kilka kroków, omijając rozmoknięty fragment ziemi, a potem parsknąłem cicho. - Czasami całkiem pojebane. - Nie było w tym przesady, podczas swoich wojaży trafiałem w miejsca, gdzie ludzie obchodzili Samhain w sposób, który z perspektywy brytyjskiej tradycji wyglądałby co najmniej osobliwie, czasem nawet dla mnie, człowieka przyzwyczajonego do rzeczy, których normalni ludzie woleli nie oglądać, stanowiło to doświadczenie wymagające bardzo specyficznego charakteru, luźnego podejścia do życia lub mocnych nerwów i jeszcze mocniejszego żołądka.
- Nie mam niczego swojego, wiesz, dosyś cięszko było twoszyś jakieś nawyki, gdy jest się cały czas w podlószy, więc moszemy tak zlobiś… - Zawahałem się na sekundę i dodałem z ponurą powagą. - Chociasz jeszeli wyciągnie tamte kalty, wlacam do domu. - Zaznaczyłem, całkiem przezornie już teraz się przed tym broniąc.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
11.09.2026, 16:56  ✶  

Prue podążała tuż za swoim mężem, który szedł przed nią i badał podłoże. W gruncie rzeczy to mogło być bardzo niefortunnym pomysłem, bo jeśli torfowiska postanowiłby go pochłonąć, to mogłaby mieć spory problem z wyciągnięciem z nich jego osoby. Pozostawało więc liczyć na to, że wodne bóstwa postanowią jednak być łaskawe i wystarczy im ofiara w postaci zakupionych przez nie podarków. Mimo tego, że on sprawdzał grunt to ona również pozostawała ostrożna, wystarczył bowiem jeden krok postawiony nieco za daleko, a ziemia mogła być w zupełnie innym stanie skupienia. Takie miejsca bywały zdradliwe.

Oczy jej się otworzyły, kiedy zakaszlał, zakrztusił się, coś wpadło mu do gardła? Czy była to reakcja na pomysł, który rzuciła. Dosyć szybko miała dostać odpowiedź na to pytanie, które zadała sobie w myślach.

- Serio to było najgorsze, ezoteryczne doświadczenie Twojego życia? Nie było przecież tak strasznie, babcia była dla Ciebie całkiem miła. - Pamiętała bardzo dokładnie tamten dzień, kiedy znaleźli się razem w salonie jej rodziców w towarzystwie Ellie, która postanowiła wyciągnąć swoje karty. Ich stosunki były wtedy wyjątkowo napięte, mieli problem, żeby przebywać w swoim otoczeniu, ale pozwolili babci Prue czytać karty. Była to na pewno osobliwym doświadczeniem, zwłaszcza, że siedzieli razem przy stole.

Sama Prue dosyć często spędzała ze starszą Bletchley czas w podobny sposób, były sobie bliskie od jej najmłodszych lat, zwłaszcza, że łączył ją z nią również dar widmowidzenia, w którego tajemnice ją wprowadziła. Wiele się od niej nauczyła, a aktualnie była w zasadzie jedyną osobą z jej rodziny, z którą mogły na spokojnie usiąść przy stole, no nie wliczając jej brata, chociaż spodziewała się, że Elias jak zawsze jednak odwiedzi rodziców. Penny pewnie będzie smutno, ale na pewno zrozumie sytuację, bo przecież sama była świadkiem tego, co wydarzyło się między Benjym, a jej mężem.

- Tego właśnie się spodziewałam. - Czyli jej założenia były słuszne. Ludzie w różnych częściach świata obchodzili sabaty w różny sposób, wiele z nich było dużo mniej cywilizowanych od Wielkiej Brytanii, no przynajmniej pozornie, sięgano tam po inne rytuały, nie obawiano się pewnych dziedzin magii, to mówiło samo za siebie. W sumie to trochę zazdrościła mu, że miał taką możliwość, bo ona raczej nigdy nie będzie miała szansy zobaczyć czegoś podobnego i szkoda.

- Nie masz, ale może jest coś, co chciałbyś mieć. - Mógł mieć jakąś swoją wizję, niekoniecznie zaczerpniętą z życiowego doświadczenia, po prostu chciałby jakoś spędzić ten dzień, zrobić coś dla siebie. - Jeśli nie tamte, to wyciągnie inne, Ellie ma spory asortyment. - Nie wątpiła w to, że babcia postanowi skorzystać z okazji, sabat był dobry momentem na spojrzenie w to, co mają do powiedzenia, wolała więc przygotować swojego męża do tego, jak może się to skończyć. - ale ma też spory zapas wyjątkowego alkoholu na takie okazje, więc może uda Ci się to całkiem lekko przetrawić. - Dodała jeszcze.

Szli przed siebie, mijali kolejne kępy traw, drzewa, wokół zrobiło się bardzo cicho, słychać właściwie było tylko wiatr, który kołysał koronami drzew. - Myślę, że jesteśmy blisko celu, powinniśmy je jeszcze trochę popsuć, co nie? - Jeśli dobrze pamiętała to ofiary wotywne miały być celowo uszkodzone, nie zastanawiała się póki co nad tym, jak zniszczy swój wymarzony diadem, to miało stać się jej problemem dopiero wtedy, gdy dotrą na miejsce, które będą uważać za odpowiednie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
11.09.2026, 17:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 17:40 przez Benjy Fenwick.)  
Torfowisko robiło się coraz bardziej dzikie w miarę, jak zabudowania Doliny znikały nam z pola widzenia, podmuchy wiatru przesuwały się nad wysokimi trawami, sprawiając, iż te poruszały się długimi falami, gałęzie drzew zwiszały się coraz niżej nad naszymi głowami, zerknąłem więc na nią przez ramię, pilnując przy tym, żeby mój następny krok wylądował na czymś, co wyglądało na wystarczająco stabilną kępę ziemi. Pokręciłem głową, kiedy przypomniała mi, że Ellie była wtedy całkiem miła, bo najwyraźniej miała zupełnie inną definicję słowa „miła” niż ja, szczególnie jeśli brało się pod uwagę fakt, że siedziałem wówczas przy ławie jako młody, nabuzowany hormonami gówniarz, który miał znacznie więcej dumy niż otwartości na ezoteryczne dozbania, naprzeciwko mnie siedziała dziewczyna będąca ze mną w najgorszych możliwych stosunkach na tamten moment, natomiast wszystko to oglądała starsza kobieta z talią kart i wiedzą o mnie, której wcale nie potrzebowałem.
Pamiętałem tamten salon aż nazbyt dobrze, czemu wcale nie pomogło to, ile razy wcześniej i później bywałem u Bletchleyów, pamiętałem niski stolik kawowy, dywan, karty i Ellie, która od zawsze była wobec mnie całkowicie przychylna, co wcale nie oznaczało, że jej wróżenie stanowiło dla mnie przyjemne doświadczenie - wręcz przeciwnie - miałem szesnaście lat, byłem przekonany, że jestem najmniej wrażliwym na takie rzeczy człowiekiem w promieniu kilkudziesięciu mil, ale szybko okazało się, iż moja odporność na starsze kobiety posiadające podobne zdolności była mniej więcej taka sama jak odporność papierowej torby zakupowej na brytyjski deszcz.
- Była miła. Mhm. Właśnie to było najgolsze. - Odpowiedziałem, ostrożnie stawiając kolejny krok na wilgotnym gruncie. - Była tak miła, sze pszes następne kilkanaście miesięcy zastanawiałem się, czy nie powinienem jednak zmieniś nazwiska i wyjechaś na kontynent. - Rzuciłem wymownie, ale zaraz pokręciłem głową. - Gdyby była niemiła, mógłbym się oblasiś i wyjść. - Stwierdziłem, krzywo wygiąwszy wargi, bo pamięć o tamtym spotkaniu nadal wywoływała we mnie coś pomiędzy zażenowaniem a niedowierzaniem - tamtego popołudnia potrzebowałem pretekstu, aby złapać za jakąś czystą szmatę, obrócić się na pięcie i zniknąć na podwórku, tymczasem babcia Bletchley była uprzejma, spokojna i najwyraźniej doskonale wiedziała, co robiła, więc nie miałem nawet przyzwoitej wymówki, żeby się z tego wycofać. Ani wtedy, ani teraz nie wierzyłem w przeznaczenie w tym sensie, w jakim niektórzy ludzie wierzyli, że każdy krok człowieka został zapisany gdzieś z góry, ale wiedziałem, że pewne formy wróżbiarstwa potrafiły być cholernie trafne, a Ellie zdecydowanie należała do osób, których nie ignorowało się tylko dlatego, że nie miało się ochoty słuchać odpowiedzi, i niestety byłem na tyle rozumny, by to uszanować.
Przez lata rzeczywiście zdarzało mi się trafiać w miejsca, gdzie trzeba było posunąć się do czegoś dziwnego, makabrycznego albo zwyczajnie idiotycznego, co zdecydowanie poszerzało horyzonty w najdziwniejszy możliwy sposób, zwłaszcza w przypadku święta takiego jak Samhain, sytuacji nie poprawiało także to, że wielokrotnie później wykorzystywałem tę wiedzę i umiejętności w okolicznościach, w których nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien ich potrzebować. Nie uważałem tego jednak za szczególny powód do dumy - ot, człowiek jeździł po świecie, robił głupie rzeczy, czasem próbował nowych rzeczy, czasem mu się podobały, czasem starał się wewnętrznie lub zewnętrznie nie umrzeć i przy okazji nabywał kompetencji, których nie dało się wpisać do normalnego życiorysu.
- Mosze jest coś, co chciałbym mieś. - Powiedziałem, zerkając w kierunku żony, lecz chwilowo nie wyjaśniając, co takiego, chociaż na pewno była się tego w stanie domyślić po spojrzeniu, które posłałem w jej stronę. Przez ostatnie lata widziałem wystarczająco dużo rzeczy, żeby nie mieć szczególnej ochoty prosić o kolejne niezwykłości, nie potrzebowałem następnego wielkiego rytuału, kolejnej podróży na drugi koniec świata ani żadnego cudu, który miałby uatrakcyjnić mi życie.
Wciąż szedłem przed nią, sprawdzając grunt, ale kiedy wspomniała, że babcia mogłaby wyciągnąć inne karty, westchnąłem demonstracyjnie.
- I co, tym lasem będą takie, któle powiedzą mi coś miłego? - Obejrzałem się na nią. - Na pszykład, sze jestem mądly, loswaszny i wyjątkowo dobsze wykoszystuję swoje szyciowe moszliwości? - Uśmiechnąłem się wymownie, a potem pokręciłem głową, samemu sobie odpowiedziawszy. - Nie? Szkoda.
Rozumiałem jednak, dlaczego właśnie do babci Prudence chciała wrócić przed Samhain - jeżeli ktoś miał być częścią przygotowań i obrzędów, Ellie miała do tego znacznie więcej powodów niż przypadkowa wróżbitka z sezonowego stoiska - przy tym wszystkim alkohol brzmiał zresztą jak całkiem rozsądne, przekonujące zabezpieczenie.
- Czyli plan jest taki, sze najpielw Ellie powie mi, sze jestem zjebany, potem powie mi, sze nie doceniam tego, co mogłoby byś moje, gdybym się balsiej postalał, a na końcu naleje mi coś mocnego, szebym łatwiej to pszełknął. No’ok. Umowa stoi. - Przesunąłem ciężar ciała, zerknąłem na Prue i uśmiechnąłem się krzywo.
Zatrzymałem się jeszcze kilka kroków dalej, badając grunt i wodę, potem spojrzałem na Prue i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Tak, powinniśmy. - Przytaknąłem. - Tylko nie przesadzajmy. Chodzi o zaznaczenie, sze pszedmiot pszestał byś pszeznaczony do zwyczajnego uszytku i został oddany ofiesze. Nie musimy od razu rozmontowywaś tego biednego diademu. - Rzuciłem, chociaż jeśli o mnie chodziło, chętnie zobaczyłbym ją przy tym w akcji.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
11.09.2026, 18:44  ✶  

- Myślę, że nie jesteś jednym, którego skłoniła do podobnych przemyśleń. - Ellie widziała dużo więcej, niż większość ludzi. Prue tak naprawdę uważała, że nawet nie potrzebowała mieć w rękach kart, aby domyśleć się tego, czego inni nie dostrzegali. Była wyjątkową obserwatorką, potrafiła czytać ludzi, skłaniać ich do myślenia, wzbudzać niepewność. Zresztą sama wiele razy przeżyła to na własnej skórze. Niby drobny komentarz, mała sugestia, które powodowały, że nie mogła zmrużyć oka. W przeciwieństwie jednak do swojego męża nie miała nic przeciwko temu, aby babcia znowu spojrzała w karty, zdążyła się do tego przyzwyczaić przez lata.

- Muszę jednak przyznać, że zdziwiłam się wtedy, że tak łatwo jej uległeś, byłam pewna, że ją zbyjesz, ale najwyraźniej potrafiła być całkiem przekonująca. - Benjy nie był wtedy osobą z którą łatwo się negocjowało, miał swoje zdanie na każdy temat, które bardzo chętnie demonstrował, jednak babcia Bletchley zdołała go przekonać do tego, aby usiadł przy tamtym stoliku i wyciągnął karty. Być może potrafiła dotrzeć do każdego.

- To może to dostaniesz, jak już się zdecydujesz, że to jest to, czego chcesz. - Znała to spojrzenie, doskonale wiedziała do czego zmierzał, chociaż sama nie miała zamiaru ułatwiać mu tej sprawy, będzie musiał się konkretnie określić, gdy nadejdzie sabat.

- Dlaczego od razu zakładasz, że to będzie wiązało się z czymś nieprzyjemnym, być może zmienisz nastawienie, jak w końcu usłyszysz coś przyjemniejszego. - Być może istniała szansa, że mogłaby namówić Ellie, aby była dla niego tym razem nieco łaskawsza, nie, żeby wydawało się Prue, że babcia byłaby skora do tego, aby robić coś, czy mówić tylko dlatego, że Prue ją o to poprosiła.

- Nie musisz być od razu taki sceptyczny. - Rozumiała, że miało to pewną genezę, ale karty wcale nie musiały już być dla niego takie złośliwe.

- Nie no, na pewno nie powie Ci, że jesteś zjebany, raczej, że mógłbyś nieco nad sobą popracować. - W sumie wychodziło na jedno, ale nie było sensu się na tym skupiać. - Cieszę się, że alkohol Cię przekonał. - Był to argument, który przemawiał do sporej ilości osób, zresztą Prue nie wątpiła w to, że jeśli odwiedzą babcię to spędzą z nią całkiem miłe popołudnie. Była idealnym kompanem do świętowania, miała też całą masę opowieści, którą zapewne postanowi się z nimi podzielić.

Prue szła powoli za Benjym, czuła, że są już blisko celu. Znajdowali się w z dala od ludzi, w otoczeniu natury, było to całkiem malownicze miejsce, poza tym jednym, drobnym faktem, że łatwo było w nim przypadkiem się utopić, na szczęście oni póki co całkiem nieźle radzili sobie z przedzieraniem się przez mokradła.

- No, zobaczymy, jak sobie z tym poradzę, na pewno zajmie mi to chwilę. - Prue nie miała jeszcze pomysłu w jaki sposób rozwali, to znaczy uszkodzi srebro, nie miała zbyt wiele siły, ale na pewno wpadnie na jakiś wybitny pomysł.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
11.09.2026, 19:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 19:24 przez Benjy Fenwick.)  
Uwaga o tym, że nie byłem jedynym, którego Ellie skłoniła do podobnych przemyśleń, wcale mnie nie pocieszyła, chociaż musiałem przyznać, że brzmiała całkiem wiarygodnie - właśnie tego w tej kobiecie nie lubiłem, choć jednocześnie właśnie dlatego zawsze odnosiłem się do niej z pewnym szacunkiem - babcia Bletchley nie musiała mieć kart w rękach, żeby sprawić, aby osoby znajdujące się pod jej pieczą zaczynały się zastanawiać nad własnym życiem, byłem tego pewien, czasem wystarczyło, że spojrzała na kogoś odrobinę dłużej, rzuciła jedno zdanie i wróciła do swojej herbaty, pozostawiając nieszczęśnika z myślą, która przez następne trzy dni nie chciała się odczepić.
- Wspaniale. Czyli to nie był mój wyjątkowy pszypadek, tylko jej metoda plasy. - Znowu ironicznie pokiwałem głową, przeskakując długim susem z jednej teoretycznie suchej i stabilnej kępy na drugą, jednocześnie unosząc przy tym ostrzegawczo dłoń, dopóki nie upewniłem się, że grunt przede mną był stabilny, po czym wyciągnąłem rękę do żony, aby pomóc jej zrobić to samo, bo zaczynało się robić grząsko. - To balso pocieszające. - Obróciłem się przez ramię, idąc tyłem przez kilka kroków z uniesionymi brwiami, niektóre rzeczy człowiek zapominał po kilku tygodniach, inne zostawały na lata, szczególnie jeśli w wieku szesnastu lat dowiedział się od babci swojej byłej najlepszej przyjaciółki rzeczy, których zdecydowanie nie chciał usłyszeć przy tejże dziewczynie - zawsze miło było wiedzieć, że nie zostało się aż tak osobiście wybranym do cierpienia z powodu ciar żenady.
- Łatwo? - Powtórzyłem. - Ja tam nie widzę szadnego „łatwo”. Naplawdę nie wiem, czego ode mnie oczekiwałaś. - Spojrzałem na nią spod lekko przymrużonych powiek, po czym wróciłem przodem do kierunku marszu. - Jestem sceptyszny s doświadczenia, nie s chalaktelu. - Dodałem z pełnym przekonaniem, chociaż oboje wiedzieliśmy, iż nie było to prawdą, różnica była czysto semantyczna - nie widziałem sensu w udawaniu, że wtedy nie dałem się podejść kobiecie, która była urodzoną prawniczką, a więc potrafiła rozmawiać z ludźmi w taki sposób, że po pięciu minutach jazdy był przekonany, iż wszystko zrobił z własnej woli, i dopiero po kolejnych pięciu zaczynał podejrzewać, że może jednak ktoś wcześniej poukładał mu pionki na planszy.
Na kolejną uwagę uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, już z wyraźnym rozbawieniem, bo doskonale wiedziałem, co miała na myśli, mówiąc o tym, że dostanę to, czego chcę, kiedy w końcu zdecyduję, że rzeczywiście tego chcę.
- M–mhmm… - Odmruknąłem, ale nie ciągnąłem tego dalej, bo i tak oboje wiedzieliśmy, o czym mówiłem, i że to „jak już się zdecydujesz” zabrzmiało zdecydowanie zbyt niewinnie, a ja znałem ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że Prue potrafiła pozostawić bardzo szeroki margines swobody, jednocześnie dokładnie pamiętając wszystko, co się powiedziało.
Nie oznaczało to jednak, że przed osiągnięciem tego, czego pragnąłem, zamierzałem siedzieć spokojnie, kiedy ktokolwiek miał zacząć mi opowiadać, że gwiazdy, karty, duchy albo inne siły kosmiczne postanowiły właśnie zająć się rozłożeniem mojego charakteru na czynniki pierwsze.
- „Mógłbyś nad sobą poplacowaś” to balso elegancki sposób powiedzenia komuś, sze jest zjebany. Poza tym… Coś mi sugelujesz? - Przeszedłem jeszcze kilka kroków, tak naprawdę nie będąc zrażony tym, że miała zaprzeczyć, nie przytaknąć, po czym dodałem. - Alkohol zawsze pomaga. W pszypadku niektólych plawd szyciowych powinien byś wlęcz obowiązkowym elementem celemonii. No i nie uklywajmy, jest zdecydowanie tańszy od Velitaselum i balsiej dostępny. - Zauważyłem, chociaż sam nie należałem do ludzi, który po wypiciu paru głębszych zaczynali się zwierzać z każdej głupoty, za to oboje znaliśmy przecież kogoś, kto to robił.
Otoczenie stawało się coraz bardziej odludne, a podłoże coraz mniej pewne, co oznaczało, że za chwilę mogliśmy stanąć w miejscu i przejść do dalszej części planu składania ofiar wotywnych. Torfowisko rozciągało się przed nami szeroko, wśród niskich traw i ciemnych połaci wody, wiatr przesuwał się po powierzchni mokradeł, wprawiając roślinność w jednostajny ruch - Prue miała rację, znaleźliśmy miejsce, które spełniało nasze założenia - teraz pozostawało tylko zrobić wszystko tak, jak należało, i nie wpakować się przy okazji po pas w bagno, kiedy więc wspomniała, że nie miała jeszcze pojęcia, jak uszkodzi swój diadem, zmierzyłem ją wzrokiem.
- Wiesz, sze balso chciałbym ci pomóc, ale chyba nie mogę… - Właściwie było to stwierdzenie retoryczne, bo na pewno nie mogłem, wiedziałem to ja sam i wiedziała to ona. - Mosze poskacz po nim tlochę? - Zasugerowałem z nutką braku pewności, czy było to dobrym pomysłem, i czy nie miała sobie skręcić kostki.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
11.09.2026, 19:41  ✶  

- Tak naprawdę to nawet nie metoda pracy, to raczej styl życia. Wprowadzanie odrobiny niepewności, zachęcanie do zastanowienia się nad sobą. - Nie miała pojęcia jaki wpływ na innych miały komentarze babci, na nią akurat działały, brała je sobie do serca i analizowała. Nie wątpiła w to, że była jedyna, zresztą i jej męża najwyraźniej kiedyś to odrobinę ruszyło, chociaż wtedy starał się udowodnić, że zupełnie go to nie obchodzi. Ellie miała wiele ukrytych talentów, nie dało się temu zaprzeczyć.

- To nie miało Cię pocieszyć, raczej po prostu zasugerować, że tak już jest i pewnie nigdy się nie zmieni. - Nie wydawało jej się, aby babcia na stare lata miała zaprzestać swoich praktyk, wręcz przeciwnie wydawało się Prue, że wraz z upływem czasu stawała się coraz bardziej tajemnicza i rzucała coraz więcej słów, które miały skłaniać do zastanowienia się nad swoim życiem. Jej to akurat nie przeszkadzało, bo wiedziała, że kobieta robiła to w dobrej wierze, przynajmniej w jej przypadku.

- Skoro tak mówisz, to na pewno tak jest. - Nie do końca chyba by się akurat z tym zgodziła, miała wrażenie, że czasem kwestionował coś dla samego kwestionowania, no na pewno robił to kiedy byli dziećmi. Lubił wprowadzać nieco zamieszania i powodował, że inni spoglądali na problem z zupełnie odwrotnej strony.

Oczywiście, że zamierzała wrócić do tej rozmowy w odpowiednim momencie. Lubiła być przygotowana na to, co miało nadejść, a Benjy sam często wkładał jej pewne karty w ręce, miała wrażenie, że zdarzało się to czasem w jego przypadku nawet specjalnie, wiedział, że niektóre słowa mogą zostać wykorzystane przeciwko niemu, a i tak je wypowiadał.

- Ja? Coś Ty. Mnie wszystko pasuje, zresztą chyba już trochę za późno na reklamacje… - Byli małżeństwem ponad dwa tygodnie, nie wydawało jej się, aby mogła mieć teraz jakieś zażalenia, doskonale wiedziała na co się pisze i z kim ma do czynienia, nigdy nie zasugerowałby mu tego, że powinien nad sobą popracować, bo był idealny taki, jaki był. Prosta sprawa. Karty i babcia mogły mieć co do tego innego zdanie.

- Zgadzam się z Tobą, dużo łatwiej można pogodzić się ze swoim losem będąc chociaż odrobinę znieczulonym. - Czasem mogło to zadziałać też odwrotnie, w końcu alkohol mógł też powodować histerię, jednak raczej nie o taki scenariusz jej chodziło.

Zgodzili się co do tego, że znaleźli odpowiednie miejsce. Drugi punkt z listy odhaczony. Mieli ofiary, mieli gdzie je złożyć, pozostawał więc ten trzeci punkt, w przypadku Prue chyba najbardziej skomplikowany. Trzymała w dłonie tej swój wymarzony, srebrny diadem i się mu przyglądała. Planowała, zamierzała uszkodzić miejsce, w którym srebro było najcieńsze, chociaż jeszcze pewnie będzie musiało jej się udać w nie trafić, co też raczej nie było takie proste.

- Wiem, szkoda, że nie możesz, bo wystarczyłoby, że postawiłbyś na tym stopę, a pewnie by pękło. - Benjy miał w końcu swoje gabaryty, ze swoim wiankiem pewnie rozprawi się w kilka sekund.

- Mogę spróbować. - Odruchowo spojrzała jednak na swoje pantofelki, westchnęła cicho, naprawdę podchodziła do tego bardzo sceptycznie. Położyła diadem na ziemi, a później na niego skoczyła. Obiema nogami jednocześnie.


Czy Prue uszkodzi diadem przy pierwszej próbie?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
11.09.2026, 20:31  ✶  
Wyjaśnienie dotyczące Ellie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja żona zdecydowanie zbyt dobrze rozumiała mechanizmy działania własnej babci, a przede wszystkim zdecydowanie zbyt spokojnie przyjmowała fakt, że jedna starsza kobieta potrafiła jednym zdaniem wpakować człowieka w całe lata niepotrzebnej autorefleksji. Pokiwałem głową, przechodząc nad wystającym korzeniem i spoglądając pod nogi, chociaż przy jej słowach o stylu życia pani Bletchley spojrzałem na linię drzew i uśmiechnąłem się pod nosem - właściwie trudno było znaleźć lepsze podsumowanie sposobu funkcjonowania jednej z najstarszych żyjących krewniaczek mojej drugiej połówki, o których istnieniu wiedziałem, nie znałem bowiem wielu ludzi, którzy potrafili jednym pozornie niewinnym spostrzeżeniem sprawić, że ktoś młodszy zaczynał analizować swoje decyzje sprzed dziesięciu lat, własne relacje, wybory zawodowe i przy okazji zastanawiać się, czy przypadkiem nie powinien był zostać klaunem w cyrku Bellów zamiast robić wszystko to, co robił dotychczas.
- Czyli nie moszna było tego po plostu nazwaś „byciem upieldliwie pszenikliwą”… - Podsumowałem po swojemu, zerkając na Prue. - Musiałaś od lasu nadaś temu głębsze podstawy. - Nie miałem jednak zamiaru kłócić się z jej oceną, bo dobrze wiedziałem, że starsza kobieta rzeczywiście miała talent do pozostawiania kogoś innego z myślą, której wcale nie chciał mieć, co prawda, moje szesnastoletnie ja najchętniej zaprzeczyłoby wszystkiemu, co wtedy usłyszało, ale problem polegał na tym, że nawet wtedy nie potrafiłem całkowicie wyrzucić tych słów z głowy - Prue raczej wiedziała o tym aż nazbyt doskonale, bo przecież widziała tamtą scenę na własne oczy, będąc uczestniczką niechlubnej najgorszej sesji tarota w mojej historii, więc tym bardziej nie zamierzałem dawać jej teraz zbyt wiele satysfakcji.
- Wcale na to nie liczyłem. - Oznajmiłem z przekonaniem, a że w tamtym czasie byłem po prostu młodym, niezwykle dojrzałym człowiekiem, który przez kilka miesięcy przypadkiem myślał o tym niemal przy każdym zasypianiu, to była już inna sprawa. - Cudownie. - Dopowiedziałem zaraz. - Czyli nie ma szadnej nadziei na poplawę. Dobsze wiedzieś pszed kolejną wizytą. - Prychnąłem pod nosem, chociaż nie przeszkadzało mi to tak naprawdę, bo w gruncie rzeczy lubiłem babcię żony, nawet jeśli jej karty i inne sposoby wyrażania opinii swego czasu budziły we mnie instynktowną potrzebę opuszczenia pomieszczenia - co prawie nigdy mi się, niestety, nie udawało - była jedną z tych osób, których nie dało się łatwo zignorować, zaś ja ceniłem ludzi, którzy potrafili patrzeć głębiej, nawet jeśli zdecydowanie wolałbym, żeby nie robili tego w stosunku do mnie.
Kolejne zapewnienie, „skoro tak mówisz”, skwitowałem spojrzeniem, które jasno sugerowało, że doskonale wiedziałem, iż Prue ani trochę mi nie uwierzyła.
- Nie słyszałem w tym pszekonania. - Stwierdziłem, a co słyszałem? Słyszałem uprzejmą zgodę kobiety, która już zapisała sobie w głowie, że kiedyś mi to wypomni… - Ech… - Zrobiłem krótką pauzę, po czym uśmiechnąłem się nieznacznie na następne, znacznie lepiej brzmiące słowa, swobodnie wzruszywszy ramionami - tak, było już zdecydowanie za późno na to, byśmy rozpatrywali słuszność podjętych przez nas decyzji małżeńskich, chociaż nawet w innym przypadku sam raczej nie miałbym takiego zamiaru.
Gdy dotarliśmy do odpowiedniego miejsca, skupiłem się już na tym, co mieliśmy zrobić, czyli na upewnieniu się, że podłoże było wystarczająco stabilne, woda znajdowała się niedaleko, okolica pozostawała zupełnie pusta, a więc wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno.
- Sugelujesz, sze jestem gluby? - Rzuciłem, zamrugawszy, mimo że doskonale wiedziałem, co tak naprawdę powiedziała, i jaki stał za tym przekaz - gdybym to zrobił, ignorując zasady rytuału, za chwilę miałaby nie ofiarę wotywną, tylko kawałek srebra, który ktoś rozdeptał na płaski naleśnik, co raczej podwójnie nie spodobałoby się bóstwom - cofnąłem się zatem o krok, zostawiając jej miejsce na próbę zniszczenia diademu na własną nogę. Usłyszałem tępy metaliczny trzask, zobaczyłem moment, w którym pantofelki wraz z ich nosicielką wylądowały z powrotem na ziemi, a potem przez kilka sekund po prostu milczałem, próbując ustalić, czy przedmiot rzeczywiście dostatecznie ucierpiał.
- To był… Ambitny skok. - Stwierdziłem, kiedy okazało się, że dar najwyraźniej przeżył pierwszą próbę. - Ale chyba nie całkiem skuteczny. - Kucnąłem obok, nie dotykając jednak srebra, tylko wizualnie sprawdzając jego stan, po czym wstałem, otrzepałem dłonie z nieistniejącego piachu i cofnąłem się jeszcze kawałek, ponownie dając jej przestrzeń. - No dalej, Sunny. Skolo jusz nabylaś lodowe insygnia specjalnie po to, szeby je utopiś, byłoby tlochę głupio telas s nim pszeglaś. - Tak, to było podpuszczanie…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
11.09.2026, 21:12  ✶  

Trudno, aby było inaczej, skoro kobieta była gdzieś obok przez całe jej życie, zawsze gotowa ją wesprzeć radą, nawet gdy o to nie prosiła. Miała sporo czasu, aby do tego przywyknąć. Zresztą dobrze było czasem posłuchać kogoś doświadczonego, kto nie do końca narzucał swoje zdanie, ale próbował otwierać innym oczy. Ellie tylko pokazywała możliwości, dawała wskazówki, inni mogli je ignorować lub nie.

- Przecież to byłoby zbyt proste, wiesz, że lubię nieco wszystko komplikować. - Prue lubiła doszukiwać się drugiego, albo trzeciego dna, nadawać rzeczom głębszy sens, analizowała każdą sprawę bardzo dokładnie, z każdej strony. Taki miała nawyk.

- Nie będę mydlić Ci oczu, wolę, żebyś się na to mentalnie przygotował, nie ma żadnej nadziei na poprawę. - Nie było sensu, aby go oszukiwała. Prue ceniła sobie szczerość i jednak wolała, aby Benjy miał świadomość na co się wpisze, nie wprowadziłaby go przecież w maliny. Tak naprawdę jednak nie sądziła, że da się przygotować do tej wizyty, bo jej babcia była bardzo osobliwa, na szczęście Benjy doskonale wiedział z kim ma do czynienia, zdążył już poznać jej sposób działania, oswoić się z nim, to nieco ułatwiało sprawę, przynajmniej nie musiała mu tłumaczyć wszystkiego od podstaw. To był spory plus tego, że pojawiał się w ich domu jeszcze za czasów swojej młodości. Nie byli sobie obcy od bardzo dawna.

- To musisz popracować nad swoim słuchem. - Nie zamierzała przecież powiedzieć, że tego przekonania faktycznie trochę tam brakowało. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i pewnie będzie musiał zmierzyć się z tym szybciej, niż mu się wydawało.

Nie wydawało jej się, że musiała mówić mu w głos o tym, że nie miała co do niego żadnych zarzutów, ale jednak coś tam z siebie wyrzuciła, bo przecież wypadało skomentować jego słowa. Kochała go takim jakim był, żadne zmiany nie były potrzebne, bez względu na to, co miały do powiedzenia karty Ellie, nie zostałaby jego żona, gdyby miała co niego jakieś ale, to było chyba całkiem jasne. Od lat miała do niego słabość, nie spodziewała się tego, że przyjdzie im razem spędzić resztę życia, ale uznawała to raczej za bardzo przyjemną niespodziankę, nie mogła wymarzyć sobie dla siebie lepszej przyszłości.

Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. - Nie, nie to miałam na myśli, jesteś ciężki, a to coś innego niż gruby. - Nie sądziła, że będzie musiała mu to wyjaśniać, najpewniej jednak nie mógł się powstrzymać przed tym, żeby znowu się z nią podroczyć.

Zasady działania rytuału były całkiem dla niej jasne, musiała nieco uszkodzić ten diadem, co wydawało się nieszczególnie skomplikowane, tyle, że właśnie, nie miała ku temu najlepszych predyspozycji, nie mogła jednak w tym przypadku polegać na wsparciu swojego męża, musiała to zrobić sama.

Podjęła próbę, wskoczyła na diadem, i chyba nic się nie wydarzyło. Odsunęła się więc o krok i nachyliła, aby obejrzeć go z bliska. Zobaczyła wtedy, że po prostu wbiła go w ziemię, nic się nie zmieniło, nadal wyglądał tak samo, jak wcześniej. Westchnęła cicho, spodziewała się komplikacji, no i właśnie musiała sobie z nimi radzić.

- Cholernie ambitny, jak widać. - Nie do końca była zadowolona z efektu swojego skoku, ale nie zamierzała się poddawać. - Nie nabijaj się ze mnie. - Spojrzała jeszcze na niego, nim ponownie postanowiła zaatakować ten swój niesamowity diadem. Oby tym razem się udało. Zmieniła nieco taktykę, tym razem wyskoczyła z drobnego rozbiegu.



a teraz?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7488), Prudence Fenwick (4799)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa