Okres przed Samhain zawsze wydawał się dla niej szczególnie pracowity. Wszyscy jakby przypominali sobie, że ojeju, zaraz czas na dopędzanie duchów i jakoś tak wyszło, ze wujek Staszek, który straszy w piwnicy od paru miesięcy, okropnie zaczął przeszkadzać. Czy można coś z tym zrobić? Można, a jakże, ale tym razem pomocy nie potrzebował przypadkowy mieszkaniec angielskich włości, a Ministerstwo Magii.
McKinnon chyba odrobinę dziwiło to, jak dużo działo się w kwestii zagubionych dusz – na tyle, że tak potężny organ postanowił zaprząc do pracy również egzorcystów, którzy działali na własną rękę. Nie mogła jednak narzekać, bo zapłata była godziwa no i zmniejszało się też prawdopodobieństwo, że ktoś postanowi nie zapłacić. Takich przypadków było zaskakująco wręcz dużo, jakby ludzie zapominali jak kruche bywały szklane butelki. Wystarczyło taką ciepnąć o podłogę i ojej, duch był znowu na wolności, tym razem dodatkowo wzburzony faktem, że został uciemiężony. No kto by się spodziewał. Zwykle wołała sobie wtedy podwójną stawkę i niby cieszyła się, że dzięki temu zarobiła więcej, ale nigdy nie przepadała za dokładaniem sobie pracy albo wykonywaniem jej dwa razy.
Niesamowitym zbiegiem okoliczności, w udziale tego dnia przypadł jej Sebastian. Czasem zwyczajnie zapominała, że ten pracował w Ministerstwie – znaczy wiedziała to, ale informacja ta kryła się w cieniu kapłańskich szat i powinności. Służył kowenowi w pierwszej kolejności. Potem zajmował się duchami, ale również z ramienia Macmillanów. Dopiero potem przychodził 'aha' moment, że nie tylko czynił to w ramach kapłańskiej posługi, ale także molocha zwanym Ministerstwem. Nie potępiała go za te decyzje życiowe, w żadnym wypadku, ale gdzieś głęboko w niej tkwiła wciąż młodzieńcza uraza, bo po ukończeniu Hogwartu próbowała podjąć pracę w jednym z departamentów i to bezskutecznie. Najwyraźniej nie doceniali jej talentów.
— W sumie… nie śledziłam przesadnie tego, co się na Polanie i wokół niej odstawiało. Czy bardzo dużo lata tutaj zbłąkanych dusz? Dużo ich pozbierałeś do tej pory? — zapytała, przypatrując się linii drzew. Nie interesowała się, ale słyszała. W sumie kto by nie słyszał, tego wielkiego obwieszczenia, że Knieja została zamknięta i proszę się do niej nie zbliżać? I mimowolnie czuła jakiś dreszcz, który pełzał jej po plecach i nakazywał uważać, jakby zaraz miało okazać się, że Widma wcale nie siedzą tylko w oddalonej gęstwinie, a mogły znaleźć się na wyciagnięcie ręki.
sort of horror