• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[28/10/1972, Great Hangleton]another day, another what the helly[Atreus,Vica&Edith]

[28/10/1972, Great Hangleton]another day, another what the helly[Atreus,Vica&Edith]
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#1
04.09.2026, 00:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 00:59 przez Edith Rookwood.)  
28/10/1972

Koniec października niósł za sobą siarczysty deszcz, zimne podmuchy wiatru, pierwsze przymrozki oraz ogólne niezadowolenie całego narodu. Edith nie spotkała jeszcze czarodzieja, co by cały przemoczony, walcząc z żywiołem mierzwiącym włosy i niszczący idealnie wykonany makijaż, cieszył się jesienią. Wszystko było szare, ponure i ogólnie do dupy, i Rookwood nie mogła się doczekać świąt. Najgorsze, że bardzo dużo pracowała — zdecydowanie zbyt często na zewnątrz, więc zazwyczaj wyglądała, jak rumieniąca się panienka, bo nawet ona i jej zazwyczaj blada cera, nie potrafiły zwyciężyć w nierównej walce z obecnie panująca na angielskim niebie pogodą.

Sytuacja w Great Hangleton okazała się wyjątkowo ciężka, a Edith ostatnie kilka dni spędziła właśnie w tej mugolskiej mieścinie. Nie powinna narzekać, bo ministerstwo całkiem dobrze płaciło za nadgodziny, ale stawiano przed nią niesamowicie ciężkie przypadki — nie chodziło oczywiście o samą prace, bo machała tym swoim wahadełkiem naprawdę umiejętnie, a raczej aurorów, w których towarzystwie była zmuszona przebywać oraz przeklętych mugoli, co to trzęśli się na widok magicznych anomalii, które zdaniem Rookwood, nie były niczym więcej niż małymi niedogodnościami.

Na miejscu zjawiła się ostatnia i bez znajomości jakichkolwiek szczegółów. Miała kogoś wymazać, ewentualnie pomóc aurorom, jeśli jej pomocy potrzebowali i po wykonaniu zadania wrócić do ministerstwa. W głębi duszy liczyła, że już więcej nigdzie jej nie wyślą, bo latała, jak kura bez głowy od początku swej zmiany, a zimno było i nieprzyjemnie na dworze — z drugiej strony, do czasu Spalonej Nocy to i w własnym mieszkaniu nie czuła się zbyt bezpiecznie, więc może to lepiej, że nie siedziała tam tylko ciągle pracowała?

Rozejrzała się na boki, szukając kogoś, kto wyglądał na roztropnego. W oczy rzucała się dziwna maszyna, ni to karoca, ni miotła oraz dwójka aurorów, odwróconych do niej tyłem. Podeszła do pary i zanim się do niej odwrócili, rzekła, głosem spokojnym oraz zupełnie neutralnym — w stu procentach profesjonalnym, bo w pracy to całkiem dobrze się potrafiła zachować.

— Dzień dobry, amnezjatorka Rookwood. — wylegitymowała się przed nimi, nie zwracając uwagi kim są. W tej przeklętej pogodzie to widoczność była wyjątkowo beznadziejna, więc ich tam tak od razu nie poznała. Chociaż ta blondwłosa głowa mężczyzny, naprowadzała ją w jednym, wyjątkowo nieprzyjemnym kierunku. W głowie Edith do razu pojawiły się jakieś negatywne myśli, na język zaczęły nasuwać same przekleństwa i jej dłoń sama powędrowała w stronę różdżki, która siedziała sobie bezpiecznie w kieszeni jej ministralnego ubrania, bo na samą myśl, że będzie musiała przebywać w towarzystwie tego mężczyzny, robiło się jej wewnątrz źle. — Niestety, ale będziecie musieli mnie wprowadzić w szczegóły całej sprawy, bo ostatnio brakuje mi czasu nawet na to by się podrapać po… po głowie, a co dopiero zapoznawanie się z ministerialnymi notatkami.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
05.09.2026, 00:25  ✶  

Pogoda ich nie rozpieszczała, to fakt, ale Victoria miała problem z wyczuciem temperatury, jak zresztą od kilku miesięcy: zimno było jej cały czas i nie było siły, by to zmienić, a że człowiek był stworzeniem zadziwiająco dobrze się adaptującym do sytuacji, to… przywykła dość prędko. Teraz nosiła płaszcz tylko dlatego, żeby nie wybijać się z tłumu i nie słuchać kolejnych idiotycznych pytań, które absolutnie niczego nie zmieniały, a jedynie ją drażniły. I czuła, że z Atreusem, z którym dzisiaj została wysłana do Great Hangleton, było podobnie. Nie bywała tutaj zbyt często, prawdę mówiąc to nawet nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio – czy w ogóle kiedykolwiek? Może była w sprawie jakiejś interwencji, tak jak teraz, a może jednak jedynie w Little Hangleton znajdującym się nieopodal… Nieważne. Ważne było to, że mieli tutaj od kilku dni problem, który narastał. To znaczy nie tylko w Great Hangleton, ale też w kilku innych miejscach, ale niewątpliwie było to coś, z czym musieli zrobić porządek. W normalnych warunkach jakaś awaria sieci elektrycznej w ogóle by ich nie obeszła, ale magia miała to do siebie, że jej natężenie zakłócało działanie tych wszystkich śmiesznych urządzeń mugolskich, które się podłączało do ścian takimi śmiesznymi sznurkami z jakimiś metalowymi prętami wystającymi na końcu, to po pierwsze. A po drugie… mieli mocne przesłanki, że to nie tylko sama duża ilość magii nagle zaczęła tutaj tak przeszkadzać, a ktoś… całkowicie celowo korzystał z okazji, że czarodzieje przygotowują się do sabatu w Little Hangleton, żeby zrobić w okolicy zamieszanie.

I niestety, ale nie byli przy tym ostrożni.

Skończyło się to więc tak, że dwójka mugoli widziała kolesia z różdżką, który majstrował coś przy słupie wysokiego napięcia, a to doprowadziło do krzyków i regularnej bójki i czarów wymierzonych w kierunku mugoli. W zawiadomieniu było też jeszcze coś o czarnej magii i w ten oto sposób Atreus i Victioria trafili właśnie tutaj, w tę paskudną pogodę, wiedząc, że pamięć to trzeba będzie usunąć więcej niż dwóm osobom – i na samą myśl Victorię zaczynała boleć głowa, bo wiedziała dokładnie, jak to wygląda i jakie są procedury, ostatecznie przez cztery lata pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym…

Niestety koleś, który to wszystko zrobił, zdążył zwiać. A bałagan zostawił na ich głowie.

W momencie, gdy amnezjatorka dołączyła do zespołu, ściągnięta tu po jakimś czasie, mieli tutaj już wstępnie zabezpieczone miejsce i mugoli pod kontrolą – to właściwie było pierwsze, co musieli tutaj zrobić, zebrać i ofiary i tych, którzy coś widzieli, żeby im się nie rozbiegli po miasteczku… Na szczęście rzecz działa się na uboczu, a nie w jego środku. I na całe szczęście obrażenia tej zaatakowanej dwójki wyglądały, jakby się pobili, a nie że działano na nich magią.

– Ach, Edith, dobrze cię widzieć – Victoria odwróciła się i rozpoznała Rookwood, witając się z nią. Z jej głosu nie dało się niczego wyczytać, choć wewnętrznie Lestrange była sfrustrowana, że niektórzy czarodzieje są tak kurewsko nieostrożni. Chyba że to była jakaś prowokacja mająca rozproszyć siły Ministerstwa. – Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze – dodała, a słysząc odpowiedź, skrzywiła się lekko. A więc i ona miała mnóstwo pracy. – Sprawa wygląda tak, że ci mugole o tam potrzebują, żeby ktoś wymazał im pamięć – zaczęła, wskazując kierunek. – A najlepiej to zmodyfikował pamięć tak, żeby myśleli, że pobili się z jakimś facetem, który próbował ich obrabować, a oni się bronili, albo… nie wiem, cokolwiek. Dwójka uczestniczyła w bójce, trójka widziała zajście. Niestety widzieli rzucanie czarów – dokończyła, choć to nie była cała historia.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
11.09.2026, 04:28  ✶  

Koniec października, jak co roku chyba, nie przynosił ze sobą przesadnie entuzjastycznych prognoz pogodowych. Siąpiło, było chłodno, w ogóle jesień pełną gębą i to taka, która wytraciła już znacząco swoje złociste kolory. Było ponuro, tak jakoś nijako, a jeśli chodziło o okolice, to Little i Great Hangleton, wyglądało Atreusowi tak samo smętnie. Nie ważne że jedna wiocha słynęła z czarnoksiężników, a druga była mugolska pełną gębą.

Sytuacja w Great Hangleton była jaka była i Atreusowi chyba momentami udzielała się paranoja Brenny, bo zaczął się zastanawiać, czy ktoś nie robił tego wszystkiego specjalnie. Bo całkiem szczerze, ile zgłoszeń można było dostać do jednego miasteczka w przeciągu paru ostatnich dni? No ile? Zdecydowanie było tego za dużo, bo jak nie bachantki to jakieś sieci elektryczne i całkiem szczerze, to gdyby miał w sobie odrobinę więcej tej paranoi, powiedziałby że Little Hangleton szykuje się do przejęcia Great Hangleton. Tak akurat na sabat, żeby zrobić czarodziejom prezent.

Jemu, tak samo jak Victorii, nigdy nie było za ciepło. Do tego stanu jednak zdążył się przyzwyczaić i jak zdarzało się od maja, ubrany był nieco za lekko na taką pogodę. Cienki płaszcz miał na celu zatrzymać deszcz, ale normalnej osoby nie chroniłby przed zawiewającym chłodem. Palił papierosa i marudził pod nosem. Bardziej do siebie, ale do Lestrange trochę tez, biorąc pod uwagę że ta stała obok niego. Narzekał na to całe Great Hangleton i na ten zasrany sabat, albo raczej tych oszołomów co im się zachciało robić szturm na Polanę Ognisk.

— Edith — powtórzył za Victorią, odwracając się na sylwetkę amnezjatorki. — Jak miło — nie było w tym słychać ani grama zadowolenia. Bardziej jakąś wyciśniętą neutralność. — Bójka brzmi chyba najsensowniej. Może nawet niech sobie myślą że obronili tę dziurę przed kolejnym aktem wandalizmu bo facet majstrował przy tym… czymś — spojrzał ku górze z powątpiewaniem i ani na moment nie zabolało go, że nie interesował się aż tak mugolską technologią.

edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#4
13.09.2026, 22:07  ✶  

Na widok Victorii może nawet odrobinę się rozchmurzyła. Nie było to jednak zadowolenie szalone, ale lepiej być w towarzystwie kogoś z rozumem i godnością człowieka, i to jeszcze kobietą, niż jakby na miejscu pojawił się inny pajac, podobny do jej towarzysza. A towarzyszem czarownicy był Artreus. W normalnych okolicznościach, to by mu tak z wejścia kazała spadać na drzewo, a najlepiej na ten słup, obok którego właśnie stali. Edith, nie znała się na niczym co było mugolskie, ale coś tam, kiedyś jej się o uszy obiło, że tymi metalowymi prętami, które kierowały się poziomo, od jednego, do drugiego szła siła, trochę, jak piorun. To byłby piękny dzień naprawdę, jakby jeden z takich słupów spadł na Artreusa, że niby wypadek i go tam rozplaszczył, marzenia nie spełniały się jednak tak łatwo.

Nie chciała mu dawać satysfakcji, że to spotkanie jest dla niej niemiłe, że na jego widok, to jej się coś robi wewnętrznie w środku, a pięść sama zaciska, w no cóż, pięść, ale uśmiechnęła się nich równie uprzejmie (chociaż tylko do Victorii, szczerze) na przywitanie, ciągle wyobrażała sobie jednak rozplaszczonego Artreusa i tylko dlatego udało jej się zignorować tą niechęć, co to wybrzmiewała pomimo wszystko w jego na siłę neutralnym głosie.

Kiedy wypowiadała kolejne słowa, mówiła bardziej do Victorii, niż do Bulstrode, odwróciła swe ciało w bok nawet, w sensie w jej stronę, tak by pokazać, że na żadne dyskusje z tym, tym, nim, nie ma nawet najmniejszej ochoty.

— No dobra, będzie bójka, jak patrzę na ich stan to w sumie innej opcji za bardzo nie ma, bo jak mieliby sobie wytłumaczyć te podbite oczy czy zadrapania na twarzach. — popatrzyła na tych przeklętych mugoli, co to zgarnięci byli w grupkę i patrzyli na siebie wzajemnie z nienawiścią, a na aurorów oraz innych pracowników ministerstwa, z nienawiścią oraz strachem w oczach.

— Właściwie, to co to za głupi pomysł żeby się bić zamiast uciekać, gdy ktoś rzuca na Ciebie klątwy, — prychnęła poirytowana, chociaż z drugiej strony, jak pomyślała sobie, że by jeszcze jej kazali za tymi mugolami biegać, to może to i lepiej, że wybrali mordobicie zamiast ewakuacji. — za grosz instynktu samozachowawczego. — po tych słowach, ruszyła w stronę mugolskiej bandy, w nadziei, że oni też za nią pójdą, bo obstawa by jej się przydała, chociażby ze względu na to, że mugoli było pięciu, a ona jedna sama.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#5
Wczoraj, 22:54  ✶  

O tych całych słupach i o tej sieci eklektycznej czy jakiej tam, to Victoria wiedziała z grubsza tyle, że: a) mugole nie potrafili się bez niej obejść, b) w jakiś sposób zastępowało im to magię, c) duże natężenie magii ją zakłócało. To tyle. A no i że mieli takie sznurki doczepione do ściany z różnych urządzeń i to było strasznie śmieszne, bo nie mogli sobie wszystkiego postawić tam, gdzie chcą, tylko tam, gdzie muszą, a poza tym to mieli problem, jak to coś przestawało działać. Zasadniczo, to nic więcej wiedzieć nie potrzebowała na ten temat i ta wiedza, którą miała, też nie była taką, którą przyswoiła z ciekawości, a trochę przy okazji, ze względu na konieczność pracy z mugolami… Ile to razy trzeba było doprowadzić jakiś dom do poprzedniego stanu, bo dzieciak zaczął przejawiać magiczne zdolności i nap przykład rozwalił pokój, albo coś w tym rodzaju i trzeba było to naprawić… Przynajmniej nieczęsto musiała tłumaczyć takim ludziom, że teraz ich życie się zmieni.

Nie bardzo obchodziła ją relacja Edith i Atreusa. Wiedziała, że się znają, musieli, skoro byli na jednym roku, a Edith widziała wielokrotnie w towarzystwie własnej siostry, na którą zwyczajnie miała w szkole oko. Nie miała więc pojęcia o jakiejś niechęci czy nawet nienawiści, zresztą nie miało to teraz chyba większego znaczenia? Chociaż jak tak teraz słyszała co mówi Bulstrode, z którym miała znacznie więcej do czynienia… Nie miała jednak póki co do tego większych wniosków czy przemyśleń.

– Cokolwiek co ci będzie pasować, Edith – zgodziła się w zasadzie również na wtrącenie Atreusa, bo miało to sens, a poza tym nie miała co do tego żadnej większej opinii. Ot – trzeba było sprawę załatwić, mugoli wypuścić i skończyć tutaj ten cyrk.

– Wydaje mi się, że myśleli, że to jakiś głupi żart – Lestrange skrzywiła się. – Oni różdżki biorą za jakieś zabawki wariatów, czy coś w tę nutę. Nie wiem, nie pytałam się ich o to – ale tak na logikę… no to co mogli wiedzieć o klątwach, czarach i tak dalej. Chodziło wszak o to, żeby nie wiedzieli, a skoro tak, no to najwyraźniej robili dobrą robotę, skoro nie wiedzieli, z czym mają do czynienia, dopóki to nie nastąpiło. Niestety.

Victoria westchnęła i ruszyła za Edith, odwracając jeszcze głowę do Atreusa i kiwając do niego głową, żeby też się ruszył.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
9 godzin(y) temu ✶  

Klasyczna Edith Rookwood, która nawet nie potrafiła mu spojrzeć w piękną buzię i powiedzieć, żeby spadał na drzewo albo pod słup linii wysokiego napięcia. Zamiast tego ignorowała go, jakby był co najwyżej źle pachnącym powietrzem. Nie było mu z tego powodu źle, bo gdyby mógł to w ogóle by się do niej nie odzywał, ale nie oszczędził sobie wywrócenia oczami, oczywiście za jej plecami. Cóż, nie było to trudne, biorąc pod uwagę że postanowiła stanąć tak, żeby zakomunikować również Victorii, że miała zamiar rozmawiać tylko z nią.

— Ich umysły pewnie wyparły to, że ktokolwiek tutaj czaruje — zauważył z pewnym znudzeniem, jakby sam chciał pokazać, że w ogóle mu nie zależy na jakiejkolwiek interakcji z jej osobą. Jeszcze czego, żeby pokazywał jej takie rzeczy. Nie wspominając już o tym, że w swoim towarzystwie mieli Victorię i Atreus był przez to trochę podwójnie czujny, bardzo nie chcąc by było jej niemiło (żeby znowu o coś focha nie strzeliła).

Niemniej jednak, jeśli miało się do czynienia z mugolami chociażby raz, to człowiek zaczynał łapać, jak dziwacznie bywał ich umysł poskładany. Nie wiedzieli o istnieniu magii, więc w momencie kiedy doświadczali jakiegokolwiek ich przejawu, z miejsca próbowali wszystko racjonalizować. Dużo z nich pewnie myślało, kiedy widziało rzucano zaklęcia, że jest świadkiem jakiegoś widowiskowego pokazu fajerwerków i w sumie… czemu by nie. Atreus aż się zastanawiał, czy petard nie wymyślił jakiś czarodziej, żeby podtrzymać Kodeks Tajności.

— Zabawki wariatów — mruknął Bulstrode, ruszając w ślad za Victorią. Nie musiała w sumie nawet kiwać na niego, żeby ruszył z miejsca, bo przecież nie zamierzał stać na środku ulicy w czasie kiedy oni pracowali. — Widziałaś te ich… kaczki? Mają takie żółte i są dziwnie miękkie. Wciąż sztywne, ale je naciśniesz to zmieniają kształt i piszczą… To jest dopiero zabawka wariatów — zmarszczył nos. Kiedyś prowadzili sprawę i przez pewien czas głowili sie na tym, czym były te przedmioty. W końcu jakiś mugolak im wytłumaczył, ale niewiele z tego szło zrozumieć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (643), Edith Rookwood (833), Victoria Lestrange (963)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa