Victoria nie gdybała. Bardzo nie lubiła tego robić, nie prowadziło to do niczego sensownego – decyzje zostały podjęte, taka a nie inna droga życia była wybrana, a Lestrange nie zwykła kopać we wspomnieniach i pluć sobie w brodę za to, co zrobiła (albo klepać się po plecach za dobrą robotę), i starała się też tego nie robić w stosunku do spraw, których nie zrobiła (a być może powinna). Bardzo wątpiła, że istniał scenariusz, w którym z własną zgodą i chęcią dołącza do popleczników Czarnego Pana, bo nawet jeśli została wychowana w konserwatywnej rodzinie i przejawiała sporo z takich poglądów, to nie uważała też, że agresja w stosunku do mugoli czy mugolaków to właściwe podejście. Wręcz uważała, że zupełnie nie. Zresztą ich obecność nie sprawiała, że rody czystej krwi były nagle mniej ważne, albo czy coś im zaczynało brakować. Problem z mugolakami był taki, że często nie potrafili wybrać, w jakim „świecie” chcieli żyć, i znacznie częściej narażali czarodziejów na wykrycie, czarując w miejscu, w którym nie powinni.
Już otwierała usta, by odpowiedzieć Atreusowi, gdy brygadziści dali im znać, że faktycznie nie są im już potrzebni.
Całe, kurwa, szczęście.
– Dokończymy tę rozmowę w biurze? – rzuciła jeszcze tylko, zabierając już rękę z ramienia Atreusa. Chwilę później teleportowali się z trzaskiem do Ministerstwa.
A idąc korytarzem do ich biurek, Lestrange ponownie spojrzała na zegarek na ręce i odetchnęła nawet lekko z pewną ulgą, że nie będzie żadnych nadgodzin, bo już powoli ta zmiana zbliżała się do końca.
– Wiesz, w Dolinie ogólnie działy się dziwne rzeczy, ale to w sumie nic dziwnego, że to właśnie tam, biorąc pod uwagę, że… no tam zasłona została rozdarta na Polanie – westchnęła. – Ja widziałam twoje ciało. I ten płonący krzak z Limbo, do którego chciałeś podejść, a cię zatrzymałam. To było bardzo surrealistyczne, przeżyć to, a kilka tygodni później zobaczyć to znowu – trochę nie wiedziała wtedy co się dzieje, bo już zaczęły jej się wtedy też dziwne… rzeczy związane ze wspomnieniami babci-wampirzycy. – Więc no… wiedziałam, że to ma coś wspólnego z Limbo, bo to ostatni obraz jaki z niego pamiętam. Mniej-więcej – westchnęła. – Facet bez głowy… ja osobiście takiego w Limbo nie widziałam, a spędziliśmy tam trochę czasu. Były za to inne… rzeczy – to dziwne uczucie bycia obserwowanym. Że ktoś na ciebie czyha, czai się gdzieś w cieniu, jakbyś był zwierzyną…