![[Obrazek: 919cba7d4a049e697ecd8c856b7a5ab4.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/91/9c/ba/919cba7d4a049e697ecd8c856b7a5ab4.jpg)
Nie było nic złego w tym, by zawitać w progi galerii OdNowa. Nie czuł się tutaj może jak w domu, ale wciąż był to jej dom. Jej ściany, jej królestwo, a tam gdzie była mile widziana ona, on był w stanie podążyć bez tak wielu narzekań, jakich zwykle się dopuszczał. Wejście więc skrzypnęło, a droga do atelier była mu już znana. Krok za krokiem, aż wreszcie otoczył go zapach świeżej farby, która powoli zastygała, kiedy skończyła swoją pracę.
Może był odrobinę zdziwiony, a brwi ściągnęły się w pewnym zastanowieniu, kiedy uświadomił sobie, że otacza go oleisty zapach i ten charakterystyczny, należący do terpentyny. Nie szukał jednak bezpośredniego ich źródła, zamiast tego wznosząc spojrzenie na jej sylwetkę i uśmiechając się łagodnie. Może trochę przepraszająco. Wiedział przecież, że jej relacja ze sztuką była zwyczajnie skomplikowana. Była kustoszką, pracowała w galerii, ale jednocześnie starała się oddzielić od samego rzemiosła, nie mogąc znieść jego potencjalnej niedoskonałości. Starał się więc na nią nie nastawać i to, za co łapała się własnoręcznie, otrzymywało jego uwagę dopiero, kiedy sama o to poprosiła. A teraz, niestety, wtargnął w to wszystko nieostrożnie i niezgrabnie.
Na zewnątrz zdążyło zrobić się ciemno. Londyńskie ulice połknęła noc, teraz rozświetlana ciepłym światłem latarni, w których czarodzieje rozpalali ogniki. W galerii też nie powinno być już zwiedzających, inni pracownicy powoli przekręcali klucze w zamkach, a może już ich nie było. Nie było to aż tak ważne, kiedy pomieszczenie dzielone teraz było wyłącznie na ich dwoje.
— Wybacz, nie chciałem ci przeszkadzać — powiedział wreszcie, robiąc jednak krok w jej stronę, zamiast wycofać się pośpiesznie i zamknąć za sobą drzwi. Nie miał zamiaru płoszyć się i uciekać, jakby popełnił przestępstwo. — Czy mogę zapytać, nad czym pracowałaś?