• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[26.10.1972] W cieniu wielkich ludzi

[26.10.1972] W cieniu wielkich ludzi
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
14.09.2026, 07:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2026, 21:53 przez Leviathan Rowle.)  
[Obrazek: c9cac69800b7200588ba14da01b8f183.jpg]  [Obrazek: 9589d93b03b2c62a969d88450f9240ff.jpg]  [Obrazek: 919cba7d4a049e697ecd8c856b7a5ab4.jpg]

Nie było nic złego w tym, by zawitać w progi galerii OdNowa. Nie czuł się tutaj może jak w domu, ale wciąż był to jej dom. Jej ściany, jej królestwo, a tam gdzie była mile widziana ona, on był w stanie podążyć bez tak wielu narzekań, jakich zwykle się dopuszczał. Wejście więc skrzypnęło, a droga do atelier była mu już znana. Krok za krokiem, aż wreszcie otoczył go zapach świeżej farby, która powoli zastygała, kiedy skończyła swoją pracę.

Może był odrobinę zdziwiony, a brwi ściągnęły się w pewnym zastanowieniu, kiedy uświadomił sobie, że otacza go oleisty zapach i ten charakterystyczny, należący do terpentyny. Nie szukał jednak bezpośredniego ich źródła, zamiast tego wznosząc spojrzenie na jej sylwetkę i uśmiechając się łagodnie. Może trochę przepraszająco. Wiedział przecież, że jej relacja ze sztuką była zwyczajnie skomplikowana. Była kustoszką, pracowała w galerii, ale jednocześnie starała się oddzielić od samego rzemiosła, nie mogąc znieść jego potencjalnej niedoskonałości. Starał się więc na nią nie nastawać i to, za co łapała się własnoręcznie, otrzymywało jego uwagę dopiero, kiedy sama o to poprosiła. A teraz, niestety, wtargnął w to wszystko nieostrożnie i niezgrabnie.

Na zewnątrz zdążyło zrobić się ciemno. Londyńskie ulice połknęła noc, teraz rozświetlana ciepłym światłem latarni, w których czarodzieje rozpalali ogniki. W galerii też nie powinno być już zwiedzających, inni pracownicy powoli przekręcali klucze w zamkach, a może już ich nie było. Nie było to aż tak ważne, kiedy pomieszczenie dzielone teraz było wyłącznie na ich dwoje.

— Wybacz, nie chciałem ci przeszkadzać — powiedział wreszcie, robiąc jednak krok w jej stronę, zamiast wycofać się pośpiesznie i zamknąć za sobą drzwi. Nie miał zamiaru płoszyć się i uciekać, jakby popełnił przestępstwo. — Czy mogę zapytać, nad czym pracowałaś?

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
16.09.2026, 00:11  ✶  
Była tak skupiona na płótnie, że skrzypnięcie drzwi niemal wyrwało ją z własnych myśli. Drgnęła gwałtownie, choć zaledwie na ułamek sekundy. Pędzel zatrzymał się w połowie ruchu, a cienka smuga farby, która miała znaleźć się na płótnie, zawisła jeszcze na jego włosiu. Dopiero po chwili odwróciła głowę.
Levi.
Przez krótką chwilę patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nie dlatego, że jego obecność była niemiła. Wręcz przeciwnie. Był jedną z niewielu osób, których widok w jej pracowni nie wywoływał natychmiastowej irytacji. Problem polegał na czymś zupełnie innym. Pracownia była miejscem, do którego nawet pracownicy galerii nie mieli wstępu. Nie bez powodu. Tutaj znajdowały się rzeczy, których Astoria nie pokazywała nikomu, dopóki sama nie uznała, że nadszedł właściwy moment. A teraz stał w niej Leviathan. I patrzył. Jej palce zacisnęły się nieco mocniej na trzonku pędzla.
Dopiero wtedy przypomniała sobie, co właściwie znajdowało się przed nią. Dwa płótna ustawione obok siebie, każde jeszcze niedokończone, lecz już wyraźnie noszące ślady zamówionej kompozycji. Nie malowała ich dla galerii. Nie były przeznaczone na wystawę. Każde pociągnięcie pędzla wykonywała z myślą o jednym odbiorcy.
Sama świadomość jego nazwiska wystarczyła, by przez jej myśli przebiegła krótka, chłodna fala ostrożności. Rowle wiedział. Był przecież po tej samej stronie. Nie istniał więc oczywisty powód, dla którego miałaby ukrywać przed nim charakter swojej pracy. Nie był przypadkowym kimś przypadkowych, kto później mógłby bezmyślnie powtórzyć zasłyszaną informację przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ale. 
Nie wszystko, co można było powiedzieć, należało mówić. Nie przypominała sobie, co prawda, żadnego wyraźnego zakazu. Nikt nie powiedział jej, że ma zachować absolutne milczenie. Nie otrzymała instrukcji, która nakazywałaby traktować samo wspomnienie o zamówieniu jako rzecz tajną. Ale sprawy dotyczące Czarnego Pana miały własny ciężar. Pewne tajemnice nie potrzebowały pieczęci ani podpisu. Wystarczyło rozumieć, dla kogo się pracowało. Przez moment jej wzrok przesunął się z Leviego na płótna. Wszystko nagle wydało jej się podejrzanie odsłonięte.
Nie bała się, że Leviathan ją wyda. Nie o to chodziło. Bardziej niepokoiła ją sama myśl, że wypowiedzenie tego na głos mogłoby uczynić rzecz bardziej rzeczywistą, niż była dotychczas. Dopóki pozostawała pomiędzy nią, płótnem i zamówieniem, była po prostu pracą. Kolejnym zadaniem wymagającym skupienia, dokładności i cierpliwości. Nazwanie odbiorcy zmieniało perspektywę. Szczególnie, że on jeszcze nie wiedział, co zrobiła. Westchnęła cicho i odłożyła pędzel na ceramiczną paletę. Ostatecznie uznała, że skoro już wszedł do miejsca, do którego niemal nikogo nie wpuszczała, nie będzie traktowała go jak intruza.
- Nie przeszkadzasz - powiedziała wreszcie, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewała odrobina speszenia. - Tylko… nie spodziewałam się ciebie. Co tu robisz?
Przez chwilę milczała. Potem spojrzała na obrazy.
- To… zamówienie.
Nie powiedziała jeszcze dla kogo. Jakby samo to krótkie zdanie pozwalało jej kupić kilka kolejnych sekund na podjęcie decyzji.


learn the rules
then
break some
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#3
02.10.2026, 03:27  ✶  

Były takie rzeczy, o których się nie rozmawiało. Niektóre z nich nie przewijały się w rozmowach, bo wydawały się zbyt małe, by w ogóle o nich wspominać. Inne z kolei, bywały wstydliwe, nieco żenujące, a jeszcze kolejne napawały złością. Ludzie składali się z emocji, czy się to komuś podobało czy nie, a te z kolei mocno mocno kolorowały życie codzienne. On sam uważał, że nigdy nie był w nie najlepszy – przychodziły czasem falami, a momentami sprawiały, że słowa stawały w gardle lub wychodziły z głowy nieco ciężko. Ale to co teraz ich dzieliło, co wypełniało ciszę znajdującą się w pracowni Astorii, niewiele miało z nimi wspólnego. To było coś innego, odbarwionego przez poczucie obowiązku i zastanowienie, na ile tą tajemnicą można było się podzielić z drugą osobą.

Tajemnica, którą on nosił w sobie od bardzo, bardzo dawna. Coś, co znajdowało się w jego życiu, jeszcze zanim mroczny znak pojawił się na jego przedramieniu. W końcu jego rodzina od zawsze posiadała wyraźne poglądy i postawę. Tradycjonaliści, siedzący na swojej smoczej górze i patrzący na wszystkich z góry. Jak ktoś taki mógł chcieć wpuścić do swojego życia istoty, które przypominały najwyżej szkodniki?

Doskonale też zdawał sobie sprawę z tego, że Astoria to wszystko wiedziała. Znali się już wystarczająco dużo czasu, a jednocześnie odnosił wrażenie, że nie było na świecie nikogo, kto rozumiałby go lepiej niż właśnie ona. Mógłby powiedzieć jej wszystko, a ona przyjęłaby to z otwartym sercem, podobnie jak z resztą on wziąłby na siebie wszystko, czym chciałaby się z nim podzielić. Może mieli lepsze tematy do rozmawiania, a może zwyczajnie uważali, że nie musieli rozmawiać wprost akurat o tych paru rzeczach.

Leviathan powiódł spojrzeniem od niej do dwóch portretów, jak idąc w ślad za jej speszeniem, które rozkwitło jasną plamą, odcinając się na planach ponurej podobizny. Portrety nie były jeszcze skończone, nie mogły z tego powodu mówić, ale nie zmieniało to faktu, że mężczyzna z ciekawością posłuchałby tego, co miały do powiedzenia. W granicach rozsądku, bo z jakiegoś powodu mówiące portrety zawsze ostatecznie wpadały w irytujące tony.

— Przyszedłem zobaczyć co u Ciebie — wzruszył ramionami, chcąc chyba nadać tej sytuacji nieco więcej lekkości, niż sobą przed chwilą prezentowała. Nie było nic niezwykłego w tym, że w pracowni malarskiej malowało się portrety, prawda? Problem zaczynał się w momencie, kiedy ktoś wystarczająco dobrze znał pannę Astorię Avery. — Zamówienie? Musi być ważne, skoro zabierasz się za nie własnoręcznie — uśmiechnął się delikatnie, rozglądając za krzesłem, które mógłby przysunąć sobie i na nim usiąść. — Kogo malujesz? — zainteresował się, nie pytając o to, co w pierwszej kolejności chodziło mu po głowie. Dlaczego? Kto zamówił ten obraz, że postanowiła lub zmuszona była przysiąść do niego sama?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (446), Leviathan Rowle (730)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa