• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy

[Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#11
08.06.2026, 13:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2026, 13:02 przez Samuel McGonagall.)  
Być może. Całkiem prawdopodobne. Stresował się tym, że patrzy mu na ręce. A może to tak brak imienia go denerwował? Niepokoił. Fuknął, czując nadchodzącą irytację, nie chcąc, aby znalazła uzewnętrznienie w niepotrzebnej nikomu w warsztacie emanacji klątwy żywiołów.

Drugą skrzynkę zabrał w głąb warsztatu, z dala od czyichkolwiek oczu. To przecież nie powinno być aż takie trudne. Dla podbicia morale tym razem jednak pozwolił sobie na motyw klepsydry na wieku. W końcu skrzynka na popiół miała iść do Praw Czasu. Czarny lakier zdawał się najodpowiedniejszym do wykończenia…

Rzemiosło ◉◉◉○○ podejście do ostatniej skrzynki w pełnym skupieniu.

Rzut Z 1d100 - 60
Sukces!


Uśmiechnął się, może tego zabrakowało przed momentem. Duszy. Wrócił do Septimy i bez słowa podał jej skrzynkę, a potem odwrócił się na pięcie i wrócił na swoje małe stanowisko pracy. Nie chciał być niemiły. Prawda była taka, że po prostu rozpaczliwie nie wiedział co powiedzieć.
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#12
11.09.2026, 20:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2026, 01:52 przez Septima Ollivander.)  

26 października 1972



List od Zenka przyszedł wczoraj, ale dopiero dziś siadła do pudła. Zleceń w tym roku przyszło wiele, bo dopiero tejże jesieni zaczęła przyjmować również zamówienia na lampiony.
Wnętrze zostawiła surowe, bez wosku, bez lakieru i bez wyściółki, bo popiół nie znosi tkanin i przyjmuje zapach każdej rzeczy, którą się do niego wpuści. Dopiero na spodzie, drobnym dłutem, wycięła cztery kreski w równych odstępach, jedna po drugiej. Potem długo siedziała nad tym z kciukiem na krawędzi wieka i próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio robiła coś, czego nikt u niej nie zamówił…

Rzut PO 1d100 - 1
Krytyczna porażka


Kiedy docisnęła oporne wieko, boczna deseczka pękła przy zawiasie i brutalnie rozpruła jej skórę u nasady kciuka. Przez chwilę patrzyła, jak okrutna topola przyjmuje jej krew, po czym sięgnęła po ścierkę. Podczas zamaszystego ruchu ręką, strąciła nieudolną skrzynkę, która spadła na podłogę, rozpadając się na dobre. Septima nie szczędziła sobie nieprzyzwoitych wyzwisk.


Kocham drewno i duże bicepsy.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#13
Wczoraj, 19:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 19:25 przez Samuel McGonagall.)  
Hałas momentalnie wyrwał go z pracy i odłożył zlecenie na bok. W kilku długich krokach dopadł do Septimy z wyraźnym niepokojem odmalowanym na ufnej i pogodnej zwykle twarzy.
– Czy wszystko w porządku? – zapytał, patrząc to na jej twarz, to na krew, by nie czekając wiele dłużej sięgnąć po czyste płótno i rozchylić trzęsące się dłonie, aby samemu pieczołowicie owinąć skaleczenie po uprzednim obejrzeniu go z bliska, czy przypadkiem żadna drzazga nie została w ciele. Dopiero gdy się upewnił, dopiero gdy zalał spirytusem, to pozwolił sobie na zrobienie opatrunku, który nie był może ładny jakby go robił lekarz, ale dalej całkiem sprawny, ze względu na jego wcześniejsze doświadczenia ze zwierzętami. Zaraz potem w odruchu objął swoją koleżankę z pracy i pogładził ją po plecach.
– Szybko się zagoi. Pan Ollivander ma maść gdzieś u siebie. Szybko się zagoi, nie martw się… – oczywiście ona wiedziała, że jej ojciec ma maść, ale Samuel nieczęsto zastanawiał się nad tym co mówi, poddając się myśli bieżącej, czasem zbyt łatwo. Teraz zaś panna Ollivander jawiła mu się jako łagodna łania ze złamaną nogą, więc troskliwości było w nim aż nazbyt.

Szybko jednak się zmiarkował, że najlepiej - tak jak w poprzednich dniach - poczuje się rzemieślniczka, jeśli weźmie na siebie karb zlecenia, szczególnie że te upiorne pudełka, podobnie zresztą jak lampiony, zdawały się reagować na energetyczną łączność rzemieślnika z porzebującym sprzętu i jak raz nie wyszły… to nie wychodziły wcale. Zaraz więc ochoczo zabrał się do roboty, usadziwszy wcześniej Septimę z opatrunkiem i kubkiem herbaty.

– Zenon. Ciekawe imię. Nigdy takiego nie słyszałem – przyznał, będąc pewnym, że w całej Anglii pewnie takich Zenonów to góra dwóch, może trzech by było. Tyle było z rozmowy, bo zaraz potem skupił się na szlifowaniu desek, dłutowaniu wzorów zgodnych z wcześniejszym projektem Septimy i późniejszym łączeniu ich oraz lakierowaniu tak, by prochy mogły w pełni rozwinąć potencjał widzenia użytkownika.

Próbuję zrobić pudełko dla Zenka. Rzemiosło ◉◉◉○○ + Tworzenie przedmiotów z drewna II

Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!


Pudełko nie było tak piękne, jak to, które rozbiła Septima, ale było i zdawało się w pełni sprawne. Wypuścił z siebie trochę powietrza, okrasił to usatysfakcjonowanym "Hmpf" po czym skinął głową Septime pozostawiając wyrób swoich rąk i zabierając się za sprzątanie zrzuconej skrzyneczki. Nie był człowiekiem który pragnął aplauzu, nawet nie rył podpisów na tym co wykonywał, choć słyszał, że warto aby jego prace nosiły sygnaturę. Najważniejsze dla niego było to, żeby jego koleżance w warsztacie nie było już smutno. Najważniejsze dla niego było to, że na coś się przydał tego dnia.

Gdy pozbierał zniszczone ścianki i wieczko, poszedł do swojego konta pracować dalej...
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#14
8 godzin(y) temu ✶  
Napełniła płuca powietrzem, łudząc się naiwnie, że dzięki temu nie wymsknie się z jej ust więcej przekleństw. Najbardziej chyba rozjątrzyło ją to, że Samuel był naocznym świadkiem całej katastrofy. Ujrzał rozłupaną skrzynkę, świeżą krew na ścierce, oraz nieszczęsną rękę która jeszcze przed chwilą pewnie prowadziła dłuto, a teraz leżała na blacie odrzucona na bok, niczym zbędne narzędzie, które swojej roli nie wypełniło i teraz czekało na nie wyrok śmierci w postaci kosza na śmieci.

— Skrzynce nic już nie będzie — mruknęła w odpowiedzi na jego pytanie.
Ranną dłoń przygarnęła do siebie niczym zraniona, zagoniona w kąt łania. Obcego dotyku nie znosiła, ani nachalnego, ani tego ostrożnego, bo ciało, głupie i zwierzęce, nie nadążało odróżnić troski od przemocy. Sztywniało od karku po łokieć, jeżyło się jak kot wciśnięty w kąt spiżarni i… ewidentnie chciało z czymś walczyć. Tylko z czym?
Palce musiała rozginać powoli, z mozołem, z jakim prostuje się gwoździe wyrwane ze starej belki. Po odwinięciu ścierki, spirytus wżarł się piekielnie w ranę aż po nerwy samego łokcia. Syknęła przez zęby i wciągnęła ramiona pod uszy, zła, że w ogóle wydała z siebie jakiś dźwięk.
— Doprawdy, mogła się po prostu rozkleić. Nie musiała od razu zabierać mnie ze sobą.
Rana znikała pod jego palcami powoli, obrót po obrocie zamurowywana płótnem, a Septima patrzyła na opatrunek, bo na opatrunek patrzyło się łatwiej niż na Samuela. Całe życie to drewno kładło się jej w dłonie – grab, cis, lipa, uległe pod ostrzem jak dobrze wychowane dzieci — a teraz to ona leżała skazana na cudzą opiekę niczym surowy, nieuformowany klocek, któremu ktoś ogląda słoje w poszukiwaniu pęknięć. Znajdzie je, cholera, znajdzie na pewno, bo gdzie miałby nie znaleźć. Zapach kleju kostnego i oleju lnianego, który zwykle trzymał ją w pionie lepiej niż własny kręgosłup, tym razem niczego nie stępił.
Najtrudniej jej było po prostu zostać, nie wywinąć się spod ramienia, przełknąć tę opiekę razem z własną kanciastością jak gorzką łyżkę tranu.

Przy herbacie dąsała się jeszcze przez chwilę, skubiąc paznokciem zadzior na uchu kubka. Trudno było tak od razu odpuścić urazie własnego ego, skoro zdążyła już za nią zapłacić własną krwią. Gdy spod bandaża pulsował tępy, uparty ból,  Samuel pracował nad jej zamówieniem; szelest papieru ściernego był tak znajomy, że łapała się na tym, że zdrowa dłoń sama chciała wykonywać w powietrzu krótkie, posuwiste ruchy, tak jakby mogła dokończyć robotę na odległość.
— Chyba wschodnioeuropejskie – odezwała się, gdy wspomniał o imieniu. — Zwykle mówię na niego Zenek.
Chciała coś dodać, ale spojrzała na skrzynkę rosnącą na stole i poczuła, jak gorąco wpełza jej na szczyt karku. Samuel przejął jej pracę bez słowa i z pokorą, czymś czego w sobie nie zawsze potrafiła znaleźć.
Kiedy postawił przed nią gotowe pudełko, powiodła opuszkami po krawędzi wieka. Wyczuwała miejsca, w których jego ręka zbaczała z jej zamysłu i była to już cudza praca, a jednak ciężar, który nosiła w barkach od rana, zelżał wyraźnie, usuwając z jej pleców kreującego się powoli garba
— Masz w ręku fach, Samuelu — powiedziała, podnosząc na niego wzrok.

Do swojego stanowiska wróciła, kiedy herbata przestała parzyć w palce. Przez chwilę przyglądała się pustemu miejscu, na którym walały się jeszcze wióry po zniszczonej skrzynce, potem wyjęła list Astorii i rozprostowała go zdrową dłonią, dociskając zagięcie kantem. Lampion na Samhain. Przeczytała zamówienie jeszcze raz, powoli, jakby po całym zajściu musiała od nowa wślizgnąć się w sens tych kilku linijek.

Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana


Kocham drewno i duże bicepsy.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#15
4 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 3 godzin(y) temu przez Samuel McGonagall.)  
Samuel przyjął komplement skinieniem głowy, bo komplement od takiej specjalistki jak córka pana Ollivandera to znaczyło dla niego bardzo wiele. Może dziś nie miała najlepszego dnia, ale nie byli w tym warsztacie od wczoraj i mimo że minęły dopiero dwa miesiące jego stażu w zakładzie, tak samą cichą obserwacją mógł ocenić i docenić z jaką wprawą wywija dłutem, jak wszystko co pomyśli wydobywa z drewna na światło dzienne, by zachwycić.

Nie uważał, aby powinna tego samego dnia wracać do pracy, rana była przecież dość głęboka, ale nie był w pozycji aby ją pouczać, czy nakazywać cokolwiek. Sam pewnie też by ignorował opatrunek, zamówień było zbyt wiele, ledwie byli w stanie wyrobić się z obróbką drewna, gdy nocą czekały na niego dynie w Dolinie Godryka w małej chatce na kurzej nodze. Szczęśliwie jego młode ciało przyjmowało bez cienia sprzeciwu kolejną zarwaną noc, choć teraz nieco go zmorzyło. Wrócił w swój kąt i spojrzał na rozpoczęte przygotowania pod kolejne pudełko chowające truchło drzew starszych niż wszyscy znani mu czarodzieje. Pomyślał o zamordowanym w sierpniu drzewie, o bólu, który przeszył tamtej nocy nieszczęsną duszę Roselin… Od tego czasu nie była taka sama, a cios zadany przez bestię był chyba większy niż ten, który światu zadała wrześniowa pożoga.

Uciekł myślami, uciekł na moment, odpłynął, aż w końcu głowa mu się zsunęła z karku i poderwał się gwałtownie ze swojego siedziska. Musiał zrosić kark zimną wodą, służba nie drużba, to nie był koniec przecież jego wachty. Wychylił się zza węgła i dostrzegł, że Septimy tego dnia nie lubiły też warzywa.

Powiedziałby coś, ale zdążył już boleśnie się nauczyć, że zazwyczaj to co mówił nie pasowało ludziom, którzy z nim rozmawiali, a im bardziej mu zależało żeby załagodzić sytuację, tym bardziej dolewał oliwy do ognia. Dlatego nie powiedział nic, gdy wszedł ponownie w jej przestrzeń i postawił przed sobą kolejne warzywo. Było to trochę dziwne, bo lampiony zwykł robić po zmierzchu. Miał tylko nadzieję, że Helloise nie obrazi się na niego, że jeden z nich zrobił tutaj, pośród miejskiego zgiełku.

Rzemiosło ◉◉◉○○ - próba zrobienia lampionu dla Astorii

Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!


Ręce działały metodycznie, niejako z automatu. Głowę zaprzątała mu myśl, że w drugim pomieszczeniu czeka na niego wciąż skrzynka, nie spędzał więc tyle czasu nad zdobieniami, które jeszcze w pierwszych dniach pracy personalizował. Gdy skończył wytarł ręce i tylko na moment położył na dłoń na barku Septimy. Nie chciał żeby się tym za bardzo przejmowała, choć widząc jej stan pewnie przejmowała się bardzo. Przygryzł wargę szukając słów. Koniec końców chrumknął tylko coś pod nosem niezrozumiałego i wrócił do siebie.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#16
3 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 3 godzin(y) temu przez Samuel McGonagall.)  
Othello było imieniem również całkiem nowym, bo Sam nie przeczytał zbyt wiele książek w życiu, a już z pewnością nie czytał dramatów. Camacinia othello była piękną ważką o biało-czarnych skrzydłach, więc podążył za tą inspiracją, jakby chciał wynagrodzić mężczyźnie, że tak długo zwlekał z wykonaniem jego zamówienia. Odetchnął głęboko spoglądając na rozgrzebaną pracę i zdecydował się dodać kilka ważkę do projektu, która nie była najłatwiejszym wzorem, ale z pewnością widowiskowym, jeśli tylko by wyszła. Końcówki skrzydełek mogły unosić się delikatnie nad pudełko i pociągnięte mieniącą farbą dać złudzenie ażurowej tkanki. Zmrużył oczy i skulił barki, gdy zabrał się do cyzelowania wieczka. Zależało mu, żeby było piękne. Lubił ważki.


Rzemiosło ◉◉◉○○+tworzenie przedmiotów drewnianych II - próba skrzynki dla Othella

Rzut Z 1d100 - 41
Słaby sukces...


Popatrzył krytycznie na dzieło swoich rąk i nie był do końca zadowolony. Może jednak powinien tego owada wyżłobić, a nie próbować go wydobyć. Ujął w drżące zmęczeniem palce niewielki kawałek papieru ściernego i wygładził ważkę, która raczej była wielką ważą. Poźniej zabezpieczył wnętrze i obejrzał skrzynkę uważnie. Mimo wcześniejszego ukłucia niezadowolenia z efektu, nie mógł odebrać pudełku funkcjonalności.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Samuel McGonagall (1830), Septima Ollivander (2171)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa