• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[jesień 1968] My, Dzieci Kniei

[jesień 1968] My, Dzieci Kniei
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#21
11.08.2026, 15:17  ✶  
Spodziewała się, że manewr może się nie powieść, lecz nie spodziewała się, że zostanie przez Samuela złapana i mężczyzna przylgnie do niej, zatrzyma ją przy sobie na podłodze. Osłabiona czarownica wydała z siebie niezadowolony pomruk zaskoczenia, po czym wyswobodziła się z jego ramion.
— Sam — mruknęła łagodnie, układając się na łokciu na podłodze obok niego — będziesz musiał wstać. Musisz wydobrzeć. — Zimną dłoń przytuliła do rozpalonego gorączką policzka, aby upewnić czarodzieja o swojej obecności. — Nie zmarnuj mnie, Samuelu. Musisz się pozwolić sobą zaopiekować, tak? — dopominała się ze spokojną, lecz nieznoszącą sprzeciwu intensywnością w głosie, niby przemawiała po matczynemu do krnąbrnego dziecka. — Wiem, że nie czujesz się dobrze. Ja wiem, wszystko wiem. Spróbuj się chociaż trochę podnieść, żebym mogła dać ci pić. Jeśli nie będziesz pił, gorączka cię wykończy.
Kobieta podniosła się na klęczki i pochyliła nad Samuelem, aby spojrzeć w półprzytomne oczy mężczyzny w poszukiwaniu znaku, że cokolwiek z jej słów do niego dotarło, że on wciąż żyje w tym trawionym gorączką ciele. Sięgnęła po leżące na łóżku poduszki, aby na nich złożyć głowę rannego i chociaż w ten sposób ją unieść, po czym zaklęciem przywołała z kuchni szklankę wody oraz łyżeczkę.


dotknij trawy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#22
05.09.2026, 15:20  ✶  
Łyżeczka woda. Zupa i troska. Znajomy zapach.

Dla Samuela koncept miłości był dość złudny i odkształcony doświadczeniami, które nie były takie same jak dla zwykłego dziecka. Matka była zaborcza, ojciec pasywny. Żadne z nich nie mówiło nic o tym, co będzie wtedy jak Samuel znajdzie kogoś sobie i będzie chciał założyć własne gniazdo. Żadne z nich nie mówiło, że można było czuć też miłość do kogoś z kim gniazda się mieć nie chciało.

Kiedyś była Nora, pojawiła się jak zjawa, jak nimfa, utopiła go uczuciem i zniknęła. Nie… on sam dał jej odejść bo wiedział, że nie może jej dać tego, czego od niego oczekiwała. Był inny. Był z innej gliny i nie miał jak i nie miał komu o tym powiedzieć. Upewnić się. Jakie to miało znaczenie dla jego rodziców, gdy ojciec już wtedy leżał na łożu śmierci? Jakie to miało znaczenie rok później gdy umarli, a on został sam.

Zupełnie sam.

Wcale nie sam…

Teraz poddając się opiece Helloise czuł, że wiedźma by go zrozumiała. Że mógłby jej się zwierzyć z bólu i osamotnienia. Że tu właśnie mógłby to wypowiedzieć. Zrozumieć. Zapomnieć.

Powinien tu przyjść wcześniej. Chyba. Kiedyś. Wspomnienia minionych godzin były chaotyczne i nieuporządkowane. Gorączka i chłód. Życie i śmierć.

I jej słowa. Tak dziwnie ułożone.

– Dałaś mi trochę siebie. – Powiedział to na głos, słysząc na własne uszy, jak ten go zdradzał i drżał. Z gorączki. Z przebudzenia. Z emocji. Ta magia była zakazana, jak mówienie o tym, że jego ciało nie obrasta futrem, jak nie wypowiadania imienia Altair przy obcym. Wszyscy byli obcy poza mamą i tatą. Wszyscy.

Wzdrygnął się i pokornie przyjął wodę wpuszczaną do jego spierzchniętych warg stopniowo, łyżeczką.

– Bolało Cie – stwierdził, właściwie przeprosił, a nie pytał. Znał to zaklęcie. Jego ojciec odsłonił przed nim kilka tajemnic, spotkali też wtedy raz w lesie kobietę, dziwną kobietę. Rodzice od dawna nie kłócili się tak bardzo. Ostatnim razem gdy dostał list o szkole, do której nigdy nie poszedł.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#23
20.09.2026, 12:57  ✶  
Oboje znali samotność, mimo że ich samotności miały różne smaki. Długie lata samotności upłynęły, od kiedy jako gniewna nastolatka Helloise zjawiła się w Dolinie, mając ze sobą bagaż buntu, żywe wspomnienie rodziny i złość. Wszystko wyblakło od tamtej pory.
Zrozumiałaby Samuela, mimo że byli tak z gruntu różni. Wokół lasu poznała już wiele historii. Lubiła obserwować, lubiła słuchać. Współczuć i wzruszać się. Potrafiła zaoferować swoje ciepło i sympatię niemal wszystkiemu, co żyło. Dlaczego więc i nie tej zbłąkanej leśnej duszy?
— Miałam w sobie wystarczająco, żeby się podzielić — odpowiedziała, redukując nekromancki akt do naturalnego gestu.
Ani przez moment nie myślała o tym, co też mogło sądzić na temat jej czarów prawo. Nie przyszło jej to do głowy, bo tu nie był Londyn, ale las, jej dom. Energia, którą oddała, była jej energią. Jakimż prawem ktoś w Ministerstwie w Londynie miałby decydować o tym, na cóż Helloise swoje energie przelewa?
— Bywa, że ból okazuje się nieunikniony… i słuszny, gdy prowadzi do wyższego dobra.
Do oceny wartości tych dóbr i cierpień czarownica sobie nadawała naturalne prawo. Tamtego wieczoru za słuszne uznała oddanie części siebie, aby Samuel mógł żyć. Za kilka lat słusznym miało okazać się spisanie na straty niezliczonych istnień ludzkich, aby ona mogła negocjować z najgroźniejszym czarnoksiężnikiem tych czasów odzyskanie Kniei — miejsca wartego więcej niż suma ich żyć.

Koniec sesji


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (5065), Samuel McGonagall (4327)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa