Pokręciła jeszcze głową, kiedy usłyszała jego słowa. Naprawdę, nawet w takiej chwili musiał udowadniać swoje racje. Czy nie widział, że ona tu praktycznie walczyła o życie? Nie potrzebowała kolejnego przeciwnika. Powinien ją wspierać, czy coś. No, powiedziała mu, że nie, ale mógł po prostu zamilknąć i po prostu niczego nie komentować. Tak byłoby prościej.
- Nie wiem, sam widzisz, że mój typ bardzo dużo mówi, często za dużo. - Nie spojrzała przez ramię, nie odwróciła się, chociaż liczyła na to, że zrozumie jej przekaz. Przeszkadzał jej w tej chwili w walce z kościotrupem, rozpraszał ją. Nie, żeby to coś zmieniało - nim się tutaj pojawił radziła sobie z tym wszystkim równie fatalnie, ale teraz mogła odrobinę odpowiedzialności za swoje niepowodzenie zwalić na niego.
W końcu udało jej się jednak osiągnąć swój cel. Harold się ruszył, ona była zadowolona, bo zaraz będą mogli posadzić go na huśtawce w ogrodzie. Naprawdę sądziła, że jej argumenty do niego przemówiły, niby dlaczego bowiem dopiero teraz odpuścił i postanowił się ruszyć. Dla Prue wszystko było całkiem jasne i logiczne. Benjy najwyraźniej jednak nie do końca myślał tak samo. Odwróciła głowę i spojrzała w jego kierunku, miała pioruny w oczach.
- Nie, to nie miejsce puściło, a on postanowił się ruszyć. - Co z tego, że nie był żywy, że w ogóle się nie ruszał? W tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Naprawdę wydawało jej się, że jej groźby zadziałały, że miała odpowiednią siłę przebicia. Za bardzo się w to zaangażowała, aby było inaczej.
- Teraz to co mówisz się nie liczy, bo powiedziałeś tamto wcześniej. - Nie była zadowolona z tych słów, które usłyszała, chociaż z drugiej strony nie było sensu się na tym rozwodzić. Faktem było to, że w końcu mogli wyprowadzić delikwenta na zewnątrz. - ale mniejsza o to, grunt, że zaczął współpracować. - Była z tego powodu naprawdę dumna.
Przesunęła się o krok do tyłu, ciągnąć za sobą truposza. Usłyszała, że Benjy się do niej zbliżał i w sumie był to już moment, w którym mogła skorzystać z jego pomocy, bo chodziło przecież tylko o dostarczenie tego typa do ogrodu, wszystko inne ogarnęła sama. Odwróciła się i wręczyła mężowi umarlaka. - Ma usiąść na tej huśtawce na jabłoni, owiniemy go światełkami będzie prezentował się doskonale. - Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, bo przecież nie był to jego pierwszy raz. Teraz właściwie nie miał już możliwości odwrotu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control