Nie zaprzestali przygotowań mimo tego, że rozpoczęły się one spektakularnym upadkiem jej męża z drabiny. Oczywiście, że bardzo dokładnie go obejrzała, sprawdziła, czy nie uszkodził się zbyt mocno. Prue była bardzo skrupulatna jeśli o to chodzi, więc Benjy musiał uzbroić się w cierpliwość, bo nie odpuściła do momentu, w którym nie miała pewności, że jest cały i zdrowy. Trwało to dłuższą chwilę, ale w końcu miała pewność, że w sumie upadek nie był tak tragiczny, jak jej się wydawało.
Mogli kontynuować swoje działania. On został w salonie, gdzie miał dalej walczyć z tym nieszczęsnym wieńcem, tyle, że tym razem z pomocą magii, a ona udała się na zewnątrz z dynią, którą niosła tam od kilkunastu minut.
Postawiła ją na ganku, cofnęła się o kilka kroku, po czym ponownie przestawiła, bo nie do końca była przekonana co do tego, czy wybrała dla niej odpowiednie miejsce. Przesuwała ją kilka razy, cofała się o krok, wracała, aż w końcu wydawało jej się, że lepiej nie będzie. Uśmiechnęła się sama do siebie zadowolona z tego, jak zaczynało to wszystko wyglądać.
Był to pierwszy raz, kiedy z Benjym dekorowali ich dom na sabat, nie spodziewała się, że sprawi jej to, aż taką przyjemność. Zupełnie inaczej wyglądało to, kiedy szykowało się do święta z kimś z kim miało się spędzić resztę życia, wypracowywało nowe tradycje.
Przypomniała sobie o tym, że miała jeszcze wejść do szopy, w której powinien znajdować się kolejny element dekoracji, który chciała postawić przy jednym z drzew. Liczyła na to, że Ellie nie zabrała go ze sobą, byłoby jej okropnie szkoda, gdyby tak się stało. Weszła więc do niewielkiego domku, który znajdował się w ogrodzie i zaczęła się po nim rozglądać. Miała z tym lekkie problemy, bo w środku nie było światła. Z początku więc poruszała się raczej po omacku, przez co kilka pajęczyn zaplątało jej się wokół twarzy - dość nerwowo je z niej zdarła, aż postanowiła sięgnąć po różdżkę. Drzwi były zamknięte, żaden z sąsiadów nie powinien zauważyć, że korzysta tutaj z magii.
Świeciła na zagracone półki, pełne najróżniejszych pierdoletów, aż w końcu znalazła kość, to znaczy rękę, najprawdopodobniej plastikową, w sumie nigdy nie pytała babci o to, czy ten kościotrup był prawdziwy, czy też nie. Nie, żeby się tym przejmowała, mugole i tak pewnie pomyślą, że to zwyczajna dekoracja. Pociągnęła go za dłoń, ale ten nie chciał się ruszyć, zamiast tego poruszyła się półka o którą się opierał. Spojrzała na nią mrużąc oczy - nie zamierzała się poddać, jeszcze nie teraz.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)