• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[28.10.1972] trick or treat | Benjy & Prue

[28.10.1972] trick or treat | Benjy & Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
22.09.2026, 23:30  ✶  

Nie zaprzestali przygotowań mimo tego, że rozpoczęły się one spektakularnym upadkiem jej męża z drabiny. Oczywiście, że bardzo dokładnie go obejrzała, sprawdziła, czy nie uszkodził się zbyt mocno. Prue była bardzo skrupulatna jeśli o to chodzi, więc Benjy musiał uzbroić się w cierpliwość, bo nie odpuściła do momentu, w którym nie miała pewności, że jest cały i zdrowy. Trwało to dłuższą chwilę, ale w końcu miała pewność, że w sumie upadek nie był tak tragiczny, jak jej się wydawało.

Mogli kontynuować swoje działania. On został w salonie, gdzie miał dalej walczyć z tym nieszczęsnym wieńcem, tyle, że tym razem z pomocą magii, a ona udała się na zewnątrz z dynią, którą niosła tam od kilkunastu minut.

Postawiła ją na ganku, cofnęła się o kilka kroku, po czym ponownie przestawiła, bo nie do końca była przekonana co do tego, czy wybrała dla niej odpowiednie miejsce. Przesuwała ją kilka razy, cofała się o krok, wracała, aż w końcu wydawało jej się, że lepiej nie będzie. Uśmiechnęła się sama do siebie zadowolona z tego, jak zaczynało to wszystko wyglądać.

Był to pierwszy raz, kiedy z Benjym dekorowali ich dom na sabat, nie spodziewała się, że sprawi jej to, aż taką przyjemność. Zupełnie inaczej wyglądało to, kiedy szykowało się do święta z kimś z kim miało się spędzić resztę życia, wypracowywało nowe tradycje.

Przypomniała sobie o tym, że miała jeszcze wejść do szopy, w której powinien znajdować się kolejny element dekoracji, który chciała postawić przy jednym z drzew. Liczyła na to, że Ellie nie zabrała go ze sobą, byłoby jej okropnie szkoda, gdyby tak się stało. Weszła więc do niewielkiego domku, który znajdował się w ogrodzie i zaczęła się po nim rozglądać. Miała z tym lekkie problemy, bo w środku nie było światła. Z początku więc poruszała się raczej po omacku, przez co kilka pajęczyn zaplątało jej się wokół twarzy - dość nerwowo je z niej zdarła, aż postanowiła sięgnąć po różdżkę. Drzwi były zamknięte, żaden z sąsiadów nie powinien zauważyć, że korzysta tutaj z magii.

Świeciła na zagracone półki, pełne najróżniejszych pierdoletów, aż w końcu znalazła kość, to znaczy rękę, najprawdopodobniej plastikową, w sumie nigdy nie pytała babci o to, czy ten kościotrup był prawdziwy, czy też nie. Nie, żeby się tym przejmowała, mugole i tak pewnie pomyślą, że to zwyczajna dekoracja. Pociągnęła go za dłoń, ale ten nie chciał się ruszyć, zamiast tego poruszyła się półka o którą się opierał. Spojrzała na nią mrużąc oczy - nie zamierzała się poddać, jeszcze nie teraz.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
23.09.2026, 17:18  ✶  
Upadek z drabiny niewątpliwie zapisał się w historii moich tegorocznych przygotowań do Samhain jako wydarzenie o wiele bardziej widowiskowe, niż ktokolwiek - w tym szczególnie ja - mógłby sobie życzyć, zwłaszcza że cała sprawa dotyczyła zwykłego zawieszania wieńca, a nie próby zdobycia szczytu góry albo naprawy spadzistego dachu, nad którą nieoficjalnie musiałem się chyba całkiem poważnie zastanowić. Spadanie z takiej wysokości miało tę irytującą właściwość, że trwało zdecydowanie krócej niż późniejsze konsekwencje, szczególnie kiedy niniejszą naczelną konsekwencją była drobna brunetka stojąca nade mną z miną kogoś, kto „doskonale wiedział, że tak to się skończy”. Sam zaledwie po kilkunastu sekundach spędzonych pod jej czujnym okiem doszedłem do wniosku, że skoro mogłem swobodnie poruszać rękami, nogami i głową, a także oddychałem bez większych przeszkód, prawdopodobnie nie miałem jeszcze powodu pisać testamentu, niemniej pozwoliłem Prue jednak zrobić swoje, bo nauczyłem się już, że w takich sytuacjach sprzeciwienie się żonie zwykle prowadziło wyłącznie do wydłużenia całej procedury, poza tym gdzieś pod tym wszystkim kryło się całkiem przyjemne poczucie, że ktoś rzeczywiście chciał się upewnić, czy nic sobie nie zrobiłem. Dałem się więc dokładnie obejrzeć, obmacać - niestety niezgodnie z życzeniami - i przesłuchać w sprawie każdego stawu, kości oraz miejsca, które mogło mnie potencjalnie boleć, chociaż po kilku minutach zacząłem podejrzewać, że gdybym oznajmił jej, że złamałem sobie paznokieć u nogi, również potraktowałaby sprawę z należytą, uzdrowicielską powagą.
Ostatecznie zostałem uznany za zdolnego do dalszego funkcjonowania, co przyjąłem z ulgą, ponieważ w założeniu miałem jeszcze przed sobą co najmniej kilkadziesiąt lat uprzykrzania jej życia moimi doskonałymi pomysłami. Wróciłem do wieńca, tym razem korzystając z magii, bo najwyraźniej metoda polegająca na uporczywym posługiwaniu się własnymi rękami nie prowadziła mnie w stronę oczekiwanego sukcesu - tym razem magia rzeczywiście była potrzebna, bo moje ręce miały już serdecznie dosyć drutu, gałęzi i wszystkiego, co kłuło mnie przy każdym kolejnym ruchu. Machając różdżką, poprawiałem gałęzie, przesuwałem liście i próbowałem nadać temu wszystkiemu chociaż odrobinę zamierzonego kształtu, już na właściwym miejscu, co wychodziło mi umiarkowanie, czyli dokładnie tak, jak należało się spodziewać po człowieku, który najpierw zrobił ozdobę bez planu, a potem próbował naprawić ją zaklęciami.
Z zewnątrz docierały do mnie odgłosy Prue przesuwającej dekoracje po ganku, co brzmiało dosyć intensywnie, więc przez chwilę wyobrażałem sobie, ile razy jeszcze mogła zmienić miejsce ułożenia lampionów, zwłaszcza tego od Eliasa, zanim miała uznać, że wszystko wyglądało właściwie - uśmiechnąłem się pod nosem, bo sam pewnie zrobiłbym dokładnie to samo, tylko przez przypadek i po trzech dniach dochodzenia do wniosku, że coś nadal wyglądało źle - a kiedy zniknęła gdzieś poza zasięgiem mojego słuchu, spróbowałem skupić się na wieńcu, no, przynajmniej do czasu, gdy usłyszałem z ogrodu charakterystyczne przesuwanie czegoś, czego najwyraźniej nie dało się po prostu podnieść. Zerknąłem w stronę okna, lecz nie widziałem Prue, więc wróciłem do pracy, przynajmniej dopóki nie dobiegł mnie kolejny hałas. Tym razem odłożyłem różdżkę i ruszyłem w stronę drzwi, nie dlatego, że zakładałem katastrofę, po prostu po dzisiejszym upadku z drabiny uznałem, że limit nieszczęśliwych wypadków został już przez nas uczciwie wykorzystany i lepiej było nie kusić losu.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
23.09.2026, 22:23  ✶  

Nie było to nic szczególnie skomplikowanego. Zamierzała wytaszczyć z szopy kościotrupa, którego Ellie miała w zwyczaju sadzać na huśtawce, która wisiała na jednej z większych gałęzi wielkiej jabłoni, która znajdowała się w ich ogrodzie. Wieszała wokół niego jasne światełka, dzięki czemu było widać go z zewnątrz. Uważała, że dopełniłoby to ich ogrodowe dekoracje. Naprawdę chciała powtórzyć to co robiła babcia. Tyle, że ten kościotrup niekoniecznie chciał z nią współpracować. Czuła, że jest już cała w kurzu, na potwierdzenie tej tezy kichnęła dwa razy, przy okazji uderzając ręką o jedną z półek, z której spadło coś metalowego. Być może konewka? Nie miała pojęcia, co to mogło być, bo nie była w stanie oświetlić sobie całej przestrzeni. Zresztą walczyła z tym cholernym kościotrupem. Najwyraźniej nieco się zawstydził, bo nie chciał się ruszyć nawet o milimetr. Prudence jednak była okropnie uparta, nie miała zamiaru tak po prostu się poddać. Miała swoją wizję i nie widziała innej możliwości, jak realizacja jej. Jeśli pojawi się taka potrzeba to będzie z nim walczyć do rana - tak, czy siak znajdzie się w ich ogródku, czy mu się to podobało, czy nie. Westchnęła ciężko, gdy pociągnęła kościotrupa za rękę, a ten ponownie nawet nie drgnął. Co za uparta kupa kości!

Postanowiła go kopnąć, chociaż zazwyczaj nie reagowała w ten sposób, ale naprawdę zirytowało ją zachowanie tego przedmiotu. Usłyszała cichy dźwięk, który sugerował, że coś upadło na podłogę. - Nieee. - Mruknęła do siebie, spodziewała się, że jej kopnięcie mogło nie przynieść zamierzonego efektu i ten typek zaczął się właśnie rozsypywać, to tylko utrudniało jej dalsze działanie. - Nie będziesz ze mną walczył, a nawet jeśli spróbujesz, to nie wygrasz, gwarantuje Ci, potrafię być bardzo bezwzględna. - Czy rozmawiała właśnie z kościotrupem? Być może, pomagało jej to nieco walczyć z emocjami, które robiły się coraz bardziej negatywne. Naprawdę chciała go umieścić na tej huśtawce jak najszybciej, idealnie pasował do dopełnienia jej wizji. Dlaczego tak uparcie nie współpracował?



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
24.09.2026, 19:05  ✶  
Nie potrzebowałem wiele czasu, aby zostawić wszystko, co robiłem w domu, bo jakoś nigdy szczególnie nie ceniłem sobie stwierdzenia, iż ciekawość była blisko skorelowana ze smażeniem się w zaświatach - kiedy usłyszałem głuche stuknięcie, a zaraz potem coś, czego dokładnie nie potrafiłem zidentyfikować ani odtworzyć, lecz zabrzmiało całkiem przeciągle i zdesperowane, ruszyłem z głębi ogrodu konkretnie w stronę szopy, bo doświadczenie nauczyło mnie już dawno, że podobny ton zwykle oznaczał początek kolejnego etapu „robienia rzeczy”, w którym przedmioty przestawały być biernymi elementami i zaczynały aktywnie uczestniczyć w narastającym konflikcie. Zatrzymałem się przy wejściu, zajrzałem do środka i dopiero wtedy zobaczyłem, z czym naprawdę walczyła - delikwent był zakleszczony między półką a stertą jakichś ogrodowych rupieci, a Prue trzymała go za rękę z determinacją kobiety, która podjęła już decyzję o jego losie i nie zamierzała pozwolić, żeby plastikowy trup pokrzyżował jej plany - parsknąłem bezgłośnie, szczególnie gdy usłyszałem groźbę pod adresem tego nieszczęsnego bydlaka.
- „Bezwzględna”… - Powtórzyłem pod nosem, patrząc na nią z rozbawieniem. - Słyszałem. Ja tesz będę musiał uwaszaś. - Nie było to pytanie, bo nie musiało nim być, naprawdę mogła stać się na swój sposób bezwzględna, przecież to wiedziałem. Nie wiedziałem za to, co dokładnie wydarzyło się chwilę wcześniej, ale metaliczny dźwięk dobiegający z podłogi, jej kichnięcie i wyraźnie urażony ton wystarczały mi za całkiem szczegółowy raport z sytuacji, najbardziej rozbawiło mnie jednak to, że moja żona najwyraźniej zaczęła grozić przedmiotowi - osobie? człowiekowi? dekoracji? czemuś pomiędzy? - który od dobrych kilkudziesięciu lat nie miał żadnego interesu w tym, żeby komukolwiek się podporządkować. Oparłem ramię o framugę i pokręciłem głową, starając się nie roześmiać, bo podejrzewałem, że w obecnym stanie siłą rzeczy mogłoby to zostać potraktowane jako brak wsparcia dla osoby dzielnie walczącej o realizację swojej wizji artystycznej. Nie zamierzałem jej przerywać, bo po pierwsze wyglądała na bardzo zaangażowaną, a po drugie miałem wrażenie, że kościotrup musiał wreszcie ustąpić, bo znajdował się w sytuacji, z której sam nie potrafiłby się wybronić nawet przy pomocy najlepszego adwokata, czy tam pani adwokat, która zresztą najpewniej wepchnęła go między te wszystkie graty, a może nawet wcześniej zabiła… Kto tam wiedział, wyglądał bardzo realistycznie, jak na tworzywo sztuczne. Zresztą doskonale ją rozumiałem - rzeczy martwe, czy tam już nieżywe, bywały szczególnie złośliwe, gdy się ich najbardziej potrzebowało…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
24.09.2026, 20:31  ✶  

Prue była tak bardzo zaangażowana w walkę z tym martwym przedmiotem, że zignorowała dźwięk zbliżających się kroków. Co za tym idzie - nie usłyszała, że jej mąż znalazł się w szopie. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że mógł podglądać ją w tym nierównym starciu. Po raz kolejny próbowała pociągnąć nieco mocniej, by ta kupa plastiku w końcu się ruszyła, no wydawało jej się, że była to kupa plastiku, tak właściwie nigdy nie przyglądała mu się jakoś specjalnie, nie podchodziła bliżej, tylko z daleka obserwowała tę dekorację. Podobała jej się ona na tyle, że nie mogła odpuścić, musiała jakoś wytargać go na zewnątrz. Nie widziała w ogóle innej możliwości.

Sytuacja nie była prosta, przeciwnik stawiał opór, niech mu będzie. Tak, czy siak to ona zamierzała zakończyć tę walkę sukcesem, czy tego chciał, czy nie - znajdzie się w ogrodzie, spędzi tam kilka dni, a później wróci na swoje wygodne włości, przecież to nie było nic wielkiego. - No weź się zlituj, to tylko kilka dni. - Mruknęła jeszcze pod nosem po tym, jak wcześniej się odezwała. Dopiero wtedy usłyszała cichy komentarz, najwyraźniej jej mąż został tutaj zwabiony przez dźwięki, które dochodziły z szopy.

- Oczywiście, że będziesz musiał uważać, ale on bardziej, jak mnie wkurzy to go stąd wykurzę na zawsze. - To miała być groźba, próba wpłynięcia na ten martwy przedmiot, liczyła na to, że wystraszy się jej słów, gdyby tylko faktycznie mógł usłyszeć, co Prue miała mu do powiedzenia.

- Nie waż się tego komentować. - Powiedziała jeszcze, wiedziała, że na pewno miałby coś do powiedzenia, ale to nie była na to odpowiednia chwila, nie mogła się rozpraszać. Zaparła się mocno na nogach, jedną ręką odgarnęła sobie włosy z twarzy, to miał być moment, w którym go wyciągnie. Nie było w ogóle innej opcji - nie zamierzała prosić Benjy'ego o wsparcie, gdzie tam, skoro sama zaczęła tę walkę, to sama zamierzała ją zakończyć, a że była uparta…

Pociągnęła szkielet mocno za rękę, to znaczy za kość przedramienia, zrobiła to jednym, płynnym ruchem, złapała go tym razem dwoma swoimi rękoma - liczyła na to, że zmiana taktyki wystarczy, wcześniej podejmowała próby korzystając tylko z jednej ręki.


Czy Prue wyciągnie w końcu kościotrupa?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
24.09.2026, 21:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 21:52 przez Benjy Fenwick.)  
Przygryzłem policzek, żeby nie roześmiać się w głos, bo każdy dźwięk wydany przeze mnie mógł zostać uznany za sabotaż, po czym spojrzałem na szkieletora, który oczywiście nie odpowiedział, co w tej sytuacji stawiało go zdecydowanie wyżej ode mnie pod względem umiejętności unikania ryzykownych dyskusji. Według wszelkich dostępnych mi informacji nie posiadał zresztą ani uszu, ani sumienia, ani szczególnej motywacji do współpracy, ale co ja tam wiedziałem, przecież to nie moje niegdysiejsze przytulne mieszkanko przez cały rok spełniało samhainowe standardy.
- Pszyjąłem do wiadomości. Nie będę się wtląsał w wasz konflikt, ale jeśli nie pszestanie się niewłaściwie zachowywaś, zostanie pozbawiony plawa pobytu na telenie posesji. Wykusz go, odkusz, jak sobie szyczysz. Co ci tam bęsie na… Lękę… - Mówiłem spokojnie, jednak przez ten cały czas kącik ust niebezpiecznie mi drżał, stanąłem kilka kroków za nią, oparłem się o drewno i obserwowałem sytuację, podczas gdy bohaterka w swoim domu odgarnęła włosy z twarzy, zaparła się nogami i przygotowała się do kolejnej próby - przez moment naprawdę zastanawiałem się, czy powinienem był powiedzieć coś odnośnie tego, że przedmiot, z którym walczyła, prawdopodobnie nie rozumiał ani słowa z jej gróźb, ale zrezygnowałem, ponieważ wyraźnie zabroniła mi komentowania, a ja, wbrew temu, co czasem mogła podejrzewać, potrafiłem jeszcze zamknąć japę, szczególnie wtedy, gdy bieg wydarzeń miał szanse wyjątkowo mnie ukontentować.
- Nawet bym nie śmiał. - Powiedziałem więc, choć mój ton wystarczająco jasno sugerował, że właśnie skłamałem. Moment później dodatkowo wzruszyłem ramionami, unosząc obie dłonie w geście kapitulacji, chociaż uśmieszek w dalszym ciągu cisnący mi się na usta zapewne również zdradzał mnie znacznie bardziej, niż bym tego chciał - przez chwilę naprawdę próbowałem się nie zaśmiać, nawet jeśli sytuacja miała w sobie coś tak komicznego, że trudno było zachować pokerową twarz. Najbardziej podobało mi się chyba to, że naprawdę próbowała przekonać starszego od niej kościotrupa, iż jego pobyt w ogrodzie miał potrwać tylko kilka dni, jakby przedstawiała mu niezbyt korzystne, ale w ostateczności względnie akceptowalne warunki tymczasowego zakwaterowania, a nie próbowała siłą wyrwać go z miejsca, które dotychczas zajmował.
Oparłem wygodniej ramię o framugę i czekałem, gotowy zareagować, gdyby półka postanowiła runąć razem z całym pozostałym dobytkiem zgromadzonym w trzewiach szopy, podczas gdy w duchu nawet przyznałem Prue rację - skoro tak bardzo zależało jej na tym festywnym umarlaku, powinien znaleźć się na tej przeklętej huśtawce. Problem polegał tylko na tym, że po jej minie zaczynałem podejrzewać, iż jeśli trzeba będzie, miała wynieść z szopy razem z nim również półkę i wszystko, co się o nią zaczepi…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
24.09.2026, 23:00  ✶  

Prudence zawiesiła się na moment. Przed jej oczami pojawiły się wspomnienia z minionych sabatów, kiedy ten cholerny kościotrup znajdował się na huśtawce w ogrodzie babci. Widziała w swojej głowie obraz brata, który biegał wokół jabłonki, a ogród oświetlała ta kupa kości. Kolejnym wspomnieniem była Ellie wieszająca wokół huśtawki lampki. Później zobaczyła też i siebie kiedy stała tam jako nastolatka. Mrugnęła i zacisnęła mocniej dłoń na jego kości przedramienia. Musiała go stąd wyciągnąć - nie było innej możliwości. To był stały element dekoracji tego ogrodu. Czy babcia miała jakieś argumenty z których korzystała, aby wyciągnąć go na zewnątrz? Pewnie tak, Bletchley potrafiła być bardzo przekonująca, zapewne słuchały ją nawet rzeczy martwe.

- Zdecydowanie nie chce wiedzieć, jaki los go spotka, na pewno będzie gorszy od tego, co wymieniłeś. Zakopię go kilka metrów pod ziemią, zatęskni za tym ogrodem i tą szopą. - Nadal próbowała mu grozić, była przy tym cholernie poważna, chociaż sytuacja z boku mogła wydawać się okropnie absurdalna. No, bo co mógł sobie ktoś pomyśleć na temat tej rozmowy? Prowadziła monolog, a wydawało jej się, że rozmawia z kościotrupem. Wciągnęła się jednak w tę walkę, bardzo, ale to bardzo.

- Już ja wiem, że byś nie śmiał, bo zawsze jesteś taki skłonny do przemilczania swojego zdania. - Burknęła jeszcze niezadowolona z tego, że wszechświat najwyraźniej próbował jej w tej chwili coś udowodnić.

Zaparła się mocniej, pociągnęła go obiema rękoma, a ten nic. Nawet nie drgnął, nadal stał przy ścianie, jakby został do niej przykuty, albo zabetonowany. Co to właściwie miało być? Merlin ją opuścił, czy o co chodziło. Warknęła pod nosem, kolejne pasma jej włosów zaczęły uciekać na wolność, przez co znowu musiała chować kosmyki za ucho, aby nie przeszkadzały jej podczas tego ataku. - Dobra, to Twoja ostatnia szansa, jestem bardzo poważna, jeśli teraz stąd nie wyjdziesz, to wylądujesz głęboko pod ziemią, dzisiaj, nie będzie innej opcji. - Powtórzyła swoją groźbę, pociągnęła przedmiot jeszcze raz bardzo mocno za to, co miało być kością przedramienia, tym razem jednak przesunęła się do tyłu kiedy to robiła, użyła całej swojej siły. To musiało zadziałać.


Czy Prue wyciągnie w końcu kościotrupa?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
25.09.2026, 01:25  ✶  
Niby teoretycznie mogłem zaoferować swoje pomocne łapsko lub przyjemnie niekościste przedramię, lecz tego nie zrobiłem, bo obserwowanie Prue grożącej szkieletorowi pogrzebaniem kilka metrów pod ziemią było doświadczeniem, którego nie zamierzałem sobie odpuścić - i to w żadnym zakresie, więc nie oderwałem ramienia od framugi ani oczu od żony - nie musiałem nawet pytać, dlaczego tak bardzo się uparła, bo odpowiedź miałem właściwie przed sobą, znałem ją przecież również od tej „bezwzględnej” strony, a gdybym kilka sekund później nie zdecydował się wymownie zamilknąć, tak dla zasady, powiedziałbym nawet, że znałem ją od tej strony momentami aż za dobrze, tylko wtedy zwykle to ja znajdowałem się na miejscu naszego drogiego umarlaka.
Przez chwilę nic nie mówiłem, bo obserwowanie Prudence prowadzącej negocjacje z kościotrupem zaczynało nabierać cech wydarzenia, którego faktycznie nie powinienem był zakłócać własnym komentarzem, zresztą widziałem po niej, że przestała już właściwie walczyć wyłącznie o dekoracyjny aspekt związany z tradycją babci - coś w tym przedmiocie najwyraźniej uruchomiło wspomnienia lub obrazy, których nie potrzebowała mi od razu opisywać ani przytaczać, bo wystarczyło spojrzeć na sposób, w jaki zacisnęła palce na kości przedramienia, żeby zrozumieć, że ten kawałek domniemanego plastiku przestał być dla niej zwyczajną ozdobą wyciąganą z szopy i zamiast tego stał się fragmentem… czegoś - może ogrodu jej rodziców lub tego tutaj, dzieciństwa, poprzednich Samhain, bursztynowych i ciemnoczerwonych lampek zawieszonych na drzewach, nietoperzy z czarnej krępiny, może również ludzi, których już nie było obok niej, a może…
- Hm. - Rzuciłem do siebie, przymrużywszy powieki, uważniej jej się przyglądając, aby spróbować odróżnić charakterystyczną zawiechę od wizji przeszłości kogoś, kto równie dobrze mógł nigdy nie być żywy, co też mógł być „tylko” bardzo dobrze zakonserwowanymi pozostałościami po czyjejś historii. Nie zamierzałem więc od razu bezczelnie żartować z jej taktyki, nawet jeśli z boku wyglądało to jak wyjątkowo karykaturalna zimna, wprost śmiertelnie lodowata wojna, w której jeden uczestnik nie miał ani głosu, ani najwyraźniej żadnej ochoty na przeprowadzkę, natomiast drugi przez chwilę odrobinę zbyt mocno pogrążył się we własnych taktykach.
- To nie jest pszemilczanie. - Nie mogłem nic na to poradzić, że nawet mając wiedzę dotyczącą tego, jak bardzo mnie teraz podpuszczała, po prostu musiałem dokonać adekwatnego sprostowania, prychnąwszy na stwierdzenie, iż byłem „taki rozsądny”. - To jest losądne zasządzanie infolmasją. - Uśmiechnąłem się pod nosem, dosyć krzywo, kilka metrów pod ziemią to była jednak już dość ostateczna forma przeprowadzki, nawet jak na nasze standardy, zaś zamykanie mordy było istotnie bardzo niedocenianą metodą przetrwania, zwłaszcza przeze mnie i zwłaszcza kiedy drugą stroną konfliktu była kobieta stojąca nad grobem, którego jeszcze nie wykopała.
- Skąd właściwie wiesz, sze on nie chce wlóciś do jakiegoś dołu? - Zapytałem, nie wytrzymując presji zamykania ryja, gdy wreszcie wytaszczyła kościotrupa z jego kryjówki, tylko praktycznie od razu wskazując podbródkiem na gościa. - Nie znamy jego sytuacji lodzinnej. - Zawahałem się przez moment, marszcząc czoło i obserwując podejrzanie wyświeconą, lecz nie gładką kość. - Mose właśnie dlatego tak się zapiela. - Podjąłem jednak dalej. - Mose biedny Halold od tszydziestu lat plóbuje wlóciś do domu, do ukochanej i dzieci, a wy kaszdej jesieni wyciągacie go s niewoli i sadzacie na huśtawce. Pomyślałaś w ogóle o tym? - Zawiesiłem głos, uważniej przyglądając się plastikowej czaszce… „Z plastiku - prawda? Plastikowej czaszce z plastikowego plastiku”, rzecz jasna.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
25.09.2026, 22:44  ✶  

Na moment się zawiesiła. Wspomnienia wybrały sobie bardzo nieodpowiedni moment, aby się pojawić. Powinna się tego spodziewać, prawda? To zawsze działało w ten sposób. Gdy potrzebowała być w pełni dyspozycyjna, jej mózg postanawiał robić fikołka i przypominał o swojej atypowości. Westchnęła jedynie ciężko kiedy mrugnęła i znowu znalazła się w tej nieszczęsnej szopie trzymając truposza, to znaczy kościotrupa za rękę. Nie miał z nią wygrać mimo tej chwilowej niedyspozycji, nie mogła mu na to pozwolić, w tej chwili to była sprawa honoru.

- Zawsze musisz znaleźć jakiś argument? - Mruknęła jeszcze, kiedy usłyszała odpowiedź swojego męża. W tej chwili niekoniecznie miała ochotę jeszcze z nim dyskutować na temat rozsądnego zarządzania informacją. To mogło niepotrzebnie rozproszyć jej uwagę, a tę musiała skierować wyłącznie w stronę kościotrupa, który prowadził z nią nieuczciwą walkę.

Zaczęła mu grozić, licząc na to, że to może pomóc osiągnąć jej swój cel. Nie sądziła, że chciałby znaleźć się pod ziemią, dlaczego? Tego sama nie wiedziała, po prostu założyła tak w ciemno i tego się trzymała.

- Wiem i już. Nie wygląda jakby chciał, aby o nim zapomniano. - Nie sądziła, aby to był argument, który usatysfakcjonowałby jej męża, jednak w tej chwili nie do końca stać było Prue na coś więcej, była zajęta tym nieszczęsnym umarlakiem. Musiała go stąd wyciągnąć jak najszybciej. Benjy jednak postanowił się rozgadać, co nie do końca się jej podobało, nie w tej chwili.

- Nie, nie pomyślałam o tym, babcia Ellie też nie wspominała o tym, żeby skarżył się na swój los. - Zaczął się stawiać dopiero jej, co bardzo, ale to bardzo nie podobało się Prudence.

Zagroziła mu ostatni raz, pociągnęła typa za rękę, przesunęła się przy tym w tył i najwyraźniej to zadziałało. W końcu się ruszył, może nawet zbyt gwałtownie bo cały szkielet poleciał prosto na Prudence. Nie wydawała się tym jednak zbytnio przejmować, bo osiągnęła sukces, wygrała - to było w tej chwili najważniejsze. - Widzisz, to zadziałało, nie chciał zostać zakopany pod ziemią. - Wyprostowała się nieco i pociągnęła szkielet za sobą, póki co jeszcze trzymał się w jednym kawałku. - Możemy go zabrać do ogrodu, aby wypełnił swoje zadanie. - Była cholernie zadowolona, że wyciągnęła go stamtąd sama. Niby nic wielkiego, a jednak bardzo ją to cieszyło.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
25.09.2026, 23:55  ✶  
Ludzki mózg miał osobliwe poczucie humoru i najwyraźniej czasami potrzebował plastikowego trupa, żeby całkowicie zająć czymś myśli. Nie znałem szczegółów tego, co działo się w jej głowie, ale znałem ten moment zawieszenia, dlatego poczekałem, aż mrugnie, westchnie i wróci do szopy, dopiero wtedy ponownie zabrałem głos - do tego czasu tylko spoglądałem na nią i na kościotrupa, zastanawiając się, jak długo będziemy dziś świadkami bardzo zażartej walki o honor między Prudence a Haroldem, prawdopodobnie plastikowym, z pewnością bardzo sztywnym lokatorem naszej szopy - nie codziennie widziałem kobietę prowadzącą negocjacje z truposzem w sprawie jego wymuszonego przyszłego pochówku, więc trudno mi było zachować pełną powagę, nawet jeśli przez chwilę zamknąłem jadaczkę. Nie pytałem, co zobaczyła, ani nie próbowałem wyciągać z niej odpowiedzi, bo nie był to ani czas, ani miejsce na takie rozmowy, mogłem za to dopilnować, żeby podczas tego całego przedstawienia nie skończyła z rozbitą głową, co wydawało mi się całkiem rozsądnym zakresem przyjętych obowiązków.
- Nie zawsze. Czasami znajduję dwa, ale stalam się zachowaś umial pszed tak powasznym świętem. - Spojrzałem na nią niewinnie, chociaż oboje wiedzieliśmy, że odpowiedź była oczywista. Nie zdążyłem jednak rozwinąć tej myśli, bo Prue już wróciła do swoich negocjacji, a ja uznałem, że dalsze podważanie jej teorii mogło skończyć się tym, że Harry dostałby w końcu towarzystwo pod ziemią. Gdy dodała, że Ellie nigdy nie wspominała, żeby skarżył się na swój los, wzruszyłem ramionami. - Mose był małomówny. Nie wiem, czy wiesz, ale niektószy lubią ten typ. - Zasugerowałem, na szczęście nie musząc dodawać nic więcej o tym, co sam myślałem na ten temat - nie zamierzałem dłużej udawać, że nie wiedziałem, o co tak naprawdę chodziło mojej żonie - doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje komentarze nie pomagały jej w skupieniu się na zadaniu, które sobie wyznaczyła, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli zbyt długo będę się powstrzymywał, będę musiał również z kamienną miną patrzeć, jak przez następne pół godziny magluje kogoś, który nie miał nawet przyzwoitości odpowiedzieć, a to byłoby już za dużo. Na szczęście osiągnęła swój cel, więc mogliśmy - ekhm - ruszyć dalej.
- Albo po plostu puściło miejsce, w któlym się zaklinował. - Zerknąłem na Prue, po czym spojrzałem na Harolda, którego czaszka przekrzywiła się pod wyjątkowo niepokojącym kątem. - Ale nie będę odbielał ci zwycięstwa, więc tak, oczywiście, kochanie, Halold wlęsz śmieltelnie pszestlaszył się twojej detelminasji i postanowił latowaś własne kości. Telas mosemy go stąd wyplowadziś. - Podszedłem bliżej, bez słowa oferując swoje ramiona, aby przejąć od niej resztę ciężaru akcji przenoszenia najemcy budynku z narzędziami w jego nowe, sezonowe miejsce zamieszkania, tym razem bez wdawania się w kolejne dywagacje na temat tego, czy miał być zadowolony z powodu narzuconej mu wizji.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2273), Prudence Fenwick (2210)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa