• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Irlandia Płn. i Płd. Cork [Jesień 72, 14.09 zamek w Cork | Vernon & Anthony]

[Jesień 72, 14.09 zamek w Cork | Vernon & Anthony]
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
06.08.2026, 12:43  ✶  

—14/09/1972—
Irlandia, Cork
Vernon Mulciber & Anthony Shafiq
[Obrazek: BHyV4np.jpeg]

I have no store
Of gryphon-guarded gold;
Now, as before,
Bare is the shepherd’s fold.
Rubies nor pearls
Have I to gem thy throat;
Yet woodland girls
Have loved the shepherd’s note.

Then pluck a reed
And bid me sing to thee,
For I would feed
Thine ears with melody,
Who art more fair
Than fairest fleur-de-lys,
More sweet and rare
Than sweetest ambergris.

What dost thou fear?
Young Hyacinth is slain,
Pan is not here,
And will not come again.
No hornèd Faun
Treads down the yellow leas,
No God at dawn
Steals through the olive trees.

Hylas is dead,
Nor will he e’er divine
Those little red
Rose-petalled lips of thine.
On the high hill
No ivory dryads play,
Silver and still
Sinks the sad autumn day.



Muzyka snuła się korytarzami przestronnego irlandzkiego zamku, dopełniając poblaski mlecznego księżyca przebijające się przez ażurowe zasłony nocnego, pochmurnego nieba. Słodkie brzmienie skrzypiec lśniło, rozlewając się czule po miękkiej poduszce łagodnych nocnych kropel fortepianowych kaskad tkanych wytchnieniem po zbyt długim dniu.

Anthony dokładał wszelkich starań by nie cierpieć przy każdym chybieniu, kiedy jego palce ześlizgiwały się po bieli i czerni klawiszy wystawnego fortepianu ustawionego w jednym z salonów posiadłości. Byli tylko parą mężczyzn próbujących wypowiedzieć smutek myślą i wrażliwością przełomu wieków. Impresja i nieuchwytość pozwalała się dookreślić romantycznej linii, po to by móc powiedzieć niewypowiedziane. Obaj robili to z miłości do muzyki, dla zabicia czasu, bez profesjonalnego zadęcia czy rutyny. Dla Shafiq'a było jednak jasne, że stojący obok niego jasnowłosy młodzian był o wiele zdolniejszy, a jego rodzice o wiele przychylniejszym okiem spoglądali przed laty, na naukę gry. Spychał jednak to wrażenie w tło, dla samej przyjemności obcowania z muzyką, zwłaszcza teraz, zwłaszcza dziś.

W Cork nie pachniało Spaloną Nocą, zadra łaskawie ominęła te przestrzenie, a Anthony mógł w końcu rozluźnić się i nie sprawdzać co chwila czy popiół po raz kolejny nie dewastował jego wyważonej, doskonale zaprojektowanej powłoki. Doprawdy, Rosierzy powinni opracować w końcu szaty odpychające wszelki bród. Poduszki, które przynoszą tylko spokój, uniemożliwiając koszmarom dostać się do jaźni. Powinni, powinni…

Skończyli grać, a on utkwił zwilżone spojrzenie szarych, zmęczonych oczu w dłoniach, przez moment widząc czerń magicznej farby, która dawno została odczyszczona specjalnym, ofiarowanym przez Prewetta preparatem. Lekko nadgryzł wargę, powstrzymując drżenie i emocjonalną falę, którą mógł przywołać w nim zapomniany na kilka tygodni intrument. Ćwiczył. Na prawdę ćwiczył. Ale od miesiąca miał tak mało czasu.

– Powiadasz więc, że zostajesz na wyspach na dłużej? Nie ukrywam, że dobrze mi to słyszeć Vernonie. Barwa twoich skrzypiec jest dla mnie niesamowitą inspiracją do poprawienia własnej techniki. Musimy zacząć spotykać się regularnie. – Podniósł głowę ku gospodarzowi, ciepłe światło bijące od rozpalonego kominka przyjemnie zmiękczało jego rysy. – Powiedz mi… chcę wiedzieć nad czym pracujesz obecnie? – dodał nieco rozbawiony tym układem dwóch graczy, którzy jak para księżyców, nie lubili przyznawać się do tej nieoświetlonej przez słońce części swojej działalności. Bywały czasy, gdy oboje mieli okazję poznać ją wzajem o wiele bliżej, Anthony nie chciał jednak w żadnej mierze przemocą wymuszać zwierzeń. Złapał zamiast tego za butelkę czerwonego wina, która zdążyła już odetchnąć podczas ich gry i wprawnie rozlał karminową czerwień do kryształów. Był już tego dnia na pogrzebie. Byłby wdzięczny losowi, gdyby domknięcie tej doby w towarzystwie dawnego i - kto wie - przyszłego kontrahenta, było miłe. Lekkie. Powierzchowne.

Być może więc nie powinien przynosić ze sobą butelki mugolskiego wina ze swojej całkiem pozbawionej magii hiszpańskiej winnicy. Nieświadomość pozostawała definicją szcżęścia, nie zamierzał więc tego aspektu trunku precyzować. Jego głęboki, korzenny, niosący rozpacz i cierpkość finiszowaną na podniebieniu nuta wanilii i dekadencji ciemnej czekolady powinna obronić się sama. Taką przynajmniej miał nadzieję.
the charmer
Voulez vous coucher avec moi, ce soir?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
Handlarz sztuką
183 cm wzrostu, ciemnoblond włosy, piwne oczy. Jego niezwykła uroda fascynuje wszystkich wokół.

Vernon Mulciber
#2
10 godzin(y) temu ✶  
Kiedy bracia Mulciber przenieśli się do Irlandii, wraz z resztą dobytku musieli zabrać także swoje instrumenty. Obaj już jako dzieci uczęszczali na lekcje muzyki i poza mającymi zrobić wrażenie na znajomych rodziców występami, często grali też duety dla własnej rozrywki. Po przeprowadzce do Cork jeden z saloników w zamku został zatem przerobiony na pokój muzyczny, w którym znajdował się fortepian Émile'a.

Tym razem jednak smutnym dźwiękom skrzypiec Vernona towarzyszyła melodia grana nie przez brata, lecz przez Anthony'ego Shafiqa. Mimo iż starczy mężczyzna był wyraźnie mniej doświadczony, nie ujmowało to pięknu Clair de lune ani emocjom, które wywoływała muzyka. Gra w kameralnym towarzystwie pozwoliła Mulciberowi nieco się zrelaksować i poluzować maskę perfekcji, na co nie mógłby sobie pozwolić występując przed większą widownią. Z tego powodu również zdziwił się, że tak słynny polityk jak Shafiq dał się mu poznać od swojej mniej idealnej strony. Być może była to oznaka zaufania, jakim darzył młodego czarodzieja, a może specjalnie próbował się w kupić w jego łaski. Jakikolwiek jednak nie byłby powód, Vernon bardzo cieszył się z tej szansy, ponieważ naprawdę przyjemnie grało mu się w akompaniamencie Anthony'ego. Odczuwał również nieco złośliwą satysfakcję z faktu, że był w czymś lepszy od tak znanej persony.

Gdy chował skrzypce do futerału (oczywiście zamówionego specjalnie dla niego z wygrawerowanymi inicjałami) nie umknął mu wyraz twarzy Shafiqa zamyślonego nad fortepianem, nie skomentował tego jednak.
– Oui, Monsieur. Planowałem rozwinąć kontakty na Wyspach Brytyjskich, choć wygląda na to, że trafiłem na bardzo niespokojny czas… Nie zamierzam jednak rezygnować. – Nie kiedy ojciec wysłał mnie tu z misją zarobienia pieniędzy, by spłacić rodzinne długi, pomyślał. Gdyby ojciec nie wydawał pieniędzy na głupoty nie musiałby teraz podróżować codziennie do państwa podzielonego wojną i udawać, że świetnie się przy tym bawi. – Ach, doprawdy miło mi to słyszeć. – Uśmiechnął się, gdyż w tym przypadku reguły savoir-vivre pozwalały mu przyjąć komplement. – To bardzo miła propozycja z pana strony. Po przeprowadzce brakuje mi towarzyszy do wspólnego muzykowania, więc chętnie powtórzę dzisiejsze spotkanie. Swoją drogą, angielscy czarodzieje mają chyba własną organizację zrzeszającą melomanów, prawda? – Od jakiegoś czasu zastanawiał się nad zbudowaniem kontaktów także i w tym środowisku, więc to mogła być dobra okazja. Pytanie Anthony'ego sprawiło, że wyraz jego twarzy spoważniał. – Cóż, obecnie… Obecnie wciąż jestem na etapie szacowania strat po pożarach. Niektóre osoby, z którymi współpracowałem, doznały ogromnych strat w magazynach. – Miał tu także na myśli tą mniej oficjalną część swojej działalności – To samo zresztą tyczy się niektórych klientów. Mam nadzieję, że twoja kolekcja pozostała nienaruszona? – Utrata tak wielu smoczych artefaktów byłaby czymś niewyobrażalnym; tym bardziej, że Mulciber osobiście pośredniczył w dostarczeniu części z nich Shafiqowi.

Przyjął kieliszek i zanim skosztował wino, powąchał je, by poczuć bukiet. Jak zawsze polityk dostarczał trunki najlepszej jakości i och, czy to była ciemna czekolada? Kiedyś musi wydobyć od Anthony'ego tajemnicę tego, skąd brał swoje alkohole.


His eyes are
like angels

his heart is cold
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (610), Vernon Mulciber (474)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa