• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy

[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
27.09.2026, 23:05  ✶  

Prudence siedziała przy kuchennym stole. Wokół niej panował spory bałagan. Na blacie można było dostrzec różne przedmioty, jakieś liście, klej, suszone owoce, czy kolorowy papier. Bardzo skrupulatnie wyklejała właśnie jedną z kartek. Próbowała stworzyć coś z niczego. Było to ich pierwsze Samhain jako małżeństwa, a więc warto było wysłać kartki z sabatowymi życzeniami do najbliższych. To nie mogło być jednak takie proste, prawda? Nie poszła na łatwiznę, nie zamierzała kupować gotowych kartek w sklepie. Postanowiła wykonać je własnoręcznie - co najwyraźniej nie było wcale najlepszym pomysłem, bo Prue nie do końca mogła poszczycić się talentem artystycznym.

Nie poddawała się jednak, dzielnie walczyła, co chwila można było usłyszeć jej westchnięcie, kiedy znowu przykleiła liść nie do końca tam gdzie chciała, miała nadzieję, że nikt nie pomyśli sobie, że te kartki tworzyły dzieci z przedszkola Pettigrew, chociaż pewnie i tam znalazłoby się sporo osób, które robiłyby to lepiej.

Podniosła się na chwilę ze swojego stanowiska pracy, aby dolać sobie grzańca. Alkohol ponoć dobrze działał na ukryte talenty, liczyła więc na to, że nieco pomoże jej znaleźć jakieś wizje artystyczne. Kiedy dolała sobie go do kubka ponownie rozsiadła się na swoim miejscu. Kot leżał na blacie i patrzył na nią nie do końca przychylnym spojrzeniem, chyba nawet on wiedział że nie do końca coś z tego będzie. Jeszcze mu pokaże.

Sięgnęła po kolejny, drobny kawałek pomarańczowego papieru, który chciała dokleić do narysowanej wcześniej przez siebie dyni, nie była ona do końca taka jakby chciała, liczyła jednak na to, że dalsza część procesu nieco poprawi to, jak wyglądała ta kartka. Ręka jednak jej się odrobinę omsknęła, przez co przykleiła ją w tle. - Szlag, dlaczego Elias umie wszystko, a mi nic nie wychodzi. - Mruknęła pod nosem nieco rozczarowana. Jej brat był prawdziwym artystą, robił cuda ze szkła, a ona? Ona nie potrafiła nawet za bardzo poradzić sobie z głupią kartką. Na pewno dało się to jakoś wyćwiczyć, być może był to właśnie bodziec co do tego. Chciała nieco rozwinąć swoje zdolności manualne, tylko, czy faktycznie miała co do tego cierpliwość? To się pewnie jeszcze okaże.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
27.09.2026, 23:48  ✶  
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, gdy wszedłem po pracy do ciepłej i pachnącej grzańcem kuchni, był naprawdę potężny bałagan, który nie tylko zdążył już rozpełznąć się po całym szerokim stole, lecz także najwyraźniej miał ambicję przejąć również resztę pomieszczenia, ponieważ całkowicie wyrwał się spod kontroli jedynej odpowiedzialnej dorosłej w naszym domu, która powinna była go pilnować. Patrzyłem na nią przez chwilę od progu, próbując zrozumieć, w którym momencie zwykłe robienie kartek z życzeniami przerodziło się w coś, co przypominało miejsce zbrodni - liście, papier, suszone owoce, klej, kubek z alkoholem, sterta różnych akcesoriów i fragmentów już wykorzystanych materiałów, a w tym wszystkim moja żona i kot, który wyglądał na najbardziej uprawnioną istotę do wydania obiektywnego osądu odnośnie powodzenia naszych przygotowań do pierwszego wspólnego sabatu, bo po prostu miał Samhain głęboko w swoim puchatym tyłku - wszystko to tworzyło całkiem przekonujący obraz sabatowego warsztatu artystycznego, jasne, o ile przyjąć, iż rzemieślnik miał dosyć maniakalne zapędy. Ta technika miała pewien potencjał, wyglądało to wystarczająco chaotycznie, żeby uznać ją za świadomy wybór artystyczny, gdyby nie mina Prudence, jej ciche westchnienia i późniejsze słowa.
Podszedłem bliżej, zerknąłem na kartkę i przez moment naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć, bo dynia wyglądała trochę tak, jakby ktoś próbował ją odtworzyć z pamięci po bardzo ciężkim wieczorze.
- Wiesz, Sunny, sze istnieje coś takiego jak kupowanie gotowych kaltek? Obiło ci się o uszy takie pojęcie jak „odświętna papetelia” albo coś? - Rzuciłem, opierając dłonie o blat, bo nawet ja, człowiek mający naturalną skłonność do komplikowania sobie życia, potrafiłem czasem uznać, że niektórych rzeczy nie warto robić własnoręcznie. Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym rzuciłem wzrokiem w kierunku naczynia na grzaniec, aby upewnić się, iż było tam dostatecznie dużo alkoholu, bym mógł jakoś poradzić sobie z tym, co zamierzałem zrobić - było, więc sięgnąłem po własny kubek, a potem odsunąłem sobie krzesło obok i wziąłem czystą kartkę, zdecydowanie nie zamierzając odbierać jej radości z próbowania nowych tradycji podczas tego pierwszego małżeńskiego Samhain, jakie mieliśmy mieć, nawet jeśli te próby miały później stanowić dowód przeciwko naszej chwilowej poczytalności.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
28.09.2026, 20:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2026, 20:53 przez Prudence Fenwick.)  

Najwyraźniej Prudence miała drobny problem z tym, aby wprowadzać swoją wizję artystyczną w życie oraz jednocześnie utrzymywać porządek w kuchni. Widać było, że zajmowała się czymś, co należało do czynności z którymi rzadko miała do czynienia, w innym wypadku zawsze miała wokół siebie idealny porządek, jednak nie tym razem. Nie przejmowała się tym jednak, a przynajmniej starała się sobie wmawiać to, że ten chaos jest dla niej czymś normalnym. Nie był, nie mogła pozwolić na to, by to popsuło jej plany. Jakoś jej się uda zrealizować plan - nie widziała innej możliwości i była gotowa ponieść przy tym wszelkie, możliwe szkody.

Oderwała tylko na chwilę głowę od swojego dzieła, kiedy usłyszała, że jej mąż wszedł do kuchni. Nie mogła się rozpraszać jego obecnością, bo przed nią było jeszcze wiele pracy, szczególnie, że póki co nie szło jej najlepiej, czego była całkiem świadoma. Jej determinacja jednak nie pozwalała na to, aby zmieniła plany. Chciała wysłać kartki wykonane własnoręcznie? To nie było w ogóle innej możliwości, nawet jeśli będą przypominały dzieła przedszkolaków. Było to ich pierwsze Samhain, powinni stworzyć swoje własne tradycje, właśnie weryfikowała, czy tworzenie sabatowych kartek będzie jedną z nich.

- Wiesz Wish, że istnieją takie miejsca, w których można wymienić mężów na bardziej wspierających? - Ponownie uniosła wzrok, tym razem przyglądała mu się dłuższą chwilę, starając się przy tym nie drgnąć. Wiedziała, że sytuacja nie wyglądała najlepiej, powoli zaczynało ją to bawić, ale próbowała być poważna, jakby była to sprawa życia i śmierci.

Jej mąż postanowił nalać sobie grzańca, który przygotowała, więc ponownie wróciła do swojej wyklejanki. Wzięła kawałek papieru, aby przykleić go tam, gdzie miał znaleźć się poprzedni. Liczyła na to, że tym razem jej się uda.

Nie uniosła wzroku znad kartki papieru, kiedy się do niej dosiadł, chociaż uśmiechnęła się pod nosem, kiedy uświadomiła sobie, że postanowił do niej dołączyć, cóż to na pewno będzie fantastycznym doświadczeniem, zwłaszcza gdy będzie próbował swoimi wielkimi dłońmi kleić coś na kartce.


rzucam na rzemiosło, jak idzie Prue robienie kartki?
Rzut O 1d100 - 99
Sukces!


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
28.09.2026, 23:15  ✶  
Nie musiałem nawet długo przyglądać się temu bałaganowi, żeby zrozumieć, że Prudence była już na etapie, na którym porządek przestał być istotnym elementem rzeczywistości, gdyż zamiast tego stał się po prostu niewielką przeszkodą, którą należało ignorować do czasu ukończenia dzieła, jakie w założeniu zamierzała stworzyć, bo była dostatecznie uparta i zawzięta, by dokończyć raz rozpoczętą pracę. Znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, ile zapewne kosztowało ją pozostawienie ścinków papierów porozrzucanych po stole, otwartych klejów i suszonych liści leżących w miejscach, w których normalnie nie powinny były się znajdować, dlatego nie zamierzałem dodatkowo przypominać jej o tym, że po wszystkim będzie musiała jeszcze ten cały artystyczny krajobraz posprzątać, nawet jeśli jednocześnie nie mogłem całościowo powstrzymać się od komentarza. Uśmiechnąłem się pod nosem i nalałem sobie grzańca, bez pytania o przewidzenie dla mnie jego porcji, bo skoro miałem uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, należało przynajmniej zadbać o odpowiednie środki znieczulające.
- Istnieją, Sunny. Ploblem polega na tym, sze pszy wymianie tszeba oddaś popszedni egzemplasz, a mam uzasadnione podejszenie, sze nikt nie pszyjmie mnie w takim stanie technicznym. - Sięgnąłem po kubek z grzańcem i upiłem łyk, powoli sącząc alkohol i zerkając przy tym na pocztówkę, którą starała się stworzyć, a która zaczynała wyglądać o całe wieki rozwoju technicznego lepiej, aniżeli coś, co mogłoby kiedykolwiek wyjść spod moich paluchów, nawet jeśli jeszcze kilka dni zarzekałem się, co do tego, iż moje artystyczne umiejętności były na naprawdę wysokim poziomie. Pomimo psioczenia, Pruey była w stanie wykonać coś, co wyglądało naprawdę ładnie i nie wolało o pomstę do Matki.
Usiadłem obok niej i odstawiłem grzane wino na blat w zasięgu ręki, ale nie niebezpiecznie blisko, by niczego nim nie zalać, przy czym przelotnie spojrzałem na własne dłonie, na czystą kartkę, a następnie na niewielkie kawałki papieru rozsypane po stole, wzruszywszy do siebie ramionami - faktycznie, moje palce były stworzone raczej dużo bardziej do trzymania różdżki, broni, narzędzi i rzeczy, które miały paskudny zwyczaj próbować mnie zabić, niż do precyzyjnego przyklejania pomarańczowych kawałków papieru w odpowiednim miejscu, mimo to sięgnąłem po jeden z nich, obróciwszy go parokrotnie pod różnym kątem.
- Poza tym wspielam cię balso aktywnie. - Wyciągnąłem rękę po klej, przyglądając się materiałom z ostrożnością, z jaką zwykle oglądałem przedmioty podejrzane o posiadanie klątwy. - Dobla, pokasz mi, gdzie to ma iść. - Zasugerowałem, bo miała swoją wizję, w którą nie zamierzałem za mocno ingerować, skoro okazywała się dobra.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
29.09.2026, 19:50  ✶  

Ignorowanie tego chaosu, który ją otaczał nie było dla niej łatwe. Jakoś musiała to jednak przetrawić, nie mogła jednocześnie dbać o porządek i spełniać swojej artystycznej wizji, nie do końca jej się to zgrywało. Musiała mieć na wyciągnięcie ręki wszystkie pierdoły, które mogły nadać jej kartkom nieco uroku. Zaakceptowała więc po prostu ten bałagan, później będzie się nim martwiła, to znaczy pewnie nawet nie martwiła, tylko od razu zajmie się doprowadzeniem kuchni do normalności, do ładu i porządku, który tak bardzo lubiła.

- Fakt, będę musiała najpierw nieco Cię odrestaurować, ale myślę, że jestem w stanie sobie poradzić nawet z najbardziej fatalnym przypadkiem, nieco się to wszystko wyklepie i na pewno Cię przyjmą. - Na pewno się o to postara, jak wiadomo, kiedy Prudence bardzo na czymś zależało, to dostawała to czego chciała, była uparta, a wystarczyłoby, żeby jej przytaknął i powiedział, że tworzenie własnoręcznie kartek to wyśmienity pomysł. Niestety nie mogło być tak prosto, prawda? Cóż, nie przejmowała się jego nastawieniem. Była zadaniowa, skoro miała wokół siebie te wszystkie materiały, to w końcu powinno jej się udać coś, co da się wysłać, jeśli zajdzie taka potrzeba będzie siedzieć tutaj do rana. Była przygotowana, miała grzańca, plus cały zestaw do robienia kolejnej porcji, więc jakoś to będzie.

Uśmiechnęła się sama do siebie, bardzo szeroko, kiedy jej dzieło w końcu zaczęło przypominać to jak je sobie zwizualizowała. Nie było tak źle jak zakładała - ba, wręcz przeciwnie kartka wyglądała naprawdę fantastycznie. Dynia była równa, miała idealnie przyklejone oczy, brakowało tylko ostatniego szlifu - sięgnęła po złoty brokat i obsypała nim kartkę. Chciała, aby się błyszczała.

- Cieszę się, że jednak wybierasz opcję tworzenia, a nie kupowania odświętnej papeterii. - Doszli najwyraźniej do konsensusu. Nie zamierzała wchodzić mu w drogę, na pewno wpadnie na jakiś wybitny pomysł i przeniesie to na papier, w końcu wspominał o tym, że jest całkiem niezły w te artystyczne rzeczy, zarzekał się, że stworzy piękny wianek, mogła go trochę sprawdzić, chociaż w nieco innej dziedzinie.

Przesunęła swoją kartkę nieco w bok, musiała teraz wyschnąć, żeby przypadkiem to co na nią nakleiła się nie posypało. Podniosła się odrobinę na krześle i nachyliła przed kartką Benjy'ego. - Ja kleję z tego dynie, kawałek po kawałku je wyklejam. - Przesunęła dłonią po kartce, aby pokazać mu o jakie miejsca jej chodziło. - Ale możesz zrobić coś od siebie, na pewno masz jakąś interesującą wizję, którą chciałbyś przenieść na papier. - Nie musiał się przecież trzymać jej pomysłów.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
29.09.2026, 21:40  ✶  
Przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu, próbując zdecydować, czy naprawdę powiedziała właśnie to, co usłyszałem, czy też grzaniec zaczynał w końcu robić swoje, ale szeroki uśmiech Prudence i ta niewinna mina, której zdecydowanie nie należało ufać, rozwiały moje wątpliwości - oparłem przedramię o stół, przesunąłem wzrokiem po rozrzuconych materiałach, brokacie, papierach i kleju, po czym wróciłem spojrzeniem do niej, wyraźnie rozbawiony tym, że mogliśmy w jednej chwili poruszać temat własnoręcznego wykonania kartek na poważne religijne święto, jakim bez wątpienia powinno było być tegoroczne Samhain, a w następnej poruszać kwestię renowacji mojej osoby, jakbym był starym meblem znalezionym przez nią na Nokturnie.
- „Wyklepie”, powiadasz? - Powtórzyłem, obdarzywszy ją nieco dłuższym spojrzeniem. - Oczywiście. Tylko ostszegam, Sunny, jeszeli naplawdę zamieszasz polwaś się na lenowasję, będziesz musiała się pszyłoszyś. - Zerknąłem na nią z ukosa, raz jeszcze oceniając stan, do jakiego doprowadziła naszą kuchnię, szczególnie okoliczne blaty. - Mam kilka miejsc, któle od dawna ploszą się o posządne klepanie. - Pozwoliłem, żeby ostatnie słowo zawisło między nami odrobinę dłużej, niż wymagała tego rozmowa prowadzona przy wyklejaniu, po czym z niewinną miną sięgnąłem po pomarańczowy kawałek kartonu, obróciwszy go w palcach i odłożywszy na bok.
Posłałem jej krótki uśmiech, zdecydowanie zbyt cnotliwy jak na człowieka, który właśnie powiedział coś takiego, po czym bez większego przejęcia wróciłem do degustacji grzańca i odsuwania sobie krzesła, aby wreszcie zasiąść przy stole i „okazać jej trochę wsparcia, jak na dobrego męża przystało”.
Kiedy przesunęła swoją pobrokatowaną kartkę i pochyliła się nad moją, zerknąłem na wskazane przez nią miejsca, starając się naprawdę zapamiętać instrukcje, na których dźwięk pokiwałem głową z miną fachowca, który właśnie otrzymał skomplikowaną dokumentację techniczną, chociaż w środku nadal bawiła mnie myśl, że przed chwilą niemal bez mrugnięcia okiem zasugerowała, że mogłaby mnie trochę „wyklepać”, a teraz tłumaczyła mi, gdzie mam przykleić pomarańczowy papierek na większą kartkę wysyłaną do jej matki lub, co lepsze, ojca.
- Rozumiem. Dynia. Kawałek po kawałku. -  Wziąłem do ręki klej i przyjrzałem mu się uważnie. - Niezwykle plecyzyjna instluksja. Szczególnie podoba mi się część o tym, sze mam zlobiś coś od siebie. - Przesunąłem spojrzeniem po jej twarzy, mrużąc oczy i wypychając policzek językiem. - Bo wiesz, mam kilka intelesujących wizji. Nie wszystkie nadają się jednak na papiel. - Sięgnąłem po fragment wyklejanki, tym razem naprawdę zabierając się do pracy, chociaż przez dłuższą chwilę bardziej bawiło mnie coś zupełnie innego, zupełnie bez związku z kontemplacją przygotowań do nadchodzącego sabatu. Tradycje rodzinne najwyraźniej budowały się same…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
30.09.2026, 12:05  ✶  

- Wiesz, że jak mi na czymś zależy to potrafię być bardzo dokładna i precyzyjna. - Nie musiał wątpić w to, czy odpowiednio się do tego przyłoży. Była przecież bardzo, ale to bardzo zdeterminowana, kiedy jej na czymś zależało, że też musiała mu o tym przypomnieć właśnie w tej chwili, na pewno przecież zdawał sobie z tego sprawę. - Kilka miejsc? To nie brzmi jeszcze jak całkiem tragiczna sprawa, będziesz musiał mi je wszystkie pokazać, żebym niczego nie przeoczyła, nie oddałabym przecież wadliwego produktu. - Uniosła jeszcze na chwilę wzrok znad swojej kartki i spojrzała mu w oczy. - Będziesz musiał przygotować listę, będziemy musieli podążać za nią punkt po punkcie, aby na pewno niczego nie ominąć. - To było w końcu bardzo istotne. Prue w końcu sięgnęła po swoją kartę i wróciła do pracy, bo przecież miała jeszcze tyle do zrobienia. Przy jej braku zdolności manualnych zajmowało to dużo więcej czasu, niż można się spodziewać. Nie mogła sobie pozwolić na żadne rozpraszacze, a jej mąż najwyraźniej postanowił właśnie tym się tutaj zajmować. Niedobrze.

Wziął się jednak do pracy, co ją ucieszyło, bo razem powinni to szybciej skończyć, dzięki czemu będą mieli czas zająć się innymi naglącymi problemami, jak chociażby tym klepaniem, o którym wcześniej wspomniał, nie miała pojęcia przecież o ilu miejscach wspominał, ile wymagało jej uwagi.

Jako, że jedno dzieło zostało zakończone, odsunęła je na bok i mogła zająć się instruktażem, którego najwyraźniej potrzebował Benjy. Mogła poświęcić mu odrobinę czasu, chociaż nie wydawało jej się wcale, że potrzebował jakichkolwiek instrukcji, zresztą sama siedząca w tym chaosie niekoniecznie mogła wydawać się kompetentna.

- Tak właściwie to nie ma tu nic skomplikowanego. - Podobnymi rzeczami zajmowały się przecież dzieci w magicznym przedszkolu, miały jednak mniejsze dłonie, w szczególności od jej męża, więc na pewno dużo łatwiej im to przychodziło.

- Nie mogłabym Ci przecież tego zabronić, powinieneś pozwolić dać się ponieść swojej kreatywności. - Wcale, ale to wcale go nie prowokowała. Nie śmiałaby.

- Być może później znajdzie się czas na to, aby je zrealizować, wiesz jednak jak jest, istnieje lista, papier jest na jej szczycie… jeśli weźmiesz się do pracy, nieco przyspieszysz to może znajdziemy chwilę na inne wizje artystyczne. - To przecież zależało tylko i wyłącznie od niego. Prue w końcu usiadła znowu na swoim krześle i sięgnęła po kolejną pustą kartkę. Tym razem zamierzała wykleić dwa nietoperze wiszące na gałęzi.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
30.09.2026, 17:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2026, 17:54 przez Benjy Fenwick.)  
Bałagan panujący w kuchni i konieczność dokończenia zadania, jakie sobie wyznaczyła, nijak nie przeszkadzały mi we wdawaniu się w dyskusje odnośnie tego, jak bardzo mogła być jeszcze zawzięta i zdeterminowana, tak dla samego faktu, bo przecież doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy Prudence naprawdę czegoś chciała, potrafiła być skrupulatna aż do bólu. Doskonale wiedziałem, do czego była zdolna, kiedy w jej głowie kiełkowała jakaś myśl, oczywiście, znałem ją wystarczająco długo i zażyle, żeby wiedzieć, iż kiedy naprawdę jej na czymś zależało, umiała być uparta do granic rozsądku, czasem nawet kilka kroków dalej, tylko podpuszczanie jej sprawiało mi obecnie stanowczo zbyt dużo nieczystej satysfakcji. Zresztą sposób, w jaki teraz mówiła o konieczności sporządzenia listy wszystkich miejsc na moim ciele wymagających rzekomej „renowacji” zdecydowanie nie pomagał mi skupić się na kartce. Zamiast żony siedzącej przy stole miałem przed sobą wyjątkowo skrupulatnego inspektora jakości, gotowego przeprowadzić pełną kontrolę techniczną mojego stanu, najwyraźniej bez żadnej taryfy ulgowej, co także niespecjalnie traktowałem w kategorii „przeszkody” i nie zamierzałem się z tym kryć.
- Jest tylko jeden ploblem s twoją plosedulą. - Przyłożyłem papier do kartki, ale jeszcze go nie przykleiłem, tylko oceniłem wzrokiem powodzenie własnego przedsięwzięcia, przyjrzawszy się powierzchni, jaką dysponowałem. - Skolo lobimy wszystko punkt po punkcie, potszebujemy odpowiedniej ilości czasu, tymczasem Samhain zalas się zacznie. Zostało nam tylko kilka dni. A ja mam wlaszenie, sze właśnie plóbujesz wpisaś moje potszeby konselwasyjne na sam koniec innej listy, nisz ta główna. Twoszysz listę w liście. To wygląda na plóbę wykoszystania pszewagi plosedulalnej. - Z jednej strony powinienem był przewidzieć, że Prudence nie odpuści, skoro już coś sobie postanowiła, z drugiej jednak trudno było mi tak naprawdę narzekać, kiedy patrzyła na mnie w ten sposób i z całkowitą powagą proponowała, żebym przedstawił jej pełną dokumentację miejsc wymagających wyklepania - nie miałem zamiaru podważać jej zapewnień o dokładności, zwłaszcza że tym razem jej zapewnienie miało drugie dno, które zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu niż sama wizja klejenia papierowych dyni - tylko mogliśmy się nie wyrobić z tymi wszystkimi rozległymi planami.
Odłożyłem klej, oparłem przedramiona o blat i spojrzałem na nią z tym spokojnym zainteresowaniem, które zwykle oznaczało, że właśnie zacząłem kombinować, jak obejść regulamin.
- Nie ma. - Zgodziłem się cicho, w pierwszej chwili, bo inaczej nie byłbym sobą. - Zwłaszcza jeśli ktoś ma takie małe dłonie jak ty. - Nie dodałem, że moje własne w tej chwili wolałyby zajmować się czymś zupełnie innym niż przyklejaniem papierowych ozdób, zamiast tego pokręciłem głową z udawaną powagą i wróciłem do swojej dyni, starannie dociskając kawałek nasmarowanego kartonika do tego jakże istotnego papieru. Robiłem to powoli, prawie demonstracyjnie, dając jej czas, by i ona powróciła do swojej pracy, przez chwilę naprawdę działałem, bo wiedziałem, że jeśli będę ją dalej prowokował, prędzej czy później zacznie rzucać we mnie suszonymi liśćmi albo innymi szyszkami, a szkoda było marnować materiały. Poza tym widok jej pochylonej nad kolejną kartką miał w sobie coś, od czego trudno było oderwać wzrok.
- Oczywiście, psze pani. - Uśmiechnąłem się pod nosem, nie miałem zamiaru sabotować jej planu, zwłaszcza że widziałem, ile satysfakcji sprawiała jej ta cała zabawa, ale jednocześnie nie zamierzałem udawać, że nie słyszałem obietnicy dotyczącej innych wizji artystycznych, i że nie myślałem o tym, jak przesunąć je znacznie wyżej w naszej wspólnej hierarchii. Najlepiej na sam szczyt.

rzemiosło ◉○○○○ - wyklejam dynię na kartce
Rzut O 1d100 - 84
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
01.10.2026, 10:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2026, 10:31 przez Prudence Fenwick.)  

- Czy Ty właśnie sugerujesz, że nadużywam swojej pozycji? - Spojrzała jeszcze na niego, unosząc przy tym brew. Nie do końca podobało jej się to oskarżenie. Zresztą przecież na tym polegała jej rola, czyż nie? Tworzyła listę, to mogła ją dowolnie modyfikować, gdy pojawiała się taka potrzeba. Trzeba było być elastycznym w takiej sytuacji, a ona najwyraźniej mocno brała do siebie to, aby wszystko było wykonane według protokołu.

- Nie musisz się martwić o to, że Twoje potrzeby zostaną zepchnięte na sam koniec listy, możemy nieco zmienić priorytety i ją zmodyfikować. - Mogli przeprowadzić pewne negocjacje, w końcu mieli współpracować.

Mieli bardzo dużo do zrobienia przed sabatem, ale nie uważała, że lista była już zamknięta, wiadomo jak jest, czasem pojawiają się nieprzewidziane przypadki i najwyraźniej jednym z nich był przegląd stanu jej męża, nie mogła przecież pominąć tak ważnej kwestii, prawda?

- Wiesz, jak to mówią, złej baletnicy… - Nie dokończyła tego zdania, była pewna, że Benjy dokładnie zrozumie o co jej chodziło. Faktycznie miał nieco większe dłonie, które mogły mu nieco przeszkadzać podczas realizacji aktualnego zadania, ale zdaniem Prue to nie był do końca argument, który wystarczył do tego, żeby mu to odpuścić. Zresztą chciała zobaczyć jak będzie się męczył, spodziewała się, że będzie całkiem zabawnie wyglądał, kiedy będzie walczył z taką małą kartką papieru.

Sama zajęła się doklejaniem swoim nietoperzom uszek, trzeba było zadbać o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, szczególnie, że pierwsza kartka wyszła jej całkiem ładna, to jednak wypadało nieco trzymać poziom.


Rzut O 1d100 - 56
Sukces!

na rzemiosło

Uśmiechnęła się do siebie, kiedy zgodził się na to, co zasugerowała. Niewiele trzeba było powiedzieć, żeby zachęcić go do działania. Gdy skończą tworzyć kartki, będą mogli pomyśleć o tym, aby zająć się innymi wizjami artystycznymi, musiała postawić ten warunek, bo dzięki temu mogła mieć pewność, że faktycznie uda im się wykreślić tę część z listy. Miała wrażenie, że to satysfakcjnowało obie strone, a to było dość ważne, żeby wszyscy któych sprawa dotyczyła byli zadowoleni.

Spojrzała bardzo dyskretnie na jego kartkę, to znaczy wyklejankę, aby sprawdzić jak sobie radził. Dzieło wyglądało zaskakująco dobrze, jeśli będzie szło tak dalej, to faktycznie powinni znaleźć czas na inne aktywności, których nie było na liście. - Ty rzeczywiście potrafisz sobie radzić z takimi rzeczami. - Skomentowała jeszcze, chociaż nie chciała wyjść na sceptyczną. Nie do końca jednak wierzyła w te jego zapewnienia o tym, że zrobi jej wianek, jeśli pojawi się taka potrzeba, a teraz właśnie tworzył bardzo ładne kartki sabatowe. Najwyraźniej przez lata podczas których nie mieli ze sobą do czynienia Benjy nieco popracował nad swoimi umiejętnościami artystycznymi.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
01.10.2026, 18:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2026, 18:41 przez Benjy Fenwick.)  
Ta rozmowa wreszcie zaczynała przybierać zdecydowanie korzystniejszy dla mnie obrót, nie chodziło nawet o samą listę, chociaż perspektywa znalezienia się na niej wyżej niż sterta papierowych dyń była wyjątkowo przyjemna, dużo bardziej podobało mi się to, że Prudence najwyraźniej potraktowała moje wcześniejsze zaczepki całkiem poważnie i zamiast je zignorować, zaczęła negocjować, co przy jej podejściu do wszelkich spraw oznaczało właściwie zawarcie małżeńskiego porozumienia w sprawie bardzo konkretnych świadczeń.
- Ja? Ja tylko zwlasam uwagę na pewne niepokojące luki w plosedusze. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem z pełną powagą, która zdecydowanie nie miała prawa być traktowana poważnie. -Gdybym szeszywiście oskalszał cię o tak powaszne naduszysia, musiałbym sposządziś oficjalny lapolt i tak dalej, a nie sądzę, szebyśmy mieli telas na to czas. - Nie zamierzałem zresztą ryzykować podpadaniem Prue bardziej, niż było to absolutnie konieczne, bo przecież bardzo powazy groziła mi reklamacją i zwrotem do punktu z używanymi mężami, chociaż moje dotychczasowe osiągnięcia na tym polu nie przedstawiały się szczególnie imponująco, skoro zdążyła już wyrobić sobie na mój temat opinię, której zapewne nie poprawiłbym nawet całym szeregiem idealnie wyklejonych kartek. 
- Skolo jesteśmy jusz na etapie negocjacji, ploponuję jedynie, szebyś od lasu zaznaczyła pszy tym punkcie wysoki pliolytet. - Powiedziałem, wracając do oglądania kartki i myślenia odnośnie mojej własnej wizji, jednocześnie siorbnąwszy odrobinę grzańca. - Najlepiej adekwatnie wysoki. - Dopowiedziałem znacząco, nie miałem jednak zamiaru naprawdę się z nią spierać, szczególnie kiedy sama zaproponowała zmianę podejścia, bo nagle okazało się, że cały ten niezwykle formalny system można było całkowicie elegancko dostosować do bieżących potrzeb nas obojga. Pokiwałem głową z należytą powagą, podnosząc kawałek papieru, który właśnie próbowałem przykleić, chociaż moja ręka zatrzymała się w połowie ruchu, gdy dotarło do mnie zdanie o złej baletnicy.
- Balso zabawne. Dokończ. Naplawdę. Jestem ciekaw, jak elegancko zamieszasz oblaziś moją fizjonomię. - Spojrzałem na swoje palce, potem na maleńki kawałek papieru, który właśnie trzymałem, i prychnąłem cicho. - Poczekaj tylko, asz skończę.
Specjalnie przeciągnąłem chwilę, zanim ponownie zająłem się wyklejanką, bo doskonale wiedziałem, że większe dłonie rzeczywiście nie były stworzone do pracy z maleńkimi kawałkami papieru, ale odmówiłbym sobie przyjemności, gdybym pozwolił jej uznać to za argument przeciwko mnie. Przycisnąłem kolejny fragment, poprawiłem jego krawędź paznokciem i dopiero wtedy spojrzałem na nią - praca rzeczywiście wymagała ode mnie więcej cierpliwości, niż początkowo zakładałem, bo moje łapska były stworzone raczej do trzymania różdżki, narzędzi i rzeczy, które nie miały rozmiaru paznokcia, ale nie zamierzałem dać jej satysfakcji z obserwowania mojej nieudolności, skupiłem się więc na zadaniu, dociskając kolejne fragmenty papieru i pilnując, żeby klej nie znalazł się wszędzie poza miejscem, w którym powinien. Złoty brokat nadal przyklejał się do moich palców, kilka drobinek wylądowało mi na przedramieniu, parę na ubraniu, czego nawet nie próbowałem już usuwać.
Dopiero jej kolejny komentarz sprawił, że podniosłem wzrok.
- „Szeszywiście”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, zerkając na nią znad pracy plastycznej. - To bszmi, jakbyś była balso zaskoczona. - Obróciłem kartkę w stronę Prue, pozwalając jej dokładnie obejrzeć to, co zrobiłem. - Mówiłem ci pszeciesz, sze potlafię. Nie słuchałaś? - Nachyliłem się nieco nad stołem, mój uśmiech zrobił się szerszy, przesunąłem wzrokiem na dzieło, które sama wyklejała, na dwa niewielkie nietoperze, które właśnie dopracowywała, po czym pokiwałem głową z uznaniem. Przesunąłem palcem po stole, zgarniając trochę brokatu, który przyczepił mi się do skóry, po czym  z zainteresowaniem przyjrzałem się złotym drobinkom.
- Poza tym większe dłonie mają swoje zalety. Nie wszystkie ujawniają się podczas plas plastycznych, wiesz. - Oparłem się wygodniej na krześle i przez chwilę obserwowałem ją przy pracy, zwracając uwagę na tę charakterystyczną koncentrację, z jaką poprawiała każdy drobiazg, dociskała papier i pilnowała, żeby uszka nietoperzy znalazły się dokładnie tam, gdzie sobie zaplanowała. Lubiłem patrzeć, kiedy coś robiła z takim zaangażowaniem, nawet jeśli tym razem jej ambicją było stworzenie czegoś z kilku kawałków papieru, które miały przeżyć podróż niesione przez sowę pocztową. Mimo wszystko efekt końcowy obu naszych dzieł nie wyglądał źle, ba, wyglądał na tyle dobrze, że poczułem tę niewielką, przyjemną satysfakcję, której oczywiście nie zamierzałem przed nią przesadnie okazywać. Uniosłem brew i wróciłem do swojej kartki, zostawiając jej wystarczająco dużo przestrzeni, żeby sama zdecydowała, co właściwie obejmowała ta bardzo szeroko zdefiniowana „lista” - w każdym razie niedopracowane pocztówki raczej przestały być jej najważniejszym zmartwieniem, a to uważałem za całkiem udany rezultat negocjacji.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2399), Prudence Fenwick (1892)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa