• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue

[30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
2 godzin(y) temu ✶  
Pościel była w tej chwili dokładnie tak miękka i przyjemna, jak powinna była być o środku nocy, gdy za oknem panowała nieprzenikniona październikowa ciemność a w powietrzu wisiała uporczywa londyńska mżawka przesycona zapachem dymu z okolicznych kominków. Jeszcze przez chwilę siedziałem na brzegu materaca, trzymając dłonią zsuniętą z siebie kołdrę, jakbym w ten sposób mógł zachować dla siebie odrobinę tego ciepła, zanim zrobię to, po co właściwie zamierzałem wstać, w końcu jednak westchnąłem cicho i opuściłem bose stopy na zimną podłogę, natychmiast czując, że najwyraźniej powinienem był przemyśleć tę decyzję jeszcze raz, ale… Nie mogłem tego zrobić - prawda - nie teraz, nie w tej sytuacji, nie po liście dotyczącym Kniei i nie w obliczu nadciągającego Samhain, który mieliśmy spędzić z Prue na zupełnie innych sabatach. Przetarłem twarz dłońmi, przeciągnąłem palcami po włosach, potem podrapałem się po brodzie, wyczuwając pod palcami szorstki zarost. W końcu wziąłem głęboki wdech, patrząc w ciemność sypialni i próbując przekonać samego siebie, że sprawa spokojnie mogła poczekać do rana, ale w głębi duszy wiedziałem, że było to kłamstwo - nadchodził świt, a wraz z nim ten jeden dzień, w którym nawet drobne zaniedbania potrafiły okazać się wyjątkowo kosztowne, szczególnie jeśli dotyczyły tych kilku rzeczy, jakich zdecydowanie nie powinno było się zostawiać losowi.
- Zaczekaj chwilę, m’kay? - Powiedziałem to odruchowo, jakbym musiał zaznaczyć na głos, że zamierzałem zaraz wrócić, i że nie planowałem żadnej nocnej wyprawy, z której należałoby mnie później rozliczać. Przez moment miałem nawet ochotę powiedzieć, żeby wróciła do snu, bo przecież nie było najmniejszego powodu, żeby za mną wychodziła, nie musiała wstawać, nie musiała nawet szczególnie interesować się tym, co robiłem, ale zamiast tego poprawiłem kołdrę przy jej ramieniu, odsunąłem się od łóżka i ruszyłem przez sypialnię, nadal boso, starając się nie narobić niepotrzebnego hałasu. Za drzwiami było wyraźnie chłodniej, dreszcz przebiegł przez moje ciało, gdy wyszedłem na korytarz, przymknąłem za sobą jednak drzwi, przez moment stojąc w półmroku i nasłuchując cichego domu, który o tej porze powinien był należeć wyłącznie do uśpionych i martwych.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
2 godzin(y) temu ✶  

Prue owinęła się w pościel bardzo dokładnie, tak, że ta mogłaby w tej chwili tworzyć twierdzę wokół niej. Miała drobny problem z akceptacją nieprzyjemnego chłodu, który mógł się pod nią wkraść. Właśnie dlatego pilnowała tego, aby być bardzo, ale to bardzo precyzyjnie zawiniętą w kołdrę. Benjy siedział aktualnie na brzegu materaca, jeszcze nie wkradł się w jej łaski, co sugerowało, że aktualnie się nad czymś zastanawiał, jaki mógł być inny powód tego, że nie wślizgnął się tuż obok niej. Jasne, był wojownikiem, nie miał problemu z tym, aby stawiać czoła największym wyzwaniom, Prue jednak nie wątpiła w to, że podczas ciemnej, chłodnej nocy wybrałby opcję wślizgnięcia się pod ciepłą kołdrę, bo był tylko człowiekiem - tak jak i ona.

Widziała mimo tego, że otaczała ich ciemność iż prowadził ze sobą w tej chwili jakiś monolog, nie wszedł jeszcze do łóżka, nadal siedział na brzegu materaca, pewnie miał ku temu jakiś konkretny powód - nie skomentowała tego jednak, tylko czekała na rozwój sytuacji. W końcu jego noga znalazła się na zimnej podłodze, Prue jedynie mrugnęła - niekoniecznie właśnie tego się spodziewała, wolałaby aby jego ręka w tej chwili owijała się wokół jej talii, musiał mieć jednak jakiś powód, który odpowiadał za to, że znalazł się poza łóżkiem. Miała nadzieję, że to było tylko chwilowe, gdyby w tym momencie gdzieś wychodził, to na pewno by ją o tym poinformował, prawda?

- Jak widać, nigdzie się nie wybieram. - Przecież to ona ciągle znajdowała się w łóżku, na moment nawet go nie opuściła, kiedy on najwyraźniej drugi raz tej nocy dokądś się wybierał.

Uśmiechnęła się, kiedy poprawił kołdrę przy jej ramieniu jakoś tak samoistnie. Nie miała pojęcia dokąd się wybierał, przez co jej sylwetka odrobinę się wyprostowała, jakby to miało zmienić cokolwiek, przeszła w stan czuwania, czy coś. Nie miała pojęcia dokąd zmierzał - nie pożegnał się z nią jednak, co oznaczałoby, że nie miał zamiaru opuścić ich domu. Nieco ją to uspokajało.

Przymknął drzwi, co nieco ograniczało jej pole manewru, nie mogła nasłuchiwać zbyt precyzyjnie, musiała czekać aż wróci, a to odrobinę ją denerwowało, bo nie miała pojęcia dokąd poszedł.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
27 minut(y) temu ✶  
Już za pierwszym razem, gdy musiałem zareagować na ponaglające odgłosy wydawane przez ptaka uderzającego w szybę okna, wysunąłem się z pościeli z wyraźną niechęcią, tym jednym ruchem zapoczątkowując lawinę kolejnych zdarzeń, popełniwszy wyjątkowo opłakaną w skutkach decyzję, której konsekwencje miały mnie prześladować przez resztę nocy oraz najpewniej przez cały nadchodzący sabat. Właściwie trudno było mi znaleźć rozsądny argument przemawiający za tym, żebym w środku nocy opuszczał ciepłe łóżko, skoro miałem pod ręką żonę, kołdrę i wszystkie warunki sprzyjające temu, żeby do rana nie zajmować się niczym poza spaniem, niestety, przypomniałem sobie o Kniei, runach i widmach, a kiedy już coś takiego utkwiło mi w głowie, znacznie łatwiej było mi wstać i się tym zająć, niż leżeć obok ukochanej i udawać, że potrafiłem przestać o tym myśleć.
Nie musiałem się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że Prue obserwowała mnie uważniej, niż próbowała to pokazać, pomimo ciemności i tak wyczuwałem wystarczająco dużo, potrafiła być wyjątkowo konsekwentna w kwestii pozostawania pod kołdrą, szczególnie kiedy temperatura za oknem przypominała o wszystkich życiowych błędach związanych z wyborem miejsca zamieszkania. Niestety żadna ilość dni spędzonych na zasnutych popożarową sądzą złotych łanach ojczyzny nie była w stanie przekonać mnie do bezbolesnego przyzwyczajenia się do temperatur panujących jesienią na Wyspach, skoro większość dorosłego życia spędziłem w dużo cieplejszych, czasami nawet za ciepłych klimatach, jednak tym razem musiałem zagryźć zęby i wstać - zbyt długie powstrzymywanie się przed tym nijak by mi nie pomogło, wręcz przeciwnie, wyłącznie odwlekłoby nieuniknione - należało po prostu to zrobić.
- Nawet nie zdąszysz za mną zatęskniś. - Zapewniłem ją cicho, luźnym tonem, chociaż oboje wiedzieliśmy, że ocena upływu czasu podczas nocnego czuwania potrafiła być wyjątkowo niekorzystna dla tego, kto zostawał w łóżku sam.
Wyszedłem z sypialni, przymykając za sobą drzwi na tyle ostrożnie, żeby nie narobić niepotrzebnego hałasu, chociaż i tak miałem świadomość, że Prue pewnie przez najbliższe kilka minut zamierzała nadstawiać ucha i starać się wyłapać każdy dźwięk dobiegający z drugiej części domu. Nie miałem jej tego za złe, przeciwnie, sam pewnie zrobiłbym dokładnie to samo, gdyby nagle w środku nocy moja żona wysunęła się spod kołdry, powiedziała, że ma coś do zrobienia, a potem zniknęła za drzwiami bez wyjaśnienia. Problem polegał na tym, że nie zamierzałem jej niczego wyjaśniać na sucho, przynajmniej jeszcze nie teraz, bo sprawa była na tyle prosta, że nie wymagała robienia długiego wstępu - większość tego, co musiało zostać powiedziane, już padło - ruszyłem zatem korytarzem w stronę pokoju, który od pewnego czasu pełnił funkcję graciarni, tymczasowego gabinetu połączonego z warsztatem mniejszym od tego w ogrodzie i miejsca, gdzie odkładaliśmy wszystko, czego akurat nie było sensu wyrzucać, ale czego również nie chciało nam się oglądać na co dzień.
Zapaliłem tylko niewielkie światło, żeby nie poinformować całej ulicy o nagłej aktywności w domu, po czym podszedłem do komody stojącej pod ścianą i tworzyłem konkretną szufladę - tę, której zawartość wcześniej zabezpieczyłem właśnie na taki przypadek - przez chwilę przekładałem kilka rzeczy, aż wreszcie moje palce natrafiły na śliski, chłodny materiał, którego szukałem. Wyciągnąłem go ostrożnie, rozwinąłem na blacie i przyjrzałem się zawartości, nadal w tym samym przytłumionym świetle, sprawdzając jeszcze raz, czy wszystko znajdowało się dokładnie tam, gdzie powinno. Nie potrzebowałem zbyt wiele czasu, żeby upewnić się, że niczego nie pomyliłem, zwinąłem zatem materiał ponownie, tym razem ciaśniej, żeby nic nie wysunęło się po drodze, zabrałem całość ze sobą i ruszyłem z powrotem do sypialni, nadal bosy, nadal trochę zaspany i zdecydowanie zbyt świadomy tego, jak zimna była podłoga.
Pierwszym, co zobaczyłem, kiedy uchyliłem drzwi, była Prue wciąż szczelnie owiniętą w pościel, dokładnie tak, jak ją zostawiłem, więc bez słowa wszedłem do środka, odciąwszy nas od chłodnego korytarza, i podszedłem z zawiniątkiem do łóżka - usiadłem już nie na brzegu, tylko tym razem zdecydowanie bliżej niej, po czym położyłem jedną rękę na kołdrze, ostrożnie, żeby nie naruszyć jej starannie zbudowanych zabezpieczeń przed zimnem. Przygryzłem wargę, próbując ustalić, od czego właściwie powinienem zacząć, żeby nie zabrzmieć przy tym jak ktoś, kto o drugiej w nocy postanowił urządzić żonie niezapowiedziany egzamin z przedmiotu, który oboje mieliśmy już dawno za sobą. Prudence była cholernie dobra ze starożytnych run, wiedziałem o tym doskonale, zresztą miałem na to znacznie bardziej osobiste dowody niż szkolne oceny, bo przez początkowe lata naszej znajomości zdarzało nam się prowadzić w nich korespondencję, szczególnie wtedy, kiedy zwyczajna kartka papieru stwarzała zbyt wiele okazji dla niepowołanych oczu. Nasze wiadomości nie ograniczały się zresztą do prostych znaków i szkolnych ćwiczeń, oboje doszliśmy do całkiem zaawansowanego poziomu, odczytanie niektórych naszych zapisków wymagało nie tylko znajomości alfabetu, ale również zrozumienia kontekstu, w którym zdecydowaliśmy się użyć konkretnych symboli, dlatego nie zamierzałem traktować jej jak początkującej, chociaż musiałem przyznać, że istniała różnica między doskonałą znajomością starożytnych run a orientacją w poszczególnych tradycjach runicznych, zwłaszcza tych, które wykraczały poza szkolny program. Podniosłem wzrok znad pakunku i oparłem przedramię na udzie, obracając w palcach skrawek materiału.
- Sunny, pamiętasz mose, czy miałaś kiedyś okazję pszyjsześ się bliszej bindlunom? Ligatulom lunisznym? - Zapytałem, starając się nadać głosowi możliwie zwyczajny ton, chociaż pora zdecydowanie nie sprzyjała rozmowom przy kawce, nie zamierzałem również udawać, iż zainteresowałem ją teraz tym zagadnieniem zupełnie przypadkowo. - Albo jeszcze lepiej, czemuś takiemu jak galdlastafil? - Potarłem kciukiem brodę, próbując uporządkować myśli, zanim zabrnąłbym za daleko w szczegóły. - Nie pytam, czy potlafis odczytaś większość lun, bo nawet po tylu latach nadal pamiętam, jak skutecznie potlafiłaś zawstydziś połowę naszego losznika. Chciałbym tylko wiedzieś, czy miałaś kiedyś okazję wejść w tę konkletną dziedzinę głębiej, czy powinienem najpielw pszedstawiś ci kilka podstawowych załoszeń, zanim pokaszę ci, co pszyniosłem. To tlochę inny obszal, szczególnie jeśli chce się lospatlywaś takie znaki pod kątem ich zastosowania ochlonnego, a nie wyłącznie językowego. - Uniosłem na nią wzrok, a kącik ust drgnął mi lekko, „bindruny” były tu bowiem znacznym, niemal heretycznym uproszczeniem, do jakiego mógłbym się posunąć wyłącznie z uwagi na sytuację, powstawały w końcu przez połączenie dwóch lub większej liczby run we wspólnym znaku, natomiast Ægishjálmur zaliczał się do islandzkich magicznych symboli graficznych, nie do klasycznych „ligatur runicznych” w ścisłym tego słowa znaczeniu, granica bywała jednak irytująco często rozmywana w popularnych opracowaniach, co potrafiło doprowadzać do szału, jeśli ktoś próbował uporządkować temat według zasad historycznej runologii, co niechybnie mogłoby być zasadne w tym przypadku - jeśli moja żona głębiej kojarzyła temat, nie chciałem traktować jej jak ignorantki, tylko jak kogoś, kto mógłby dostrzec coś, co umknęłoby komuś innemu, kto ograniczał się do przeczytania opisu w pierwszym lepszym podręczniku.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1391), Prudence Fenwick (348)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa