• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[04.11.1972, Hannibal & Zenek] Of Pigs and Men

[04.11.1972, Hannibal & Zenek] Of Pigs and Men
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#1
26.07.2026, 15:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 16:44 przez Hannibal Selwyn.)  

Podlondyńska wieś,
rano

Świadomość wracała łagodnie, niespieszna, jak brzask, który Hannibal jeszcze kilka godzin temu miał okazję oglądać, nie żeby to szczególnie pamiętał. Może zresztą wcale go nie oglądał, może gdy pierwsze promienie słońca rozjaśniły noc, jego twarz miała ważniejsze miejsca do bycia.

Prawdopodobnie nigdy miał się nie dowiedzieć, jak było naprawdę.

Nie tęsknił za tą wiedzą.

Jako się rzekło, świadomość wracała powoli, jakby chcąc złagodzić doznania, które zaczynał rejestrować umęczony mimo paru godzin snu mózg.

Twardo.
Żołądek wykręcający się na boki, jakby to, co wczoraj zjadł postanowiło stoczyć walną bitwę z tym, co wczoraj wypił i kto wie, może tak właśnie było. 
Charakterystyczny, znajomy ból, rodzący się za oczami. Może powinno go martwić, że stał się częstym towarzyszem poranków, a jego nieobecność - raczej miłą niespodzianką, niż normą.
Ciepłe ciało obok. Bez otwierania oczu przesunął po nim palcami - ubrane.
Huh?

- Hnnngh… - Hannibal stęknął i otworzył ostrożnie jedno oko. Mężczyzna. Faktycznie, ubrany. Podobnie, jak i on sam, jeżeli sądzić po niewygodnym, uwierającym uczuciu-…

Nie leżeli w łożku.

Nie byli nawet w mieszkaniu.

- Chrum!

Hannibal zerwał się do siedzenia, jeżeli jego niezborne dźwignięcie można w ogóle było tak nazwać. Podłoga pod nim zakołysała się całkiem niespodziewanie… i wtedy dotarł do niego zapach - ostry, nieprzyjemny, dziwny, niepodobny do niczego, co Hannibal miał okazję wąchać, a jego doświadczenia węchowe powiększyły się ostatnio chociażby o woń przeklętej magią nekromancji chimerycznej syreny. Z zewnątrz i od wewnątrz.
Smród uderzył go w nos w tym samym momencie, kiedy mdłości wyprowadziły cios kończący w jego żołądek i zdążył jeszcze kątem oka zobaczyć coś dużego, mniej więcej podobnego w kolorze, do człowieka, ale zdecydowanie nie ludzkiego w kształcie, nim zgiął się nad wyślizganym przez lata korytem.


Podniósł się znad niego jak nowo narodzony, tylko, że wcale nie. Przynajmniej brzuch się uspokoił, opróżniony i zmęczony akrobacjami. Posmak w ustach był tak paskudny, że mózg Hannibala właściwie przestał go rejestrować, zapewne w odruchu samoobrony. Podłoga znieruchomiała, ale za to myśli nieco przyspieszyły.

- Chrum!
Ach, tak.

Zdecydowanie nie byli w mieszkaniu.

Świnia obok niego z zainteresowaniem zajrzała do koryta. Hannibal zakwilił cicho i odwrócił się plecami do zwierzaka, a pobladłą twarzą w stronę człowieka, obok którego się obudził.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#2
05.08.2026, 18:29  ✶  
Mówiło się, że przed alkoholem trzeba zawsze się najeść. A więc Zenek jadł. Warstwa snu podsuwała mu różne frykasy. Najpierw schab, pocięty na cieniutkie plasterki. Pachniał jak u mamy. Potem na talerzu pojawiał się boczek. Skwierczał, jakby Lewis ledwo co go ściągnął z patelni. Ale to nie Lewis gotował. Tak samo, jak magia nie mogła wyczarować jedzenia, tak i sen nie karmił go naprawdę. Schab przewracał się na drugi bok i zaczynał taplać się w sosie. Boczek parował i skwierczał, aż to skwierczenie przekształcało się w chrumkanie. Zenek odsunął się głodny od talerza.

Po drugiej stronie czekało na niego pielesze w sosiwie. Śmierdziało gnojem. No, fu. Dokładnie. Zapewne tak się właśnie czuł tamten boczek i dlatego chrumkał. Zenek przewrócił się na drugi bok. Coś go smyrnęło. Drugi boczek. Zenek otworzył oczy.

Leżał dalej. Bo jak już się człowiek budzi w oborniku, co mu uświadomił smród w pomieszczeniu — po co wszczynać alarm? Przekręcił się tylko na tym błocku nieco wygodniej, by mieć pogląd na towarzysza. Scenki rodzajowe. Towarzysz chwieje się na błocie. Towarzysz pada twarzą do koryta. Świnie kwiliły wokół, jedna z nich żywo zainteresowana stanem towarzysza. Świnie?

Zenka, jak tak leżał, uwierały tylko frędzle od skórzanej kamizelki. Niby takie miękkie i trzepoczące, a jak się człowiek chce porządnie ułożyć i skonać, no to się nie dało. A więc za to przyszło mu umierać. Za przemoc na zwierzach. No, bo skóra, tak? Dlaczego my tak właściwie jemy zwierzęta? Nie chciało mu się tego rozważać. Przesunął stopą w stronę kolana, a potem od kolana naprzód i rozbrechtał błoto. Dżins się ubłotał. To były jego sceniczne dzwony.

Uniósł głowę do świniaka. Świniak Zenka siedział spokojnie pod korytem. Nie stresował go nagły wyskok Hana (znowu jakiś Chińczyk?). Przeciwnie, przymknął oczy w wyrazie błogości, gdy Zenek go machnięciem trampka ochlapał błotem. Swój swojego zrozumie.

— Bbbb — wydostało się z jego gardła, chociaż próżno było w umyśle Zenka szukać słów na tę literę. Chyba chciał jedynie przewietrzyć gardło. Jemu było sucho. I może tylko mu się tak zdawało, ale w błocku mignęło mu kolorowe boa.

Han odwrócił się ku niemu z martwą twarzą, a Zenek musiał pomyśleć chwilę. Mrugnął oczami, potem znowu.
— L… Lepiej ci? — tak wymyślił na odpowiedź. Po czym wrócił do leżenia.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#3
13.09.2026, 17:41  ✶  
Powieki ciążyły mu niemiłosiernie, czuł się brudny (i to wcale nie w ten zabawny sposób) i wolał nie myśleć, w jakim stanie są jego włosy. Ubranie, jak przypuszczał, nadawało się już tylko do spalenia. Kiedy poruszył głową, to oprócz pulsującego bólu, czuł też kołysanie się kolczyka, tylko po jednej stronie. Drugi najprawdopodobniej przepadł bezpowrotnie. Szkoda, lubił te kolczyki - całe szczęście, że nie była to żadna pamiątka.  Zatem - nie, nie było mu lepiej.
- Ta… - burknął, wciąż trochę niewyraźnie do wciąż leżącego (sprytnie!) towarzysza nocy.

Spośród chaosu, jaki poprzedni wieczór pozostawił w jego pamięci, wyłowił imię mężczyzny i mgliste wspomnienie jego postaci na scenie, albo może na stole? Jakimś podwyższeniu w każdym razie.
- Z… Zenek, tak? Hej, ty prowadziłeś wczoraj tę imprezę! Dla… - stłumił beknięcie - Dlaczego jesteśmy w oborze?

Strasznie chciało mu się pić. Rozejrzał się półprzytomnie, bo skoro były tu… świnie… to powinny mieć coś do picia prawda?
Błagam, niech to będzie woda, a nie coś obrzydliwego, pomyślał. Wsparł się o chropowate pręty zagrody i chwiejnie podniósł. Zdało mu się, że pod ścianą pomieszczenia dostrzegł jakiś kran.
Wczoraj poruszał się po parkiecie z gracją i wprawą, które świadczyły o latach treningu, ale teraz tych samych lat doświadczenia potrzebował, żeby nie klapnąć w błoto po tym, jak niezgrabnie przelazł przez barierkę. Zatoczył się i wsparł o sąsiednią, po drugiej stronie przejścia. Świnie za nią najwyraźniej były mniej tolerancyjne, bo odsunęły się pod samą ścianę i rozkwiczały się panicznie. Hannibal skrzywił się i wymamrotał niewyraźnie coś w rodzaju "Zamknij się, kurwa", co jednak zwierzęta kompletnie zignorowały.

Zdołał pokonać większość drogi do kraniku, kiedy w wejściu pojawiła się nowa postać.
- Co to za raban, do cholery!? Kolejni imprezowicze jacyś? Pozwę tego przeklętego Withersa! - mężczyzna ubrany w kalosze, robocze spodnie i kraciastą koszulę, która zapewne widziała lepsze czasy, ale raczej już ich nie pamiętała, wpadł do środka. Obrzucił wzrokiem wnętrze, w pierwszej kolejności dostrzegając uczepionego ściany Hannibala - Co ty sobie, gówniarzu, wyobrażasz?! Przecież te świnie dzisiaj jadą do rzeźni, a ty mi je płoszysz! Toż zepsują się, gorzkie będą! Świniaki muszą mieć spokój przed biciem!

Selwyn wzdrygnął się, słysząc krzyki. Odruchowo skrobnął palcami ścianę, jakby chciał się w niej zagrzebać i wzdrygnął się drugi raz. Bez słowa spojrzał na mugola - treść jego słów dotarła do niego z opóźnieniem - przeniósł wzrok na świnię, obok której się obudził. Odpowiedziała smutnym spojrzeniem małych oczek.
- Przed… biciem? - powtórzył mało inteligentnie - Zepsują?…
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#4
23.09.2026, 11:53  ✶  
Przymknął oczy tylko na chwileczkę. Za powiekami miał brokat. Nie, trochę głębiej. W głowie. W uszach nadal szumiło mu Led Zeppelin. Ktoś właśnie okręcił mu kolorowe boa wokół szyi. I chyba tak już zostało do końca imprezy. Pod rękami miał dyski. Dwa obok siebie, na konsolecie. Już gotował się, by przełączyć na drugi. Trzeci i czwarty. No trochę tych Zeppelinów było w kolekcji. I poszło. Riff. Wanna-wholotta love. Wanna-wholotta love. Gdy zwrócił oczy na towarzystwo, Hannibalowi się ewidentnie podobało. To znaczy ciałem, tak? Za to Zenkowi płacili.
Hannibal, skąd on to znał. No przecież to ten muzyk z Muzy, z którą się Zenek nie kontaktował, bo działał niezależnie… Czyli dla VIPów musiało być.

Coś mu podeszło do gardła i kaszlnął. Powiało alkoholem. Kaszlnął po raz drugi. Na koniec języka sfrunął cekin plastikowy. Hatfuu, splunął, a świniak chrumknął. Jeszcze słoni im tam brakowało. W tym barłogu.

Na tamtym etapie już musiał się podnieść, bo zadano mu pytanie natury filozoficznej. Podparł się o świnię i stanął na nogi.
— Nie wiem, Hanni — co brzmiało jak honey — Świni nie było w programie.
Wbrew widocznej na pierwszy rzut oka kondycji, Zenek nieźle się trzymał. Latami wyrabiał tolerancję na alkohol samym faktem, że jako wodzirej-DJ-muzyk każdy chciał się z nim zawsze napić. No bo co, artysta się z nimi nie napije? To i pił. Za to też mu płacili. Potrafił potem grać czy miksować kawałki w dowolnych warunkach. Wszyscy wokół tonęli, ale orkiestra grała dalej. Znaczy Zenek.

Hannibal też się już rozglądał po ich nowym lokum do aftera, i znalazł kurek od wody. Wartka woda była spełnieniem marzeń dla Zenka, ale póki co nadzorował.
— Hej, ale ty ładnie się do tych świni odzywaj — usiłowało opuścić jego aparat gębowy, nawet jeśli na zewnątrz wyszło coś o wiele mniej składnego.

Umysł nie dotarł do paskudnego zapachu i zasadniczego pytania, czy odebrał wypłatę, bo wrota obory rozwarły się, do środka wpadło oślepiające światło dnia, a z nim farmer w kaloszach. Zenek zakrył ręką oczy. A potem i uszy, bo farmer miał zero szacunku dla skacowanych. Potem już w ogóle jego ręce wylądowały po obu stronach głowy, bo próbował ustalić, co się właściwie działo. Świniaki, gorzkie? Jego kolega świniak? Spanikowanym wzrokiem obleciał świnię leżącą w błotku.
— Nie… — zaczął do siebie, potem głośniej — Nie. Ja nie pozwalam.
Stanął przed świniakiem w zdecydowanej pozie, ręce założył na klatkę. I tak został.

Farmer ruszył jak taran przed siebie. Wyminął Zenka, co dziwne. Zenek okręcił się za nim, by ogarnąć, gdzie właściwie idzie. A szedł w stronę ściany z kurkiem. Tam, gdzie Hannibal. Farmer przekraczał płotki i już prawie był na miejscu. Skacowany umysł Zenusia nie rozumiał tego zupełnie. A potem zobaczył, że pod kranem leżał wąż do oblewania świniaków wodą…


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#5
04.10.2026, 20:09  ✶  

Niektórzy czarodzieje wierzyli, że świnie są zwierzętami nieczystymi, a kontakt z nimi - czymś niegodnym szanującego się członka społeczeństwa. Ba, byli i tacy, którzy wręcz łączyli wstręt do tych zwierząt z czystością krwi. Hannibal, jako mieszczuch z krwi i kości, nie miewał kontaktu ze zwierzętami gospodarskimi w formie innej, niż potrawki albo kotleta na talerzu. Nigdy też szczególnie nie dbał o to czym jego posiłek był za życia, a obudziwszy się tuż obok świni, która zapewne ważyła ze trzy razy więcej od niego, właściwie nawet się wystraszył. Nie wspominając już o błocie i smrodzie, chociaż on i Zenek sami, brudni i po przepiciu, zapewne fiołkami nie pachnieli.

Teraz jednak, kiedy z wciąż odbijającym się echem pod czaszką “do rzeźni” popatrzył na małe, łagodne oczka ocienione oklapniętymi, różowymi uszami, zrobiło mu się jakoś niewyraźnie. Uhh, powinni się stąd wynosić, atmosfera była nieprzyjemna na więcej, niż jednym poziomie. Odepchnął się od ściany, stając o własnych siłach, ale wciąż zachowując z nią kontakt, tak na wszelki wypadek.

- Chchch… chwila. Pan pozwoli, łyka wezmę i już nas nie ma. Spokojnie - zwrócił się prawie wcale nie bełkotliwie do mężczyzny, ale farmer nie był skłonny ani go posłuchać, ani w ogóle chyba rozmawiać, bo zamiast poczekać i napoić spragnionych (albo przynajmniej pozwolić im się napoić samodzielnie), schylił się po węża.
- Ja wam dam łyka obu! Ja wam dam spokojnie! A poszli mi z chlewika, ale to już!

Selwynowi przyszło do głowy, że te krzyki mogą zestresować biedne zwierzęta bardziej, niż jego i Zenka skacowana, lecz w gruncie rzeczy nieszkodliwa obecność. Ba, ten prosiak, obok którego się obudził, to w sumie nawet zyskał na znajomości z Hannibalem, jeżeli wierzyć zainteresowaniu, z jakim przenosił wzrok to na czarodzieja, to na swoje - puste już - koryto. Nie zdążył jednak wyrazić tych podejrzeń, bo mugol szarpnął za kurek i wycelował strumień zimnej wody w jego stronę, sprawnie manewrując wężem.

Hannibal krzyknął, a właściwie (kompromitująco, choć pasująco do okoliczności) kwiknął panicznie. Oszołomiony rozbryzgiem nie miał nawet tyle przytomności umysłu, by uciekać i po prostu skulił się pod ścianą.
- Nngh! Nie! - wrzasnął ponownie, wciąż żenująco wysoko.

- Ale już, powiedziałem! - ryknął właściciel obory, chlewika, czy co to tam było i okręcił się, by i Zenkowi zafundować poranny prysznic. Selwyn, łapiąc gwałtownie powietrze i szczękając zębami, chwiejnie ruszył ku wyjściu, obchodząc wściekłego gospodarza szerokim łukiem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (1162), Zenon Kozioł (827)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa