Wczoraj, 22:20 ✶
Helloise była najmłodszym z rodzeństwa w rodzinie wielodzietnej. Miała zarówno braci bliskich sobie wiekiem, jak i rodzeństwo starsze o tyle, żeby relacje rówieśnicze tworzyła już z ich dziećmi, nie z nimi. Mimo tego, że rodowa posiadłość Rowle'ów umiejscowiona jest w górach, z dala od cywilizacji, nigdy nie brakowało tu dziewczynce towarzyszy zabaw. Za jej dzieciństwa w domu zawsze były inne dzieci. Czasami bywały u nich również w odwiedzinach dzieci z zaprzyjaźnionych rodzin; czasem to oni bywali w odwiedzinach u innych.
Helloise dzieciństwo pamięta w wyidealizowany sposób. Nostalgicznie uważa, że wszystko w jej życiu było wspaniałe, dopóki nie musiała wyjechać do szkoły. Dom należał do konserwatywnych, więc wychowanie nie spełniało standardów bezstresowego, lecz rodzice Helloise nie byli tyranami i mimo wszystko czarownica czuła się w domu dobrze. Dzieci było wiele, więc rodziców wspierały w wychowywaniu niańki i opiekunki, które nieustannie biadowały, że najmłodszym Rowle'om żar się z oczu sypie i iskry lecą spod butów.
Przed Hogwartem uczono ich tego, co czystokrwista młodzież opanować i wiedzieć powinna, lecz nauka nie była traktowana tak restrykcyjnie, jak w niektórych domach. Dzieciom pozwalano bawić się i być dziećmi.
Zabawa w chowanego nigdy nie pociągała Helloise tak, jak pociągała ją zabawa w ganianego. Cieszył ją wiatr we włosach i zmęczenie rozlewające się po ciele po wielu, wielu minutach gonitwy. Można było skakać przez przeszkody, rozedrzeć sukienkę, rozwalić kolana, nabić zdarte łokcie żwirem, poczuć pęd. Helloise kochała prędkość, miała w sobie mnóstwo niespożytej energii. Rozkazywała się ścigać, potem sama ruszała na polowanie. Mogła sobie wtedy wyobrażać, że jest jak dziki zwierzak na łowach, a uciekający przed nią kuzynek to tłusta przepióreczka i od schwytania go zależy to, czy Hela pójdzie spać głodna.
Pociągający był również pseudo-survival, w czego centrum znajdowały się wielkie wyprawy w las. Choć te wielkie eskapady kończyły się z rodzicielskiego rozkazu przed zmrokiem, to od pewnego wieku za dnia można było się błąkać i wówczas Helloise bardzo intensywnie wyobrażała sobie, że tak, zgubiła się w tym oto znajomym lesie i nie znajdzie na czas drogi do domu. Poza tym z niegasnącą pasją czarownica zajmowała się rozpalaniem ognia, budowaniem szałasów, oglądaniem map i ryciem scyzorykiem znaków na drzewach. Nie można również pominąć tej ważnej właściwości drzew, jaką stanowi fakt, że można się było na nie wspinać.
Nie brakowało dziewczynce ładnych zabawek, ale szybko się nimi nudziła. Wolała myszkować po budynkach gospodarczych i okolicach rezerwatu w poszukiwaniu składników na autorskiego przepisu bagnisty eliksir warzony w blaszanym wiadrze za domem. Po całym dniu nie było nic przyjemniejszego niż legnąć do łóżka i zaglądać Seisyllowi przez ramię, gdy czytał jej bajki i opowiadał magiczne legendy.
W rodzinie były zwierzęta, rzecz jasna. Smoczogniki z rodzinnej hodowli towarzyszyły Helloise przez całe dzieciństwo jako stały element krajobrazu. Poza tym w domu trzymano oczywiście ptaki pocztowe. Sama Hela lubiła łapać dziecięcymi łapkami żaby i jaszczurki, lecz te zawsze szybko znikały z jej pokoju w tajemniczych okolicznościach. To jej własny ojciec sabotował po kryjomu starania córki i zwracał zwierzęta we właściwe im miejsce w naturze, gdy tylko docierały do niego skargi, że panienka znowu naznosiła do domu jakieś oślizgłe ropuchy.
Największych trudności w dzieciństwie przysparzała Helloise jej zbytnia bezpośredniość i rozbrajająca, brutalna szczerość. Bardzo długo zajęło jej zrozumienie konceptu tego, że nie wszystkie opinie, które wygłaszane są w czterech ścianach domu, powinny być powtarzane również na zewnątrz. Brakowało jej w ogóle filtra i towarzyskiego wyczucia, za to miała mnóstwo śmiałości i pewności siebie, co nie tworzyło zbyt dobrego połączenia. Czasami dopiero po minie zdenerwowanej matki orientowała się, że robi coś, czego nie wypada.
Helloise dzieciństwo pamięta w wyidealizowany sposób. Nostalgicznie uważa, że wszystko w jej życiu było wspaniałe, dopóki nie musiała wyjechać do szkoły. Dom należał do konserwatywnych, więc wychowanie nie spełniało standardów bezstresowego, lecz rodzice Helloise nie byli tyranami i mimo wszystko czarownica czuła się w domu dobrze. Dzieci było wiele, więc rodziców wspierały w wychowywaniu niańki i opiekunki, które nieustannie biadowały, że najmłodszym Rowle'om żar się z oczu sypie i iskry lecą spod butów.
Przed Hogwartem uczono ich tego, co czystokrwista młodzież opanować i wiedzieć powinna, lecz nauka nie była traktowana tak restrykcyjnie, jak w niektórych domach. Dzieciom pozwalano bawić się i być dziećmi.
Zabawa w chowanego nigdy nie pociągała Helloise tak, jak pociągała ją zabawa w ganianego. Cieszył ją wiatr we włosach i zmęczenie rozlewające się po ciele po wielu, wielu minutach gonitwy. Można było skakać przez przeszkody, rozedrzeć sukienkę, rozwalić kolana, nabić zdarte łokcie żwirem, poczuć pęd. Helloise kochała prędkość, miała w sobie mnóstwo niespożytej energii. Rozkazywała się ścigać, potem sama ruszała na polowanie. Mogła sobie wtedy wyobrażać, że jest jak dziki zwierzak na łowach, a uciekający przed nią kuzynek to tłusta przepióreczka i od schwytania go zależy to, czy Hela pójdzie spać głodna.
Pociągający był również pseudo-survival, w czego centrum znajdowały się wielkie wyprawy w las. Choć te wielkie eskapady kończyły się z rodzicielskiego rozkazu przed zmrokiem, to od pewnego wieku za dnia można było się błąkać i wówczas Helloise bardzo intensywnie wyobrażała sobie, że tak, zgubiła się w tym oto znajomym lesie i nie znajdzie na czas drogi do domu. Poza tym z niegasnącą pasją czarownica zajmowała się rozpalaniem ognia, budowaniem szałasów, oglądaniem map i ryciem scyzorykiem znaków na drzewach. Nie można również pominąć tej ważnej właściwości drzew, jaką stanowi fakt, że można się było na nie wspinać.
Nie brakowało dziewczynce ładnych zabawek, ale szybko się nimi nudziła. Wolała myszkować po budynkach gospodarczych i okolicach rezerwatu w poszukiwaniu składników na autorskiego przepisu bagnisty eliksir warzony w blaszanym wiadrze za domem. Po całym dniu nie było nic przyjemniejszego niż legnąć do łóżka i zaglądać Seisyllowi przez ramię, gdy czytał jej bajki i opowiadał magiczne legendy.
W rodzinie były zwierzęta, rzecz jasna. Smoczogniki z rodzinnej hodowli towarzyszyły Helloise przez całe dzieciństwo jako stały element krajobrazu. Poza tym w domu trzymano oczywiście ptaki pocztowe. Sama Hela lubiła łapać dziecięcymi łapkami żaby i jaszczurki, lecz te zawsze szybko znikały z jej pokoju w tajemniczych okolicznościach. To jej własny ojciec sabotował po kryjomu starania córki i zwracał zwierzęta we właściwe im miejsce w naturze, gdy tylko docierały do niego skargi, że panienka znowu naznosiła do domu jakieś oślizgłe ropuchy.
Największych trudności w dzieciństwie przysparzała Helloise jej zbytnia bezpośredniość i rozbrajająca, brutalna szczerość. Bardzo długo zajęło jej zrozumienie konceptu tego, że nie wszystkie opinie, które wygłaszane są w czterech ścianach domu, powinny być powtarzane również na zewnątrz. Brakowało jej w ogóle filtra i towarzyskiego wyczucia, za to miała mnóstwo śmiałości i pewności siebie, co nie tworzyło zbyt dobrego połączenia. Czasami dopiero po minie zdenerwowanej matki orientowała się, że robi coś, czego nie wypada.
dotknij trawy