Ostatecznie dowlókł się więc do swojego mieszkania, zapominając, że jest trochę przeklęte, i rano obudził się nie tylko z kacem, ale też przemarznięty i uwalony sadzą. Przeklął pod nosem i ruszył do apartamentu rodziców, by jako tako doprowadzić się do porządku, choć było to mocne „jako tako”, oznaczające obmycie się trochę i założenie świeżych ciuchów. W głowie jednak wciąż mu łupało, oczy miał podkrążone, twarz wciąż nosiła ślady starcia (uderzało w jego dumę, że Atreus okazał się znacznie lepszy, naprawdę musiał więcej ćwiczyć), włosy sterczały na wszystkie strony i nie myślał do końca jasno. Pewnie gdyby myślał, uznałby, że lepiej w ogóle trochę poczekać, ale do głowy przyszło mu po pierwsze, że praktycznie na pewno ktoś widział, jak się kłócą i mogą dojść do niej jakieś głupie plotki, po drugie, to że wcale nie ufa Bulstrode’owi i temu, co ten może przy pierwszej okazji Victorii naopowiadać.
Dlatego tuż po późnym, październikowym świcie, akurat o takiej porze, by wizyta nie przestała być całkiem absurdalna, Chris teleportował się pod domem Victorii. Uniósł rękę, by zapukać, zaklął, przypominając sobie, że zapomniał się uczesać, przesunął palcami po jasnych włosach, a potem ostatecznie faktycznie wreszcie zapukał.