Na razie w miarę prostym krokiem szedłem przed siebie z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni, pogwizdując pod nosem melodię, którą zapamiętałem z parkietu, czując się całkiem dobrze z większością wyborów podjętych tego wieczoru.
- Wiesz, że podobno nie powinno się tutaj chodzić po zmroku? - Uśmiechnąłem się pod nosem, poprawiając kołnierz, po czym zerknąłem na żelazną bramę i dalszą trasę prowadzącą przez stary cmentarz - w gruncie rzeczy byłem nawet zadowolony, bo taki skrót wydawał mi się znacznie ciekawszy niż dreptanie wzdłuż pustej drogi, poza tym miałem w zanadrzu historię, którą od dawna powtarzano w okolicy - ruszyłem wzdłuż kamiennego ogrodzenia, za którym majaczyły krzywe nagrobki oraz stare drzewa o gałęziach poskręcanych przez wiatr, aby dostać się do wejścia. Ten sposób dojścia do miasteczka wydawał się całkiem logiczny i wygodny, bo znacząco skracał mile przemarszu, przynajmniej, dopóki nie uwzględniło się pomników rzucających długie cienie, księżyca w pełni, mgły oraz samej pory, w której nawet najbardziej zwyczajny krzak mógł wzbudzić dreszcze - mnie jednak perspektywa kluczenia między grobami raczej bawiła, niż niepokoiła, więc ruszyłem naprzód, wysuwając brodę i przyglądając się kamiennym płytom w odległej części nekropolii. Podobno pewnej listopadowej nocy przepadł tam bez śladu grabarz, który dorabiał sobie jako nocny stróż, pozostawiając po sobie jedynie płonącą latarnię oraz grób rozkopany do połowy, jak gdyby przerwał pracę w samym środku czegoś, czego nie powinien był nigdy zaczynać - jedni twierdzili, że uciekł z kochanką, korzystając z ciemności, by raz na zawsze porzucić dotychczasowe życie, inni zarzekali się, że widzieli tej nocy blade sylwetki przesuwające się między nagrobkami, które zabrały go ze sobą, nim zdążył podnieść alarm - z czasem historia obrosła w kolejne szczegóły, przekazywana przez starszych młodszym przy ogniskach oraz weryfikowana podczas nocnych wypraw podjętych w ramach wyzwań rzucanych krnąbrnym nastolatkom. Miejscowi wiekowi czarodzieje nie potrzebowali jednak zresztą podobnych doświadczeń, by trzymać się z dala od północnej części cmentarza, gdzie pośród omszałych płyt stał przekrzywiony nagrobek pozbawiony nazwiska, dat oraz jakiegokolwiek znaku pozwalającego ustalić, kto spoczywał pod ziemią - podobno próbowano go niegdyś wyprostować, lecz kamień za każdym razem wracał do poprzedniego położenia, zaś wszelkie próby naznaczenia go zaklęciem kończyły się fiaskiem, jak gdyby sama esencja magii odmawiała pozostawienia na nim choćby najdrobniejszego śladu. Wystarczyło wspomnieć o zaginionym stróżu, by nawet najodważniejsi zaczynali oglądać się przez ramię, mnie również akurat ta opowieść napełniała niepokojem, lecz nie trzymała z daleka od cmentarza - tym bardziej, że nie zamierzaliśmy zapuszczać się w tamte rejony - w końcu obiecałem odprowadzić moją narzeczoną praktycznie pod same drzwi rodzinnego szeregowca, więc zamierzałem doprowadzić sprawę do końca, nawet jeśli po drodze mielibyśmy spotkać całe zastępy nieboszczyków.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)