• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you

[28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#1
24.10.2026, 19:06  ✶  
28 X 1972, wczesny wieczór

Zazwyczaj to Brenna szukała Victorię w biurze, czy żeby pogadać, czy się umówić, czy żeby porwać ją do jakiejś sprawy. Tym razem jednak role się odwróciły i to Victoria szukała Brennę. Nie złapała jej, zanim wyszła z Atreusem w teren, nie chciała kusić losu, że będą się tak mijać, więc wysłała do niej wiadomość, czy mogą się dzisiaj spotkać i pogadać… Bo Victoria wolała z tym nie czekać, aż do Brenny dotrą jakieś naprawdę durne plotki, wolała to wyjaśnić osobiście. I zupełnie przy tym nie wiedziała, że Atreus już u niej był i że w zasadzie to nie ma o czym mówić.

W ten właśnie sposób trafiła po pracy do Warowni. Prawdę mówiąc, to dawno tu nie była i wizyta w domu rodzinnym Brenny była na pewien sposób sentymentalna. Dobrze wspominała to miejsce, lubiła je, tak jak lubiła Longbottomów. Ostatnie dwa miesiące były dla Victorii trudne pod względem przebywania w Dolinie Godryka. Nawet jeśli sama z siebie wyniosła się z domu w lipcu, to przecież tutaj się wychowała, dorastała, tutaj wracała… i widok tych wszystkich zniszczeń po prostu bolał.

Przynajmniej jednak Warownia nie była spisana na straty.

Najgorsze było to, że w ciągu dnia ta głupia plotka musiała się rozprzestrzenić, bo kilka razy widziała, jak ktoś w biurze zerka na jej dłonie (gdzie nie było żadnych pierścionków!!!) i wydawało jej się, że słyszała jakieś szeptane uwagi… i miała naprawdę szczerą nadzieję, że nie dotarła do rodziny Brenny!

Koniecznie to trzeba było wyjaśnić.

Ale i tak dobrze było odwiedzić Brennę i zobaczyć ją dla odmiany w domu, a nie w jakiejś dziurze, albo gdzieś wiecznie w biegu.

– Dużo macie teraz roboty? Chciałam cię złapać w pracy, ale się minęłyśmy – powiedziała na wstępie, przypatrując się teraz przyjaciółce, szukając jakichkolwiek oznak tego, że jednak dotarły do niej „wieści” i czy się tym jakkolwiek przejęła. – Słuchaj… Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie, bo nie wiem, czy w ogóle słyszałaś dzisiaj plotki – Victoria chrząknęła, uznawszy, że nie ma sensu owijać w bawełnę i po prostu przeszła do sedna. – Ale rano się dowiedziałam, że niby mam brać ślub z Atreusem? I że niby jakiś termin już wybrany? I inne bzdury. To nieprawda jak coś… Moja rodzina nic takiego nie kombinuje, ja pierwsze słyszę, a poza tym nie jestem zainteresowana – była jej winna to wytłumaczenie. Przechodziła przez to rano z Christopherem, a drugą tak zainteresowaną była właśnie Brenna i lepiej to było uciąć w zarodku. Żeby Brennie nie przyszło do głowy, że ta jej chce odbić chłopaka czy coś tam.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
24.10.2026, 20:32  ✶  
Warownia wciąż nie wyglądała dobrze.
Klątwę zdjęto. Dach, dzięki wydatnej pomocy Samuela, został wzniesiony na nowo. Wyczyszczono ściany i wymieniono okna, aby w środku nie hulał wiatr oraz naprawiono podłogi na piętrze. Ale rzeczone piętro wciąż nie było w dobrym stanie, a na parterze dopiero zabrano się za odmalowywanie ścian i ogarnianie podłóg. Szczęśliwie malowanie akurat nie było specjalistyczną robotą, do której potrzeba było utalentowanych i teraz zajętych rzemieślników, więc dało się to ogarnąć trochę własnymi siłami, a trochę płacąc osobom, które szukały dorywczego zajęcia – nieraz dlatego, że straciły miejsce pracy.
– Masę, niestety, ale nie mogę tu pomagać tak bardzo, jakbym chciała – westchnęła Brenna, prowadząc Victorię do jednego pomieszczenia na parterze, które wykończono i ustawiono tam już parę mebli, między innymi właśnie po to, by gdy ktoś będzie tutaj ogarniał rzeczy, miał gdzie usiąść, odpocząć, wypić herbatę. Dlaczego tego czasu nie było za wiele, to Victoria na pewno świetnie wiedziała. To znaczy… praca i pomaganie na prawo i lewo, choć nie miała pojęcia, że też w ramach Zakonu, ale tak naprawdę robiła głównie rzeczy, na które rzuciłaby się i tak, jeśli ktoś tylko by jej powiedział, jak zrobił to Dumbledore. – Ach! O to chodziło. Martwiłam się, że coś się stało. Chcesz kawy? Nie mam za wiele do wyboru, ale gdzieś tutaj mamy czajnik… – powiedziała, wprowadzając Victorię do pokoju. Gdzieś na górze była teraz jej matka, która rozmawiała pewnie z dwoma majstrami, zajmującymi się ostatnimi naprawami na piętrze, ale poza tym Warownia była pusta. – Nie słyszałam plotek, ale Atreus wpadł poinformować mnie, że się z tobą żeni – stwierdziła lekko, ruszając do szafek, żeby zacząć w nich grzebać.
Po prawdzie to tak, w pierwszej chwili uznała, że chodzi o jakieś małżeństwo aranżowane i krew trochę jej zamarzła. Ale gdy padło imię Victorii, wiedziała, że to wszystko bzdura.
– Spokojnie, Tori, wiem, że nie wpadłabyś na to, żeby zaręczyć się z kimś, z kim widywałaś mnie, i na pewno nie zrobiłabyś tego za moimi plecami. Jak wyjaśnił, że chodzi o ciebie, spytałam, czy ty w ogóle coś o tym słyszałaś, bo chyba zapomniał ci się oświadczyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#3
25.10.2026, 00:09  ✶  

Nawet jeśli Warowni daleko było do jej dni świetności, to i tak, w porównaniu, trzymała się nieźle. Przede wszystkim dało się wejść do środka, przyjąć gości, w ogóle myśleć o jakichkolwiek naprawach, odbudowie czy czymkolwiek, a to już było coś. I Victoria nawet nie pisnęła, że Brenna poprowadziła ją do jakiegoś dziwnego pomieszczenia na parterze. Rozglądała się zresztą ciekawie na postęp prac.

– Wygląda to już całkiem nieźle – przyznała. Rzeczywiście – miała doskonałe pojęcie, dlaczego tego czasu było tak mało. Brenna zawsze była osobą, która była… wszędzie. A obecnie, gdy było tyle pracy, to gdzieś tego czasu na to „wszędzie” musiało brakować.

– Nie, nic się nie stało. Po prostu… – Victoria wzruszyła bezradnie ramionami.  Krótko rzuciła okiem na ściany i meble w pokoju, ale szybko przeniosła swoją uwagę na przyjaciółkę, pozwalając sobie usiąść na wolnym miejscu. – Kawę, jasne – albo herbatę. Victoria nie wybrzydzała, nie o tej godzinie i po całym dniu pracy, który doprowadził ją do małego bólu głowy, a i tak piła eliksiry nasenne, więc wieczór z kawą nie robił jej różnicy. – Wpadł cię poinformować? A to cholerny hipokryta – parsknęła, kręcąc głową. Umiała liczyć, więc wiedziała, że to musiało być przed pracą, nie było innego wyjścia. Bulstrode’owi dzisiaj nieźle szło drażnienie jej, tym bardziej że miał czelność narzekać, że Christopher przyszedł do niej rano „naskarżyć”.

– Nie, nie oświadczał mi się – Victoria wywróciła oczami. – Ale zdążył mi rano zajść za skórę w szatni, jak zaczął mnie nazywać swoją przyszłą żoną. Szkoda, że nie widziałaś jego miny, jak się zorientował, że już wiem, o co chodzi i że mnie nie zaskoczył. W każdym razie… Biorąc pod uwagę, jak to wyszło w nocy, pomyślałam sobie, że wolę ci powiedzieć, jak wygląda sytuacja osobiście, żebyś nie musiała się zastanawiać, jeśli coś usłyszysz… Albo przychodzić mi dawać w twarz – przy tym już parsknęła krótkim śmiechem z absurdu sytuacji. – Christopher zdawał się być tym przejęty i w sumie to mu się nie dziwię, więc… No. Nie ma i nie będzie żadnego ślubu – jeszcze by tego brakowało. – Moim zdaniem te głupie kapłanki sobie za dużo wyobraziły i puściły w świat co im ślina na język przyniosła – dodała trochę zrezygnowana, a ewidentnie w pewien sposób zmęczona całym dniem i jeszcze składaniem do kupy dwóch nieco różniących się wersji samców, którzy się w nocy pobili, a potem upili.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
26.10.2026, 07:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2026, 07:16 przez Brenna Longbottom.)  
– Na pewno lepiej niż wcześniej.
Tak naprawdę widok tego wszystkiego wciąż ją bolał. Wiedziała, że to tylko budynek i najważniejsze, że przetrwali ludzie. Wiedziała, że mogą to odbudować. Wiedziała, że miała szczęście. Ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że już nigdy nic nie będzie takie samo: że dla niej Warownia na dobre przestała być domem i stała się domem rodzinnym. Napełniało ją to goryczą tym większą, że oznaczało triumf śmierciożerców.
Sięgnęła po czajnik i stuknęła w niego różdżką, a potem wygrzebała wreszcie z tego całego nieporządku puszkę i kubki. Niestety, ten pokój był najlepszą opcją, bo jej pokój dalej gwałtownie domagał się remontu, a z kolei salon, chociaż to pomieszczenie przetrwało w najlepszym stanie, służył teraz w dużej mierze do przechowywania rzeczy, bo z niego najłatwiej było je roznosić do innych. Nie było sensu urządzać go na początku.
– Hipokryta? Dlaczego? – zdziwiła się. – Ale tak, wpadł nad ranem i na dzień dobry zaczął, że się żeni.
Nie była pewna, która to była godzina na pewno przed północą, ale jeszcze sporo wtedy zostało do świtu. Nie była w konsekwencji zbyt wyspana, a i nie bardzo mogła liczyć na to, że położy się w ciągu najbliższych trzech godzin, więc nawet nie pomyślała, że oferowanie kawy może być marnym pomysłem. Jej własne myśli były trochę rozproszone, a zmęczenie zaczynało dawać się Brennie we znaki, więc uznała, że dawka kofeiny to niezła idea.
– Ach. Zepsuło mu to zabawę – stwierdziła, gdy Victoria podjęła dalszą część opowieści. Wciąż grzebała w szafkach i w końcu znalazła i ciasteczka awaryjne, którymi mogła ją poczęstować. Gotowanie tutaj było raczej problematyczne, nie mogła więc po prostu zaprosić jej na kolację. – Naprawdę nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym przyszłabym cię walnąć w twarz, Victorio.
Gdyby związała się z Atreusem byłaby na pewno zraniona, ale na pewno nie wpadłaby na to, aby Vikę bić. Prawdopodobnie nie biłaby wtedy nawet Atreusa, nawet jeżeli na to mogłaby w takiej sytuacji mieć ogromną ochotę.
– Ale rozumiem. W każdym razie dla jasności. Wierzę, że gdyby nagle zmienił zdanie, przynajmniej sam by mi o tym powiedział. I absolutnie nie uwierzyłabym, że postanowiłabyś się z nim zaręczać i mi o tym nie wspominać. Albo w ogóle gdziekolwiek się z nim umawiać i tak dalej.
A potem obróciła się ku Victorii i uśmiech przemknął jej po ustach.
– Ale to chyba dobrze, że Rosier się przejął?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#5
26.10.2026, 11:27  ✶  

– Na pewno jeszcze to potrwa, ale przynajmniej jest nad czym pracować – nie było jej trudno domyślić się, że to i tak bolało. Że oglądanie swojego domu w takim stanie jest osobistą tragedią. Że nawet, jeśli się to wszystko wyremontuje i odbuduje, to nie będzie takie samo. Ale przynajmniej było się czego złapać i nie wszystko poszło z dymem i zostało jedynie dawnym wspomnieniem. Warownia miała jeszcze przyszłość i tej nadziei należało się trzymać.

– Ano dlatego, że uznał, że to, że Christopher przyszedł do mnie przed pracą, bo chciał wyjaśnić kwestię tej plotki, oznacza, że jest skarżypytą i podłą żmiją. Ale widzę, że sam jest nie lepszy i bawi się w podwójne standardy – nie żeby to była jakaś nowość, bo zdążyła mu już wyrzucić w twarz to, że sam też jest skarżypytą, może nawet większym, ale na to już nie miał nic błyskotliwego do powiedzenia. Najwyraźniej jednak to, co wolno było Atreusowi, to jego kumplom już niekoniecznie.

– Zepsuło i chyba się nie spodziewał, że go za to przemagluję, ale sam zaczął mnie zaczepiać. Wyobraź sobie, że uznał, że jego kumple powinni się dowiadywać o jego życiu prywatnym z plotek, co za bzdura. Na pewno nie był gotowy na mój wykład, ale przynajmniej nie miał siły uciekać – Victoria bawiła się przy tym niemalże doskonale, być może dlatego, że to nie był pierwszy raz, kiedy musiała kogoś strofować i odwrócić to tak, żeby poczuł swoje głupie rady na własnej skórze. Tym bardziej jednak się uparła, żeby nie odpuszczać, bo sprawa pośrednio dotyczyła jej przyjaciółki i bardzo nie chciała, żeby jakieś zabawne w mniemaniu Atreusa plotki i akcje, w jakiś sposób dotknęły Brennę. – Akurat to był żart, wiem że nie. Po prostu nie rozumiem tej ich… nie wiem no, tego, że nie wydaje im się dziwne takie bicie się i to do tego o plotkę. Ogólnie to usłyszałam dwie trochę różne wersje, bo każdy zapamiętał to inaczej i chyba trzeba po prostu wyciągnąć z tego średnią – na to już westchnęła i wywróciła oczami. Pomijając, że Atreus prawdopodobnie prowokował przy tym Chrisa.

– A propos… Dlaczego nie mówiłaś, że ci się oświadczył? I czemu się nie zgodziłaś? Za szybko? – Victorię przede wszystkim zaskoczyło tempo i zaawansowanie tegoż związku. Raz, że w ogóle, że coś jest na rzeczy wyczuła z dość niewinnej rozmowy z Bulstrodem we wrześniu, dwa, że Brenna sama nie przyszła się podzielić swoimi szczęściem, tylko trzeba było to z niej wyciągać, trzy, że w tym wszystkim po drodze Atreus zdążył jej się oświadczyć – a chyba nie minęło wcale dużo czasu. A przynajmniej tak to wszystko wyglądało z perspektywy Victorii. Patrzyła teraz uważnie na Brennę, nie chcąc przypadkiem czegoś przegapić. Tym niemniej, dobrze, że Brenna wiedziała, że Victoria nie wykręciła by jej numeru z podkradanie chłopaka, ani że w ogóle nie widziała w niej rywalki – bo też nie było o co rywalizować.

– Tak sądzę, że dobrze… – stwierdziła ostrożnie. – Na pewno w jakiś sposób budujące. Nie byłam pewna, czy nie jestem jakimś… chwilowym zapełnieniem czasu, ale wychodzi na to, że chyba nie – powiedziała ciszej, ale zaraz uśmiechnęła się blado. Miała też przy tym nadzieję, że Christopher nie myśli sobie, że jest dla niej pocieszeniem po nieudanym związku, ale prawdopodobnie nawet nie wiedział, kiedy tak definitywnie zakończyła się jej relacja z Saurielem.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
26.10.2026, 11:50  ✶  
– Wspomniał, że twój amant postanowił mu na dzień dobry o ten ślub przywalić – przyznała z odrobiną rozbawienia. – Tak naprawdę sądzę, że to całe narzekanie na skarżenie to był tylko teatrzyk.
Albo z jakichś powodów uznał, że kiedy on to robi, to jest komunikacja i tak dalej, ale kiedy robi to Christopher, to coś innego. Choć prawda była też taka, że Bulstrode przyszedł do niej, bo wyraźnie bolał go list Stanleya: i wszystkie sprawy, jakie z tym się wiązały. Rozwalające się relacje, niepewność, nieudolność Ministerstwa, przyjaciele po różnych stronach barykad i tak dalej, i tak dalej. Tyle że prosił, aby nikomu o tym nie wspominała, i zamierzała dotrzymać tej obietnicy.
– Z plotek? Których plotek? Tych o nim i Lorettcie? Czy o nim i Melpomenie Longbottom? A może o tym widowisku randkowym, w którym wziął udział w lecie? – właściwie to było bardzo niedawno, a ona wtedy siedziała czystym przypadkiem na widowni. Żałowała teraz, że na jego widok po prostu wyszła: ale skąd miała wiedzieć, że potem na scenie pojawi się i Stanley? – Podejrzewam, że obaj byli już podpici, a to trochę wszystko zakrzywia. I em… chłopcy tacy bywają.
Dyplomatycznym milczeniem pominęła, że właściwie jej też się to zdarzało, ale tylko w jednej przyjaźni w życiu, która była bardzo specyficzna.
Postawiła na stoliku kubki, a potem usiadła i w pierwszej chwili spojrzała na Victorię ze zdziwieniem, jakby nie miała pojęcia, o czym mówi. A później zmarszczyła brwi, wreszcie skojarzywszy. Ach tak, Beltane. Bo o balu nawet nie pomyślała: jakby nawet spytała, co on ma na myśli i przecież wspomniał, że to nie są faktyczne oświadczyny, a i jeszcze był trochę podpity.
– Jakoś nie pomyślałam, że zgadzanie się na oświadczyny kogoś, kto umawia się z inną dziewczyną, byłoby dobrym pomysłem – stwierdziła, podsuwając Victorii poczęstunek. – Ciasteczko? – zapytała, chyba nie do końca świadoma, jak to mogło zabrzmieć w głowie Victorii. Dopiero po chwili przyszło jej do głowy, że skrót myślowy był za duży. – Upił się amortencją i poprosił mnie o rękę w maju, kiedy był zaręczony z Elaine. Nawet nie pomyślałam, żeby ci mówić o tych wygłupach, bo to jakby durny eliksir, a my skupiałyśmy się wtedy na wybuchu limbo i tak dalej.
A poza tym uważała wtedy, że jej odbiło.
Uśmiechnęła się lekko na kolejne słowa Victorii. Chciałaby ją zapewnić, że tak na pewno nigdy nie było, ale trochę za mało znała Rosiera, aby móc się zarzekać, a nie chciałaby kłamać.
– Jeśli by cię trak traktował, zasługiwałby na kopniak dostatecznie mocny, aby posłał go aż do Francji.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#7
26.10.2026, 20:06  ✶  

– Amant, kochaś – Victoria westchnęła i przewróciła oczami. Ach, jeszcze było „twój chłop”. A prawda była taka, że w zasadzie ta relacja nie była w żaden sposób określona… oprócz tego, że się widywali. Często. I byli na… kilku randkach i rozmawiali o tym, że są zainteresowani – choć to było trochę wymuszone awanturą rozpoczętą przez Cressidę. – Nie przywalił mu na dzień dobry, tylko po chwili, jak Atreus nie zaprzeczał i rzucał przy tym jakieś inne teksty. Wydaje mi się, że chciał go sprowokować, a dzisiaj to udawał takiego biednego, ale co ja tam wiem – ostatecznie ponownie wzruszyła ramionami.

– To samo mu powiedziałam. Wyliczyłam mu chyba pięć różnych plotek, w których grał czołową rolę i w każdej była inna dziewczyna, to ostatecznie się zamknął. A swoją drogą ta Melphomena Longbottom… o tym też była plotka, że to narzeczona Chrisa i faktycznie się o to pobili, tylko nie było żadnych zaręczyn. A najlepsze jest to, że ta Melphomena to Millie Moody? Tak mi powiedział dzisiaj Atreus – to wszystko było ze sobą tak idiotycznie splątanie i nie miało to sensu, że aż głowa bolała. Tyle warte były właśnie te plotki, na których kumple Atreusa mieli opierać wiadomości o nim. Chociaż tej o Lorettcie i Atreusie to nawet nie kojarzyła.

– Że co?! – Victoria nie miała chyba dzisiaj dobrego dnia. Zbieranie sprzecznych informacji od trzech różnych osób mimo wszystko bolało w głowę, która próbowała to poukładać. Bo Victoria opierała to o słowa Atreusa, który mówił, że oświadczał się w tym miesiącu, a Brenna gadała o tym, że ten się umawiał z inną… co to miało kurde być?! Bezwiednie sięgnęła po to ciasteczko, ewidentnie zła, bo nie wiedziała jeszcze, że Brenna mówi o zupełnie innym czasie i miejscu i… i w ogóle.

A potem zamrugała. Znowu tego dnia zamrugała, bo ją zatkało na kilka sekund. Ciasteczko kupowało czas, gdy sobie go chrupnęła, a trybiki w głowie próbowały zaskoczyć.

– Najwyraźniej Atreus ma niebywałe szczęście do amortencji – powiedziała to jakoś chłodno, bo skojarzyło jej się z biciem się z Chrisem o Millie Moody. – Ale nie… on mi powiedział, że oświadczał ci się w tym miesiącu – była pewna, że się nie przesłyszała, bo słuchała go wtedy bardzo bardzo uważnie.

– Niee… Nie dał mi tego odczuć. To tylko… moja głupia głowa – wyjaśniła i sięgnęła w końcu po kubek. I pomyślała sobie, że Brennie przydałby się ładny komplet filiżanek. I że powinna jej taki sprawić… tylko nie przeklęty. – Zabrał mnie na randkę do Wenecji, to chyba wystarczające – nie rozmawiały o tym bo nawet nie bardzo było kiedy, ale sugerowała Brennie, że bal maskowy to prawdopodobnie nie pojedyncze przypadkowe spotkanie… chociaż umówienie się na randkę akurat przypadkowe było. Tak przynajmniej uważała. A później rozeszła się ta plotka o Cressidzie.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
26.10.2026, 20:32  ✶  
– To całkiem możliwe – przyznała Brenna uczciwie odnośnie tych prowokacji, bo może i go kochała (można by się kłócić z jakiego powodu, skoro miał zdecydowanie trudny to kontrolowania temperament… ale świetnie wyglądał!), ale na pewno nie była zaślepiona i widziała, jak ten się zachowywał. A także że miewał tendencje do uciekania przed tym, co bolało w środku. W używki, w bójki, mogła się też domyśleć, że przynajmniej do niedawna do kochanek. Ba, wręcz wiedzieć, dzięki raportom więzi Beltane. – Wiem, wspomniała mi, że tam poszła… chyba w pewnym sensie chciała zobaczyć, jak to wszystko wygląda… i że się pobili. Ale nie wiedziała, o co chodziło.
A Brenna wtedy nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć. Nie opowiadała o tym, że Millie udawała Melpomenę, bo trochę nieładnie opowiadać o takich przygodach przyjaciółek, gdy chyba wolały, by zostało to tajemnicą, ale skoro Victoria i tak się dowiedziała, Brenna ani myślała kręcić.
– To było wyjątkowo dziwne – przyznała, uśmiechając się przelotnie, bo z perspektywy czasu stawało się też zabawne, zwłaszcza przy wszystkich innych wydarzeniach. Nawet jeżeli tuż po Beltane i… no właściwie to przez kolejne cztery miesiące… nie było jej do śmiechu. – Słucham?
Mało brakowało, a Brenna sama zadławiłaby się ciasteczkiem.
– Nie przypominam sobie. A chyba nie jest to coś, co powinnam przegapić? W ogóle da się coś takiego przegapić? – zapytała w końcu, przełykając ciasteczko (nie żeby sama nie załapała przynajmniej w jednej, a może i w dwóch innych sytuacjach, skąd). Zaczęła się zastanawiać czy może przypadkiem nie wystrzelił z czymś na ślubie Geraldinie, kiedy wszystko co działo się po tym, jak napisała się przypadkiem bimbru Gerada Yaxleya, stało się w jej umyśle bladą plamą. – Jesteś pewna, że sobie po prostu nie żartował? Albo cię nie wkręcał?
Z Atreusem czasem ciężko było zgadnąć, czy mówi zupełnie poważnie, czy sobie żartuje, chociaż Brenna naprawdę miała wrażenie, że jeżeli postanowił stroić sobie z Victorii takie żarty, to musiał mieć chęć samoudręczania. Bo póki co nie dzwoniło jej w żadnej świątyni i jedyne co, to przychodziła jej do głowy tamta noc w maju, gdy dostał kufel amortencji od kapłanek kowenu.
– Nie głupia. Ale na pewno wymagająca wybicia takich myśli – uznała, sięgając po kawę. – Och, to brzmi świetnie. Musisz mi o tym opowiedzieć. Tylko uwaga, teraz biorę łyk kawy, spróbuj poczekać z rewelacjami grożącymi zadławieniem aż go przełknę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#9
26.10.2026, 21:37  ✶  

Victoria znała Atreusa po prostu… inaczej. No i długo, bo ze szkolnego dormitorium, a na jego rocznik miała oko przez Prim i Louvaina czy Lorettę… a później przez częściowo wspólny kurs aurorski no i dalej pracę w biurze aurorów. To było dużo i od strony raczej zdecydowanie kumpelskiej, zaś na te wszystkie dziewczyny tylko wywracała oczami. Póki się nie zakręcił przy Brennie.

– Chodziło o to, że Atreus trafił na drinka z amortencją i najwyraźniej pierwszą osobą, na którą spojrzał, była właśnie Millie. Resztę chyba łatwo sobie wyobrazić… Walnął Chrisa, bo chciał z nią zatańczyć – tak przynajmniej poskładała z tego, co powiedział jej Atreus. Czy to było dziwne, że osobą, z którą Christopher przyszedł na wesele, była Moody? Było. Ale nie zamierzała robić o to żadnych scen, mogła się co najwyżej w ciszy dziwić. No i na całe szczęście nie była z Millie jakąś dobrą koleżanką, żeby miało być dziwnie… – Ja widziałam tylko kawałek tego wariactwa. Chwilę wcześniej wypił drinka i zmienił się w kapibarę i Sauriel go klepał po puchatej dupce… no a jak się odmienił to pierwsze co wziął kolejnego drinka no i o – rozłożyła dłonie, bo co miała tu więcej powiedzieć?

– No oświadczyny od typa, który ma narzeczoną… tak – prychnęła. Prychnęła tym bardziej, bo przecież Louvain miesiąc temu odjebał dokładnie to samo. Miałą ochotę tymi chłopami wszystkimi potrząsnąć i nawrzeszczeć im do ucha tak, żeby ich zabolało!!

– Nie wiem? Chyba nie? Chociaż… Cynthia też mi powiedziała, że mój kuzyn jej się oświadczył. Tak jakby. I że nie wie czy się zgodziła – Victoria powstrzymała się od zgniecenia ciasteczka w dłoni i po prostu wepchnęła sobie jego resztę do buzi. Oni wszyscy byli po jednych galeonach. Za dużo czasu razem spędzili w szkole i teraz był, kurwa mać, efekt. Jak można nie wiedzieć, czy ktoś się oświadcza? Albo czy się zgadza na oświadczyny? Victoria nie wiedziała, ale najwyraźniej obie jej przyjaciółki miały to niezwykłe doświadczenie! – Myślę, że Atreus ma już na dzisiaj dość moich wykładów i mnie nie wkręcał. Ta rozmowa wyglądała mniej-więcej tak – Lestrange chrząknęła i obniżyła swój głos, żeby „udawać” Atreusa: – Lestrange, nie żenię się z tobą i odwołuję nasz ślub, bo Brenna na mnie nie krzyczy – i powiedziawszy to, wróciła do swojego głosu, ale modulowała po później jeszcze przez chwilę: – I ja mu na to: o to fantastycznie i tak nie chcę, a teraz będziesz mógł się oświadczyć Brennie i planować z nią ślub. I wtedy on, że już zdążyłem to zrobić, ale się nie zgodziła, więc spróbuję kiedy indziej. No. Brzmi dla ciebie jak żart? Bo jak go zapytałam kiedy, to powiedział, że jakoś w tym miesiącu – wiedziała, że czasami Atreus wkręcał ludzi. Albo przekręcał fakty na swoją korzyść. Ale to nie było na jego korzyść. Podejrzewała, że po tym, jak mu zmyła łeb, to nie miał ochoty na rundę drugą, tym bardziej że Victoria miała na to siłę, a on chyba nie bardzo.

– Nie ma żadnych rewelacji. Zabrał mnie na kolację, a potem na spacer i do cukierni i księgarni – uśmiechnęła się lekko, dając Brennie wypić w spokoju. – Większe rewelacje to były jak pomogłam mu wykluć sówkę z jajka i przyszliśmy z nią do Domu Mody, a zza wieszaków nagle wypłynęła Cressida Avery i zrobiła awanturę na całą pracownię. Absolutna tragedia, jeszcze pojawiła się jego matka, która próbowała wybadać, jaki jest charakter naszych spotkań i chciała nas zaciągnąć na herbatę – a wykręcenie się nie było takie proste. Victoria sama upiła teraz kawę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
26.10.2026, 22:19  ✶  
– Brzmi jak Atreus - zawyrokowała, słysząc, że tuż po tym, jak był kapibarą i klepano go po pewnej strategicznej części ciała, postanowił pić dalej drinki, fundujące takie atrakcje. Uśmiechnęła się lekko na obruszenie Victorii: gdyby Atreus robił to wtedy na serio to… też byłaby bardzo, bardzo zła. – To nie była jego wina. Dodali tam uderzeniową dawkę. Trzymała krótko, ale waliła mocno. Mam wrażenie, że kiedy minęła, to był pierwszy i ostatni raz, gdy widziałam Atre faktycznie zakłopotanego.
Na całe szczęście doskonale rozumiała, że amortencja to amortencja, nie planowała ani rzucać się mu na szyję, ani się przejmować czy mu to wypominać. Pewnie nawet by o tym nie opowiadała innym, gdyby teraz Victoria nie wspomniała, co i jak.
I cóż, dobrze, że przełknęła ciasteczko, bo znowu omal nie stanęło jej w gardle.
– Cynthia? – wykrztusiła. – Nie przyznała się ani słowem. Bogowie, on zerwał z tą swoją narzeczoną, prawda? – upewniła się, bo jeśli nie… jeśli nie, to wyglądało okropnie. I ze strony Louvaina, i ze strony Cynthii. Westchnęła, bo podejmowała co jakiś czas próby wyciągnięcia tej z pracy albo z pracowni eliksirów, spełzały one jednak głównie na panewce.
A potem gdy Victoria podjęła opowieść, przypatrywała się jej po prostu, usiłując to wszystko poskładać sobie w głowie.
Nie brzmiało to zbyt poważnie. Ale Atreus czasem mówił o poważnych sprawach jakby żartował, próbując w ten sposób chyba sobie ułatwić czy udać, że ma do nich więcej dystansu niż zwykle. I teraz nie miała pojęcia, które z nich jest większym idiotą. Odstawiła jednak tę kawę, uznając, że jej picie to zły pomysł i przeczesała włosy palcami, próbując przypomnieć sobie ich wszystkie interakcje.
Nie miał chyba na myśli…?
– Czekaj… na balu powiedział mi, że ktoś mu zasugerował, że powinien szukać żony i że w sumie powinien rozważyć opcje. Spytałam, czy żartuje, oświadcza się czy oznajmia, że idzie szukać innej dziewczyny. A on powiedział coś w stylu, czy chciałabym, żeby żartował, i że w sumie to nie jest są faktycznie oświadczyny, a potem o topieniu w sadzawce. I był wtedy podpity.
Czy „ciekawe jakbyś zareagowała jakby ktoś się faktycznie oświadczył” czy jak on to ujął, to miało być oświadczyny? Czy ona naprawdę czegoś nie pojmowała?! I miała uczepić się takich słów, rzuconych nie do końca na trzeźwo? Nie byłoby to trochę desperackie? Zwłaszcza że wypił dość, by nie pamiętał, że padło słowo na k, a i że ona też w sumie to samo powiedziała?! To też był ten moment „mówię na poważnie, ale udaję, że żartuję i się domyśl?” Zwykle nawet była w stanie się domyśleć, ale chyba bałaby się przy takich rzeczach coś założyć, choćby po to, by wszystkiego nie zepsuć.
– No cóż. Brzmi miło. Chyba się postarał, bo gdyby to było na Pokątnej… to co innego, a to Wenecja – powiedziała i bardzo chciała się na tym skupić, ale w tej chwili raz, była bardzo zmęczona i niewyspana, dwa, rewelacje Victorii bardzo wytrąciły ją z równowagi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2364), Victoria Lestrange (3153)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa