• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[23.10.1972] Lovegood's goods... and more (Astoria Avery, Samuel McGonagall)

[23.10.1972] Lovegood's goods... and more (Astoria Avery, Samuel McGonagall)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
11.09.2026, 00:10  ✶  
poranek 23.10.1972
bazar Lovegood'ów

Od świtu była już na nogach. Samhain zbliżało się nieuchronnie, a wraz z nim konieczność przygotowania straganu, który miała wystawić w imieniu galerii. Chciała, żeby ojciec był z niej dumny, chciała mu pokazać, że potrafi wszystko samodzielnie zorganizować, dbając przy tym o najwyższą jakość. Nie zamierzała jednak tworzyć kolejnej wystawy w miniaturze. To miał być punkt sprzedaży ikon świętych, schludny i godny Averych, ale pozbawiony tego wszystkiego, co mogłoby wyglądać na ostentację. Zwłaszcza teraz. W ostatnich miesiącach zbyt wielu ludzi zaczęło liczyć każdy knut, by miała ochotę stawiać przed nimi złocone stoły, jedwabne obrusy i ozdobne stojaki kosztujące więcej niż niejedna rodzina była w stanie wydać na jedzenie przez tydzień. Ikony miały być przedmiotami, które można było kupić i zabrać do domu, nie przypomnieniem o tym, kogo stać na luksus. Dlatego w Dolinie Godryka pojawiła się z dość konkretną listą:

— prosty, drewniany stół, najlepiej z jasnego, nielakierowanego drewna;
— deski do konstrukcji straganu;
— materiał na baldachim;
— kilka stojaków na ikony;
— niewielki podestu albo skrzyni, która mogłaby posłużyć jako dodatkowa ekspozycja;
— lniany obrus w przygaszonym, naturalnym kolorze;
— kilka mniejszych kawałków materiału do wyłożenia półek i zabezpieczenia ikon;
— drewniana tabliczka z nazwą galerii;
— proste haczyki i metalowe okucia do przymocowania konstrukcji;
— kilka świeczników dających ciepłe, ale niezbyt mocne światło;
— niewielkie gliniane naczynia na świece;
— koszyk albo zamykana skrzynka na pieniądze i drobne rzeczy;
— papier pakowy, sznurek i cienkie drewniane przekładki, by można było bezpiecznie zapakować zakupione ikony;
— gałązki jesiennych roślin do dekoracji

Do Doliny Godryka dostała się bez większego trudu za pomocą sieci Fiuu. Znalazła się w pobliżu rynku, a następnie przeszła przez jedną z magicznych żelaznych bram prowadzących na niewielki plac zajmowany przez bazar Lovegood'ów. Od razu poczuła, że trafiła w miejsce, w którym rozsądek najwyraźniej od dawna był tylko jedną z wielu możliwych opcji. Stragany wyrastały obok siebie w niemal zupełnie przypadkowym porządku. Potrzebowała chwili, żeby się tu odnaleźć. Całość była głośna, barwna i niepokojąco żywa. Astoria, ubrana jak zwykle nienagannie, z torbą przewieszoną przez ramię, wyglądała na tym tle niemal jak pomyłka. Przeszła jednak przez plac bez najmniejszego śladu skrępowania, rozglądając się uważnie. Przy pierwszym stanowisku znalazła materiały. Przerzucała przez palce lniane tkaniny, porównując odcienie. Odpadały wszystkie zbyt jasne, wszystkie zbyt ciemne, wszystkie z połyskiem. W końcu wybrała materiał w kolorze ciepłego, naturalnego lnu. Zamówiła go w odpowiedniej długości, prosząc o obszycie krawędzi skromną koronką. Następnie wybrała płócienny materiał na baldachim w głębokim, przygaszonym odcieniu burgundu oraz kilka mniejszych skrawków materiałów do eskpozycji. Następnie skierowała się ku metalom i drobnym elementom konstrukcyjnym. Tam zamówiła proste haczyki, kilka okuć, zawiasy i niewielkie podpórki. Wszystko miało być praktyczne. Żaden element nie miał rzucać się w oczy.
Dalej wypatrzyła świeczniki - wybrała kilka, wykonanych z matowego metalu oraz gliniane podstawki na świece. Do tego zamówiła parę prostych lampionów. Nie więcej. Kiedy sprzedawca zaczął proponować większe, ozdobniejsze modele, Astoria tylko pokręciła głową. Najwięcej czasu spędziła jednak przy stoisku z papierem i materiałami do pakowania. Wybrała gruby, jasny papier, naturalny sznurek oraz cienkie drewniane przekładki. Każda ikona miała zostać owinięta osobno, zabezpieczona przed zarysowaniem i przygotowana tak, by kupujący mógł bezpiecznie zabrać ją do domu. Na straganie obok wybrała trochę prostych, jesiennych gałęzi - jarzębinę, trochę suszonych liści dębu i kilka cienkich, nagich gałązek.
Odeszła kilka kroków, odetchnęła, po czym zapisała wszystkie zamówienia na pergaminie, upewniła się co do terminów dostawy i skierowała się do ostatniego przystanku - stolarza. I z tym miała największy problem. Znalazła jedynie stoisko z różnymi deskami. Może coś przeoczyła? Po chwili konsternacji jej wzrok padł na mężczyznę naprawiającego stragan. Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Miał narzędzia w rękach i wyglądał jakby wiedział, co robi. Kogoś takiego potrzebowała, czyż nie?
- Przepraszam, szukam stolarza, który zbudowałby konstrukcję straganu na Samhain. Mógłby mi pan pomóc? - zagaiła miłym tonem, niczym niewinna dama w opresji, która potrzebuje ratunku drwala z dużym… młotkiem.


learn the rules
then
break some
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#2
23.09.2026, 10:52  ✶  
Samuel nie miał do końca świadomości tej sytuacji, ale prawda była taka, że wyglądał - zwłaszcza przy pracy - jak bardzo, bardzo stereotypowy stolarz. Owszem był młody, ale broda i przydługie włosy dodawały mu powagi. Jego bawełniana koszula w kratę była w kolorze spłowiałego błękitu, pod spodem na białym podkoszulku pojawiało się jużkilka plam od przypadkiem wytartych o materiał rąk. Dookoła pasa dumnie nosił bandolierę z narzędziami, zamiast biednego płóciennego worka, który miał kiedyś. Dziwnie mu było mieć w ten sposób narzędzia, ale w pracowni pana Ollivandera usłyszał, że tak wygląda o wiele bardziej poważnie i ludzie będą go szanować. Przyjął to ze wzruszeniem ramion, ale prawda była taka, że zamiast dżemu coraz częściej ofiarowano mu złoto. Nie żeby w ogóle był w stanie odmówić niesienia pomocy. I nie miało znaczenia czy pytał ziutek spod sklepu z oddechem pachnącym przetrawionym bimbrem, czy pytała piękna pani o intensywnie zielonych oczach.

Początkowo nie odwrócił się do niej, bo musiał dokręcić śrubę. Mięśnie ramion i pleców napinały się pod koszulą, bo śruba była oporna ale w końcu udało mu się. Położył sękatą rękę na blacie i spróbował nim trochę potrząsnąć, ale bez efektu. Uśmiechnął się do siebie, zadowolony ze swojej pracy, a dopiero potem zdał sobie sprawę, że ktoś nad nim stoi i chyba do niego mówi. Odwrócił się do pytającej i zamrugał kilka razy, zbyt pogrążony przed momentem w swoim zadaniu, by zrozumieć że ktoś do niego podszedł.

Podniósł się, wyciągnął zza pasa szmatkę i przetarł ręce od pyłu.
– Dobrze pani trafiła, bo jestem stolarzem. Miała też pani spore szczęście, bo w sumie całkiem za niedługo wracam do Londynu, ale no. Teraz jestem tu gdzie jestem. – Odparł niezręcznie, głowę mimo wszystko mając jednak trochę w robocie którą robił przed momentem. Potem będzie musiał się pojawić u Ollivanderów, pan Garrick uprzedzał go że może być bardzo dużo zamówień na pudełka, które wymagały specjalnych zabezpieczeń. – Mógłbym zrobić taki stragan. Pomagałem Lovegoodom odbudować tu, ten bazar, więc no… mam wiedzę jak to zrobić. – Niebieskie oczy zlustrowały okolicę w zamyśleniu. Powstrzymał się przed impulsem, żeby podejśćdo pani Gerendass i sprawdzić, czy dach się trzyma. Musiał się trzymać. To był dobry dach. – Muszę iść po materiały do siebie, ale możemy po drodze omówić szczegóły. Na Samhain to… całkiem niedługo – zauważył, nie będąc nawet pewnym czy sabat jest 30 czy 31. On kochał Knieję cały rok. Nie potrzebował sabatu by to jej okazać.

Rzemieślnik, Tworzenie przedmiotów drewnianych II
Skrzat półkrwi I, Poza schematem I, Antyspołeczny III, Prawdomówny I
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
14.10.2026, 01:15  ✶  
Przyglądała się mężczyźnie z cierpliwością właściwą osobom, które przez lata obcowania z artystami nauczyły się, że nie należy przeszkadzać rzemieślnikowi w chwili największego skupienia. Nie pośpieszała go. Zamiast tego pozwoliła sobie na krótką obserwację jego poczynań, z zainteresowaniem śledząc sposób, w jaki mocował ostatnią śrubę, a następnie sprawdzał stabilność wykonanego mebla. Sama nie posiadała szczególnego doświadczenia w stolarstwie, niemniej lata spędzone pośród obrazów, rzeźb i zabytkowych ram nauczyły ją rozpoznawać solidną robotę.
- W takim razie rzeczywiście dopisało mi szczęście - odparła z uprzejmym uśmiechem, kiedy wreszcie zwrócił się ku niej. Wzmianka o odbudowie bazaru skłoniła ją do ponownego rozejrzenia się po placu. Dotychczas przyglądała się tutejszym straganom przede wszystkim pod kątem ich wyposażenia, teraz jednak zwróciła uwagę również na same konstrukcje. Zastanowiła się przelotnie, ile z nich wyszło spod ręki jej rozmówcy, a ile zawdzięczało mu jedynie niezbędne naprawy.
- Oczywiście, chętnie panu potowarzyszę - zapewniła, poprawiając skórzany pasek torebki na ramieniu. Nie umknęło jej również, że człowiek, do którego się zwróciła, prezentował się zgoła inaczej niż rzemieślnicy, z jakimi zwykła mieć do czynienia przy zamówieniach dla galerii. Tamci zazwyczaj przychodzili w odświętnych szatach z próbkami drewna i katalogami własnych wyrobów, gotowi rozwodzić się godzinami nad zaletami poszczególnych gatunków, nierzadko usiłując przekonać ją do zamówienia czegoś znacznie kosztowniejszego, niż rzeczywiście potrzebowała. Tymczasem stojący przed nią mężczyzna, z przydługimi włosami, brodą i koszulą noszącą wyraźne ślady pracy, nie sprawiał wrażenia człowieka przesadnie zatroskanego o zdobywanie klienteli. Było w tym coś ujmująco prostodusznego, choć Astoria, rzecz jasna, nie zamierzała wyciągać pochopnych wniosków na podstawie samego wyglądu. - A co do terminu, istotnie, czasu pozostało niewiele. - przyznała z łagodnym uśmiechem. - Zdaję sobie sprawę, że zwracam się do pana z zamówieniem dość późno, dlatego nie oczekuję, że odłoży pan wszystkie dotychczasowe zobowiązania wyłącznie przez wzgląd na moje życzenie. Niemniej, gdyby znalazł pan możliwość potraktowania mojego zlecenia priorytetowo, z przyjemnością wynagrodzę ten dodatkowy trud odpowiednią liczbą galeonów.
Astoria nie należała do osób, które uważały, że samo nazwisko powinno otwierać przed nimi wszystkie drzwi, choć doskonale zdawała sobie sprawę z przywilejów, jakie ze sobą niosło. W sprawach zawodowych znacznie chętniej odwoływała się do argumentów bardziej wymiernych, szczególnie gdy zależało jej na czasie. Pieniądze miały przecież tę niezaprzeczalną zaletę, że pozwalały uniknąć wielu niepotrzebnych komplikacji. Nie zamierzała jednak sprawiać wrażenia, jakoby próbowała kupić sobie pierwszeństwo za wszelką cenę. Rzemieślnik, który wykonywał swoją pracę sumiennie, zasługiwał na uczciwą zapłatę, a pośpiech stanowił dodatkową niedogodność, którą należało stosownie zrekompensować.
- Zależałoby mi, abyśmy już dzisiaj ustalili wszystkie szczegóły - dodała po chwili, przyglądając się jeszcze ukończonemu przez niego meblowi, oceniając staranność połączeń i gładkość drewnianej powierzchni. Następnie ponownie przeniosła spojrzenie na stolarza.
- Czy dysponuje pan własnym zapasem odpowiedniego drewna i pozostałych materiałów? A może powinnam zatroszczyć się o ich dostarczenie? - zapytała, odruchowo poprawiając rękaw płaszcza. - Mogę zająć się zakupami we własnym zakresie, jeżeli miałoby to choć trochę przyspieszyć realizację zamówienia.
Nie znała przecież jego warsztatu ani zwyczajów, toteż nie widziała powodu, by narzucać mu sposób organizacji pracy.

u mnie skromniej - przewaga: Bogacz


learn the rules
then
break some
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#4
Wczoraj, 22:12  ✶  
Trudno było rozsądzić czy Samuel ruszył tuż przed tym, czy zaraz po tym, jak Astoria wyraziła chęć towarzyszenia mu. Najważniejsze, ze cała rozmowę odbywali w ruchu, bowiem rzemieślnik z Doliny zaiste miał diablo mało czasu. Projekt Helloise z ubiegłego tygodnia pochłonął swoje, Lovegoodzi domagali się niemalże regularnego zaglądania do nich, co mógł czynić w przerwach między obowiązkami wzgledem Ollivanderów w Londynie, nadzorowaniem pracy w Warowni Longbottomów i oczywista wspólnym drążeniem lampionów razem z wiedźmą z Kniei.

Praca, praca, praca… Nie było czasu do stracenia, z trudem znajdował czas na przerwę, najczęsciej zmuszany do niej przez innych.

Podobnie teraz. Ha! czyż nie była to przerwa? W dłoniach nie ściskał narzędzi, zaliczał właśnie przechadzkę z miłą nieznajomą, prowadzili uprzejmą konwersację, w której nie czuł się nieswojo, bo dotyczyła a jakże! kolejnego zlecenia. W jego spokoju nie było szyderstwa, a szczera wdzięczność, bo o wiele, o wiele łatwiej mu się konwersowało z kimkolwiek gdy znał zasady gry, a zasady tej akurat gry uczył się od czasu, gdy wyrzucono go z Kniei, byłoby już prawie pół roku.

– Nie oczekuje pani tego, a jednak chciałaby pani mieć nadany priorytet, a to oznacza odłożenie części zamówień na bok – zauważył dość rzeczowo, nie po złośliwości, raczej jakby nie dopuszczając w swojej prostolinijności, że mogłaby celowo próbować go zmanipulować do porzucenia innych klientów w ich potrzebie. Tych nie brakowało, ale… Samuel prędzej by się zajechał niż odrzucił zlecenie. Był młody. Był chętny do pomocy. A także… zwyczajnie nie potrafił odmówić. – Ale tak, zrobię to, zrobię to na czas – choćby miał nie spać, choćby miał zejść na zawał po wszystkim, na zawał w wieku 25 lat. Zrobi to przecież, to nie był problem. – Oczywiście możemy ustalić tak – odpowiadał, wciąż się przemieszczając i nie patrząc na nią, wytyczając sobie niewidzialną ścieżkę, do kolejnego punktu do odhaczenia na zbyt długiej liście. To nie było tak, że był oschły, że nie chciał jej pomóc. Bardzo chciał. I bardzo nie chciał być oschły. Ważne były konkrety.

– Mogę mieć, zależy od rozmiarów, ale zostało nam trochę z odbudowy bazaru. Zależy co pani chce mieć na tym straganie, ma pani listę? – Nikolai, jego wspólpracownik i drugi z rzemieślników, powtarzał mu od pewnego czasu, że musi nauczyć się redukować takie listy, zwłaszcza jeśli były zbyt wymyślne i zbyt - a może przede wszystkim - czasochłonne. Poznał już wielką trójcę, że coś może być zrobione dobrze, szybko lub tanio, ale zdawało się że galeony, dużo galeonów wchodziło w grę. Nie był do końca pewien co mógłby z tymi galeonami zrobić, ale pomyślał, że mógłby zabrać Mabel do tego sklepu, o którym kiedyś mu opowiadała Helloise, ze śmiesznymi cukierkami, od których się latało i zabawnie mówiło. Samuel podskórnie przeczuwał, że taki sklep nie mógł być tani. – Ale tak, pani zaangażowanie ułatwi sprawę, zwłaszcza w sprawach dekoracyjnych, na tym nie znam się za dobrze. – W końcu się uśmiechnął, a jego ton złagodniał w przepraszaniu za coś, o co chyba go nie poprosiła, choć kto wie, musieli dogadać co oboje rozumieją przez zrobienie straganu. – Co pani zamierza sprzedawać? Jabłka w cukrze? Pająki w słoiku? Albo te no… samhainowe gwoźdize? – dopytał, aby lepiej móc sobie wyobrazić zaplecze sklepiku.

Tymczasem wyminęli już zabudowania i zaczęli wspinać się wąską ścieżką po wzgórzu, do odosobnionego domu, do którego nie było wstępu mugolom. Przytulisko hipogryfowe czekało, w oknach paliło się światło, ale on zamierzał udać się prosto do stodoły, która tymczasowo przyjęła funkcję jego warsztatu od innych rzeczy, niż drobnicy, którą robił w Londynie i Heli.
Zawada: prawdomówny, skrzat półkrwi
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1148), Samuel McGonagall (1003)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa