Dzień przyszedł szybko. Dużo za szybko, Nora miała wrażenie, że spała ledwie godzinę, zresztą faktycznie mogło tak być, bo musiała skończyć przygotowania do Beltane. Obudziła się, kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły dobijać się do szyby. Nie mogła sobie pozwolić na zmrużenie oka ani odrobinę dłużej.
Był to ważny dzień. Z wielu powodów. Po pierwsze i najważniejsze Mabel obchodziła dzisiaj siódme urodziny. Powinna spędzić ten dzień z nią, jednak obowiązki nie pozwalały jej na to. Miała wyrzuty sumienia, że musi pracować, jednak sama wybrała taką drogę. Kiedy bowiem mogła dotrzeć do nowych klientów, jeśli nie podczas Beltane. Miała zamiar wynagrodzić to córce już niedługo. Rozmawiała nawet z Brenną o małym przyjęciu niespodziance, ale to jak wszystko się uspokoi i będą miały Beltane za sobą.
Ten dzień zapowiadał się dosyć intensywnie, musiała przetransportować ostatnią partię słodkości do Doliny, do tego zabrać tam Salema i Mabel - która miała spędzić go u Longbottomów na zaproszenie Brenny. Wydawało się to być Norce całkiem dobrym pomysłem, więc podeszła do tego z aprobatą.
- Salem, tylko cicho, nie możemy jej obudzić. - Powiedziała jeszcze do kota, który kręcił się gdzieś przy niej. Nora musiała przygotować tort - nie pozwoliłaby, aby go zabrakło w tym ważnym dniu.
Przyniosła z kuchni, która należała do części cukierniczej niewielki tort, w kształcie czarnego kota. Dla niektórych mogło kojarzyć się to niezbyt dobrze - tutaj miała na myśli przede wszystkim ich kocich towarzyszy, jednak wiedziała, że córka lubi te zwierzęta więc motyw wydawał jej się być odpowiedni. Kiedy poszła po tort przyniosła również siedem balonów, w różnych kolorach.
Przygotowała świeczki, była gotowa, pozostawało czekać tylko, kiedy Mabel się obudzi, chciała jej dać trochę pospać, w końcu to były jej urodziny, miały jeszcze chwilę do wyjścia, więc nie zamierzała pospieszać, przynajmniej, jak na razie.