Dzisiaj, 01:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Dzisiaj, 01:59 przez Benjy Fenwick.)
Posławszy liścik za liścikiem w kierunku Prue, nie odwróciłem już od niej wzroku, tylko spoglądałem wprost na nią, czekając na jakąś reakcję, zacząłem więc wiercić się na krześle, zanim jeszcze kartka z odpowiedzią dotarła na mój blat, co było dość niefortunne, ponieważ profesor właśnie odwracał się od tablicy i przez sekundę miałem wrażenie, że zaraz przyłapie mnie na całej tej korespondencji, po czym odbierze mi pergamin, przeczyta go na głos i urządzi nam obojgu wykład o tym, że lekcje nie służyły do prowadzenia prywatnej poczty. Mogłem przynajmniej spróbować skupić się na wykładzie, szczególnie że zdążył już dwa razy spojrzeć w moją stronę, ale uznałem, że najważniejszym zagadnieniem - nawet jeśli nie omawianym tego dnia na zajęciach - było to, czy Prue odpisze mi jeszcze przed dzwonkiem. Najgorsze było chyba to, że nie umiałem nawet powiedzieć, jak bardzo mi tego brakowało, nie chodziło wyłącznie o rozmowy, które teraz nadrabialiśmy skrawkami pergaminu, tylko o zwyczajną obecność mojej najlepszej przyjaciółki, o możliwość odwrócenia się do niej z jakąś kompletną bzdurą, zanim zdążyłem ją zapomnieć. Kiedyś wystarczyło, że siedziała gdzieś w pobliżu, żebym miał pewność, że wszystko wyglądało tak, jak powinno, teraz nie było już tak prosto. Na szczęście ciasno zwinięty kawałek papieru wylądował przede mną już po tym, gdy nauczyciel zdążył odwrócić wzrok, więc mogłem pochylić się nad nią i rozprostować wiadomość pod osłoną podręcznika. Opuściłem głowę, udając wyjątkowo pilnego studenta, który właśnie natrafił na niezwykle interesujący fragment, podczas gdy w rzeczywistości przeczytałem pierwsze zdanie dwa razy, potem następne, aż dotarłem do końca i poczułem, że coś nieprzyjemnie ścisnęło mnie pod żebrami. Właściwie już teraz rozumiałem, dlaczego tak trudno było jej po prostu czekać - Prue się o mnie martwiła, naprawdę się martwiła, czemu nie pomagało to, że przecież nie miała pojęcia, co właściwie się działo, i że musiała zadowolić się moimi pokrętnymi zapewnieniami, iż wszystko kiedyś jej wyjaśnię - sam pewnie zachowywałbym się podobnie, gdyby nagle zaczęła znikać z miejsc, w których zwykle można było ją znaleźć, przestała ze mną rozmawiać, a potem przysłałaby mi kilka zdań, z których wynikałoby głównie tyle, że coś było nie tak, ale nie mogła mi powiedzieć, co takiego. Pewnie doprowadziłbym ją do szału, próbując wyciągnąć z niej odpowiedź.
Sięgnąłem po pióro i zacząłem odpisywać - tym razem nie chciałem wysyłać jej kilku chaotycznych zdań, z których każde mówiłoby właściwie to samo - musiałem przyznać, że nie byłem w tym najlepszy, ale przynajmniej mogłem spróbować. Przesunąłem końcówkę niżej, maczając ją w atramencie i próbując zebrać myśli w słowa. Gdyby wiedziała, ile razy w ciągu ostatnich dni nie potrafiłem poradzić sobie z najprostszymi sprawami, być może musiałaby zrewidować swoją opinię, ale na szczęście nadal mnie lubiła.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Przeczytałem jeszcze raz ostatnie zdanie, skrzywiłem się na własną nieporadność i odłożyłem pióro, aby zamienić je na różdżkę i odesłać karteczkę, po czym wsunąłem dłonie pod blat, żeby nie zacząć nerwowo stukać palcami i spojrzałem na zegar - do końca lekcji zostało stanowczo za mało czasu, a jednak czekałem na odpowiedź Prue, zastanawiając się, czy nie napisałem czegoś śmiertelnie głupiego. Właściwie napisałem już tyle głupich rzeczy, że trudno było mi ustalić, która z nich mogła przeważyć szalę. Zdecydowanie lepiej radziłem sobie z mówieniem niż z pisaniem, zwłaszcza kiedy próbowałem jednocześnie przeprosić, uspokoić Prue i zapewnić ją, że nie zamierzałem już znikać.
Przebiegłem wzrokiem po runach, najpierw szybko, później wracając do kilku fragmentów, przy których nie byłem pewien, czy dobrze odczytałem zapis - przy przemocy prychnąłem cicho pod nosem i musiałem zasłonić usta dłonią, żeby nie zwrócić na siebie uwagi - wstrzymałem się z tym z wysiłkiem, który uważałem za godny co najmniej pięciu punktów dla Gryffindoru. Niestety, zanim zdążyłem zabrać się za odpisywanie, profesor oznajmił koniec lekcji, czym skutecznie pokrzyżował mi plany. Zostałem jeszcze moment przy ławce, pakując książki do torby i zastanawiając się, czy powinienem mimo wszystko spróbować przesłać Pruey kilka słów, ale uczniowie już podnosili się z miejsc, krzesła przesuwały się po podłodze, ktoś niemal potrącił łokciem mój kałamarz, więc ostatecznie dałem sobie spokój. Nie chciałem zresztą wysyłać jej kolejnej wiadomości napisanej w pośpiechu, zwłaszcza że miałem do powiedzenia znacznie więcej, niż dało się zmieścić w paru znakach. Wychodząc z sali, zerknąłem więc w stronę rzędu, w którym siedziała, próbując złapać spojrzenie Prudence i dać jej znać choćby krótkim gestem, że zamierzałem to zrobić później.
Sięgnąłem po pióro i zacząłem odpisywać - tym razem nie chciałem wysyłać jej kilku chaotycznych zdań, z których każde mówiłoby właściwie to samo - musiałem przyznać, że nie byłem w tym najlepszy, ale przynajmniej mogłem spróbować. Przesunąłem końcówkę niżej, maczając ją w atramencie i próbując zebrać myśli w słowa. Gdyby wiedziała, ile razy w ciągu ostatnich dni nie potrafiłem poradzić sobie z najprostszymi sprawami, być może musiałaby zrewidować swoją opinię, ale na szczęście nadal mnie lubiła.
ᚹᛁᛖᛞᛉᛟᛚᛖᛗ ᛉᛖ ᛊᛁᛖ ᛉᛖ ᛗᚾᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᚨᛉᚾᛁᛊᛉ ᛞᛚᚨ ᛗᛟᛃᛖᚷᛟ ᚹᛁᛒᛁᛏᚾᛖᚷᛟ ᛁᚾᛏᛖᛚᛖᚲᛏᚢ ᚹᚱᛖᛊᛉᚲᛁᛖ ᚹᛁᛊᛉᛚᛟ ᚾᚨ ᛃᚨᚹ ᚨ ᛃᚨ ᚷᛚᚢᛈᛁ ᛗᛁᛊᛚᚨᛚᛖᛗ ᛉᛖ ᚲᚺᛟᛞᛉᛁ ᛟ ᛗᛟᛃᛖ ᛈᛁᛖᚲᚾᛖ ᛟᚲᛉᛁ ᛁ ᚾᛁᛖᛈᚱᛉᛖᚲᛁᛖᛏᚾᛁ ᛏᚨᛚᛖᚾᛏ ᛞᛟ ᚹᛁᚷᚱᛁᚹᚨᚾᛟ ᛉᚨᚲᛚᚨᛞᛟᚹ ᛃᛖᛊᛉᚲᛉᛖ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛁ ᛉᚨᚲᛉᚾᛖ ᚲᚺᛟᛞᛉᛁᚲ ᛈᛟ ᛉᚨᛗᚲᚢ ᛉ ᛉᚨᛞᚨᚱᛏᛁᛗ ᚾᛟᛊᛖᛗ ᚹᛏᛖᛞᛁ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛗᚢᛊᛟᛚᚨ ᛗᚾᛁᛖ ᛊᛈᚱᛟᚹᚨᛞᛉᚨᚲ ᚾᚨ ᛉᛁᛖᛗᛁᛖ ᚨᛚᛖ ᛞᛉᛁᛖᚲᚢᛃᛖ ᛉᚨ ᛏᛟ ᛉᛖ ᛗᛁ ᚢᚠᚨᛊᛉ ᚾᚨᚹᛖᛏ ᚲᛁᛖᛞᛁ ᛉᚨᚲᚺᛟᚹᚢᛃᛖ ᛊᛁᛖ ᛟᚲᚱᛟᛈᚾᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᚹᛁᛖᛗ ᚲᛉᛁᛗ ᛊᛟᛒᛁᛖ ᚾᚨ ᚲᛁᛖᛒᛁᛖ ᛉᚨᛊᛚᚢᛉᛁᛚᛖᛗ ᚨᛚᛖ ᛗᚨᛗ ᚾᚨᛞᛉᛁᛖᛃᛖ ᛉᛖ ᚾᛁᚷᛞᛁ ᚾᛁᛖ ᛈᚱᛉᛖᛊᛏᚨᚾᛁᛖᛊᛉ ᛒᛁᚲ ᛗᛟᛃᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᚨᚲᛟᛚᚲᚨ ᚲᚺᚲᛟᛚᛒᛁᛗ ᛉᛖᛒᛁᛊ ᛗᛟᚷᛚᚨ ᛗᛁ ᛏᛖᚱᚨᛉ ᛈᛟᛗᛟᚲ ᚨᛚᛖ ᚾᛁᛖ ᛗᛟᚷᛖ ᚲᛁᛖ ᚹ ᛏᛟ ᛗᛁᛖᛊᛉᚨᚲ ᚹᛁᛖᛗ ᛉᛖ ᚲᛁᛖ ᛏᛟ ᛉᛚᛟᛊᚲᛁ ᛒᛟ ᚷᛞᛁᛒᛁ ᚱᛟᛚᛖ ᛊᛁᛖ ᛟᛞᚹᚱᛟᚲᛁᛚᛁ ᛊᚨᛗ ᛈᛖᚹᚾᛁᛖ ᛃᚢᛉ ᛞᚨᚹᚾᛟ ᛈᚱᛟᛒᛟᚹᚨᛚᛒᛁᛗ ᚹᛚᚨᛗᚨᚲ ᛊᛁᛖ ᛞᛟ ᛏᚹᛟᛃᛖᛃ ᚷᛚᛟᚹᛁ ᛉᛖᛒᛁ ᛞᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᛊᛁᛖ ᚲᛟ ᚢᚲᚱᛁᚹᚨᛊᛉ ᚾᚨ ᚱᚨᛉᛁᛖ ᛗᚢᛊᛁᛊᛉ ᛗᛁ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᛟᛒᛁᛖᚲᚨᚲ ᛉᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛊᛁᛖ ᛉᚨ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᛗᚨᚱᛏᚹᛁᚲ ᚹᛁᛖᛗ ᛚᚨᛏᚹᛁᛖᛃ ᛈᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᚾᛁᛉ ᛉᚱᛟᛒᛁᚲ ᚨᛚᛖ ᛊᛈᚱᛟᛒᚢᛃ ᛈᚱᛟᛊᛉᛖ
Wiedziałem, że się ze mną przyjaźnisz dla mojego wybitnego intelektu. Wreszcie wyszło na jaw. A ja głupi myślałem, że chodzi o moje piękne oczy i nieprzeciętny talent do wygrywania zakładów. Jeszcze trochę i zacznę chodzić po zamku z zadartym nosem, wtedy będziesz musiała mnie sprowadzać na ziemię. Ale dziękuję. Za to, że mi ufasz, nawet kiedy zachowuję się okropnie. Nie wiem, czym sobie na ciebie zasłużyłem, ale mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz być moją przyjaciółką. Chciałbym, żebyś mogła mi teraz pomóc, ale nie mogę cię w to mieszać. Wiem, że cię to złości, bo gdyby role się odwróciły, sam pewnie już dawno próbowałbym włamać się do twojej głowy, żeby dowiedzieć się, co ukrywasz. Na razie musisz mi tylko obiecać, że nie będziesz się za bardzo martwić. Wiem, łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale spróbuj, proszę.
Przebiegłem wzrokiem po runach, najpierw szybko, później wracając do kilku fragmentów, przy których nie byłem pewien, czy dobrze odczytałem zapis - przy przemocy prychnąłem cicho pod nosem i musiałem zasłonić usta dłonią, żeby nie zwrócić na siebie uwagi - wstrzymałem się z tym z wysiłkiem, który uważałem za godny co najmniej pięciu punktów dla Gryffindoru. Niestety, zanim zdążyłem zabrać się za odpisywanie, profesor oznajmił koniec lekcji, czym skutecznie pokrzyżował mi plany. Zostałem jeszcze moment przy ławce, pakując książki do torby i zastanawiając się, czy powinienem mimo wszystko spróbować przesłać Pruey kilka słów, ale uczniowie już podnosili się z miejsc, krzesła przesuwały się po podłodze, ktoś niemal potrącił łokciem mój kałamarz, więc ostatecznie dałem sobie spokój. Nie chciałem zresztą wysyłać jej kolejnej wiadomości napisanej w pośpiechu, zwłaszcza że miałem do powiedzenia znacznie więcej, niż dało się zmieścić w paru znakach. Wychodząc z sali, zerknąłem więc w stronę rzędu, w którym siedziała, próbując złapać spojrzenie Prudence i dać jej znać choćby krótkim gestem, że zamierzałem to zrobić później.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)