• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[28.10.72] To wszystko przez tego wrednego poltergeista

[28.10.72] To wszystko przez tego wrednego poltergeista
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
03.11.2026, 11:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2026, 11:39 przez Christopher Rosier.)  
Poltergeist I i III
*
To miał być miły wieczór.
Taki z dobrym jedzeniem, czekoladą dla Victorii i dobrym winem dla niego, za to optymalnie bez bójek, i może bez rozmawiania o nadciągającym Samhain i wszystkim, co mogło pójść nie tak. I na pewno bez – tak totalnie, absolutnie, kategorycznie bez – rzucających klątwy poltergeistów.
Ten poltergeist chyba jednak wyjątkowo lubił Victorię Lestrange.
– Nie jest to wenecka restauracja, ale podobno wprowadzili do menu doskonałe tiramisu – rzucił Chris, gdy zmierzali ku Zorzy przez Pokątną. Wczesny, jesienny zmrok, już zaczynał kłaść się nad Londynem. Ulice nie opustoszały wprawdzie, ale zdawało się mu, że ruch jest nieco mniejszy niż bywał o tej porze przed Spaloną Nocą. – Chciałbyś wybrać się gdzieś w listopadzie?
Omal nie dodał odruchowo, że może gdzieś, gdzie temperatury są wtedy przyjemniejsze niż w Anglii, ale przypomniał sobie, że dla Victorii nie robiło to aż takiej różnicy.
– Gdzieś, gdzie nie jest tak szaro. W Anglii najbardziej nie lubię jesieni.
Zwykle wczesna jesień oznaczała liczne pokazy mody, podobnie jak końcówka zimy. To w tych porach odbywało się ich najwięcej, i Chris wtedy zajmował się przygotowywaniem kreacji, pokazów, odwiedzaniem tych od innych projektantów, brylowaniem na imprezach. To był główny urok jesieni: ten wrześniowy rozgardiasz, a potem chwila odpoczynku, zanim zabierze się za kreacje na Yule i pokazy w lutym. Ale w tym roku wszystko, co miało mieć miejsce we wrześniu w Anglii, odwołano, i nawet Rosierowie musieli odwołać swój udział w pokazać w Paryżu, bo nie szło ogarnąć tego zamieszania tuż po Spalonej Nocy. Zwłaszcza że część rzeczy tak przesiąkła zapachem dymu, że do niczego się już nie nadawała.
Byli już tak blisko.
Tak blisko…
Gdy do ich uszu dobiegł znajomy, złowieszczy śmiech, zawiał wiatr i z zaułka wyłoniła się półprzezroczysta istota. Znajoma przecież: spotkali ją wcześniej oboje, a Victoria to nawet więcej niż raz…
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
03.11.2026, 16:20  ✶  

Prawdę powiedziawszy, to Victoria była całkiem zmęczona po tym dniu – nie fizycznie, a bardziej właśnie psychicznie. Kwestia tej niefortunnej plotki, w której jedynym ziarnem prawdy było to, że wraz z Atreusem byli w łowienie i odwiedzili Arcykapłana, jakoś wydrenowała z niej siły, tak jak i wszelkie reperkusje z tym związane. Perspektywa zwieńczenia dnia w miły sposób, jakoś poprawiała humor Victorii, tym bardziej, że Christopher nie działał jej na nerwy tak, jak potrafił to robić Atreus, i po prostu wiedziała, że nawet jeśli tylko miałaby słuchać tego, co mówi, to po prostu przy nim odpocznie. Zwróciła uwagę na policzek Chrisa, czy siniak mu zniknął, czy jakoś go zakamuflował, na pewno jednak, tak ogólnie, Rosier prezentował się znacznie lepiej, niż rano. Pewnie wypoczął, kac musiał mu już dawno przejść. Victoria jakoś mimowolnie się na tę myśl usmiechała.

– Robią sobie teraz reklamę na wspomnieniach lata? – tiramisu mimo wszystko kojarzyło się z Włochami, a one z wakacjami, stąd jej skojarzenie, nawet jeśli w jej pamięci miało to pozostać już po prostu wspomnieniem ich randki-niespodzianki z październikowego wieczoru, trochę jednak mniej ponurego niż dzisiejszy. – W listopadzie? Właściwie to tak, przydałby mi się w końcu jakiś urlop – zwłaszcza po tym szaleństwie, które zapanowało w Anglii po Spalonej Nocy. Victoria pracowała wtedy bardzo dużo, przeciągnęło się to również na październik, przez moment zdawało się, że w końcu zrobiło się trochę luźniej w połowie miesiąca, a teraz znowu miala pełne ręce roboty przez zbliżające się Samhain… ale odmówiła pracy jutrzejszego dnia. Nawet ona potrzebowała odpocząć, żeby być sprawna podczas sabatu, skoro spodziewali się ataku… ataku, o którym nie powiedziała Chrisowi, a ten nie miał pojęcia, jak niebezpiecznie będzie za dwa dni… starała się o tym jednak dzisiaj nie myśleć. I go, przynajmniej teraz, nie martwić. – Przydałaby się odskocznia od ciągłych mgieł i deszczu – przyznała mu i uśmiechnęła się delikatnie. – A ty byś chciał? – nie wiedziała, czy pytał ją, bo po prostu chciał poznać jej zdanie i punkt widzenia, czy dlatego, że badał teren, bo sam chciał się gdzieś wybrać i to oznaczało, że mogliby się wybrać razem?

Byli już tak blisko, że Victoria widziała już wejście do restauracji, to tylko kilkanaście… może troszkę więcej kroków, ale to prawie tak, jakby już byli w Zorzy, gdy wtedy usłyszeli ten śmiech.

I czarnowłosa już łapała Chrisa za ramię, by pociągnąć go za sobą, już miała im narzucić bieg, byleby tylko dopadli do drzwi, ale nie zdążyli. Tak naprawdę, to Victoria zdołała jedynie złapać blondyna za ramię, w wtedy właśnie poltergeist ich dopadł. Rozrechotał się jak nigdy, blysnęło, trzasnęło, śmieszny człowieczek wywinął salto w powietrzu i zaraz zaczął odlatywać, zanosząc się śmiechem, że odwinął taki wyborny żart.

Ale to trzaśnięcie… Victoria była przekonana, że dobiegło nie z powietrza, a gdzieś od ich strony. Od jej strony.

Nie, to wcale nie trzaskały szwy jej sukienki, prawda? Dlaczego ten płaszcz wydawał się taki ciasny? I buty…? Zakręciło jej się w głowie, puściła Christophera i zachwiała się, nie umiejąc znaleźć środka ciężkości swojego ciała i po chwili wylądowała na kolanach na bruku, podpierając się dłońmi zimnego kamienia.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
Wczoraj, 11:01  ✶  
Christopher i Atreus pod pewnymi względami byli do siebie podobni: obaj dość uparci, obaj bardzo pewni swego, obaj z wysoką (może nawet za wysoką) samooceną), ambitni, rozrywkowi i raczej nie należący ani do ludzi bardzo poważnych, ani do milczków. Było parę wad i zalet, które dzielili. Ale Chris chyba był trochę mniej skłonny do wypowiadania żartów czy ironicznych tekstów co do drugie słowo, trochę częściej myślał nad tym, co myśli i jednak traktował Victorię trochę inaczej… a i w jego życiu mniej było chyba rzeczy trudnych i paskudnych, co też wpływało na charakter.
Siniak z twarzy znikł dzięki magicznej maści i odrobinie kremu, który wyczarowała skądś jego asystentka. Włosy zostały uczesane, krótka drzemka i wielka kawa postawiły go na nogi, no i przebrał się, bo do eleganckiej restauracji nie chodziło się w byle czym. Wyglądał więc, przynajmniej we własnym mniemaniu, dokładnie tak, jak powinien.
– W listopadzie ma odbyć się pokaz mody w Paryżu i pomyślałem sobie… – zaczął Christopher, dla którego najwyraźniej to pytanie faktycznie miało być wstępem do dalszej części rozmowy i prawdopodobnie jakiejś propozycji. Ale nie było dane mu dokończyć.
Najpierw bowiem dobiegł jego uszu ten śmiech, którego nie mógłby zapomnieć nawet za sto lat (a przynajmniej Chris był gotów przysięgać, że właśnie tak to wyglądało), a potem Victoria chwyciła go za ramię. Odruchowo zrobił krok do przodu, nie zdążyła jednak pociągnąć go ku wejściu do restauracji. Poltergeist przeleciał obok nich i znowu Rosier poczuł ten charakterystyczny, chłodny powiew, co przed wizytą w Domu Mody. Odsunął się od Victorii i wzdrygnął, zastanawiając, czy znowu nie będzie w stanie poradzić sobie z językiem, ale… poczuł się jakoś tak dziwnie, mięśnie jakby trochę zaczęły go boleć. Poruszył się gwałtownie, usiłując odruchowo sięgnąć po różdżkę, złudne wrażenie zaraz minęło, a on zorientował się, że jego towarzyszka wylądowała na ziemi. Odruchowo wyciągnął ku niej rękę, zdał sobie jednak sprawę z tego, że…
To nie była Victoria. Na ziemi siedział jakiś mężczyzna.
A ręka, którą ku niej wyciągał, nie była jego ręką.
Uniósł ją ze zdumieniem do oczu. Jego wzrost zmienił się tylko nieznacznie, ot ubyło kilku centymetrów, ale wystarczyło to, aby mankiet okazał się trochę za długi. Gwałtownym ruchem zacisnął palce drugiej ręki na własnym nadgarstku: jakoś tak trochę chudszy niż wcześniej. I włosy… do licha… kiedy miał tak długie włosy ostatni raz? W Hogwarcie, kiedy nie dało się regularnie chodzić do fryzjera…
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#4
Wczoraj, 13:42  ✶  

Victoria nie miała wątpliwości, że były takie cechy, które Christopher i Atreus dzielili – mimo wszystko spędzili ze sobą mnóstwo czasu i zgodnie z tym co mówili: przyjaźnią się, musieli więc w jakiś sposób nawiązać wspólny język. Według niej jednak, Chris nie był tak irytująco uparty jak Bulstrode i nie odwracał kota ogonem, tylko po to, żeby zrobić komuś wodę z mózgu i „wygrać” dyskusję. Nie mówiąc już o fikołkach logicznych, których Atreus był prawdziwym mistrzem. A przynajmniej Christopher nie dał się poznać od takiej strony Victorii, która po dzisiejszym dniu i zaprzeczaniu samemu sobie w wykonaniu Atreusa, miała serdecznie dość, zwłaszcza, gdy ten postanowił udawać, że jego zdanie jest najważniejsze, a to, że świat żyje w jakimś swoim ustalonym porządku, oznacza, że można to bez przeszkód ignorować.

Była bardzo ciekawa, co takiego Christopher sobie pomyślał o tym Paryżu, ale nie dane było jej się dowiedzieć. Wszystko zadziało się tak szybko… w jednej chwili szli do restauracji, a w drugiej patrzyła z poziomu bruku na Christophera. Widziała w nim tę zmianę, chociaż nie była jakoś bardzo gwałtowna – odrobinę niższy wzrost nie był tak zauważalny na i tak bardzo wysokim Chrisie, bardziej te jego dłuższe włosy i jakieś takie nieco mniej ostre rysy twarzy. Już miała zapytać, czy dobrze się czuje, gdy sama uniosła dłoń, by nerwowo przeczesać swoje włosy i wtedy…

I właśnie wtedy na jej twarzy zaczęło się rysować przerażenie.

Nie miała już wcale długich włosów. Och, ale te z pewnością były czarne, tylko krótkie, ścięte na męską modłę. Zabrała tę rękę gwałtownie, serce to jej chyba zamarło w piersi, gdy zobaczyła męską dłoń, zamiast kobiecej. I zaraz uniosła trzęsące się dłonie do swojej twarzy, którą zaczęła macać – nie poznawała tych kształtów. To była twarz kogoś, za kim z pewnością oglądałby się dziewczęta w szkole, i poza nią również. Niezaprzeczalne rysy rodziny Lestrange, których by się w tym wydaniu nie wyrzekła nawet, gdyby chciała.

– O nie – jęknęła, ale jej głos nie był tym miłym i kobiecym. To był zdecydowanie niższy, męski głos. – O nie nie nie nie – kontynuowała w narastającej panice, chociaż przecież doskonale wiedziała co się właśnie wydarzyło: bo widziała to już w odwrotną stronę. I tego mogłaby być akurat pewna, że minie samoistnie po dobie. Laurent był jednak zachwycony tym, że może pokazać się jako kobieta, zaś Victoria była przerażona. Wolała siebie taką, jaka była na co dzień, nawet jeśli jakaś tam jej część straciła pewność siebie, to teraz…? Gdyby wstała, okazałoby się że jest wyższa. Nie tak wysoka jak Christopher, ale dużo wyższa niż jej damska wersja. Teraz jednak nogi chyba odmówiły jej posłuszeństwa, a to, że stopy w butach pulsowały jej nieprzyjemnie, najwyraźniej zostało zapomniane przez szok. – Błagam, powiedz, że to tylko zły sen.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (698), Victoria Lestrange (969)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa