• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue

[19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
Wczoraj, 22:13  ✶  

Kolejny dzień października nie różnił się specjalnie jakoś od poprzednich. Było chłodno. Wiatr rozwiewał włosy, szamotał płaszcze, dudnił w wąskich alejkach. Suche liście tańczyły na ulicach, a w powietrzu unosił się zapach wilgoci, bardzo charakterystyczny dla tej pory roku, która zdążyła się już na dobre rozgościć na lońdyńskich ulicach. Znaleźli się na Pokątnej, bo jej mąż miał w okolicy coś do załatwienia wieczorem, a Prudence czekał nocny dyżur w Ministerstwie. Nie była z tego powodu jakoś specjalnie zadowolona, ostatnio nie przepadała za nocnymi dyżurami. Kiedyś było jej to raczej obojętne kiedy musiała pracować, teraz nocami jednak wolała znajdować się w ich domu, bardzo szybko zauważyła tę drobną zmianę, chociaż zupełnie się tego nie spodziewała.

Pojawiła się z Benjym na Pokątnej po to, aby uzupełnić jeszcze drobne braki w eliksirach. Jak na uzdrowiciela przystało nie mogła dopuścić do tego, aby w domowej apteczce zabrakło odpowiednich medykamentów. Miała zamiar odwiedzić przed pracą jeszcze rodzinną aptekę, dawno nie widziała ciotki, czy babki, a i mogłaby zobaczyć Penny na neutralnym gruncie, w sumie to mogliby zobaczyć, bo nie wątpiła w to, aby jej matka coś przeciwko temu, by spotkać się z jej mężem. To ojciec miał z tym problem, to przez niego unikali jej rodzinnego domu. Bletchley na pewno ucieszyłaby się z tego, gdyby się jej pokazali - nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Była przecież bardzo życzliwa, nie mogła jednak wpłynąć na to, co działo się w głowie Johna.

Wybrali się na spacer, to znaczy przyszli na Pokątną na swoich nogach, bo pogoda nie była najgorsza - nie padało, mogli więc skorzystać z tej wcale nie najgorszej aury i spędzić razem trochę czasu na świeżym powietrzu. Kiedyś pewnie by tego unikała i starała się jak najmniej czasu marnować na przemieszczanie się w ten sposób, teraz jednak jakoś tak nigdzie jej się nie spieszyło. Nie kiedy mogła spędzić popołudnie ze swoim mężem.

- Coś czuję, że ten dyżur będzie mi się strasznie dłużył. - Jak każdy nocny ostatnio, chociaż o tym nie wspomniała. Ministerstwo było wtedy bardzo ciche, nie, żeby w kostnicy zazwyczaj było głośno, ale nocami praktycznie nikt nie pojawiał się w Biurze Koronera, w sumie jej to nawet nie dziwiło. Wiedziała, że to miejsce wzbudzało w niektórych niepokój i w dzień.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
Wczoraj, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 23:53 przez Benjy Fenwick.)  
Nie miałem nic przeciwko długim spacerom, większość czasu przemieszczałem się na własnych nogach, ponieważ niespecjalnie przepadałem za teleportacją lub korzystaniem z kominków, ale moja relacja z londyńską aurą pozostawała, delikatnie mówiąc, dość skomplikowana. Nie mogłem powiedzieć, żebym szczególnie przepadał za październikem w miejskiej dżungli, po której wąskich przesmykach, otwartych placach i pustych uliczkach wiatr hulał znacznie bardziej niż w między drzewami w jakimkolwiek lesie, chociaż miałem dostatecznie dużo doświadczenia z brytyjskim klimatem, żeby nie narzekać głośno na całkiem ładną pogodę - przez ostatnie tygodnie zdążyłem już przypomnieć sobie bowiem na własnej skórze, że angielska jesień w niektóre dni potrafiła obrzydzić nawet zwykłe wyjście po papierosy, a dziś nie było aż tak znowu źle. Szedłem obok Prudence, trzymając dłonie w kieszeniach i od czasu do czasu zerkając na wystawy mijanych sklepów, chociaż - umówmy się - większość z nich nie miała nam niczego interesującego do zaoferowania. Znałem już tę trasę całkiem dobrze, choć wciąż zdarzało mi się odkrywać miejsca, które wcześniej umykały mojej uwadze. Chłodne podmuchy mierzwiły mi włosy, wpychając je w usta i oczy, wciskały też liście w szczeliny między kamienicami, gdzie później zalegały aż do pierwszego porządniejszego deszczu, który robił z nich śliską, brunatną papkę z charakterystycznym dźwiękiem klejącą się do podeszw butów.
Zatrzymałem wzrok na jednym z szyldów, potem na znajomym wejściu do sklepu, w którym kiedyś spędziłem zdecydowanie więcej czasu, niż zamierzałem, ale ostatecznie uznałem, że mogłem sobie pozwolić na odłożenie interesów na znacznie, znacznie później. Miałem jeszcze trochę czasu do planowanego spotkania, poza tym towarzystwo Prudence stanowiło wystarczające usprawiedliwienie dla spędzania popołudnia na włóczeniu się po mieście bez konkretnego celu, nawet jeśli w praktyce oznaczało to głównie chodzenie za nią po sklepach i udawanie, że interesowały mnie zawartości kolejnych półek z osobliwymi przedmiotami albo sporządzanie listy zakupów medykamentów. Może sam nie miałem szczególnej ochoty na spotkanie z Johnem, ale Penelope była osobną sprawą i nie widziałem powodu, dla którego miałbym jej unikać, więc zahaczenie o rodzinny biznes Bletchleyów nie spotkało się z moim sprzeciwem. Skoro mieliśmy już uzupełniać domowe zapasy, mogłem przy okazji sprawdzić, czy nie potrzebowałem czegoś do własnych praktyk. Zawsze znajdowało się coś, czego brak zauważałem dopiero wtedy, gdy było mi potrzebne, co zresztą stanowiło jeden z tych drobnych problemów, których nigdy nie udawało mi się skutecznie wyeliminować. Zresztą, gdybyśmy mieli unikać wszystkich miejsc, w których ktoś nie przepadał za moim towarzystwem, musielibyśmy chyba przeprowadzić się do jakiejś nory w wyjątkowo odległej części kraju.
Ominąłem niewielką kałużę przy krawężniku, po czym znowu zwolniłem, dostosowując krok do tempa żony. Nie miałem szczególnego doświadczenia w pracy antropologa, właściwie to nigdy nie pracowałem przy jakimkolwiek biurku albo stalowym stole, ale potrafiłem sobie wyobrazić, że nocne dyżury w Biurze Koronera miały swoją specyfikę, w której meandry niekoniecznie chciałbym się zagłębiać, bo z zasady nie przepadałem za ministerialnymi interesami. Wolałem miejsca, w których można było przynajmniej liczyć na to, że nikt nie zacznie zadawać niewygodnych pytań dotyczących pochodzenia przedmiotów znajdujących się w mojej torbie.
- Zawsze moses splóbowaś wmówiś sobie, sze czeka cię wyjątkowo ekscytujący wieczól w towaszystwie całkiem nowych nieboszczyków. - Kącik ust drgnął mi lekko. Wiatr przyniósł mi pod nogi kilka liści, jeden przykleił się do mokrej podeszwy buta, więc strząsnąłem go przy krawężniku. - Podobno niektószy mają całkiem intelesujące histolie do opowiedzenia, tylko tszeba ich odpowiednio zachęciś do losmowy. - Zauważyłem, zerkając na nią z ukosa, bo nie wątpiłem, że moja odpowiedź była dokładnie tak samo światła, co zupełnie nieodkrywcza. Odkąd się pobraliśmy, coraz częściej łapałem się na tym, że planowałem powrót do domu z uwzględnieniem tego, czy będzie już na miejscu, co było dość niepokojącym odkryciem dla kogoś, kto przez większość dorosłego życia uważał, że najlepiej funkcjonował wtedy, kiedy nikt nie próbował ustalać mu godzin posiłków ani pytać, dokąd właściwie zamierzał się wybrać.
- Ewentualnie mogę cię polwaś pszed świtem. - Dodałem po chwili. - Wiem, bszmi ladykalnie, ale zwasz, sze mam pewne doświadczenie w opuszczaniu miejsc, w któlych moja obecność pszestała byś mile widziana. - Zerknąłem na nią znowu, tym razem tylko kątem oka, wyraźnie zadowolony z własnego pomysłu, chociaż nie miałem zamiaru rzeczywiście go realizować - znałem wystarczająco dużo sposobów na ściągnięcie na siebie kłopotów, żeby nie musieć angażować w nie jeszcze jej miejsca pracy, poza tym istniała spora szansa, że ktoś z premedytacją potraktowałby moją obecność nadmiernie poważnie, co oznaczałoby konieczność wymyślenia całej historii, znalezienia odpowiedniego argumenty i prawdopodobnie spędzenia połowy nocy na odpowiadaniu na wyjątkowo dużo pytań.[/b]


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (726), Prudence Fenwick (370)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa