1 godzinę temu ✶
Zenek składał sprzęt, aż złożył. Wyniósł wszystko na swoje zaplecze pod schodami, a komórkę zamknął na kłódkę. Kluczyk zniknął w kieszeni, obok łapacza snów.
Po koncercie lubił załatwiać naglące sprawy fizjologiczne. Musiał się odlać, czasem. Często go suszyło. Alkohol robił swoje, wysysając z wszystkich komórek pokłady wody, i potem każda komórka w ciele Zenka domagała się płynu. Nie zamierzał ładować w siebie kolejnej gorzały. No nie przed snem, szanujmy się. Już i tak śmierdział jak menel. To przez towarzystwo… W każdym razie. Poprawił przylegające do ciała, lśniące cekiny. Zawsze któryś z nich drapał go pod pachą. Zamierzał kiedyś złapać dysydenta. Na tamten moment jednak udał się do kuchni, tej pracowniczej. No Lewis za ingerencję w jadłospis by go chyba ukatrupił. A on chciał czegoś prostego: herbaty.
W jednej z szafek Zenek trzymał swoją kolekcję herbat. Była to jedna puszeczka, do której wrzucał podwędzone z hoteli etc. luźne saszetki, a także herbata pakowana w papierowym kartoniku. Każda sztuka herbaty miała własną torebeczkę. Zenek to nie był z tych, co z fusów wróżyli. Torebka pełna mikroplastików służyła mu znakomicie, gdy pragnienie wzywało. Oprócz pojemników w szafce trzymał także cukiernicę. Cukier, towar eksportowy, drogi i wysoce pożądany. Nie zdradzał nikomu, że go posiadał. A posiadał cały kilogram. Gnił z tyłu szafki, czekając za cukiernicą, lecz nie na długo. Zenek bowiem kilogram cukru przerabiał w tempie konia. Wszystko szło do herbaty. Reszta na chleb. No i wreszcie miód, rarytas na specjalne okazje, kiedy miał ochotę podelektować się pracą zwinnych pszczół.
Gdy był już w kuchni, pociągnął za sznurek zwisający z sufitu. W pomieszczeniu zrobiła się jasność.
Zenek miał swój kubek, w granatowym kolorze. Wyciągnął go z szafki, a potem schylił się po garnek. Do garnka wlał wodę. Wodę postawił na blacie, i wyciągnął różdżkę. Wsadził różdżkę do wody niczym grzałkę. I zainkantował…
rzucam na Kształtowanie, by zagotować wodę do herbaty
!Trauma Ognia
Po koncercie lubił załatwiać naglące sprawy fizjologiczne. Musiał się odlać, czasem. Często go suszyło. Alkohol robił swoje, wysysając z wszystkich komórek pokłady wody, i potem każda komórka w ciele Zenka domagała się płynu. Nie zamierzał ładować w siebie kolejnej gorzały. No nie przed snem, szanujmy się. Już i tak śmierdział jak menel. To przez towarzystwo… W każdym razie. Poprawił przylegające do ciała, lśniące cekiny. Zawsze któryś z nich drapał go pod pachą. Zamierzał kiedyś złapać dysydenta. Na tamten moment jednak udał się do kuchni, tej pracowniczej. No Lewis za ingerencję w jadłospis by go chyba ukatrupił. A on chciał czegoś prostego: herbaty.
W jednej z szafek Zenek trzymał swoją kolekcję herbat. Była to jedna puszeczka, do której wrzucał podwędzone z hoteli etc. luźne saszetki, a także herbata pakowana w papierowym kartoniku. Każda sztuka herbaty miała własną torebeczkę. Zenek to nie był z tych, co z fusów wróżyli. Torebka pełna mikroplastików służyła mu znakomicie, gdy pragnienie wzywało. Oprócz pojemników w szafce trzymał także cukiernicę. Cukier, towar eksportowy, drogi i wysoce pożądany. Nie zdradzał nikomu, że go posiadał. A posiadał cały kilogram. Gnił z tyłu szafki, czekając za cukiernicą, lecz nie na długo. Zenek bowiem kilogram cukru przerabiał w tempie konia. Wszystko szło do herbaty. Reszta na chleb. No i wreszcie miód, rarytas na specjalne okazje, kiedy miał ochotę podelektować się pracą zwinnych pszczół.
Gdy był już w kuchni, pociągnął za sznurek zwisający z sufitu. W pomieszczeniu zrobiła się jasność.
Zenek miał swój kubek, w granatowym kolorze. Wyciągnął go z szafki, a potem schylił się po garnek. Do garnka wlał wodę. Wodę postawił na blacie, i wyciągnął różdżkę. Wsadził różdżkę do wody niczym grzałkę. I zainkantował…
rzucam na Kształtowanie, by zagotować wodę do herbaty
Rzut O 1d100 - 45
Akcja nieudana
Akcja nieudana
!Trauma Ognia
Sen jest bratem śmierci.