24.03.2023, 00:35 ✶
Serce zamarło mu na moment, gdy dostrzegł zbliżającą się w jego stronę sylwetkę, tak wyraźnie odcinającą się na tle atramentowego nieba. Dłoń, w której trzymał laskę, zacisnęła się teraz na trzonku tak mocno, aż pobielały mu knykcie; gotów był bowiem użyć swej podpory jako oręża, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Naiwną ze strony Perseusa była myśl, że broń biała jakkolwiek pomoże mu w starciu ze skierowaną w jego stronę różdżką, jednak człowiek w obliczu zagrożenia chwyta się wszystkiego, aby ocalić swe życie - a jemu nie uśmiechało się umierać. Nie w taki sposób.
Westchnienie ulgi wyrwało się spomiędzy spierzchniętych warg magipsychiatry, kiedy zorientował się, że ma przed sobą Williama. I choć ogromnie za nim przepadał, to nigdy jeszcze nie ucieszył się na jego widok tak bardzo, jak w tamtym momencie.
— Will! Merlinowi niech będą dzięki... — wyszeptał. Zaraz potem jego twarz nabrała posępnego wyrazu - tak wiele było rzeczy, o które chciał zapytać, począwszy od tego, gdzie są. Nie zdążył nawet otworzyć ust; oto z domu dobiegł ich cichy głos. Zadrżał.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że ogród, w którym się znajdują, jest całkiem dobrze utrzymany. Było to w pewien sposób pocieszające, bowiem oznaczało, że nie trafili na wyludnione pustkowie i być może znajdzie się ktoś, kto pomoże im określić, gdzie się znaleźli oraz w jaki sposób wrócić do domu.
— Jestem Perseus Black, psychiatra — zrezygnował z przedrostka "magi" w obawie, że mogli mieć do czynienia ze zwykłym mugolem, a to byłoby niezręczne — Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłem. W jednej chwili spędzałem czas z moją... przyjaciółką, w następnej ocknąłem się tutaj. Nie mam złych zamiarów.
Wejść do środka? Zmarszczył brwi, spoglądając na Williama pytająco, zaraz potem ruszył w stronę wejścia. Wyglądało na to, że w ich duecie to Black był tym mniej rozsądnym - z drugiej jednak strony, nie zdradził obecności kuzyna. Przyłożył palec do ust, a następnie gestem nakazał mu zatrzymać się w miejscu. Jeśli to pułapka, naukowiec będzie miał szansę na ucieczkę i wezwanie pomocy. Był znacznie szybszy i sprawniejszy od swego schorowanego krewniaka, w to nie wątpił.
— Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że to nie kłopot — odpowiedział, popychając uchylone już drzwi. Przymknął na moment powieki, spodziewając się ataku.
Tylko ta przeklęta, niezmącona cisza napełniała go coraz większym niepokojem.
Westchnienie ulgi wyrwało się spomiędzy spierzchniętych warg magipsychiatry, kiedy zorientował się, że ma przed sobą Williama. I choć ogromnie za nim przepadał, to nigdy jeszcze nie ucieszył się na jego widok tak bardzo, jak w tamtym momencie.
— Will! Merlinowi niech będą dzięki... — wyszeptał. Zaraz potem jego twarz nabrała posępnego wyrazu - tak wiele było rzeczy, o które chciał zapytać, począwszy od tego, gdzie są. Nie zdążył nawet otworzyć ust; oto z domu dobiegł ich cichy głos. Zadrżał.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że ogród, w którym się znajdują, jest całkiem dobrze utrzymany. Było to w pewien sposób pocieszające, bowiem oznaczało, że nie trafili na wyludnione pustkowie i być może znajdzie się ktoś, kto pomoże im określić, gdzie się znaleźli oraz w jaki sposób wrócić do domu.
— Jestem Perseus Black, psychiatra — zrezygnował z przedrostka "magi" w obawie, że mogli mieć do czynienia ze zwykłym mugolem, a to byłoby niezręczne — Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłem. W jednej chwili spędzałem czas z moją... przyjaciółką, w następnej ocknąłem się tutaj. Nie mam złych zamiarów.
Wejść do środka? Zmarszczył brwi, spoglądając na Williama pytająco, zaraz potem ruszył w stronę wejścia. Wyglądało na to, że w ich duecie to Black był tym mniej rozsądnym - z drugiej jednak strony, nie zdradził obecności kuzyna. Przyłożył palec do ust, a następnie gestem nakazał mu zatrzymać się w miejscu. Jeśli to pułapka, naukowiec będzie miał szansę na ucieczkę i wezwanie pomocy. Był znacznie szybszy i sprawniejszy od swego schorowanego krewniaka, w to nie wątpił.
— Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że to nie kłopot — odpowiedział, popychając uchylone już drzwi. Przymknął na moment powieki, spodziewając się ataku.
Tylko ta przeklęta, niezmącona cisza napełniała go coraz większym niepokojem.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory