26.03.2023, 02:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2023, 02:48 przez Chester Rookwood.)
Znaleziony przez niego na zapleczu tego zakładu charłak przestał na razie krzyczeć z niewyobrażalnego bólu, zupełnie jak głos uwiązł mu w gardle. Oddychał ciężko, spazmatycznie. Na bladej twarzy zagościły krople potu. Rozedrgana sylwetka jakby zapadła się w sobie. Uszu Chestera dobiegło żałosne błaganie, które zwyczajnie zignorował. Dla takich nędznych robaków nie zamierzał mieć litości. Tacy jak ten mężczyzna, podobnie jak szlamy, powinni pełzać u stóp czystokrwistych czarodziejów. Po raz kolejny uniósł wyżej dłoń dzierżącą różdżkę, górując nad zastygłym w przerażeniu charłaczyną.
Wycelował swoją różdżkę w stronę tego osobnika, na wysokości kolana prawej nogi tego osobnika i ostatecznie przesunięcia jej na wysokość uda, skupiając się na tym aby cała jego wola urzeczywistniła zamiar ponownego skrzywdzenia go poprzez wywarcie nacisku mającego na celu doprowadzenie do złamania kości udowej, co, sądząc po kolejnym chrapliwym krzyku tego mężczyzny, przyszło mu z łatwością. To nie był jednak koniec. Chesterowi nie wystarczało nieruchomienie mu swojej ofiary w ten jakże brutalny sposób.
Może gdyby był uzdrowicielem to wyszłoby to znacznie schludnej, tymczasem ostra i postrzępiona krawędź kości zdołała się przebić przez okalające ją tkanki i mięśnie. Stało się to przyczyną obfitego krwotoku, któremu w żaden sposób nie planował zapobiec. Musiał jedynie pilnować aby wylewająca się na podłogę posoka nie sięgnęła podeszw noszonych przez niego butów. Najpewniej nie zostało mu wiele czasu.
— Jeszcze z nią nie skończyłaś? — Zwrócił się do czarownicy, która zawlekła tutaj swoją niedoszłą ofiarę. Pytanie było tyle zasadne, że sam wyprawiał na tamten świat kolejnego szkodnika, którego wydawała na świat jedna z czarodziejskich rodzin, który najwyraźniej nie zamierzał zasymilować się z mugolami. Niech to będzie kolejna przestroga dla pozostałych charłaków, żyjących w świecie, w którym nie było dla nich miejsca.
Wycelował swoją różdżkę w stronę tego osobnika, na wysokości kolana prawej nogi tego osobnika i ostatecznie przesunięcia jej na wysokość uda, skupiając się na tym aby cała jego wola urzeczywistniła zamiar ponownego skrzywdzenia go poprzez wywarcie nacisku mającego na celu doprowadzenie do złamania kości udowej, co, sądząc po kolejnym chrapliwym krzyku tego mężczyzny, przyszło mu z łatwością. To nie był jednak koniec. Chesterowi nie wystarczało nieruchomienie mu swojej ofiary w ten jakże brutalny sposób.
Może gdyby był uzdrowicielem to wyszłoby to znacznie schludnej, tymczasem ostra i postrzępiona krawędź kości zdołała się przebić przez okalające ją tkanki i mięśnie. Stało się to przyczyną obfitego krwotoku, któremu w żaden sposób nie planował zapobiec. Musiał jedynie pilnować aby wylewająca się na podłogę posoka nie sięgnęła podeszw noszonych przez niego butów. Najpewniej nie zostało mu wiele czasu.
— Jeszcze z nią nie skończyłaś? — Zwrócił się do czarownicy, która zawlekła tutaj swoją niedoszłą ofiarę. Pytanie było tyle zasadne, że sam wyprawiał na tamten świat kolejnego szkodnika, którego wydawała na świat jedna z czarodziejskich rodzin, który najwyraźniej nie zamierzał zasymilować się z mugolami. Niech to będzie kolejna przestroga dla pozostałych charłaków, żyjących w świecie, w którym nie było dla nich miejsca.