24.03.2023, 10:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2023, 17:57 przez Cathal Shafiq.)
Jego twarz na pewno była dla niej obca – bo jej twarz była obca dla niego. Jeżeli ją widział, to ładnych parę lat temu, tak, że choć na pewno pamiętał, nie był w stanie połączyć wizerunku dziecka czy nastolatki, z młodą dziewczyną, którą była. Jedno, co mogło się rzucać w oczy, to że opalenizna Shafiqa, powoli dopiero znikająca, raczej nie powstała pod wpływem angielskiego słońca, podobnie jak to, że i tak jasne włosy zdawały się przez słońce rozjaśnione.
- Martwymi – odparł z pełną powagą, podchodząc do tarasu i otwierając przed nią drzwi, pozwalając, by wyszła pierwsza. – Im starsi, tym lepsi…
Urwał na moment, jakby celowo chcąc pozwolić, aby mogła tu sobie sama coś dopowiedzieć: od zakazanej nekromancji, przez dziwne eksperymenty Fawleyów aż po wszystko, co mogłaby wymyślić nim uzupełnił:
- …czyli historią – dodał. I grobowcami, oczywiście, dodał w myślach, wychodząc następnie na taras, obojętnie, czy Cynthia zechciała skorzystać z jego przejawu kurtuazji i wyszła pierwsza, czy też wolała, by jednak to zrobił.
Na zewnątrz było znacznie chłodniej niż w środku. Zapach perfum, alkoholu, kwiatów i papierosów, nie mieszał się już, nie przytępiał zmysłów, nie drażnił. Odetchnął, kiedy wiatr rozwiał mu włosy.
- Ale czy to nie tak, że działa to tylko dla rodów czystej krwi? Może Leach uznał, że pora zrobić coś dla większej ilości czarodziejów? I czy wieloma gałęziami, jak choćby teleportacją albo różdżkarstwem, nie zajmują się rody półkrwi? – spytał. Z przekory. Czystej przekory. Tak naprawdę nic nie obchodził go Noby. Większość jego panowania Shafiq spędził poza granicami, a teraz szykował się do tego, by pod koniec roku, już za parę miesięcy, znów wyjechać. Cathal nie był też specjalnym fanatykiem czystej krwi: choć zarazem wierzył, że sam jest lepszy od większości mugolaków, nie przyszłoby mu nawet do głowy, aby próbować podkopywać ich działania.
W końcu, skoro był lepszy, mógł to udowodnić.
Ale w tej chwili, trochę celowo prowokował Cynthię, z czystej ciekawości, jak odpowie na kolejną uwagę. Wiedział, że nie powinien, ale Shafiq nie raz, nie dwa, robił rzeczy, których robić nie wypadało albo nie należało.
- Pana Moora zawsze mogę wyrzucić przez ten balkon – stwierdził z pewnym zastanowieniem, wychylając się przez barierkę, by spojrzeć, ile dzieli ich od ziemi. Pierwsze piętro, niezbyt wysokie, krzywda by mu się nie stała, a aluzja byłaby aż nadto zrozumiała. Nie to, że naprawdę to planował.
Chyba nie planował.
- Przyznam ze wstydem, że ciotka – oświadczył, zwracając spojrzenie na pannę Flint. – To kobieta niskiej postury i niespotykanego hartu ducha, w dodatku jeden ze sponsorów prac, jakie mam prowadzić. Wspomniała coś o tym, że albo przyjdę i będę zachowywał się przyzwoicie, albo po pierwsze, przerobi mój nos na kalarepę, po drugie, będziemy musieli obyć się bez budżetu na dodatkowego pracownika.
Doskonale wiedział, że nie powinien pozwalać sobie na takie uwagi, ale znów. Cathal był Cathalem. I naprawdę rzadko brylował na bankietach czystokrwistych.
- Martwymi – odparł z pełną powagą, podchodząc do tarasu i otwierając przed nią drzwi, pozwalając, by wyszła pierwsza. – Im starsi, tym lepsi…
Urwał na moment, jakby celowo chcąc pozwolić, aby mogła tu sobie sama coś dopowiedzieć: od zakazanej nekromancji, przez dziwne eksperymenty Fawleyów aż po wszystko, co mogłaby wymyślić nim uzupełnił:
- …czyli historią – dodał. I grobowcami, oczywiście, dodał w myślach, wychodząc następnie na taras, obojętnie, czy Cynthia zechciała skorzystać z jego przejawu kurtuazji i wyszła pierwsza, czy też wolała, by jednak to zrobił.
Na zewnątrz było znacznie chłodniej niż w środku. Zapach perfum, alkoholu, kwiatów i papierosów, nie mieszał się już, nie przytępiał zmysłów, nie drażnił. Odetchnął, kiedy wiatr rozwiał mu włosy.
- Ale czy to nie tak, że działa to tylko dla rodów czystej krwi? Może Leach uznał, że pora zrobić coś dla większej ilości czarodziejów? I czy wieloma gałęziami, jak choćby teleportacją albo różdżkarstwem, nie zajmują się rody półkrwi? – spytał. Z przekory. Czystej przekory. Tak naprawdę nic nie obchodził go Noby. Większość jego panowania Shafiq spędził poza granicami, a teraz szykował się do tego, by pod koniec roku, już za parę miesięcy, znów wyjechać. Cathal nie był też specjalnym fanatykiem czystej krwi: choć zarazem wierzył, że sam jest lepszy od większości mugolaków, nie przyszłoby mu nawet do głowy, aby próbować podkopywać ich działania.
W końcu, skoro był lepszy, mógł to udowodnić.
Ale w tej chwili, trochę celowo prowokował Cynthię, z czystej ciekawości, jak odpowie na kolejną uwagę. Wiedział, że nie powinien, ale Shafiq nie raz, nie dwa, robił rzeczy, których robić nie wypadało albo nie należało.
- Pana Moora zawsze mogę wyrzucić przez ten balkon – stwierdził z pewnym zastanowieniem, wychylając się przez barierkę, by spojrzeć, ile dzieli ich od ziemi. Pierwsze piętro, niezbyt wysokie, krzywda by mu się nie stała, a aluzja byłaby aż nadto zrozumiała. Nie to, że naprawdę to planował.
Chyba nie planował.
- Przyznam ze wstydem, że ciotka – oświadczył, zwracając spojrzenie na pannę Flint. – To kobieta niskiej postury i niespotykanego hartu ducha, w dodatku jeden ze sponsorów prac, jakie mam prowadzić. Wspomniała coś o tym, że albo przyjdę i będę zachowywał się przyzwoicie, albo po pierwsze, przerobi mój nos na kalarepę, po drugie, będziemy musieli obyć się bez budżetu na dodatkowego pracownika.
Doskonale wiedział, że nie powinien pozwalać sobie na takie uwagi, ale znów. Cathal był Cathalem. I naprawdę rzadko brylował na bankietach czystokrwistych.