24.03.2023, 11:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2023, 11:42 przez Brenna Longbottom.)
- Młodsze siostry są od tego, by zamieniać życie starszych braci w piekło. Spełniam wszystkie moje obowiązki młodszej siostry z wielkim oddaniem – skwitowała, posyłając mu psotny uśmiech, dalej pozostawiając w sferze domysłów, co się tam stało. Nie zamierzała przyznawać, jak naprawdę wyglądała sytuacja. Że zasadniczo informacja była w papierach, ale że Erik o to nie pytał, doskonale wiedziała, że do nich nie zajrzał albo źle je zrozumiał. Że była dość zdecydowana zebrać odpowiednią sumę, a jej brat nie uwierzyłby, że ktoś go wylicytuje za tak dużą kwotę – podczas gdy ona była taka pewna (to znaczy: spodziewała się tak dwóch tysięcy, nie dwudziestu). I że bez wahania wystawiałaby i kolację ze sobą, ale ona nie była Erikiem, więc wybrała najbardziej optymalne rozwiązanie.
- A narzeczone zdobywane w karty też są tak… nieco specyficzne. Ale nie martw się, nie oceniam i będę milczeć jak grób.
Przynajmniej jeśli dziewczyna nie przyjdzie do BUM stwierdzając, że sobie tego nie życzy i to chyba jest nielegalne. Zasadniczo to było.
Zawahała się na moment przy propozycji. Oficjalnie mieli jeszcze… jakieś trzy minuty przerwy, to ona pociągnęła go tutaj wcześniej. I tak było mu głupio, a ona i tak chciała być w pobliżu ognisk. Poza tym nie chciała, aby urządzał kapłankom awantury. Najchętniej by je stąd odesłała, tyle że Macmillanówny nie opuszczą Polany w dniu sabatu. A zaiste, nie chowała urazy i nie przejmowała się, jak się zachował. Brenna do wielu spraw podchodziła lekko, mało co brała do siebie i zdecydowanie bardziej bywała na niego zła, kiedy w Hogwarcie męczył biednego Lupina niż teraz.
- Zobaczymy, czy dotrzymasz mi kroku, Bulstrode. Jeśli tak, to może ci wybaczę – stwierdziła więc tylko zaczepnie i pociągnęła go w krąg tancerzy. O ile nie szalała za tańcami na balach (choć to robiła: mniej więcej koło osiemnastego roku życia pojęła wreszcie, że to w gruncie rzeczy tez jej życia), o tyle z jej energicznością takie jak na polanie – całkiem lubiła.
Spędzili tam równo trzy minutę. Jeszcze nim niebo ściemniało.
Potem Brenna milczała już, po prostu… czekając na nadejście nocy.
- A narzeczone zdobywane w karty też są tak… nieco specyficzne. Ale nie martw się, nie oceniam i będę milczeć jak grób.
Przynajmniej jeśli dziewczyna nie przyjdzie do BUM stwierdzając, że sobie tego nie życzy i to chyba jest nielegalne. Zasadniczo to było.
Zawahała się na moment przy propozycji. Oficjalnie mieli jeszcze… jakieś trzy minuty przerwy, to ona pociągnęła go tutaj wcześniej. I tak było mu głupio, a ona i tak chciała być w pobliżu ognisk. Poza tym nie chciała, aby urządzał kapłankom awantury. Najchętniej by je stąd odesłała, tyle że Macmillanówny nie opuszczą Polany w dniu sabatu. A zaiste, nie chowała urazy i nie przejmowała się, jak się zachował. Brenna do wielu spraw podchodziła lekko, mało co brała do siebie i zdecydowanie bardziej bywała na niego zła, kiedy w Hogwarcie męczył biednego Lupina niż teraz.
- Zobaczymy, czy dotrzymasz mi kroku, Bulstrode. Jeśli tak, to może ci wybaczę – stwierdziła więc tylko zaczepnie i pociągnęła go w krąg tancerzy. O ile nie szalała za tańcami na balach (choć to robiła: mniej więcej koło osiemnastego roku życia pojęła wreszcie, że to w gruncie rzeczy tez jej życia), o tyle z jej energicznością takie jak na polanie – całkiem lubiła.
Spędzili tam równo trzy minutę. Jeszcze nim niebo ściemniało.
Potem Brenna milczała już, po prostu… czekając na nadejście nocy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.