24.03.2023, 12:32 ✶
Victoria nie miała w zwyczaju budzić się nie w swoim łóżku. Właściwie to nie budziła się poza nim prawie nigdy. No zgoda, czasami zdarzało się zasnąć koło Cynthii kiedy gadały jeszcze, albo się uczyły, zamiast pójść spać, ale to było tak naprawdę łóżko obok. Ale żeby obudzić się gdzieś poza własnym dormitorium, czy co gorsza, poza Pokojem Wspólnym Ślizgonów? Nie. To się nie zdarzało. A już na pewno nigdy nie budziła się na twardej, drewnianej, nieco zakurzonej podłodze, przykryta… czymś. A obudziło ja głośne huknięcie gdzieś niedaleko, po którym zerwała się do pozycji siedzącej jak oparzona, choć była kompletnie nieprzytomna, a w głowie dzwoniło jej jakby właśnie koncertowała tam grupa marszowa z bębnami i talerzami o które nawali co dwie sekundy. Ale przed huknięciem było jeszcze coś. Jakiś wrzask? Ktoś krzyczał. To pewnie był bardzo realistyczny sen…
Przetarła powieki, wtedy usłyszała jęk, szuranie… i przymrużonymi oczami, bo światło zdecydowanie za mocno świeciło, rozejrzała się wokół siebie. Tym, czym była przykryta, była jakaś biała plachta, jaką narzucało się na meble, by tak bardzo się nie zakurzyły. Ubrania miała wymięte, zakurzone i trochę brudne, włosy rozczochrane i to pomimo tego, że wcześniej miała je związane w piękny warkocz. A tam, skąd dochodziły te nieboskie dźwięki, dosłyszała znajomy głos i zaraz dopasowała głos do osoby i twarzy, która się wyłoniła spod… spod nikąd. Po prostu się uniosła, choć reszta ciała nadal leżała.
- Brenna? – zaczęła inteligentnie. - Czemu leżysz twarzą do podłogi – to miało być pytanie, powinno zabrzmieć jak jedno, ale Tori nie zdołała w sobie siły by odpowiednio wymodelować głos, by jak pytanie zabrzmiało. Trzeba się było domyślić z kontekstu. Lestrange jeszcze nie załapała, że ten huk to była spadająca z belki Brenna i że powinna ją pytać czy nic jej nie jest… ale odzywała się więc żyła. Natomiast na drugie pytanie panny Longbottom, Victoria rozejrzała się jeszcze raz po miejscu, w którym były. To chyba… była wieża astronomiczna? Nie była tu już dobre kilka lat. Dziewczyna w odruchu uniosła dłoń żeby podrapać się po głowie i wtedy wyciągnęła sobie z góry warkocza gałązkę z listkiem, na którą zapatrzyła się nierozumiejącym wzrokiem. I próbowała się skupić. Co tutaj robiły? No właśnie… chyba… chyba… - Chyba chciałaś mi pokazać wasz pokój wspólny? – stwierdziła zamyślona.
Bogowie. Ale jej się chciało pić! I jak ta głowa bolała!
Przetarła powieki, wtedy usłyszała jęk, szuranie… i przymrużonymi oczami, bo światło zdecydowanie za mocno świeciło, rozejrzała się wokół siebie. Tym, czym była przykryta, była jakaś biała plachta, jaką narzucało się na meble, by tak bardzo się nie zakurzyły. Ubrania miała wymięte, zakurzone i trochę brudne, włosy rozczochrane i to pomimo tego, że wcześniej miała je związane w piękny warkocz. A tam, skąd dochodziły te nieboskie dźwięki, dosłyszała znajomy głos i zaraz dopasowała głos do osoby i twarzy, która się wyłoniła spod… spod nikąd. Po prostu się uniosła, choć reszta ciała nadal leżała.
- Brenna? – zaczęła inteligentnie. - Czemu leżysz twarzą do podłogi – to miało być pytanie, powinno zabrzmieć jak jedno, ale Tori nie zdołała w sobie siły by odpowiednio wymodelować głos, by jak pytanie zabrzmiało. Trzeba się było domyślić z kontekstu. Lestrange jeszcze nie załapała, że ten huk to była spadająca z belki Brenna i że powinna ją pytać czy nic jej nie jest… ale odzywała się więc żyła. Natomiast na drugie pytanie panny Longbottom, Victoria rozejrzała się jeszcze raz po miejscu, w którym były. To chyba… była wieża astronomiczna? Nie była tu już dobre kilka lat. Dziewczyna w odruchu uniosła dłoń żeby podrapać się po głowie i wtedy wyciągnęła sobie z góry warkocza gałązkę z listkiem, na którą zapatrzyła się nierozumiejącym wzrokiem. I próbowała się skupić. Co tutaj robiły? No właśnie… chyba… chyba… - Chyba chciałaś mi pokazać wasz pokój wspólny? – stwierdziła zamyślona.
Bogowie. Ale jej się chciało pić! I jak ta głowa bolała!