Wydawać by się mogło, że ich ostatnie spotkanie doprowadziło do oczyszczenia atmosfery. W końcu wyjaśnili sobie wszystko, podzielili się ze sobą tym co myślą, w zasadzie wyszło na to, że żywią do siebie uczucie. Jednak nic nie mogło być proste. To jedynie skomplikowało sytuację, która okazała się być naprawdę trudna. Mieli dosyć spory orzech do zgryzienia. Stella miała jednak nadzieję, co nie było dla niej raczej typowym zachowaniem - zazwyczaj rezygnowała z tego, czego pragnęła, jeśli miała się sprzeciwić rodzicom. Tym razem miało być inaczej.
Nie do końca jeszcze wiedziała, w jaki sposób powinna z nimi porozmawiać. Aktualnie byli zajęci wydaniem za mąż Clare, dzięki czemu też ich wzrok nie był skierowany w jej stronę. Nie wypytywali o jej życie, raczej się nią aktualnie nie przejmowali. Było to całkiem przyjemne uczucie, mieć chwilę spokoju od zadowalania ich. Wiedziała jednak, że ta cisza nie potrwa długo, zapewne kiedy tylko wydadzą Clare za mąż wrócą do niej. Wtedy będzie tylko gorzej, bo zostanie tylko ona. Musieli więc działać szybko.
Problem był dosyć złożony, w końcu Avery całe życie była przygotowywana do tego, że kiedyś przyjdzie jej wypełnić wolę rodziców. Plany się nieco skomplikowały, nie spodziewała się bowiem, że przyjdzie jej kogoś poznać, polubić, a z czasem przywiązać się do tej osoby. Nie wiedziała też, w jaki sposób miałaby o tym im powiedzieć. Zdecydowanie wolała tego nie robić. Nie chciała okazać się rozczarowaniem, mimo wszystko nadal bardzo jej zależało na ich opini i zadowoleniu.
Dni mijałay jej raczej szybko. Większość czasu malowała. Zamknęła się w domu i pozwalała dać się ponieść. Dosyć często miewała takie momenty, że zamykała się w domu i od rana do wieczora malowała. Nie odczuwała wtedy potrzeby, aby wychodzić na zewnątrz. Najczęściej zdarzało jej się to, kiedy potrzebowali jakiejś pomocy przy tym nieszczęsnym zbliżającym się ślubie. Było do niego jeszcze ponad pół roku, jednak ważne, aby wszystko było idealne. W końcu miało to byc ogromne towarzyskie wydarzenie.
Avery poznała przyszłego małżonka siostry kilka dni temu. Okazał się on być całkiem sympatycznym, młodym mężczyzną, jednak nie do końca zainteresowanym ślubem. Miała wrażenie, że główną zainteresowaną jest jego matka, co wcale ją nie zaskoczyło. W końcu to ich rodzice dogadali się między soba, aby połączyć dwa rody, Crouch i Avery - Stella widziała, że zdecydowanie bardziej zależy na tym starszemu pokoleniu, niż zainteresowanym. Co raz bardziej do niej docierało, jakie jest to bezsensowne i że może warto by było coś zmienić. W końcu każdy miał prawo spędzić życie z kimś kogo faktycznie kochał. Współczuła Kordelii, że nie miała już wyboru i musiała niedługo spełnić swoje obowiązki. Sama Stella czuła, że z nią będzie inaczej, podjęła już decyzję, że nie pozwoli się uwięzić. Nie chciała jednak odciąć się od rodziny, musiała więc znaleźć jakiś złoty środek, co wcale nie przychodziło jej łatwo.
Ten dzień spędziła w mieszkaniu. Nie wyszła dzisiaj nigdzie. Pogoda do tego nie zachęcała. Pozwoliła sobie malować od rana. W salonie zresztą nadal zostały ślady po jej pracy, kilka obrazów na sztalugach schło, farby leżały na stole, nie miała siły ich posprzątać. Położyła się do łóżka dosyć szybko, nie było sensu siedzieć i myśleć o tym wszystkim, bo tylko się niepotrzebnie nakręcała.
Spała sobie w najlepsze, całkiem słodko, kiedy usłyszała dźwięk. Śniło jej się to? Nie, została wyrwana ze snu. Nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Narzuciła na siebie swój krótki, niebieski szlafrok i ruszyła w kierunku drzwi. Zdecydowanie nie była to idealna pora do odwiedzin. Zerknęła przez wizjer, żeby zobaczyć, kto stoi za drzwiami. Powinna się tego spodziewać, tylko Borgin mógł mieć takie świetne pomysły. Otworzyła więc drzwi. - Widzę. - Odpowiedziała na jego Przyszedłem. Odetchnęła głęboko, poczuła woń alkoholu, która pojawiła się wraz z nim. Stał jednak nawet prosto, więc może nie było tak źle jak tego pamiętnego razu. Avery była tak zaspana, że nie zauważyła nawet, że coś mu wypadło, jej uwagę przykuły kwiaty w flakonie, które trzymał w ręku.
- Dalie, pamiętałeś. - Uśmiechnęła się nawet, mimo tego, że godzina jego wizyty była zabójcza. - Wejdź do środka. - W końcu nie powinni zwracać na siebie uwagi, nocne wizyty mężczyzn raczej wszędzie były nie do końca mile widziane. Wpuściła go do środka, po czym zamknęła za nim drzwi.
- Przyszedłeś tu po to, żeby dać mi te kwiatki? - Przyglądała mu się uważnie próbując zrozumieć, co go tutaj sprowadza o tej porze. - Rozgość się. Napijesz się czegoś? - Zapytała jeszcze.