Wszystko działo się tak szybko! Zbyt dobrze bawił się z Geraldine i stracił czujność. Gdy już udało mu się upewnić, że przyjaciółka bezpiecznie trafi do domu, zajął się resztą. Najrozsądniej byłoby uciec. Na miejscu znajdowali się brygadziści i inni członkowie Zakonu, znacznie bardziej wprawieni w rozwiązywaniu takich problemów. Ale nie potrafił uciec. Dostrzegł Danielle, ale na szczęście Moody był przy niej. Nie musiał się już o nią bać. Nie przerywał rozglądania się. Co tu się działo? Ludzie na szczęście opuszczali polanę. Deportowali się, dosiadali mioteł lub uciekali w las. Wtedy zauważył Amandę. Była sama i nie wyglądała najlepiej. Podbiegł do niej oferując swoje ramię.
— Panno Lestrange, jak się pani czuje? Czy przybyła pani w towarzystwie? — spytał troskliwie.
Nie widział wprawdzie jej rodziców, ale festyn był duży, może właśnie rozpaczliwie wyglądali córki. Sam również nie przestawał się rozglądać. Za potrzebującymi, za przyjaciółmi, za innymi członkami Zakonu... za wrogami. Dobrze wiedzieli, że na Beltane może dojść do czegoś strasznego, a jednak tak dobrze się bawił, że zupełnie stracił czujność.
Robiło się bardzo niebezpiecznie, ale mogło być jeszcze gorzej. Nie puszczając Amandy, rzucił Bombardę na najbliższy kamień.
[Kształtowanie - Bombarda na kamień]
Akcja nieudana
EDIT:
[Rzucam zaklęcie Bombarda na magiczny kamień znajdujący się w zasięgu wzroku i różdżki Giovanniego, aby go wysadzić.]
[Gio posiada ruszczkę i kajdanki z loterii.]