26.03.2023, 11:11 ✶
Wizja przyszła w formie kilku krótkich migawek, widzianych najprawdopodobniej z oczu wynajmowanego mężczyzny. Sprawdzał czyjąś księgę obrachunkową, przeglądał okolice domu Florence, a także Świętego Munga celem odnalezienia śladów bytności faktycznego stalkera. W jednej faktycznie siedział na ławce i palił szluga, ale jego wzrok zdawał się być skupiony na jakiejś konkretnej sylwetce... Wgląd w same intencje sugerował, że Kenny był w pewnym sensie rozradowany wrócić do swojej normalnej, faktycznej pracy po miesiącach szukania zaginionych kotków, a zdecydowanie bardziej współmierna stawka dawała nadzieję na to, że na koniec miesiąca będzie mógł spokojnie odetchnąć bez swoich wynajmujących drążących mu dziurę w brzuchu o zaległy czynsz.
- Zrozumiałe. Faktury i paragony dotyczące kosztów operacyjnych dołączę przy zamknięciu zlecenia - powiedział, to była standardowa praktyka w jego poprzednim biurze, zwłaszcza że część z nich nie można było potwierdzić żadnym oficjalnym świstkiem papieru, a klienci byli o wiele bardziej skłonni, aby je zaakceptować, kiedy uzyskali efekt. W końcu wyciągnął z szafki kilka kartek. Dwie kopie umowy między nim a zleceniodawcą, jeszcze bez podpisów i uzupełnienia szczegółów przedmiotu.
- Kiedy pani zdecyduje się na podpisanie, miałbym kilka pytań o charakterze bardziej osobistym. Przede wszystkim czy ma pani określoną rutynę dnia, najbardziej interesują mnie miejsca, gdzie Pani przebywa. Także jeszcze raz poproszę o to, aby spróbowała Pani sobie przypomnieć cokolwiek odbiegającego od rutyny w ciągu ostatnich dni, jakkolwiek błahego. To może być nawet kot, który z niewiadomych przyczyn od kilku dni wybiera sobie okolice Pani domu jako swoje legowisko. Nawet stwierdzenie, że nie zauważyła Pani nic takiego, już będzie pomocne - sam Kenny wyciągnął swój notes i zaczął w nim pisać. Przewrócił 7 stron, na każdej zapisując jak na razie od jednego do trzech słów.
- Zrozumiałe. Faktury i paragony dotyczące kosztów operacyjnych dołączę przy zamknięciu zlecenia - powiedział, to była standardowa praktyka w jego poprzednim biurze, zwłaszcza że część z nich nie można było potwierdzić żadnym oficjalnym świstkiem papieru, a klienci byli o wiele bardziej skłonni, aby je zaakceptować, kiedy uzyskali efekt. W końcu wyciągnął z szafki kilka kartek. Dwie kopie umowy między nim a zleceniodawcą, jeszcze bez podpisów i uzupełnienia szczegółów przedmiotu.
- Kiedy pani zdecyduje się na podpisanie, miałbym kilka pytań o charakterze bardziej osobistym. Przede wszystkim czy ma pani określoną rutynę dnia, najbardziej interesują mnie miejsca, gdzie Pani przebywa. Także jeszcze raz poproszę o to, aby spróbowała Pani sobie przypomnieć cokolwiek odbiegającego od rutyny w ciągu ostatnich dni, jakkolwiek błahego. To może być nawet kot, który z niewiadomych przyczyn od kilku dni wybiera sobie okolice Pani domu jako swoje legowisko. Nawet stwierdzenie, że nie zauważyła Pani nic takiego, już będzie pomocne - sam Kenny wyciągnął swój notes i zaczął w nim pisać. Przewrócił 7 stron, na każdej zapisując jak na razie od jednego do trzech słów.