26.03.2023, 20:44 ✶
Nie myśl. Z jakiegoś niewiadomego powodu te słowa mocniej wybrzmiały, wyrwane z kontekstu. Nie myśl. Dlaczego? Musiała myśleć, musiała jakoś zebrać się do kupy, musiała stąd zniknąć.
- Coś w tym jest – przyznała rację mężczyźnie. Jednego dnia to, drugiego dnia to, zależy jak wiatr zawieje. Albo co im się bardziej opłaci. Tak, niespecjalnie darzyła estymą wróżbitów wszelkiej maści, choć nie dało się ukryć, że pośród nich wszystkich zdarzały się jednak osoby z prawdziwym darem, które to rzeczywiście były w stanie spojrzeć za zasłonę przeznaczenia i dostrzec nici losu, jakie miały czekać daną osobę.
- Rabusie mieliby być miłą opcją? – spytała z pewnym niedowierzaniem w głosie. Tak. Istniały zaklęcia, to prawda. Ale oni też nimi by dysponowali, nie mówiąc już tym, że w obecnym stanie szczerze wątpiła, czy potrafiłaby wykrzesać z siebie choćby iskry. No dobrze, iskry może by jeszcze wyszły, ale niekoniecznie coś ciut poważniejszego… - Zakładasz, że byłbyś w stanie teraz w jakikolwiek sposób się obronić? – spytała po kilku krokach. Czyżby trafiła na młodego kogucika, co uważał, iż świat padał mu do stóp i naprawdę wystarczy machnąć raptem parę razy różdżką, żeby wszystko było, jak należy?
Świat już zbyt wielu takich nazbyt pewnych siebie osób widział i zapewne jeszcze wiele takich zobaczy; bardzo łatwo – zwłaszcza jeśli chodziło o młodych – uważać, że przecież nic złego się nie przytrafi, a jeśli już, to z pewnością uda się wybronić. Tak po prostu.
Zaproszenie na kawę bądź piwo sprawiło, że kącik ust drgnął. Była to ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślała w tej zakichanej sytuacji – zwłaszcza że skupiała się po prostu na wydostaniu z tych cholernych uliczek i ogarnianiu własnych myśli, żeby nie były tak chaotyczne.
- W zasadzie teraz nie odmówi... – zaczęła, ale urwała, drgnąwszy. Krzyk. Głośny, przerażający, zwiastujący niebezpieczeństwo. W innych warunkach może by była skłonna podążyć w jego stronę. Może. Teraz, zaś… nie, kiedy ledwo była w stanie pomóc sobie, jak mogła unieść różdżkę w cudzej obronie?
- Myślę, że po prostu powinniśmy spieprzać jak najdalej stąd – wychrypiała. Najlepiej, jakby udało się od razu znaleźć stąd wyjście, ale…
… przede wszystkim, jak najdalej od zagrożenia.
- Coś w tym jest – przyznała rację mężczyźnie. Jednego dnia to, drugiego dnia to, zależy jak wiatr zawieje. Albo co im się bardziej opłaci. Tak, niespecjalnie darzyła estymą wróżbitów wszelkiej maści, choć nie dało się ukryć, że pośród nich wszystkich zdarzały się jednak osoby z prawdziwym darem, które to rzeczywiście były w stanie spojrzeć za zasłonę przeznaczenia i dostrzec nici losu, jakie miały czekać daną osobę.
- Rabusie mieliby być miłą opcją? – spytała z pewnym niedowierzaniem w głosie. Tak. Istniały zaklęcia, to prawda. Ale oni też nimi by dysponowali, nie mówiąc już tym, że w obecnym stanie szczerze wątpiła, czy potrafiłaby wykrzesać z siebie choćby iskry. No dobrze, iskry może by jeszcze wyszły, ale niekoniecznie coś ciut poważniejszego… - Zakładasz, że byłbyś w stanie teraz w jakikolwiek sposób się obronić? – spytała po kilku krokach. Czyżby trafiła na młodego kogucika, co uważał, iż świat padał mu do stóp i naprawdę wystarczy machnąć raptem parę razy różdżką, żeby wszystko było, jak należy?
Świat już zbyt wielu takich nazbyt pewnych siebie osób widział i zapewne jeszcze wiele takich zobaczy; bardzo łatwo – zwłaszcza jeśli chodziło o młodych – uważać, że przecież nic złego się nie przytrafi, a jeśli już, to z pewnością uda się wybronić. Tak po prostu.
Zaproszenie na kawę bądź piwo sprawiło, że kącik ust drgnął. Była to ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślała w tej zakichanej sytuacji – zwłaszcza że skupiała się po prostu na wydostaniu z tych cholernych uliczek i ogarnianiu własnych myśli, żeby nie były tak chaotyczne.
- W zasadzie teraz nie odmówi... – zaczęła, ale urwała, drgnąwszy. Krzyk. Głośny, przerażający, zwiastujący niebezpieczeństwo. W innych warunkach może by była skłonna podążyć w jego stronę. Może. Teraz, zaś… nie, kiedy ledwo była w stanie pomóc sobie, jak mogła unieść różdżkę w cudzej obronie?
- Myślę, że po prostu powinniśmy spieprzać jak najdalej stąd – wychrypiała. Najlepiej, jakby udało się od razu znaleźć stąd wyjście, ale…
… przede wszystkim, jak najdalej od zagrożenia.
345/1962