26.03.2023, 18:24 ✶
Kiedy w grę wchodziło leczenie, potrafiła się skupić i odciąć od tego, co działo się dookoła niej. To była przydatna umiejętność, którą nabyła wraz z doświadczeniem, jakie zdobywała w trakcie pracy - rzadko kiedy zdarzało się, by na oddziale na którym pracowała panowała idealna cisza, pozwalająca na pełne skupienie.
Mruczała coś pod nosem, przesuwając różdżką tuż obok zranienia, z którego sączyła się krew. Kompletnie zapomniała, że tuż obok stoi zanurzony w natłoku własnych myśli Ulysses. Dopiero, gdy dotarł do niej jego głos, uniosła głowę, spoglądając w jego stronę.
- Hmm? - rzuciła w pierwszej chwili. Nie, wbrew temu co Rookwood sądził, nie uważała tego pytania za głupie. Kiedy naoglądasz się różnych przypadków, granica uznania, że coś "jest okej" znacznie się przesuwa. Z początku nie odpowiedziała, ujmując nadgarstek nieznajomej. Drugą dłonią delikatnie podniosła jedną powiekę kobiety, z uwagą przyglądając się jej źrenicy. Nieznajoma poruszyła się, wydając z siebie cichy dźwięk przypominający jęknięcie.
- Tak, tak mi się wydaje. Wizyta w Mungu na pewno by jej nie zaszkodziła, ale z drugiej strony... - urwała, spoglądając na to, co działo się za nimi. Na jej twarzy niemal natychmiast pojawił się wyraz zmartwienia i pewnej dozy współczucia - była niczym otwarta książka, nie umiejąc panować nad mimiką tak dobrze jak Ulysses. - ... Obawiam się, że inni mogą potrzebować hospitalizacji znacznie bardziej. A Ty? Jak się trzymasz? - zapytała, choć w jego wypadku nie miała na myśli obrażeń fizycznych i wizyty w Mungu.
Zmarszczyła lekko brwi. Ich? A więc napomknęła mu o tym, że musi odnaleźć członków swojej rodziny, którzy tego dnia mieli dyżur? Dziwne, była pewna że zatrzymała tą informację dla siebie.
- Nie, nie pchaj się w ten tłum, to niebezpieczne. Na pewno wiedzą już, że tu jestem. - odpowiedziała, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówią o czymś zupełnie innym. Ale grunt, że się dogadali, prawda?
Nieznajoma kobieta nie była jedyną osobą, której pomogli tego dnia. Zdążyli dodatkowo zabezpieczyć mocno poturbowanego młodego chłopaka, gdy zgodnie z przypuszczeniami Ulliego, na miejscu szybko pojawiło się dodatkowe wsparcie w postaci Brygadzistów, oraz poinformowani o konieczności wsparcia medycznego Uzdrowiciele z Munga. Dani szybko dostrzegła przewodzącego całą akcją i poinformowała go o gotowości pomocy, zarówno ze strony swojej jak i Rookwooda. To był ciężki i pracowity dzień, który z pewnością na zawsze zapadnie w jej pamięci. Będzie pamiętała, do czego może doprowadzić zawiść ludzi do innych i jak katastrofalna jest w skutkach. Zapamięta również to, że niejaki Ulysses Rookwood okazał się nieocenionym wsparciem, w chwili gdy potrzebowała go najbardziej.
Mruczała coś pod nosem, przesuwając różdżką tuż obok zranienia, z którego sączyła się krew. Kompletnie zapomniała, że tuż obok stoi zanurzony w natłoku własnych myśli Ulysses. Dopiero, gdy dotarł do niej jego głos, uniosła głowę, spoglądając w jego stronę.
- Hmm? - rzuciła w pierwszej chwili. Nie, wbrew temu co Rookwood sądził, nie uważała tego pytania za głupie. Kiedy naoglądasz się różnych przypadków, granica uznania, że coś "jest okej" znacznie się przesuwa. Z początku nie odpowiedziała, ujmując nadgarstek nieznajomej. Drugą dłonią delikatnie podniosła jedną powiekę kobiety, z uwagą przyglądając się jej źrenicy. Nieznajoma poruszyła się, wydając z siebie cichy dźwięk przypominający jęknięcie.
- Tak, tak mi się wydaje. Wizyta w Mungu na pewno by jej nie zaszkodziła, ale z drugiej strony... - urwała, spoglądając na to, co działo się za nimi. Na jej twarzy niemal natychmiast pojawił się wyraz zmartwienia i pewnej dozy współczucia - była niczym otwarta książka, nie umiejąc panować nad mimiką tak dobrze jak Ulysses. - ... Obawiam się, że inni mogą potrzebować hospitalizacji znacznie bardziej. A Ty? Jak się trzymasz? - zapytała, choć w jego wypadku nie miała na myśli obrażeń fizycznych i wizyty w Mungu.
Zmarszczyła lekko brwi. Ich? A więc napomknęła mu o tym, że musi odnaleźć członków swojej rodziny, którzy tego dnia mieli dyżur? Dziwne, była pewna że zatrzymała tą informację dla siebie.
- Nie, nie pchaj się w ten tłum, to niebezpieczne. Na pewno wiedzą już, że tu jestem. - odpowiedziała, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówią o czymś zupełnie innym. Ale grunt, że się dogadali, prawda?
Nieznajoma kobieta nie była jedyną osobą, której pomogli tego dnia. Zdążyli dodatkowo zabezpieczyć mocno poturbowanego młodego chłopaka, gdy zgodnie z przypuszczeniami Ulliego, na miejscu szybko pojawiło się dodatkowe wsparcie w postaci Brygadzistów, oraz poinformowani o konieczności wsparcia medycznego Uzdrowiciele z Munga. Dani szybko dostrzegła przewodzącego całą akcją i poinformowała go o gotowości pomocy, zarówno ze strony swojej jak i Rookwooda. To był ciężki i pracowity dzień, który z pewnością na zawsze zapadnie w jej pamięci. Będzie pamiętała, do czego może doprowadzić zawiść ludzi do innych i jak katastrofalna jest w skutkach. Zapamięta również to, że niejaki Ulysses Rookwood okazał się nieocenionym wsparciem, w chwili gdy potrzebowała go najbardziej.
Koniec sesji