Avelina martwiła się jak nigdy w życiu, gdy ten tak nieporadnie schodził z tej rynny, a gdy wylądował na ziemi odetchnęła z ulgą. Nie lubiła wysokości, od zawsze chyba miała lęk przed spadaniem, dlatego jako kot nigdy nie wchodziła na takie wysokości. Zawsze poruszała się po ziemi i wskakiwała najwyżej na jakąś beczkę, czy ławkę w parku. Salem idealnie zdawał się ignorować ten fakt, ale mogła mu wybaczyć, gdyż nie był czarodziejem, a po prostu kotem. Nie do końca chyba ogarniał kim ona jest i dlaczego w ogóle zmienia się w tego kota. Czułości, które dostała od kota były przyjazne. Zdecydowanie wolała koty niż psy, bo kiedyś się już przejadła na tych drugich. Kot podrapie, ale nie zagryzie na śmierć.
— Nie polowałam bardzo dawno. – odpowiedziała z uśmiechem. – A na gzymsie zobaczysz mnie dopiero jak umrę i sam tam wciągniesz moje truchło! – wytknęła pewnie z lekkim wzdrygnięciem, gdy sobie pomyślała jak mogłaby wejść na dach. Ugh.
— Niestety nie mam, ale jak masz ochotę możemy spróbować jakiegoś upolować. Szczury są dosyć groźne, może przydałaby ci się pomoc czarodzieja? – uniosła brew ku górze siadając na jednej ze skrzynek i spoglądając na niego z wyzwaniem w oczach.
Lubiła spędzać z nim czas, bo dzięki temu uczyła się naprawdę bardziej kocich zwyczajów pod swoją postacią animaga. Czasami Salem mógł się poczuć jak nauczyciel w jej przypadku i chyba mu się to podobało.