- Moim zdaniem nie do końca jest tak, jak mówisz. Spójrz na to w ten sposób, każde z nas tego chce, więc gdyby tylko jedna strona musiała zmienić swoje życie przez wspólną decyzję, byłoby to niesprawiedliwe, później mogłyby pojawić się pretensje, gdyby coś nie poszło po naszej myśli. Nie chciałabym tego. - Tłumaczyła bardzo spokojnym głosem. Niby nie wynikało to z tego, że wymaga od niego tych rzeczy, jednak mimo wszystko czułaby, że dzieje się tak właśnie przez nią. Nie podobało jej się to i nie zamierzała tego ukrywać.
- Każdy po prostu ma inne predyspozycje, które kształtują się od najmłodszych lat. Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć sobie swoje miejsce na świecie patrząc właśnie na te zainteresowania, które towarzyszą nam od zawsze. Mało kto potrafi tak nagle zmienić swoją ścieżkę rozwoju, szczególnie kiedy wspominasz o tym, aby zająć się tymi artystycznymi rzeczami. Jest to raczej niemożliwe. - Przynajmniej tak się wydawało pannie Avery. Pewnie łatwiej by było, gdyby wybrał jakiś zawód związany z tym, czym się aktualnie zajmuje, no ale Stella nie była też przecież doradcą, który zajmował się naprowadzaniem na nowe ścieżki zawodowe.
- No i ejj, starego? Nie jesteś stary przecież. - Nie mogła tego nie skomentować, chociaż wiedziała, że nie powinna brać tych słów dosłownie, bo była to tylko przenośnia, ale i tak nie mogła ugryźć się w język.
Stella czuła, że w powietrzu wisi jakaś irytacja, spowodowana zwyczajną bezsilnością, bo cóż mogli zrobić z tym wszystkim? Pomysły, które rzucał Stanley nie do końca były odpowiednie. Nie mogli sobie pozwolić na realizację żadnego z nich, bo mogło się to skończyć jeszcze większą katastrofą, a tego żadne z nich nie chciało. Musieli przemyśleć to wszystko na spokojnie, rozważyć wszystkie plusy i minusy, a nie działać od razu, pośpiech im nie służył, a mógł tylko dołożyć problemów.
- W sumie to nie wiem, to było coś, co chciałeś zawsze robić? Nie pytałam Cię o to nigdy. - Nawet podczas tej sesji pytań i odpowiedzi, którą sobie urządzili nie padło takie pytanie. Ona sama od dziecka była przygotowywana do tego, że będzie artystką. Jej ścieżka kariery była jasna od samego początku, miała łatwiej w końcu urodziła się w takiej rodzinie, a nie innej i od małego zadbali o to, aby kształciła się właśnie w tym kierunku. Nie zastanawiała się nad tym, co innego mogłaby robić, nie musiała - na całe szczęście.
- Nie myśl o tym. Mamy trochę czasu, teraz jest pora mojej siostry, ja mogę się jeszcze cieszyć wolnością. - Faktycznie, zdawali sobie sprawę, że prędzej, czy później dojdzie do takiego momentu, że jej rodzice postawią ją przed faktem dokonanym. Przedstawią jej odpowiedniego wybranka i nie będzie miała wyjścia, jednak póki co to Kordelia była w tym miejscu. Co najmniej do listopada powinni mieć spokój, bo na ten miesiąc został wybrany termin jej ślubu. Pół roku, a nawet ponad to nie jest taka mała ilość czasu.
- Wiedz też, że o Tobie nie zapomnę, nigdy. - Dodała jeszcze, nie zamierzała tego robić, czy tego chciał, czy nie. Pojawił się w jej życiu zupełnie niespodziewanie, ale nie wyobrażała sobie go bez jego obecności. Przyzwyczaiła się do tego, że jest tuż obok. Nie zamierzała też pozwolić na to, żeby skończyć uwiązana do jakiegoś mężczyzny, którego nie znała, wiedziała, że będzie musiała zareagować wcześniej, bo inaczej może skończyć się to sporym skandalem - tego wolałaby uniknąć.
Wysłuchał jej, na szczęście, uważała, że dobrze mu zrobi chwila na wzięcie oddechu, zatrzymanie się. Dzięki temu może nie będą reagować aż tak emocjonalnie i nerwowo. Wiadomo, że czas ich naglił, powinni jednak na spokojnie podejść do sprawy. Kiedy Stanley przymknął oczy Avery delikatnie musnęła dłonią po jego policzku. Imponowało jej to, że nadal był tutaj przy niej, mimo tych wszystkich komplikacji i próbował znaleźć rozwiązanie na wyjście z tej wcale nie takiej prostej sytuacji. Oznaczało to, że rzeczywiście mu na niej zależało.
Nie dało się ukryć, że to Stella miała mniej problematyczne pomysły. W tym przypadku nie mogła się pochwalić tak wybujałą wyobraźnią, jak Borgin, który leżał na jej nogach. Nie, żeby jej to przeszkadzało, dobrze było czasem pomarzyć, jednak zdecydowanie nie będą w stanie wcielić tych pomysłów w życie. - Mój pomysł też jest głupi, bardzo głupi. - Wolała go ostrzec, lepiej, żeby się nastawił, że tym razem nie jest to nic specjalnie błyskotliwego. Było jej wstyd powiedzieć to na głos, jednak skoro chciał to usłyszeć... Odetchnęła głęboko, coby zmierzyć się z tym, co miała za chwilę powedzieć.
- Moglibyśmy wziąć ślub w tajemnicy... - Powiedziała bardzo szybko, tak szybko, że pewnie ledwie, co można było ją zrozumieć. Widać było, że nie do końca komfortowo się czuje z tym, że powiedziała to na głos. Sama w końcu nie miała pojęcia, czy rzeczywiście by to mogło pomóc w tej sytuacji, chyba tak. W końcu nikt by nic nie wiedział, podpisaliby papiery i jej rodzice musieliby to zaakceptować, pewnie z początku by się zezłościli, ale może z czasem by im przeszło. Stella spoglądała uważnie na swojego towarzysza, była ciekawa jego reakcji, na ten jakże błyskotliwy pomysł. Nie wspomniała o tym drugim, czyli o zrobieniu sobie dziecka - bo wydawał jej się być zbyt drastyczny dla obu stron, byli w końcu jeszcze bardzo młodzi.